Zaduma i smutek to ZŁO!

Zaduma i smutek to ZŁO!

Wczo­raj moc­no emo­cjo­nal­nie wspo­mi­na­łem (Szko­da, że już Go nie ma). Dziś patrzę na zja­wi­sko, któ­re wymow­nie dema­sku­ją "te" Świę­ta, zim­niej­szym, listo­pa­do­wym okiem.

Trzeba rzygać tęczą

Nasz świat kocha­ny wyma­ga od nas ame­ry­kań­skie­go I'm fine. Musi prze­peł­niać nas radość życia, pasja, wytrwa­łość i wiel­kie cele. My mamy się cie­szyć, bo jak nie, to w ryj argu­men­tem, żeś kon­ser­wa­tyw­ny, głu­pi i udrę­czo­ny na wła­sne życze­nie. Fakt, fruź­ki wolą opty­mi­stów (tak samo jak Face­ci wolą opty­mist­ki), więc nawet, gdy zda­rzy się sytu­acja typu rodzin­ny spa­ce­rek po cmen­ta­rzu, nale­ży żar­ty opo­wia­dać i śmiać się wnie­bo­gło­sy! Nie godzi się być smu­ta­sem i utra­pień­cem cho­dzą­cym z opusz­czo­ną gło­wą. Nie wol­no, ponie­waż ma być radość, radość, radość. Tęcza, tęcza, tęcza. Do porzy­gu.

Koń Rafał - Do porzygu

Pusta dynia zamiast głowy

Na przy­kła­dzie Wszyst­kich Świę­tych w klin­czu z helo­łin widać jak to nasze kocha­ne spo­łe­czeń­stwo się dzie­li. Otóż są kato­le, któ­rzy świę­ta świę­cą i sza­nu­ją tra­dy­cję odwie­dzin na gro­bach (oczy­wi­ście mar­mur nagrob­ków odku­rzo­ny zale­d­wie tydzień wcze­śniej, a kwia­ty i zni­cze zaku­pio­ne w sumie na ostat­nią chwi­lę). Są tak­że Ci, któ­rzy te obcho­dy ser­decz­nie mają mię­dzy poślad­ka­mi i trak­tu­ją je jak wol­ne, pomstu­jąc na kato­li, że ich pogię­ło z tą zadu­mą, smut­kiem, wspo­min­ka­mi. Ci dru­dzy nie negu­ją oczy­wi­ście same­go zało­że­nia, że gro­by trze­ba odwie­dzać, ale żeby tak raz na ruski rok?! To prze­cież obłu­da i hipo­kry­zja przy­po­mi­nać sobie o zmar­łych tyl­ko wte­dy.

Wszyscy kiedyś umrzemy

Tak szcze­rze, to mam gdzieś, czy ktoś jest reflek­syj­nym kato­lem, czy wiecz­nie-uśmiech­nię­tym-przed­sta­wi­cie­lem-nowej-ery. Bez wyjąt­ku jeden i dru­gi jest czło­wie­kiem, któ­ry kie­dyś umrze. War­to o tym pomy­śleć za życia. Czy po śmier­ci będzie istot­ne, że jakiś baran zakła­da dynię na gło­wę i szu­ka oka­zji, by pójść na dys­ko­te­kę? Czy waż­ne będzie, że grób wyfro­te­ro­wa­no kil­ka dni przed Zadusz­ka­mi i posta­wio­no na nim 3, a nie 7 kwiat­ków? Nic nie będzie waż­ne.

Chciał­bym, aby po mojej śmier­ci nikt nie pła­kał, bo to prze­cież wyraz nie­zwy­kłe­go bólu duszy. Wolał­bym, żeby zapa­lo­no mi świecz­kę, pomo­dlo­no się za mnie i przede wszyst­kim miło mnie wspo­mi­na­no. Faj­nie było­by, gdy­by moje sło­wa, tek­sty, pro­jek­ty, coś dla kogoś zna­czy­ły i pozwa­la­ły otwie­rać jego gło­wę na inne, by kształ­to­wa­ły w nim czło­wie­ka poszu­ku­ją­ce­go dobra. Czy będę się dener­wo­wał tam Gdzieś, gdy ktoś przy­po­mni sobie o mnie tyl­ko w okre­ślo­nych sytu­acjach lub w momen­tach, gdy jakaś oso­ba rzu­ci hasło, któ­rym ja zwy­kłem ope­ro­wać? Nie. Będę cie­szył się, że mnie nie ma, a jestem, bo ktoś mnie zapa­mię­tał. Za sło­wa, za decy­zje i dzia­ła­nia, za lwie ser­ce.

Może jestem nie­po­czy­tal­ny, ale zale­cam cza­sem spoj­rzeć na reflek­sję, zadu­mę i ten pie­przo­ny smu­tek przez różo­we oku­la­ry. Wca­le tak źle wte­dy nie wyglą­da­ją.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter