Zdradzić, jak to łatwo powiedzieć

Zdradzić, jak to łatwo powiedzieć

Jeśli jesteś sin­glem i masz moż­li­wość przy­pra­wić rogi jakie­muś face­to­wi lub kobie­cie, to się dobrze zasta­nów, czy war­to.

Ostat­nio prze­czy­ta­łem u Volan­ta wpis doty­czą­cy zdrad, ale od tej stro­ny, któ­ra ową zdra­dę umoż­li­wia. W jego wypad­ku - face­ta, któ­re­mu podo­ba­ją się, ogól­nie rzecz bio­rąc, zaję­te kobie­ty. Autor lek­kim pió­rem opi­su­je jak to się dobrać do zaję­tej dziew­czy­ny i nie mieć żad­nych wyrzu­tów, bo prze­cież to nie jest jego wina, że to Ona chce, a On korzy­sta.

Przy­znam szcze­rze, że jak to prze­czy­ta­łem, to w pierw­szej chwi­li nie wie­dzia­łem co pomy­śleć. Na logi­kę rzecz bio­rąc, to wszyst­ko wyda­je się w porząd­ku. Ona chcia­ła, On chce, Ona ma pro­blem, bo jest w związ­ku, On nie, bo nie jest. Obo­je nie ocze­ku­ją od tej zna­jo­mo­ści dekla­ra­cji, tyl­ko zwy­kłe­go kla­sycz­ne­go ostre­go rżnię­cia. I wszyst­ko w porząd­ku, w każ­dym z nas jest zwie­rzak, ale czy na pew­no nie ma żad­ne­go pro­ble­mu?

Volant mówi: to nie mój problem!

Cytat z wpi­su Volan­ta:

Po trze­cie, jeśli sam nie mam dziew­czy­ny, to dla­cze­go mam się mar­twić cudzym związ­kiem? Prze­cież to nie moja spra­wa. Podob­nie jak nie mar­twię się o cudze pra­ce, przy­jaź­nie i fir­my tak samo nie mar­twię się o ich rela­cje i jestem w tym bar­dzo kon­se­kwent­ny. To spra­wa tej dziew­czy­ny i jej misia – jak jej na nim nie zale­ży, to ja mam się przej­mo­wać nim bar­dziej? To nie ja mówi­łem mu, że go kocham i że jest dla mnie waż­ny, nie cało­wa­łem się z nim, nie trzy­ma­łem za rękę ani nie pozna­wa­łem jego rodzi­ców. Nie mam wobec nie­go żad­nych zobo­wią­zań. To ona jest w związ­ku i ona powin­na o nie­go dbać, a nie ja. Mi wol­no wszyst­ko.

Wte­dy wit­ki mi opa­dły. Nagle wszyst­kie te pora­dy, któ­re mia­ły­by uspra­wie­dli­wić moral­ność, że moż­na puk­nąć komuś laskę i nie mieć z tym pro­ble­mu zde­ma­sko­wa­ły o co tak napraw­dę cho­dzi. Nie jeste­śmy prze­cież zwie­rzę­ta­mi bez uczuć i ety­ki, Volant jak widać też nie, więc trze­ba się przed sobą jakoś wytłu­ma­czyć. "To nie ja jestem win­ny, to ona. Ja tyl­ko wsa­dzi­łem w jej kro­cze swój czło­nek i upra­wia­li­śmy seks, więc o co kaman? To jej spra­wa, nie moja. Mój jest tyl­ko penis." - tak by to moż­na krót­ko skwi­to­wać.

Inna spra­wa, że w tek­ście Volan­ta poja­wia­ją się też zarzu­ty do tępa­wych nudzia­rzy, któ­rzy pozwa­la­ją typom kochan­ka bzy­kać ich laski:

Kobie­ty mając do wybo­ru typ męża i typ kochan­ka, z tym pierw­szym się żenią, a z tym dru­gim bzy­ka­ją i czę­sto zacho­dzą w cią­żę, bo co jak co, ale ma lep­sze geny niż jakiś tępa­wy nudziarz. Moż­na mówić, że to nie­ład­nie, ale tak po pro­stu jest, a jeśli ma się far­ta być typem kochan­ka, to moż­na korzy­stać z oka­zji na seks lub nie, ale to nic nie zmie­ni, bo ona po pro­stu zdra­dzi swo­je­go face­ta z kimś innym.

Czy­li kobie­ty zdra­dza­ją, bo są znu­dzo­ne, a jak się już jakaś puści, to na pew­no zaj­dzie w cią­żę, bo kochan­ko­wie ogól­nie mają zaje­bi­ste geny.

Moralność to bzdura?

Volant zapo­mniał w swo­im tek­ście o moral­no­ści, któ­ra nie pozwa­la komuś, kto zwie się inte­li­gent­nym, przy­zwo­itym i porząd­nym face­tem upra­wiać seks z "nie swo­im". Żyje­my w dobie tzw. kry­zy­su face­ta, o czym czę­sto dowia­du­je­my się mas­sme­diów i porad­ni­ków "Jak żyć z kobie­tą, porad­nik dla nowo­cze­snych męż­czyzn", dla­te­go tym bar­dziej takie kon­sump­cyj­ne podej­ście do płci pięk­nej (i sil­niej­szej psy­chicz­nie) dodat­ko­wo pod­ko­pu­je naszą pozy­cję. Bo jak moż­na nazwać trak­to­wa­nie lasek jak scha­bu z dziu­rą? Schab się napa­to­czył, to trze­ba go nadziać i zape­klo­wać, co się będzie mar­no­wał. A że schab sąsia­da? To nic prze­cież - zosta­wił na słoń­cu, to jesz­cze mu prze­cież przy­słu­gę zro­bi­łem. Nosz w piz­dę jeża...

Dziś bycie męskim wca­le nie zna­czy co inne­go niż "kie­dyś". Kobie­ty i my sami, jako face­ci potrze­bu­je­my być ryce­rza­mi, a nie zbla­zo­wa­ny­mi typ­ka­mi, któ­rzy szu­ka­ją oka­zji jak kogoś wyko­rzy­stać. Sły­szy­my zewsząd, że kobie­ty już tego nie potrze­bu­ją i je to nie krę­ci, a ja twier­dzę wręcz odwrot­nie. W świe­cie bzde­tów i gadże­tów to war­to­ścio­wy facet jest na wagę zło­ta. Taki, co drzwi otwo­rzy i prze­pu­ści, ustą­pi miej­sca w auto­bu­sie, będzie wspar­ciem w trud­nych chwi­lach, ale kie­dy trze­ba potrzą­śnie chmu­rą, na któ­rej szy­bu­je kobie­ta. A takie­go, co dup­czy cudze laski te same kobie­ty nazwą dziw­ka­rzem. W isto­cie to on jest prze­cież dziw­ką, tyl­ko dar­mo­wą, bo samo rucha­nie jest dla nie­go zapła­tą. Co taki facet zatem może zapro­po­no­wać kobie­cie poza swo­im kuta­sem? Nic...

Zdradza, nie zdradza, zdradza, nie zdradza...

Zdra­da zdra­dzie zapew­ne nie­rów­na. Jeden jest zdra­dza­ny, jed­na zdra­dza, a jesz­cze inny poma­ga zdra­dzać. Żad­na z tych posta­ci nie wygry­wa, a wszyst­kie tra­cą. Zdra­dza­ny zaufa­nie, zdra­dza­ją­ca sza­cu­nek do samej sie­bie, a wspo­mo­ży­ciel moral­ność. Czy tak to ma wyglą­dać i być takie faj­ne? Zaka­za­ny owoc sma­ku­je wybor­nie, ale jak nie masz 13 lat na kar­ku, to zda­jesz sobie spra­wę, że będą jakiejś kon­se­kwen­cje. Nie zawsze nama­cal­ne, nie zawsze uwi­dacz­nia­ją­ce się od razu po fak­cie, ale tak łatwo się od nich nie uwol­nisz. Być może nigdy Ci się to nie uda, ale to już nie będzie wina ani zdra­dza­ne­go, czy zdra­dza­ją­cej, ale Two­ja. Dla­te­go, że to Twój penis za spra­wą Two­je­go spo­so­bu myśle­nia tra­fił nie do tej cip­ki, co powi­nien.

Nigdy już nie będziesz patrzył na swo­ją połów­kę (jeśli zechcesz się usta­bi­li­zo­wać) w zaufa­niu. No bo może ona Ci rogi przy­pra­wia jak nie­jed­na z Two­ich męża­tek-przy­gód, któ­ra total­nie wzbra­nia­ła się przed prze­spa­niem się z Tobą, a Cie­bie to moty­wo­wa­ło, by ata­ko­wać bar­dziej. Czym się róż­ni Two­ja kobie­ta od tych wszyst­kich innych? Prze­cież niczym. Nie padaj ofia­rą stwier­dzeń "Nie no, moja jest prze­cież super i naj­lep­sza pod Słoń­cem", bo tam­te prze­cież też były super.

Nie osą­dzaj jej wte­dy, bo prze­cież wal­nę­ła Cię w rogi, dla­te­go, że jesteś... tępym nudzia­rzem, a tam­ten miał lep­sze geny.