Życie, bez względu na śmierć

Kilka godzin temu dowiedziałem się, że odeszła. Nie znałem jej osobiście. W The Voice of Poland zaśpiewała utwór „Dreamer” Ozzy’ego Osbourne’a i zrobiła to bardzo średnio z technicznego punktu widzenia. W jej głosie jednak znalazło się tyle smutku zmieszanego z nadzieją, że ten krótki występ mnie poraził.

Kasia Markiewicz, bo o niej chcę napisać parę słów, wycelowała lufę emocjonalnego pistoletu w moje serce i strzeliła. W komorze nie było naboju z ostrą amunicją. To było coś o wiele mocniejszego: miłość do życia, do ludzi i wielka siła do spełniania marzeń. Czując przez skórę, że z tą kobietą jest „coś nie tak”, czekałem kiedy obnaży, skąd w niej tyle goryczy, smutku, ale jednocześnie nadziei. I stało się – wyznała publicznie, że umiera, bo jest chora na raka.

Przecież jej nie znałem

Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale poczułem niesamowitą więź z kobietą, której w ogóle nie znam. Jej choroba, w jakimś sensie, nie miała dużego znaczenia w tej nici porozumienia. Z Kasi wypływała taka wielka chęć do zawojowywania świata i odwaga do sięgania po spełnienie swoich marzeń, że nie sposób tego wyrazić słowami. I ta gorycz w głosie, jakby zwiastowała, że to się na pewno nie uda, ale z drugiej strony wiara, że należy próbować. Bo to jest najważniejsze, by żyć: siłowanie się z losem, bez względu na efekt.

Kasia pokazała widzom i jednocześnie mnie, że wszystko jest możliwe. Gdy Justyna Steczkowska, która pochodzi z muzykalnej rodziny i posiada niepodważalnie talent, wiedzę i doświadczenie, odwraca się na fotelu jurora, by za chwilę powiedzieć, że nie wie czemu to zrobiła, to znak, iż dzieje się coś ważnego. Niewytłumaczalnego w racjonalny sposób. Może jestem naiwnym wariatem,ale właśnie tak wyobrażam sobie spełnianie marzeń. W sytuacji bez szans wygrać na loterii.

Bierz życie jakim jest

Kasia pokazała nam jak żyć, a jej postępowanie uczy nas jak godzić się z nieuniknionym. Z kostuchą przecież najtrudniej nam się porozumieć, bo nie mamy na nią wpływu i dostępu do jej grafika. Przychodzi na spotkanie wtedy, gdy uznaje to za stosowne. Pytanie tylko, czy żyjemy z myślą, że w każdej chwili możemy umrzeć? Czy potrafimy mieć świadomość upływu czasu i trwonienia najważniejszych chwil dziejących się tu i teraz? Nasz czas jest najważniejszy, a każda minuta życia jest na wagę złota. Pragniemy, ale nie spełniamy swoich marzeń. Mówimy, ale nie to, co chcielibyśmy powiedzieć. Walczymy, ale nie pamiętamy o co. Biegniemy, ale zapominamy dokąd i gdzie jest nasza własna meta. I wreszcie nie dostrzegamy nikogo, a piękno otaczającego nas świata brudzimy pieniądzem, władzą i egoizmem.

W takich warunkach nie można stworzyć niczego dobrego. Kasia zrozumiała wszystko to, czego my nieraz nie potrafimy wprowadzić w życie. Jej historia spowodowała, że walę się w pierś z całej siły, by poczuć, gdzie mam serce i wsłuchać się na nowo w jego rytm. Mam do siebie żal o to, że nie wykorzystuję szans i talentów choćby dostatecznie, a moją głowę toczą (zdecydowanie za często) sprawy niewarte funta kłaków.

Bardzo przykro mi, że Kasia odeszła. Współczuję rodzinie i bliskim. Z drugiej strony cieszę się, że jeszcze przed śmiercią zrobiła tak wiele wspaniałych rzeczy. Jedną z nich jest udowodnienie, że można żyć na 200%, nawet w obliczu nadchodzącego wiecznego snu. Drugą, że warto spełniać najskrytsze marzenia, nawet bez szans na powodzenie. I wreszcie trzecią – umieć akceptować z pokorą każde doświadczenie, nawet jeśli będzie ostatnim na tym świecie.

Dziękuję, Kasiu.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Dzięki takim historiom człowiek budzi się ze snu! Mimo, że są cholernie przykre, to robią z ludźmi coś niesamowitego – zaczynamy dostrzegać, że żyjemy. A życie jest jedno, i łatwo je stracić. Trzeba więc brać je całe w garść. Nie narzekać i użalać się nad swoim marnym losem, tylko iść szczęśliwie przez życie. Tak jak robią to ci, na których werdykt jest już wydany.

  • Płaczę. Przykro mi, że p. Kasia odeszła, ale jestem pewna, że umierała, będąc szczęśliwą osobą i to jest chyba najważniejsze.

  • To jest ciekawe, że akurat dzisiaj trafiłem na podobną historię.

    Sam Bernes, który zmarł w styczniu tego roku, w wieku 17 lat, nie miał łatwego życia. Miał pecha być jednym z 350 dzieci, które chorują na Progerię. Wystarczy jeden rzut oka na niego, żeby wiedzieć, że nie miał łatwo.

    Tu można obejrzeć wystąpienie, w którym przedstawia swoją filozofię: http://www.youtube.com/watch?v=36m1o-tM05g. To co jest uderzające w tej 12 minutowej historii, to fakt, że rozpoczyna się od stwierdzenia, że Sam ma bardzo szczęśliwe życie.

    Tacy ludzie udowadniają, że śmiertelna choroba nie oznacza wcale konieczności rezygnacji z życia.

  • „Śmierć nie istnieje” – jest tylko zmiana formy.
    Mnie zawsze zastanawia szaleńczy pęd ku życiu, ale może to ja jestem jakaś „odklejona” ;)

  • Kolejny, niestety, znowu smutny bodziec do podjęcia refleksji nad swoim życiem. Z jednej strony historia Kasi skłania do zważenia, co tak naprawdę jest i powinno być dla nas ważne, z drugiej nasuwa się pytanie: czy ja obliczu nadciągającego końca zdobyłbym się na coś wielkiego?

  • U mojego byłego chłopaka wykryto białaczkę w wieku 18 lat. Byłam z nim jeszcze 3 lata. Przy chemii, wymiotach, spadku wagi… Jednego dnia dobrze, drugiego fatalnie. Płaczesz tylko w kącie, a poza tym jesteś motywatorem do walki. Cieszę się, że Kasia miała w sobie tyle siły, by walczyć do końca. Mój chłopak przeżył, ale potem wybrał życie, którego ja nie akceptowałam. Nie mogłam zrozumieć, jak wygrywają drugie życie może go tak nie szanować…

    • Nie wiem, co powiedzieć. Sporo przeszłaś, dlatego bardzo dziękuję Ci za ten komentarz.

  • Bartek Juszczyk

    Szacun.

  • Dzięki takim ludziom uświadamiam sobie, jaki ja jestem, kurwa, mały i że użalam się nad sobą z byle gówna, kiedy tak naprawdę mogę być wielki, mogę spełniać marzenia, mogę być szczęśliwy. Każdy z nas może.

    • Przykład Kasi wręcz nakazuje patrzeć w kierunku szans do wykorzystania i nie pozwala ogniskować uwagi na problemach. To była odważna kobieta.