Życie oparte na małych szczęściach - film "Czas na miłość"

Życie oparte na małych szczęściach - film
Ocena5
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Nie lubię roman­tycz­nych kome­dy­jek. Są takie, że brrrrrr, więc trzy­mam się od nich z dala. Czy coś co nosi tytuł Czas na miłość może nie być głu­pa­wą roman­tycz­ną kome­dią? Otóż może.

Miało być fantastycznie

Z fan­ta­sty­ką bywa tak, że jest bar­dzo dobra lub kom­plet­nie zła. Na pierw­szy rzut oka Czas na miłość ani nie ma fan­ta­stycz­ne­go dobre­go tytu­łu, ani opi­su. Co jest cie­ka­we­go w tym, że jakiś tam nie­zbyt uro­dzi­wy Tim dowia­du­je się, że potra­fi podró­żo­wać w cza­sie, więc pró­bu­je wyko­rzy­stać swo­je zdol­no­ści, by zdo­być kobie­tę swo­je­go życia? Kom­plet­nie nic. Tak, jak książ­ki nie powin­no oce­niać się po okład­ce, tak i fil­mu po opi­sie. Jestem świe­żo po sean­sie i żało­wał­bym bar­dzo, gdy­bym nie poszedł do kina zoba­czyć tę nie­zwy­kłą histo­rię.

To nie będzie film o podróżach w czasie

Tym razem nie chcę zaha­czać nawet na chwi­lę o fabu­łę, bo ten film trze­ba schru­pać w cało­ści jak led­wo upie­czo­ną szar­lot­kę, a potwier­dzam, że jest prze­pysz­na. Czas na miłość wbrew pozo­rom nie opi­su­je pery­pe­tii zagu­bio­ne­go w cza­sie prysz­cza­te­go rudziel­ca. Dosta­je­my boha­te­ra, któ­ry jest cia­pą, ale sym­pa­tycz­ną i inte­li­gent­ną, chcą­cą dobrze prze­żyć swo­je życie. Spo­ty­ka­my po dro­dze jego rodzi­nę i obiekt wes­tchnień - pięk­ną dziew­czy­nę Mary. Nud­ne, praw­da? Oka­zu­je się jed­nak, że tato Tima to facet, któ­ry prze­ży­wa swo­je życie dwa razy, by móc je lepiej sma­ko­wać. W zma­ga­niach z losem poma­ga mu jego żona, mat­ka Tima - postać nie­zwy­kle twar­do stą­pa­ją­ca po zie­mi, a jed­no­cze­śnie kru­cha i deli­kat­na. Nie mogło zabrak­nąć sio­stry, któ­ra jest odstrze­leń­cem rodzin­nym i zako­chu­je się w nie­grzecz­nych chłop­cach, raczej nie wra­ca na noc do domu, a już na pew­no ma pro­ble­my w rela­cji z ota­cza­ją­cym ją świa­tem. Dodat­ko­we bar­wy do pale­ty wpro­wa­dza zna­jo­my taty Tima - Har­ry, obra­żo­ny na świat nie­udacz­nik życio­wy i nie­speł­nio­ny pisarz. Klam­rą zamy­ka­ją­cą pakiet jest ele­ganc­ki dżen­tel­men - wujek D, któ­ry cią­gle zapo­mi­na z kim i o kim roz­ma­wia (a do koń­ca fil­mu nie zosta­je wyja­śnio­ne, czy robi sobie jaja, czy rze­czy­wi­ście ma kło­pot z pamię­cią).

...nie zapomniałeś o czymś?

Aaaa, zapo­mniał­bym o Timie i Mary, bo ich pery­pe­tiom związ­ko­wym się przy­glą­da­my. Ale oni jako para para­dok­sal­nie nie są istot­ni, bo waż­niej­sze jest to, cze­go doświad­czył Tim i jakie pod­jął decy­zje. Jego dar, czy­li prze­miesz­cze­nie się w cza­sie wca­le mu nie poma­ga, a wręcz sta­je się cię­ża­rem, czy­niąc odpo­wie­dzial­nym nie tyl­ko za swój los. Dowia­du­je się za to, że naj­waż­niej­sze w życiu jest to, by umieć je prze­żyć tu i teraz. Nie­waż­ne, co się sta­nie - czy to będą uro­dzi­ny, czy śmierć, wszyst­ko jest darem, a w jaki spo­sób go przyj­mu­je­my, zale­ży od nas.

Pociekły mi łzy

Czas na miłość posia­da swój spe­cy­ficz­ny angiel­ski kli­mat. Z ekra­nu ata­ku­je nas co chwi­la humor sło­wa i sytu­acji, a co naj­lep­sze - nie ma w nim prze­sa­dy. Brak tu nie­po­trzeb­nych scen, a boha­te­ro­wie są kolo­ro­wi i świet­nie zagra­ni. Nie ma nawet jak szu­kać dziu­ry w całym, bo nie jest mono­ton­nie, choć wyda­rze­nia toczą się spo­koj­nym ryt­mem. Reży­ser sku­pił się na emo­cjach i rela­cjach mię­dzy­ludz­kich, dla­te­go tak dobrze oglą­da się ten obraz. Na szczę­ście nie ma tu naiw­no­ści i kar­mie­nia nas cukrem. Może­my z bli­ska przy­glą­dać się sytu­acjom, w któ­rych każ­dy z nas prę­dzej czy póź­niej się znaj­dzie. Dodat­ko­wo tłem tych scen są prze­pięk­ne zdję­cia naj­zwy­czaj­niej­szych pod Słoń­cem miejsc (dom, pokój, uli­ca, sza­fa) i nastro­jo­wa muzy­ka (na ścież­ce poja­wia się też Nick Cave z nie­ziem­skim Into My Arms). I jak tak zebrać to wszyst­ko do kupy, to otrzy­mu­je­my inte­re­su­ją­cą kome­dię, z ele­men­ta­mi fan­ta­stycz­ny­mi, pomie­sza­ną z dra­ma­tem i oby­cza­jem. W kil­ku momen­tach wzru­szy­łem się i pocie­kły mi łzy, a po gło­wie krą­ży­ła mi tyl­ko jed­na myśl, pod­su­mo­wu­ją­ca całość. Trze­ba zna­leźć w życiu czas na miłość, a esen­cją dłu­go­trwa­łej rado­ści mogą być zale­d­wie małe szczę­ścia dnia codzien­ne­go. Tak nie­wie­le i tak wie­le.

Pole­cam, zwłasz­cza na wie­czór z kobie­tą, któ­rą kochasz.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook25Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter