Zapach i kolor pustki – film „Wielkie piękno”

Zapach i kolor pustki – film „Wielkie piękno”
Ocena4
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Uwielbiam kolorowe filmy, które przenoszą w zupełnie obce klimaty. Sprawiają, że na chwilę możemy dotknąć i poczuć atmosferę nieznanego kraju, gdzie nawet snobizm wyraża się nieco inaczej. Czy warto zatem obejrzeć francusko-włoskie Wielkie piękno?

Był sobie znany pisarz

Jep Gambardella (w tej roli genialny Toni Servillo) to 65-letni pisarz, a tak naprawdę dziennikarz, bo w swoim życiu spłodził tylko jedną książkę (sam twierdzi, że to nic wielkiego, zwykłe romansidło). Żyje dostatnio, imprezuje przesadnie często jak na swój wiek, a nonszalancja z jaką traktuje innych, buduje wokół niego aurę wyjątkowości i dlatego tzw. elita Rzymu nie tylko wie, kim jest, ale łaknie jego obecności. Wędrujemy zatem z Jepem przez spotkania, rozmowy, imprezy, retrospekcje i miejsca, które aż przytłaczają swoim pięknem, a z których główny bohater niewiele potrafi wyciągnąć.

Kolorowy dystans w szarym świecie wewnętrznym

Miałem szczęście być we Włoszech kilka razy, w tym w Rzymie. Byłem w miejscach, przez które przemierza główny bohater i gdy oglądałem Wielkie piękno, czułem powiew zapachu tamtych stron. W Polsce podobnie pachnie powietrze, gdy powiesi się na sznurku na wiejskim podwórku wykrochmaloną pościel i zawieje wiatr. Moje zmysły automatycznie wyostrzyły się, a obraz serwowany w filmie stał się ucztą dla oka. Perspektywa Jepa, który mimo smutnego życia, opływającego w przyjemności, zachował w sobie trzeźwy ogląd sytuacji, zachwyca mnie i śmieszy, udowadniając, że im bardziej doświadczony człowiek, tym większy ma dystans do siebie i świata. Słowo dystans jest kluczem do zrozumienia całego dzieła, bo dla głównego bohatera staje się ono jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem. Jep ma wszystko, czego można mu zazdrościć. Na wyciągnięcie ręki, na skinienie głową. Czego zatem mu brakuje? Jest takie słowo na „M”.

Średnie rozczarowanie

Byłem zachwycony Wielkiem pięknem przez ponad godzinę seansu. Pierwsze ujęcia zwiastowały świetne zdjęcia i rewelacyjną grę aktorów oraz ciekawy, trochę filozoficzny klimat całego filmu. Niestety, od połowy coś zaczynało się psuć. Mimo ciekawych wątków, atmosfera siadała, a Jep stawał się taką wkurzającą i chodzącą z miejsca do miejsca amebą. Dopiero mocna końcówka na chwilę jeszcze podniosła nieco poprzeczkę dla widza. Czy to jest dzieło na miarę Oscara? W moim mniemaniu nie, no chyba, że za zdjęcia. Nie patrząc jednak przez pryzmat nagród – to dobre, solidne kino bez wodotrysków, ale z nieco rozmemłaną fabułą. Domyślam się, jak trudno opowiadać o podstarzałym amancie, który zdaje sobie sprawę, niczym dwunasty młot z wiersza Leśmiana „Dziewczyna”, że podąża za powierzchownością i łaknie głębi, przygody, szczęścia. Niemniej moja uwaga była wielokrotnie rozpraszana przez reżysera, na czym film niestety traci. Polecam jednak obejrzeć, choćby dla refleksji i spojrzenia na swoje życiowe cele, ale także dla genialnej gry głównego bohatera i zapachu włoskiego powietrza, wpadającego w nozdrza wprost z ekranu.

Jeśli chcesz nabyć film „Wielkie piękno” – skorzystaj z oferty Empiku. W momencie, gdy dokonasz zakupu z podanego linku – ja otrzymam prowizję, więc ostatecznie Ty staniesz się posiadaczem filmu, a ja zarobię. Skorzystamy więc obydwoje, a ja będę Ci za to bardzo wdzięczny. Dziękuję!
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Musze obejrzec ten film, kiedys juz chyba czytalam o nim u Karoliny z Krolestwa Krolowej Karo. Pozdrawiam Beata

  • Pingback: Inspirująca włoszczyzna na zupełnie niewłoskich blogach! - Primo CappuccinoPrimo Cappuccino - Włochy z pilockiego życia wzięte()

  • Mnie zachwyciła ta opowieść: dla mnie to film o jakiejś nieusuwalnej melancholii, wiecznej tęsknocie za wielkim pięknem, którego wszyscy pragniemy, ale nigdy nie posiądziemy. Po prostu nasze poszukiwanie i przeżywanie tego braku może przybierać różne formy. A Jep jest melancholikiem w niesamowitym stylu.

    • Fajnie, że odebrałaś ten film w ten sposób. Jestem zwolennikiem pragmatyzmu, ale lubię melancholię, więc wydawałoby się, że postać Jepa powinna być mi bliska. Niestety, im lepiej go poznawałem z każdą sceną, tym mniej chciało mi się z nim utożsamiać. Człowiek bez punktu G nigdy nie będzie spełniony, a w wypadku głównego bohatera jego świadomość obnaża niedojrzałość emocjonalną. W świecie jest wielkie piękno! Trzeba tylko znaleźć je blisko siebie. Niestety bez elementu na literę „M” – nie do odkrycia.