Żeby wszyscy zdrowi i bogaci byli - film Elizjum

Żeby wszyscy zdrowi i bogaci byli - film Elizjum
Ocena3.5
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Mia­łem ocho­tę na dobre sajens-fik­szyn zasia­da­jąc do fil­mu Eli­zjum. Obej­rza­łem, nie żału­ję, ale...

Podział na klasy

Jak to zwy­kle bywa w fil­mach fan­ta­stycz­nych - mamy podział na dwie kasty. Ludzie boga­ci i pła­wią­cy się w luk­su­sie (a w przy­pad­ku miesz­kań­ców Eli­zjum - na doda­tek wiecz­nie zdro­wi) oraz bied­ni i przy­mie­ra­ją­cy gło­dem wyklu­cze­ni. Jak łatwo się domy­ślić - kla­sa wyż­sza nie chce poma­gać tej niż­szej, a ta z kolei chce uszczk­nąć ze sto­łu dobro­by­tu. W tym momen­cie na ekra­ny wkra­cza Max (Matt Damon), były prze­stęp­ca marzą­cy od dzie­cię­cych lat, by zamiesz­kać w Eli­zjum, gdzie mle­kiem i mio­dem pły­ną rze­ki, a każ­da cho­ro­ba może zostać wyle­czo­na. Jest tyl­ko jeden waru­nek - trze­ba być oby­wa­te­lem, a o to nie­ła­two. Max pra­cu­je w fir­mie, któ­ra dostar­cza tech­no­lo­gię na Eli­zjum i nie­ste­ty ma pecha, bo się chło­pa­czy­na pod­czas pra­cy napro­mie­nio­wu­je, więc jedy­nym ratun­kiem jest pole­cieć na legen­dar­ną sta­cję i się wyle­czyć. Roz­po­czy­na wal­kę z cza­sem i spo­so­bem dotar­cia do tytu­ło­we­go Eli­zjum, a czy mu się uda - prze­ko­nasz się oglą­da­jąc film, ale... ja nie o tym.

Pomysł dobry, wykonanie też, więc o co Ci chodzi?

Są fil­my, któ­re zja­da się jak cie­płe buł­ki. Smacz­ne i z każ­dym kęsem chcesz wię­cej. Eli­zjum w pierw­szej poło­wie było dla mnie taką smacz­ną gorą­cą droż­dżów­ką. Miło zasko­czył mnie cie­ka­wy obraz futu­ry­stycz­nej Zie­mi, choć poka­za­ny w dość nie­ostrym obiek­ty­wie. Moż­na to wyba­czyć, bo reży­ser chciał poka­zać histo­rię czło­wie­ka wyku­te­go w ogniu złe­go świa­ta, któ­ry pomy­ka na cze­le ludz­kie­go pocho­du niczym Pro­me­te­usz z kagan­kiem nadziei na lep­sze jutro. Ckli­we, ale też moż­na prze­łknąć i podzi­wiać hero­izm głów­ne­go boha­te­ra. Gorzej jed­nak z jego retro­spek­cja­mi, któ­re sta­ją się man­trą fil­mu. Jego prze­szłość za nim gania niczym rzep za psim ogo­nem i robi to do tego stop­nia, że pod­czas sean­su w powie­trzu zaczy­na się uno­sić smro­dek mora­li­za­tor­stwa, któ­re w tego rodza­ju fil­mach nie przy­no­si osta­tecz­nie nic dobre­go. Mógł­bym szu­kać dziur w sce­na­riu­szu, bo było ich zde­cy­do­wa­nie za dużo, ale liczy­łem na pomysł i jego wyko­na­nie. Chcia­łem rów­nież, aby zosta­wio­no mnie jako widzo­wi inter­pre­ta­cję dobra i zła. Nie docze­ka­łem się i dla­te­go leję tu tro­chę gory­czy.

Teatr dwóch aktorów

Lubię Damon'a i już myśla­łem, że nie wró­ci do for­my nie tyle aktor­skiej, co fizycz­nej. W pew­nym momen­cie zaczął tatu­sieć i zwy­czaj­nie się sta­rzeć, więc coraz mniej bie­gał z kara­bi­na­mi i prze­stał orga­ni­zo­wać roz­pier­du­chy. W Eli­zjum widać, że nie próż­no­wał na siłow­ni i znów czuć ducha mło­do­ści w jego grze (może to przez egzosz­kie­let?). Rów­nie miło (a może nawet bar­dziej) oglą­da­ło się na ekra­nie popi­sy Jodie Foster w roli zim­nej jak powiew skan­dy­naw­skie­go wia­tru pani Sekre­tarz Eli­zjum. Zde­cy­do­wa­nie ta kobie­ta jest jed­ną z naj­lep­szych akto­rek na świe­cie (w moim pry­wat­nym ran­kin­gu), bo choć za wie­le do zagra­nia nie mia­ła - powie­dzia­ła sobą wszyst­ko to, cze­go moż­na było od niej chcieć.

Ocze­ki­wa­łem dobre­go kina i było nie­złe - nie zawio­dłem się, nie­mniej zabra­kło mi tego czyn­ni­ka X, któ­ry pozwo­lił­by mi powie­dzieć - ŁAŁ! Z fil­mu fan­ta­stycz­ne­go w pew­nym momen­cie Eli­zjum prze­ra­dza się w akcję i choć nie jest to aku­rat zarzut - to jed­nak za dużo tu Bon­da w Damo­nie, za dużo naiw­no­ści i ide­ali­zmu, któ­ry pod­kre­śla­ny zbyt czę­sto zaczy­na sta­wać się wła­sną kary­ka­tu­rą. Ale... dla samej Foster, wygi­ba­sów Damon'a i napraw­dę dobrych efek­tów spe­cjal­nych war­to obej­rzeć. Dla roz­ryw­ki.