Zdradzić, jak to łatwo powiedzieć

Zdradzić, jak to łatwo powiedzieć

Jeśli jesteś singlem i masz możliwość przyprawić rogi jakiemuś facetowi lub kobiecie, to się dobrze zastanów, czy warto.

Ostatnio przeczytałem u Volanta wpis dotyczący zdrad, ale od tej strony, która ową zdradę umożliwia. W jego wypadku – faceta, któremu podobają się, ogólnie rzecz biorąc, zajęte kobiety. Autor lekkim piórem opisuje jak to się dobrać do zajętej dziewczyny i nie mieć żadnych wyrzutów, bo przecież to nie jest jego wina, że to Ona chce, a On korzysta.

Przyznam szczerze, że jak to przeczytałem, to w pierwszej chwili nie wiedziałem co pomyśleć. Na logikę rzecz biorąc, to wszystko wydaje się w porządku. Ona chciała, On chce, Ona ma problem, bo jest w związku, On nie, bo nie jest. Oboje nie oczekują od tej znajomości deklaracji, tylko zwykłego klasycznego ostrego rżnięcia. I wszystko w porządku, w każdym z nas jest zwierzak, ale czy na pewno nie ma żadnego problemu?

Volant mówi: to nie mój problem!

Cytat z wpisu Volanta:

Po trzecie, jeśli sam nie mam dziewczyny, to dlaczego mam się martwić cudzym związkiem? Przecież to nie moja sprawa. Podobnie jak nie martwię się o cudze prace, przyjaźnie i firmy tak samo nie martwię się o ich relacje i jestem w tym bardzo konsekwentny. To sprawa tej dziewczyny i jej misia – jak jej na nim nie zależy, to ja mam się przejmować nim bardziej? To nie ja mówiłem mu, że go kocham i że jest dla mnie ważny, nie całowałem się z nim, nie trzymałem za rękę ani nie poznawałem jego rodziców. Nie mam wobec niego żadnych zobowiązań. To ona jest w związku i ona powinna o niego dbać, a nie ja. Mi wolno wszystko.

Wtedy witki mi opadły. Nagle wszystkie te porady, które miałyby usprawiedliwić moralność, że można puknąć komuś laskę i nie mieć z tym problemu zdemaskowały o co tak naprawdę chodzi. Nie jesteśmy przecież zwierzętami bez uczuć i etyki, Volant jak widać też nie, więc trzeba się przed sobą jakoś wytłumaczyć. „To nie ja jestem winny, to ona. Ja tylko wsadziłem w jej krocze swój członek i uprawialiśmy seks, więc o co kaman? To jej sprawa, nie moja. Mój jest tylko penis.” – tak by to można krótko skwitować.

Inna sprawa, że w tekście Volanta pojawiają się też zarzuty do tępawych nudziarzy, którzy pozwalają typom kochanka bzykać ich laski:

Kobiety mając do wyboru typ męża i typ kochanka, z tym pierwszym się żenią, a z tym drugim bzykają i często zachodzą w ciążę, bo co jak co, ale ma lepsze geny niż jakiś tępawy nudziarz. Można mówić, że to nieładnie, ale tak po prostu jest, a jeśli ma się farta być typem kochanka, to można korzystać z okazji na seks lub nie, ale to nic nie zmieni, bo ona po prostu zdradzi swojego faceta z kimś innym.

Czyli kobiety zdradzają, bo są znudzone, a jak się już jakaś puści, to na pewno zajdzie w ciążę, bo kochankowie ogólnie mają zajebiste geny.

Moralność to bzdura?

Volant zapomniał w swoim tekście o moralności, która nie pozwala komuś, kto zwie się inteligentnym, przyzwoitym i porządnym facetem uprawiać seks z „nie swoim”. Żyjemy w dobie tzw. kryzysu faceta, o czym często dowiadujemy się massmediów i poradników „Jak żyć z kobietą, poradnik dla nowoczesnych mężczyzn”, dlatego tym bardziej takie konsumpcyjne podejście do płci pięknej (i silniejszej psychicznie) dodatkowo podkopuje naszą pozycję. Bo jak można nazwać traktowanie lasek jak schabu z dziurą? Schab się napatoczył, to trzeba go nadziać i zapeklować, co się będzie marnował. A że schab sąsiada? To nic przecież – zostawił na słońcu, to jeszcze mu przecież przysługę zrobiłem. Nosz w pizdę jeża…

Dziś bycie męskim wcale nie znaczy co innego niż „kiedyś”. Kobiety i my sami, jako faceci potrzebujemy być rycerzami, a nie zblazowanymi typkami, którzy szukają okazji jak kogoś wykorzystać. Słyszymy zewsząd, że kobiety już tego nie potrzebują i je to nie kręci, a ja twierdzę wręcz odwrotnie. W świecie bzdetów i gadżetów to wartościowy facet jest na wagę złota. Taki, co drzwi otworzy i przepuści, ustąpi miejsca w autobusie, będzie wsparciem w trudnych chwilach, ale kiedy trzeba potrząśnie chmurą, na której szybuje kobieta. A takiego, co dupczy cudze laski te same kobiety nazwą dziwkarzem. W istocie to on jest przecież dziwką, tylko darmową, bo samo ruchanie jest dla niego zapłatą. Co taki facet zatem może zaproponować kobiecie poza swoim kutasem? Nic…

Zdradza, nie zdradza, zdradza, nie zdradza…

Zdrada zdradzie zapewne nierówna. Jeden jest zdradzany, jedna zdradza, a jeszcze inny pomaga zdradzać. Żadna z tych postaci nie wygrywa, a wszystkie tracą. Zdradzany zaufanie, zdradzająca szacunek do samej siebie, a wspomożyciel moralność. Czy tak to ma wyglądać i być takie fajne? Zakazany owoc smakuje wybornie, ale jak nie masz 13 lat na karku, to zdajesz sobie sprawę, że będą jakiejś konsekwencje. Nie zawsze namacalne, nie zawsze uwidaczniające się od razu po fakcie, ale tak łatwo się od nich nie uwolnisz. Być może nigdy Ci się to nie uda, ale to już nie będzie wina ani zdradzanego, czy zdradzającej, ale Twoja. Dlatego, że to Twój penis za sprawą Twojego sposobu myślenia trafił nie do tej cipki, co powinien.

Nigdy już nie będziesz patrzył na swoją połówkę (jeśli zechcesz się ustabilizować) w zaufaniu. No bo może ona Ci rogi przyprawia jak niejedna z Twoich mężatek-przygód, która totalnie wzbraniała się przed przespaniem się z Tobą, a Ciebie to motywowało, by atakować bardziej. Czym się różni Twoja kobieta od tych wszystkich innych? Przecież niczym. Nie padaj ofiarą stwierdzeń „Nie no, moja jest przecież super i najlepsza pod Słońcem”, bo tamte przecież też były super.

Nie osądzaj jej wtedy, bo przecież walnęła Cię w rogi, dlatego, że jesteś… tępym nudziarzem, a tamten miał lepsze geny.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Trafiłem na ten tekst buszując po Twoim blogu… co najśmieszniejsze ledwo wczoraj o tym rozmawiałem. Oj, coś czuję, że warto napisać parę słów od siebie. Generalnie – zgadzam się z tym co piszesz, chociaż dziwi mnie to, jak wiele osób ma podejście typu „nie osądzam zdradzanego ani zdradzanej”. Może osądzać nie, ale zastanowić się DLACZEGO do tego doszło… W tym przypadku rzadko coś jest dziełem przypadku.

  • rozsądna

    Wygląda na to, że jestem tutaj najstarszą komentującą, więc piszę w oparciu o największe życiowe doświadczenie. Nigdy nie zdradziłam swojego męża, którego poślubiłam ponad 22 lata temu. Co więcej nigdy nie spałam z innym mężczyzną niż mój mąż, bo dopóki go nie spotkałam, żaden inny nie pociągał mnie do tego stopnia, by iść z nim do łóżka. I żeby nie było nieporozumień – zawsze byłam tzw. laską, chłopaki zaczęli się koło mnie kręcić jak byłam w czwartej klasie podstawówki i nie przestali do tej pory.

    Ale od zawsze byłam też rozsądna i wysoko sobie ceniłam własną osobę, co prowadziło do tego, że nie chciałam się „rozmieniać na drobne”, czekałam na coś wspaniałego, na uczucie, które przetrwa całe życie i na chłopaka, który będzie moim dopełnieniem, z którym będziemy się rozumieli bez słów.

    Nie można przecenić wartości szacunku do samego siebie. Poczucie, że postępujesz właściwie, daje wewnętrzną moc i siłę, która pomaga przetrwać trudne momenty (a takich w życiu nie brakuje|). Poza tym żyję już wystarczająco długo, żeby zaobserwować, że to, co wysyłamy w świat, wraca do nas pomnożone, więc warto wysyłać tylko rzeczy pozytywne, a takie nie jest zdradzanie czy kuszenie do zdrady, jak czyni Volant, któremu, na marginesie, serdecznie współczuję, bo nie wie, co to miłość, uczciwość, odpowiedzialność, biega za powierzchowną przyjemnością i nawet nie wie, że coś bezpowrotnie traci każdego dnia, z każdą zdradą, oszustwem i zaniedbaniem. Brak mu wrażliwości, empatii, zrozumienia innych i to wciąż się pogłębia. Niedługo może być za późno dla niego, żeby odnaleźć w sobie honor, godność i dumę z własnego życia i własnych dokonań.

    Nie warto gonić za ułudą i powierzchowną przyjemnością, która bardzo drogo kosztuje. I nie chodzi tylko o wyrzuty sumienia po zdradzie, groźbę utraty tego, co się ma, ale o coś głębszego, trudnego do zdefiniowania, lecz niezwykle ważnego, tego, co świadczy o człowieczeństwie, wyższych uczuciach, zdolności do empatii, poświęcenia – o szacunek do samego siebie, godność osobistą, poczucie honoru, bo to właśnie daje nam wewnętrzną moc, dzięki której jesteśmy w stanie pokonać
    wszelkie przeciwności i podźwignąć się z każdego nieszczęścia.

    Warto w życiu trzymać się zasad, być dobrym, bo to daje nam siłę, która promieniuje na otoczenie, daje wsparcie innym i w rezultacie zmienia świat na lepsze, przynajmniej ten nasz mały świat, w którym na co dzień żyjemy.

    Każda zdrada odbiera zdradzającemu odrobinę wrażliwości, zdolności do miłości, poświęcenia, odbiera wewnętrzne światło i moc, aż w końcu nic nie zostaje tylko powierzchowna i coraz bardziej perwersyjna przyjemność, bo za każdym romansem zdradzający będzie posuwał się coraz dalej,
    poszukiwał coraz bardziej wyszukanych rozkoszy i coraz dalej przesuwał granicę tego, co mu wolno. To powolna degradacja osobowości. A jeśli Volant nie wierzy w moralność, to niech uwierzy w zasady fizyki – „Każda akcja wywołuje równą jej i przeciwnie skierowaną reakcję”. Jeśli odbiera innym coś, co jest dla nich ważne, ma wartość, to ktoś odbierze jemu coś, co dla niego jest ważne (i nie musi to być kobieta).

  • „Nie osądzaj jej wtedy, bo przecież walnęła Cię w rogi, dlatego, że jesteś…tępym nudziarzem, a tamten miał lepsze geny.”
    Powaliło mnie to :-) Rewelacyjne zakończenie :-)
    Ale choć ogólnie zdrady nie pochwalam, to jednak Volant ma w moim odczuciu rację odnośnie odpowiedzialności. To osoba, która zdradza swojego partnera jest winna zdrady. Gdyby ona nie chciała, to by do zdrady nie doszło. Mi często zdarza się trafiać na facetów, którzy mój związek traktują jako dodatkowe wyzwanie na drodze do zdobycia mnie i doskonale wiem, jak pozbyć się takich kolesi, albo trzymać na bezpieczny dystans. Wiem, że gdybym któremuś uległa, to ja byłabym winna zdradzie, a nie ten który próbował mnie zdobyć. Katolicyzm nie ma tu za bardzo nic do rzeczy moim zdaniem…

    • Volant ma wiele racji, ja chciałem pokazać inny punkt widzenia. Nikt nie zmusi samca-singla do tego, by czuł jakikolwiek szacunek do samicy-zajętej, jeśli ona ma ochotę i on też. Ale z drugiej strony rzucanie się na to, co jest chętne, dlatego, że jest chętne jest wykorzystywaniem sytuacji.

      • Ale on nie chce do niej czuć szacunku, nie chce z nią przyszłości. Chce ją przelecieć, bo ona się daje. I nic dziwnego, że wykorzystuje sytuację. Jak zobaczysz promocje w markecie to nie skorzystasz, tylko poczekasz, aż będzie znowu w normalnej cenie?

        • Dlatego m.in. napisałem o instrumentalnym traktowaniu.
          Jeśli promocja będzie na przeterminowany towar, to wolę kupić w normalnej cenie, pełnowartościowy ;-)

          • A ostatnio był artykuł na natemat o tym, że przeterminowane nie znaczy gorsze czy zepsute ;-)

          • Jakby tak było, to by nie było promocji. Ale najlepiej spożyć jednak przed… :D

          • Myślę, że termin ważności jest mniejszym problemem niż fakt, że produkt był/jest używany ;-)

          • Bez dwój jaj… ooops… zdań :)

  • Andrzej

    Volant to zakompleksiony dupek. Przeczytałem ze dwa jego wpisy i sobie odpuściłem. Moralność moralnością, katolicyzm katolicyzmem. Ale kiedyś dziury mu się skończą i będzie skamlał. W sumie to już teraz to co robi i o czym pisze, wygląda na desperację.

    • Andy, czytam Volanta dlatego, że ma w wielu wypadkach skrajne podejście niż moje. Nie uważam, że jest dupkiem, tylko odmiennie myślącym gościem. Czy jest zakopleksiony – nie mnie to oceniać :) Mnie czasem zwyczajnie coś razi i dlatego piszę o tym u siebie, bo mogę. Tak jak Volant też może. Każdy żyje jak chce, nie ma jedynej drogi. Bardziej się zastanawiam, dlaczego te teksty są nieraz takie prowokacyjne, dla fejmu? :)

  • Karolina

    Może ja mam jakieś zachwiane poczucie moralności, albo zwyczajnie młoda jestem więc postawa Volanta jest mi o wiele bliższa Muszkieterze, niż Twoje katolickie podejście (‚To nic, że go już dawno nie kochasz kobieto, ślub był to cierp w milczeniu’). Ja mam tylko jedno życia i mam w nim zamiar być
    szczęśliwa. I to właśnie ja jestem najważniejsza. Jeśli komuś zrobi się przykro to jego problem, nie mój.
    Nie jestem niczyją własnością, tak samo jak ‚mój’ partner nie należy do mnie. Nie ma żadnej kradzieży. A więc nie ma też zdrady. Jesteśmy wolnymi ludźmi i mamy prawo robić co nam się żywnie podoba…
    Moralność jest przeterminowana ; ).

    • moralność jest raczej ponadczasowa, tylko akurat niewygodna i wyszła z mody, nie robi wrażenia

  • „Kobiety mając do wyboru typ męża i typ kochanka, z tym pierwszym się żenią, …” – jeśli ten Volant nie wie, że kobiety się nie żenią, tylko wychodzą za mąż (no, przynajmniej w Polsce jeszcze tak jest), to niech on lepiej mniej pisze, a więcej czyta… ;)

    • Te, nie czepiaj się, Wkurzony (jak Ty szybko się przeistaczasz czasem z Wkurzonego na Wkurzającego :D). Mnie wkurzył tekst, który napisał i jego przesłanie. Stąd mój komentarz, bo sama notka pod jego postem mhmhm, jakoś mi nie wystarczała.

      • Będziesz się musiał przyzwyczaić, ja już tak mam ;-P

        • Potwierdzam – Wkurzony tak ma :-P

          Ale za to go lubię ;-)

          • Ja na razie zauważam i akceptuję ;) Nie wiem czy go za to lubię :D Na pewno jest ciekawą postacią w blogosferze.

  • Volant

    Volant zapomniał w swoim tekście o moralności, która nie pozwala komuś, kto zwie się inteligentnym, przyzwoitym i porządnym facetem uprawiać seks z “nie swoim”.

    Zdefiniuj moralność.

    • Jestem katolem, dla mnie „nie pożądaj żony bliźniego swego” + „ani żadnej rzeczy, która jego jest” to jedna z podstaw, które mówią mi, że cudzego nie powinno się brać jak swoje. Dla ateisty można porównać to do kradzieży. Bierzesz coś, co jest nie Twoje.

      • Volant

        I tu jest pies pogrzebany. Różnią nas dwie rzeczy:

        1) Dla ciebie moralność to coś kto ktoś dawno temu tobie wmówił (bo kto i na jakiej podstawie stwierdził, że coś jest dobre lub złe?), dla mnie jest definiowana indywidualnie według tego z czym się dobrze czuję, a kiedy spędzam wieczór z zajętą laską czuję się lepiej niż jakbym miał go spędzić waląc konia, więc czuję się z tym lepiej.
        2) Patrzysz na związek z pozycji osoby słabej: „O mój boże! Dziewczyna może mnie zdradzić i zostawić!”, a ja z pozycji osoby silnej: „Niech ona się martwi czy z nią będę”. Gorąco polecam to podejście, bo daje mnóstwo wewnętrznej swobody i usuwa jakikolwiek strach o relację, ale żeby dojść do tego poziomu trzeba mnóstwo rzeczy przepracować i zwyczajnie stać się lepszym (w sensie bardziej atrakcyjnym) facetem.

        A jeśli mimo to ktoś postanowimnie zdradzić? Niech zdradza! Wtedy uznam, że to dobry moment do pracy nad sobą żeby nie być tępym nudziarzem.

        • Ty z kolei szanowanie innych ludzi nazywasz słabością, szanowanie tylko siebie – budowaniem w sobie „lepszego faceta”.
          Kiedy swoje normy definiujesz na podstawie tego, jak się z tym czujesz, to dziwne nie jest, że nieprzyzwoite rzeczy dla Ciebie nie będą przeszkodą. Jak będzie Ci z tym dobrze, że coś ukradniesz, bo Cię nie stać np., to też stanie się to dla Ciebie dobre?
          Dałem sobie wmówić to, co inni przeżyli. Konsumuję ich doświadczenie, a im jestem starszy i poznaję świat i ludzi, tym bardziej to, co mi „wmówiono” się potwierdza. I nie jest do samospełniająca się nakrętka, tylko na własne oczy widzę, bo obserwuję ludzi i ich działania.
          Ty kobietę traktujesz instrumentalnie, do spełniania Twoich potrzeb. Nawet jak by Cię walnęła w rogi, to traktujesz ją jak „doświadczenie”, a nie jak człowieka, który zawiódł Twoje uczucia.
          Jesteś robotem? :)

          • Volant

            Co to znaczy instrumentalne traktowanie kogoś? Każda relacja jest instrumentalna. Kiedy się zakochujesz to:
            a) żeby komuś było przyjemnie
            b) czy dlatego że tobie jest z tym dobrze?
            Jeśli dlatego, że tobie jest dobrze (również w wersji: „bo dla obojga to jest dobre”), to traktujesz relacje równie instrumentalnie co ja.

          • Jeszcze raz zadam to pytanie: jesteś robotem? 0 i 1 przewija się cały czas przez Twoje konkluzje. Jak się zakochuję w kimś, to nie zastanawiam się, co dla mnie dobre, nawet nie zastanawiam się, co dla tej osoby dobre :) Jestem zakochany! Ale to przecież jest etap zauroczenia, a prawdziwa miłość to zupełnie co innego niż robienie komuś albo sobie przyjemności. Nie zawsze z miłości robisz coś, co jest przyjemne czy dla Ciebie, czy dla połówki. Starasz się robić to, co właściwe.
            Jeśli tak blade masz pojęcie o miłości, to nie dziwi mnie to, że piszesz takie teksty, w których nie ma nic poza zaspokajaniem potrzeb. Poziom fizjologiczny jest na samym początku drabinki.

          • Volant

            „Jak się zakochuję w kimś, to nie zastanawiam się, co dla mnie dobre, nawet nie zastanawiam się, co dla tej osoby dobre :)”

            I tu cię mam. Wszystkie zdradzające osoby mogą użyć tego samego tekstu: „Jak ktoś mnie pociąga chociaż jestem w związku to się z nim bzykam i nie zastanawiam się czy to dla mnie dobre albo dla kogokolwiek innego. Jestem przecież podniecona!”.

            Ta dam! Widzisz, może i jestem robotem, ale konsekwentnym w swoich poglądach, a ty chciałbyś żeby ludzie raz kierowali się mózgiem (zdrada), a raz dobrym serduszkiem (miłość) w zależności od tego jak ci pasuje do „moralności”.

          • Oczywiście – bo nie można się kierować tylko mózgiem, albo tylko serduszkiem. Raz tym, raz tym, a najlepiej jakby serduszko i mózg ze sobą współpracowały. Wtedy i zdrad by nie było, i miłość by rozkwitała, ale jak czytam Twój tekst to stwierdzam, że nie ma w nim ani serduszka, ani mózgu – jest kutas i cipka. Nic więcej. Przypominam, że nie oceniam Ciebie – rób sobie co chcesz, ale to, co wypisujesz świadczy właśnie o zdemoralizowaniu. Moralność odrzucasz, dlatego, że niby „ktoś” śrubokrętem Ci ją wkręcił, a teraz Ty już jesteś duży i moralności Ci nie potrzeba, bo to nie jest to, co się Tobie podoba, więc walczysz o brak moralności. Bo tak jest rzeczywiście łatwiej, atrakcyjniej i lepiej. Na krótką metę. Stąd moja polemika i ten wpis.

            PS
            Znów mylisz pojęcia – podniecenie i miłość to nie to samo.
            Byłeś kiedyś rozsądnie zakochany?

          • Volant

            Bo tak jest rzeczywiście łatwiej, atrakcyjniej i lepiej. Na krótką metę.

            Skąd wiesz, że tylko na krótką metę? U mnie sprawdza się od lat, a porównując moją efektywność na różnych polach (związki, pieniądze, zdrowie) wypadam lepiej niż inni.

            P.S. Podniecenie i miłość to nie to samo, ale to wciąż emocje. Albo podejmuje się decyzje emocjonalnie albo nie.

          • Właśnie po to mamy rozsądek, by nie zawsze kierować się instynktem (niech będzie emocjami). Jeśli to rozdzielasz, to jesteś robotem :D

            Jeśli żyjesz tak jak pisałeś o pukaniu cudzesów, to nie wypadasz na polu związki najlepiej. W kieszeń Ci nie zaglądam, bo nie wypada. A zdrowie? Dziś je masz, jutro możesz nie mieć. I nie zawsze masz na to wpływ tak, jak Ci się wydaje. Niby z jajem, ale na poważnie (polecam): http://www.youtube.com/watch?v=Gww17mrLhzI

            Kto to są inni?

          • Volant

            Cóż, masz rację:
            1. Nie wierzę w moralność więc pewnie jestem zdemoralizowany. Zresztą nie czyta się mojego bloga, żeby widzieć tam jednorożce, serduszka i rzygać tęczą.

            2. Uważam, że każdy ma prawo żyć jak chce co jest niewybaczalną zbrodnią, bo powinien żyć tak jak ktoś mu kiedyś powiedział, że powinien.

            3. Cieszy mnie, że w przeciwieństwie do twoich komentatorów nie określam kobiet jako „dziur” albo czyjejś własności, więc masz rację – tym samym traktuję je instrumentalnie i ich nie szanuję. Od dziś będę mówił na wszystkie „dziury”.

            4. Jestem robotem.

            Pozdrawiam

            V.

          • No teraz to mnie rozbawiłeś ;) Żyj jak chcesz, pisz co chcesz, bądź zdemoralizowany i nawet bądź robotem (0,1,0,1), ale… nie obrażaj moich komentatorów, gdy kończą Ci się argumenty. Można przeklinać nie mówiąc kurwa, można również traktować kobiety jak dziury, nie mówiąc dziury. Moim tekstem polemizuję z Twoim podejściem i nie mówię, że takie jest najlepsiejsze i jedyne. Jest moje, tak jak Twoje jest Twoje. A zarówno moi, jak i Twoi komentatorzy mają mózgi, niech sami wybierają co dla nich jest lepsze.

            Także, Volancie, wyluzyj.

          • Jak to nie czyta się Twojego bloga, żeby widzieć jednorożce, serduszka i rzygać tęczą?!?!?!? Jak mogłeś zburzyć mój świat! Przecież ja z tego powodu uważnie śledzę Twoje teksty! Czuję się teraz oszukana i nie wiem jak Ty mi to wynagrodzisz ;-)