Żeby nie wyjść na idiotę

Żeby nie wyjść na idiotę

Boisz się wyjść na idiotę, zwłaszcza w towarzystwie, w którym wszyscy wydają się być lepsi od Ciebie dosłownie we wszystkim. Boisz się być sobą i stajesz się kimś, o kogo na pewno się nie podejrzewasz. Nikim.

Pierwotnie tę muszkiecinę miałem zatytułować „Żeby nie wyjść na buca”, ale zdecydowałem się użyć „idioty”, bo znacznie łatwiej wejść w jego skórę. Nie będzie tu dziś ani łatwo, ani przyjemnie, bo temat nie jest zbyt prosty. Bycie sobą to sztuka, której można się nauczyć tylko stając przed sobą w prawdzie i darząc siebie dużym szacunkiem oraz zaufaniem.

Dlaczego chcę o tym pisać, choć sprawa niby jest oczywista? Bo sam miałem ten problem i raczkuję w przebudowywaniu swojej tożsamości na nowo. Brzmi poważnie, bo to nie jest prosta sprawa, ale dziś poczułem, że chcę o tym napisać, dlatego cieszę się z Twojej obecności i chęci czytania dalej. Bo jak nie chcesz wchodzić wgłąb siebie i dotknąć być może najczulszych swoich strun – opuść tę muszkiecinę.

Boisz się być sobą

Jak często próbowałeś być kimś fajniejszym niż jesteś naprawdę? Ile razy zastanawiałeś się jak zaimponować wszystkim wokół, aby Cię podziwiali i szanowali? Ostatecznie przypomnij sobie momenty, w których zgadzałeś się na wszystko, czego jesteś zaprzeczeniem.

Boli, prawda?

Ten ból bierze się z jednej przyczyny, z której Ty sam zawsze próbujesz robić błahostkę, a to przecież głupawe zamiatanie śmieci pod dywan. Boisz się być sobą i bierzesz odpowiedzialność za to, jak czują się inni względem Ciebie. Każdą emocję z zewnątrz, każde skrzywienie twarzy Twojego rozmówcy, każdą nieprzychylność bierzesz na siebie, bo wydaje Ci się, że to Twój problem i to przecież Ty jesteś powodem całego zła…

Wielu z nas tak myśli i nie potrafi poradzić sobie ze swoim ja, godząc się na definiowanie go przez innych. To momenty, a może nawet całe życia, kiedy za sterem samolotu z napisem „MOJE” sadzamy nieznanych pilotów bez licencji.

Ty ciągle nie jesteś wystarczająco przeszkolony, doświadczony, dobry. Jesteś do niczego, bo oni są lepsi. Jacy oni? No wszyscy oni, byle nie byli Tobą.

Pozwalając sobie na taką gonitwę myśli i zgadzanie się z tym, co Ci zaszczepią w głowie – trujesz siebie. Zabijasz na raty tego kogoś w środku, choć powinieneś być jego przyjacielem. Wywabiasz ostatnie unikalne elementy Twojego ja, by być jak oni. I zaczynasz być nijakim człowiekiem nikim. Dostosowanym.

Olśnienie przez wewnętrzne selfie

Jeśli nawet małpa potrafi zrobić sobie selfie, to uwierz, że i Ty powinieneś nauczyć się robić takie fotki. Ale nie te zwykłe, aparatem czy komórką. Zrób zdjęcie swojego wnętrza i obejrzyj je dokładnie. Zastanów się, co Ci przypomina i czy podoba Ci się to, co widzisz. Nie proś nikogo, aby wykonał je za Ciebie, bo nic z tego nie wyjdzie poza wzmocnieniem strachu przed nieudanym ujęciem. To Twoja sesja, w której jesteś jednocześnie modelem i fotografem.

Problem w tym, że nie każdy rodzi się z talentem do fotografowania. Również nie każdy może zostać modelem. Co z takim fantem zrobić? Rozwiązanie jest prostsze niż można przypuszczać. Zamiast bać się swojej niedoskonałości wystarczy ją pokochać i zrobić z niej atut. Nie trzeba być facetem z pierwszych stron journala mody, aby wziąć udział w ładnej sesji. Tak, jak nie trzeba być wziętym fotografem, aby ująć piękno w obiektyw. To się robi uczuciami.

Zabrzmię banalnie, jak wydaje mi się, że banalnie brzmi cała ta muszkiecina, ale żeby być sobą nie wystarczy się nie bać ocen. Nie wystarczy również mieć przeświadczenie, że nie ma się czego bać. Największą tajemnicą jest proces docierania do siebie i godzenia się z tym, co zastaniesz. Odkrywanie siebie przed samym sobą jest najwspanialszą życiową przygodą, w którą możesz się zabrać!

Gdy „dogadujesz się” ze swoim wnętrzem, przestaje Ci przeszkadzać to, że czasem jesteś idiotą. Nie denerwują Cię niczyje uwagi, mimo że są kąśliwe albo zawistne. Nie szkodzi Ci czyjaś twarz zwinięta w pogardę. Masz wreszcie swój świat, do którego zapraszasz tylko tych ludzi, z którymi czujesz się dobrze, swobodnie i przy których możesz być prawdziwy (a jedynie wtedy wzrastasz). Dajesz sobie szansę, odbierając pole manewru tym, którzy chcą Ci szkodzić, a w zdecydowanej większości – w ten sposób radzą sobie z kompleksami.

Najgłośniej zawsze krzyczy ten, którego nikt nie słucha. Najbardziej chamski jest ten, który oczekiwałby szacunku. Najbardziej uśmiechnięty jest ten, któremu nie jest do śmiechu. Najwięcej czasu dla innych ma ten, któremu brakuje go dla siebie. Robi to wszystko, żeby nie wyjść na idiotę, w którego zamienia się za każdym razem, gdy przestaje być sobą, a na twarz zakłada maskę nikogo.

Tyle ode mnie. Reszta należy do Ciebie.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+2Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Francuz

    Jako że ostatnimi czasy ćpam romantyzm, to pozwolę sobie w odniesieniu do tego prześwietnego wystrzału, jak i Twego muszkietu w ogóle, zacytować Adamka, który kochał kobiety acz którego kobiety kochać nie za bardzo chciały, a mianowicie: To lubię. Naprawdę. Bo, widzisz, ja ostatnio takim trochę mentalnym Elblągiem jestem. Pod poziomem morza stąpam, tonę sobie, Titanica udaję. Zamiast rybek łowię pytania i pytania; sieci pękają, i Jezus z patelnią na brzegu nie wystarcza, bo choć pytania razem na patelence wędzimy i dusimy, a nawet gotujemy, to i tak wszystko na nic, bo zaraz stygną i w góry lodowe się stroją. A ja się rozbijam. Paradoksami kaleczę, imię wyjaławiam i kroję. I żonglując jajami, gubię ja swoje, prywatne, własne, jeszcze nie z second handu, ale made in Poland, 100% human, nie elastan. Ale już mi lepiej. Już wiem, że ludzie istnieją. Już wiem, że szczęście jest tuż-tuż. Już. Po prostu – już. Jestem. Będę. Zostaję.

    Nawiasem mówiąc, dziękuję za uwzględnienie bywalców szkół średnich w ankiecie. Bo co jak co, ale ja się z tym podstawowym zawsze jakoś dziwnie czułem, a tutaj wreszcie (narrreszcie!) jakaś alternatywa.

  • natalia

    Ogromne dziękuje, zmusza do myślenia, daje kopa, idealne na gorszy dzień. Dziękuję!

    • Cieszę się i zapraszam na stałe :)

  • Meipu

    Kurczę, trudne to! Ja wciąż nie wiem, kim jestem i jaka chcę być. W realu boję się ocen, wirtualnie? W sumie też. Jak pracować nad sobą? Jak uwierzyć w siebie? Mąż zapytał mnie ostatnio, co chciała bym robić po wychowawczym. Zaproponował, żebym otworzyła coś własnego. Pytanie, co to by mogło być, zbiło mnie z pantałyku. Nie wiem. Nie wiem, co chcę robić, nie wiem, co polubię, a to co lubię nie nadaje się po prostu. A może się nadaje? Tylko ja źle patrzę? Cholerka!

    Dzięki ci za tego posta, i za wszystkie inne. Za każdym razem, wyciągam coś dla siebie.

    • Mam wrażenie, że na razie jesteś na etapie widzenia możliwości, które masz na wyciągnięcie ręki, ale jeszcze nie wiesz, jakie chcesz wykorzystać. Wiara w siebie pojawia się właśnie wtedy, gdy już wiesz, że chcesz robić tę, a nie inną rzecz. Proponuję, abyś wzięła sobie „na warsztat” coś małego, ale tylko Twojego, takiego właśnie, które wydaje Ci się, że „się nie nadaje”. Może się okazać tylko w działaniu i po wykonaniu jakiejkolwiek, nawet najmniejszej próby, czy to był właściwy wybór.

      Przestań się bać, że nie wyjdzie i nie nakręcaj się, że czegoś nie wiesz. Jak masz się dowiedzieć jak się boisz spróbować? :) Nie bój się. Najwyżej się nie uda, a Ty będziesz miała za sobą kolejne świetne doświadczenie życiowe, które być może otworzy przed Tobą inne możliwości, albo uświadomi, że gdzie indziej masz niewykorzystane talenty. Warto próbować, by się dowiadywać o sobie coraz więcej.

      Życzę Ci powodzenia i mam nadzieję, że mąż będzie Cię wspierał jak już podejmiesz decyzję :)

  • trafiłam tu przez Aurorę i niezmiernie się z tego cieszę:D troszkę jakbym czytała samą siebie. Myślę, że każdy przez to przechodzi, pytanie tylko brzmi czy przeszedł przez linię na której jest napisane ‚być sobą’ czy nie? Granica jest cienka, ale wszystko da się zrobić. Potrzeba na to tylko trochę odwagi. Ja uporałam się z tym stosunkowo niedawno. Ważnym momentem było zrozumienie różnicy między podzieleniem się czymś z kimś, a pochwaleniem. Kiedyś choćby robiąc zdjęcia/będąc w jakimś fascynującym miejscu myślałam tylko o tym by wrócić i pokazać innym, że tam byłam. To psuło całą frajdę bycia tam po prostu. Teraz nie twierdzę, że zdjęć nie robię, ale cieszę się z bycia gdzieś/ bycia z kimś w czystej postaci, bez chęci pokazania swojego szczęścia innym. A z tymi z którymi mogę to oczywiście się nim dzielę:)
    pozdrawiam serdecznie,miło było się tu zatrzymać na chwilę.

    • Iza, dzięki wielkie za ten wspaniały komentarz. Rewelacyjne uzupełnienie do muszkieciny – zapraszam, zatrzymuj się tutaj częściej :)

  • Kasia Koczułap

    Przyszłam Ci powiedzieć, że choć nie zawsze się z Tobą zgadzam, to lubię Cię czytać. Tak po prostu.

    • To potęga dialogu i odrzucenie tzw. mamracjonizmu. Jesteś na właściwej ścieżce, Kasia.

      A taki komplement to największa pochwała dla autora. Dziękuję!

  • Kasia Jundziłł

    Szukanie siebie, poznawanie siebie, zaprzyjaźnianie się ze sobą… zajęło mi to parę lat. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że na tyle, na ile siebie poznałam, jest fajnie, lubię moje JA. Doszłam do tego etapu, że zrozumiałam, że inni wcale nie muszą mnie lubić. Owszem, fajnie by było, gdyby lubili, ale ważniejsze dla mnie jest, bym ja lubiła siebie. Wyciągnęłam na światło dziennie wiele różnych swoich cech, dobrych i złych. Może to samolubne tak myśleć, ale doszłam do wniosku, że to mnie ma być dobrze, wszystkich innych nie sposób zadowolić.
    Gdy miałam lat dwadzieścia kilka chciałam się dopasować, szukałam pomysłu na siebie, kombinowałam. To było męczące! Po przekroczeniu „magicznej” trzydziestki odpuściłam i to był strzał w dziesiątkę. Z naturą nie wygrasz, zawsze wylezie. Trzeba się z tym tylko oswoić :)

    • No to gramy w tej samej drużynie zdrowo siebie lubiących :) Dziękuję Ci za ten komentarz!

  • Boże, jak dobrze to znam. Prawie każde Twoje zdanie mogłabym potwierdzić własnym doświadczeniem.
    Pokochanie swoich niedoskonałości to jest level master, ale jak najbardziej do osiągnięcia. Trudna droga do tego prowadzi. Dużo pracy nad sobą, pokory i jednocześnie odwagi, dystansu i poczucia humoru. Otwarcia się na ludzi i na łaskę z góry (przynajmniej dla mnie).
    Ale kiedy już dokopiesz się do własnej wartości, to dosłownie zachwycasz się nią każdego dnia. I dziwisz się, że cały świat wygląda zupełnie inaczej :)
    Niebanalna muszkiecina. Prawdziwa.

    • Nie wiem, co napisać, więc… dziękuję Ci bardzo!

      Może w ramach mnożenia przez dzielenie od razu zaproszę na Twój nowy blog (gratuluję decyzji!): http://alchemiakobiecosci.com/ :)

  • Wiesz, Damian, że mnie jest cholernie trudno się określić? Ja nawet nie wiem, jaka naprawdę jestem i teraz będzie mocno szczerze. Weźmy na przykład to: przez większość mojego życia byłam cholernie otyłą dziewczyną. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie działało to na moje relacje z ludźmi. Wycofywałam się, starałam się być możliwie najmniej widoczna, jednocześnie skrycie pragnąc być akceptowaną, co w czasach, gdy ma się naście lat, jest straszliwie młodemu człowiekowi potrzebne. Z drugiej jednak strony często było mnie wszędzie pełno – dosłownie i w przenośni. Uczyłam się wykorzystywać to, ze potrafię odezwać się w odpowiednim momencie i powiedzieć coś zabawnego. Byłam jakby dwiema osobami, kimś niewidzialnym i kompletnym błaznem. Teraz, kiedy od dawna wiek nastoletni mam za sobą, zupełnie nie wiem, kim jestem. Bywa, że towarzystwo ludzi mnie krępuje, a bywa, że czuję się pośród nich doskonale. To jest dopiero problem, kiedy nie można stwierdzić, czy się w istocie lubi ludzi, czy chce się ich unikać. Wierz mi, myślałam nad tym niezliczenie wiele razy. Wniosków brak.

    • M

      „To jest dopiero problem, kiedy nie można stwierdzić, czy się w istocie
      lubi ludzi, czy chce się ich unikać. Wierz mi, myślałam nad tym
      niezliczenie wiele razy. Wniosków brak.” – Idealne pytanie, czy chce się być z ludźmi czy budować mur, żeby nie zostać skrzywdzonym.

      Ja jestem na wiecznym etapie szukania siebie i to jest dobijające, szczególnie w momencie, kiedy uświadamiam sobie swoje błędy – wtedy też przegrana murowana.

      • M., bardzo gorzki ten Twój komentarz. Spójrz jakich używasz słów: „mur”, „zostać skrzywdzonym”, „przegrana murowana”, „swoje błędy”. To bardzo smutne słowa, przytłaczające, zwłaszcza w sytuacjach, gdy nie masz do siebie zaufania, a ktoś np. w przeszłości Cię skrzywdził. To takie rozdroże, w którym żadna droga nie jest dobra. Zauważ, że zestawiasz bycie wśród ludzi z krzywdzeniem.

        A ja Ci powiem, że nie wszyscy ludzie krzywdzą, choć cierpienie zdarza się nawet spełnionym, uśmiechniętym i bogatym. Swoje Eldorado znajdujesz dopiero wtedy, gdy otworzysz się zarówno na szczęście, jak i nieszczęście. Gdy zaczniesz przyjmować wszystko takie, jakie jest – przestajesz zastanawiać się, jakie by mogło być, gdyby było inne. Nie ma co idealistycznie podchodzić, że wszyscy są cacy, bo nie są. Ale nie można też myśleć, że są tylko nie-cacy, bo tak też nie jest.

        Życzę Ci odnalezienia się, M., przede wszystkim w swoich emocjach. Od nich będzie zależało nastawienie do siebie, do świata, do ludzi. Jak je poukładasz, dobrzy ludzie sami zaczną pojawiać się w Twoim otoczeniu. Trzymam kciukens!

        • M

          :)

    • Agnieszka, jesteś w bardzo ciekawym momencie życia wbrew pozorom. Moja historia, którą kiedyś może opowiem szerzej wyglądała podobnie. Co prawda grubaskiem byłem we wczesnym nastolęctwie, ale z nieśmiałością walczyłem bardzo długo. Coś się we mnie zmieniło w szkole średniej, bo postanowiłem być otwarty (wcześniej zdarzało mi się wstydzić powiedzieć jak się nazywam). I stałem się otwarty i w tamtym czasie to było dla mnie duże osiągnięcie, a na pewno wystarczające, aby rekompensować sobie inne braki.

      Teraz, gdy jestem już dojrzałym mężczyzną sprawa ma się nieco inaczej, przez co jest dużo poważniejsza i jeszcze bardziej ciekawa niż kiedyś :) Otóż bałem się wykorzystywać swoje talenty, a ich nadmiarowość, która w danym momencie życia nie była mi przydatna (np. w pracy) odbierałem jako nadwrażliwość i słabość.

      Blog pozwolił mi się lepiej poznać, zanurzyć w siebie, zastanowić czego chcę i jaki ja jestem naprawdę. Zauważyłem paradoks, że internetowy Muszkieter jest prawdziwym Damianem Moskalskim, a Damian Moskalski z reala do końca nie wie kim jest, a już na pewno kim chce być. Na szczęście otrzeźwiałem, spotkałem tu wspaniałych ludzi, a sam przestałem być dla siebie taki surowy. I tak Muszkieter stał się Damianem Moskalskim, a Damian Moskalski Muszkieterem. To był moment, w którym dwóch gości tam wewnątrz się dogadało i zaczęli być w 100% kompatybilni i spójni.

      Tyle o mnie, ale jeśli miałbym Ci coś radzić – to po prostu przestań tak dużo od siebie wymagać! Wiem, że brzmi to głupio, ale w istocie Ty chcesz chyba zrobić z siebie robota, który zawsze jest taki sam. Czemu nie pozwolisz sobie na tę zmienność, w której czasem chcesz być sama i jesteś odludkiem, a czasem wręcz tryskasz tęczą i stajesz się duszą towarzystwa? Czemu ta zmienność ma definiować Ciebie kategorycznie? Dlaczego musisz się określać względem ludzi? Przecież jednych będziesz lubić, innych nie i to jest totalny klasyk normalności. Nawet tym, co ich lubisz czasem powiesz „nie chcę teraz Waszego towarzystwa, chcę zostać sama” i jak są Twoimi bliskimi, którzy szanują Twoje potrzeby – w żaden sposób to nie wpłynie na Wasze relacje. Wręcz je wzmocni i będzie dobrą nauką siebie nawzajem.

      Nie musisz spełniać żadnych standardów poza tymi, które będą Twoje. Nie musisz się dookreślać i być pewna, jeśli czegoś nie czujesz. Wystarczy, że będziesz sobą i w zgodzie ze sobą zaczniesz żyć z innymi. Tak się zmienia swoje życie na podstawie swoich potrzeb, a nie oczekiwań otoczenia.

      O tym piszę, Agnieszka. Gorąco Ci kibicuję i wiem, że przyjdzie czas również na wyzwolenie Twojego potencjału. Na razie więzisz go w klatce niepewności. Pocieszę Cię – to przejściowe :)

      • I powiedz mi teraz, Damian, co ja mam Ci na to odpowiedzieć? Napisałeś mi dwie szalenie mądre rzeczy w ciągu jednego dnia. Wydrukuję sobie i powieszę nad łóżkiem, będę czytać co rano :) DZIĘKUJĘ!

        • Wystarczy, że powoli będziesz robić swoje i wzrastać, rozwijać się, dla samej siebie :)

          PS
          Mam nadzieję, że ten mój długaśny mail też dotarł.

  • Takie dogłębne selfie to ja mogę i chcę robić sobie jak najczęściej :D