Z perspektywy niepotrzebnego

Z perspektywy niepotrzebnego

W szpi­ta­lu byłem tyl­ko raz w życiu jako "pacjent" - jak się uro­dzi­łem. To miej­sce, któ­re ma cha­rak­te­ry­stycz­ny zapach i kli­mat. Odwie­dzi­łem je w week­end, bo zro­bi­łem sobie kuku w kola­no i jestem (mam nadzie­ję) tym­cza­so­wo nie­peł­no­spraw­ny.

Potrzebujący

Zazwy­czaj, gdy wyda­rzy mi się coś zdro­wot­nie nie­prze­wi­dy­wal­ne­go, w pierw­szej chwi­li zupeł­nie się tym nie przej­mu­ję, wręcz żar­tu­ję z zaist­nia­łej sytu­acji. To moja pod­sta­wo­wa reak­cja na spra­wy, któ­rych nie jestem auto­rem, któ­rych nie mogę kształ­to­wać, na któ­re nie mam wpły­wu. Bez­sil­ność przyj­mu­ję z uśmie­chem, bo nie widzę sen­su się pie­klić i wolę sku­pić ener­gię na poszu­ki­wa­niu roz­wią­zań.

Moment, gdy sta­ję się potrze­bu­ją­cy nie jest niczym złym. To też cie­ka­wy wery­fi­ka­tor, kto nie nosi kla­pek na oczach i chce szcze­rze pomóc, zamiast odwra­cać wzrok. Nie ma tary­fy ulgo­wej, bo ostat­nio coraz czę­ściej dowia­du­ję się, że z nie­znisz­czal­no­ścią koniec. Znów zda­ny na łaskę leka­rzy czu­ję się jak przed­miot do obrób­ki, bo tak trak­tu­ją przy­by­łych pacjen­tów na izbie przy­jęć. Ręce ma, nogi ma, to może pocze­kać. Niko­go nie obcho­dzi, że boli, że w kory­ta­rzu pust­ka i prak­tycz­nie ruch jak na rybach, więc z nudów nawet mogli­by wziąć kogoś "na kanał". W pol­skich izbach przy­jęć bra­ku­je ducha Hipo­kra­te­sa, za to coraz czę­ściej uno­si się swąd hipo­kry­zji. Też na hipo.

Niepotrzebny

Nagle sta­łem się nie­peł­no­spraw­ny. Przy­naj­mniej na jakiś czas, taką mam nadzie­ję. Kie­dy zało­że­nie skar­pet­ki sta­je się męczar­nią, buta musi mi ktoś zawią­zać, bo nawet nie mogę go wło­żyć, a mycie nie koja­rzy się w żaden spo­sób z przy­jem­no­ścią - zaczy­na się praw­dzi­wa jaz­da. Nie przy­wy­kłem do bycia nie­spraw­nym. Czu­ję się jakiś nie­peł­no­war­to­ścio­wy. Nie zga­dzam się na to, choć niby w pierw­szej chwi­li zaak­cep­to­wa­łem i śmia­łem się z sytu­acji. Krzy­czę wewnątrz, że jestem zły na cały świat, bo coś zosta­ło mi ode­bra­ne. Nikt mnie nie potrze­bu­je, bo to ja jestem potrze­bu­ją­cy. Nie lubię brać, bo chciał­bym dawać, a teraz na jakiś czas - jestem ogra­ni­czo­ny.

To praw­dzi­we myśli, któ­re w moim przy­pad­ku poja­wia­ją się zawsze, gdy tra­cę kon­tro­lę i zmie­nia się per­spek­ty­wa patrze­nia na świat. Nagle sta­ję się bior­cą pomo­cy, a prze­cież nie zawsze w pobli­żu jest ktoś, kto chce mi dać to, cze­go potrze­bu­ję. Z dru­giej stro­ny - dla­cze­go miał­by mi cokol­wiek ofia­ro­wać? Prze­cież do tej pory nie musiał się poświę­cać dla mnie.

Niepełnosprawny

Wyobra­zi­łem sobie, co by było, gdy­bym stał się trwa­le nie­peł­no­spraw­ny i do koń­ca życia zda­ny na wspar­cie z zewnątrz. Doświad­czam teraz w nie­wiel­kim stop­niu tego, czym oso­by nie­peł­no­spraw­ne praw­do­po­dob­nie żyją na co dzień. Nie­wy­obra­żal­nie ich teraz podzi­wiam. Za siłę, poko­rę i odwa­gę, by żyć dalej, a nawet przy swo­ich ogra­ni­cze­niach, się­gać po marze­nia. Będąc spraw­ny­mi nie doce­nia­my naj­prost­szych spraw, jak choć­by funk­cje moto­rycz­ne i moż­li­wość samo­dziel­ne­go obsłu­że­nia swo­ich potrzeb.

Każ­dy z nas od cza­su do cza­su powi­nien stać się na chwi­lę nie­peł­no­spraw­ny, żeby przy­naj­mniej w takim stop­niu zro­zu­mieć jak wie­le ma, co może stra­cić, a tak­że co trwo­ni nara­ża­jąc swo­je zdro­wie przez nie­od­po­wie­dzial­ność, podej­mo­wa­nie duże­go ryzy­ka czy zwy­kłą głu­po­tę. W takich chwi­lach doce­nia­my też fakt, że ludzie nie­peł­no­spraw­ni pogo­dze­ni ze swo­im losem to wyjąt­ko­wi boha­te­ro­wie, sta­wia­ją­cy czo­ła codzien­no­ści. War­to o tym pamię­tać, gdy kolej­ny raz obok Cie­bie poja­wi się ktoś potrze­bu­ją­cy. To Two­ja szan­sa, by słu­żyć mu pomo­cą, więc nie zmar­nuj jej, bo być może wła­śnie poma­gasz nie tyl­ko jemu.

photo credit: Keoni Cabral via photopin cc