Wspomnienia nie do zapomnienia

Wspomnienia nie do zapomnienia

Są takie wspomnienia, do których wracamy z uśmiechem i pozytywnym nastawieniem. Bywają jednak takie, z którymi trudno się uporać.

Nie wiem od czego to zależy, ale mam taką małą teorię, że im więcej się przeżyło i im się jest starszym, tym więcej zaczyna się wspominać, zwłaszcza na teoretycznym półmetku życia. Ostatnio obchodziłem 33 urodziny i czuję się mentalnie jak jakiś starzec, który ma przed sobą już tylko poważne wybory i poważne działania. Ktoś powie – to kwestia jak podchodzisz do życia i czym ono dla Ciebie jest. Ja powiem – to raczej kwestia przeżyć, z których wynikają różne wnioski.

Patrząc w przyszłość z odwagą i poczuciem, że ma się na nią wpływ – wspomnienia aż tak nie dręczą, bo skupiamy się na działaniu tu i teraz, by mieć dobre tam i zaraz. Gorzej, gdy przeżywamy przeszłość jako porażkę opartą na złych wyborach i trudno się nam uporać z wnioskami, które nasuwają jedno – przegraliśmy życie.

Nie ma łatwej drogi do oddzielenia się od wspomnień. Wydaje mi się, że jest tylko jedna – zacząć żyć na nowo, ze wszystkimi guzami, które pojawiły się na naszej głowie. Nieumiejętność zamykania rozdziałów tutaj nie pomaga.

Oglądałem ostatnio film Manglehorn, w którym główny bohater wybrał życie samotnika pławiącego się w niespełnionej miłości do kobiety, z którą nigdy nie udało mu się być. Chodząca rozpacz i nienawiść do całego świata, przy jednoczesnym wielkim sercu dla… kota. Samotność i nieosiągnięte marzenia zrobiły z głównego bohatera aspołecznego zakapiora, nie liczącego się z uczuciami innych.

To typowy przykład jak stracić życie za życia. Niszczyć każdy nadchodzący dzień nierealnym marzeniem. Trawić się od środka bez świadomości, że to nie prowadzi kompletnie do niczego.

Mam takie refleksje, że wiele w życiu przegrałem na własne życzenie. Nie stać mnie na razie na zamknięcie niektórych rozdziałów i zaprzyjaźniam się z czasem, który leczy i daje możliwość spojrzenia na sprawę z szerszej perspektywy. Wiem czego nie chcę. Obudzić się któregoś dnia i powiedzieć do lustra: zniszczyłeś swoje życie goniąc za ideałem.

Bycie idealistą skazuje nas na niezadowolenie. I co z tego, że radzi się nam – ciesz się małymi rzeczami, doceniaj wszystko, co spotykasz – to też chory idealizm. Nie ma takich ludzi, którzy potrafią wszystko obracać jak Midas – w złoto. Z wielu spraw będziemy zawsze niezadowoleni, zwłaszcza tych, które istotnie na nas wpływają. Ja sobie pozwalam na niezadowolenie, mimo, że zawsze z tym walczyłem u innych. Chyba się zestarzałem :)

Nie chcę narzekać. Mam na co, bo zawsze się coś znajdzie. Budząc się myślę, że to kolejny dzień reszty mojego życia, w którym jestem głównym bohaterem. Ktoś mi podpieprzył scenariusz, reżyser jeszcze nie wstał, a aktor nie jest pewny, czy to jak gra jest cokolwiek warte. Jedynie na światło można liczyć, bo jego blask oślepia bezwzględnie na nasze samopoczucie. Minuty przeskakują na zegarkach, godziny przelatują przez palce i na wieczór gaśnie słońce. Czas minął bezpowrotnie. Co z nim zrobiłeś?

Chcę znać odpowiedzi, choć nie wiem jak zadawać pytania. Chcę generować wspomnienia, nawet jeśli w moim życiu niewiele się dzieje. Chcę spotykać ludzi, którzy chcą czegoś więcej poza pracą, piciem browca i kolejną pustą imprezą. Chcę sensu.

Może za dużo chcę. Nigdy nie zadowalałem się byle-czym, ale obawiam się, że w tej gonitwie po lepsze zapomniałem, by cieszyć się tym, co mam akurat teraz. Idealnie nigdy przecież nie będzie, a ja tak tego pragnę szukając wiecznie dziury w całym. Trzeba tę dziurę zasypać i dobrze byłoby wiedzieć jak Ty sobie z nią radzisz.

Opowiedz mi o sobie, czym są dla Ciebie wspomnienia, z którymi nie potrafisz sobie poradzić, jak zamknąłeś te rozdziały, które wydawały się nie do zakończenia. Nie uda się ich zapomnieć, ale można je wykorzystać.

Pothinkstajlujmy :)

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Ania

    Podejście numer dwa.
    Pytasz jak na mnie działaj wspomnienia… Są dla mnie siłą. Tak dobrze widzisz, siłą. Działają na mnie motywująco. Fakt, przywołują dużo bolesnych momentów, ale to jak przypominam sobie walkę. Jest silniejsze. Długo i ciężko walczyłam żeby się z nimi jakoś uporać. Nie nie zapomniałam, ale nauczyłam się żyć obok nich. Nauczyłam się patrzeć na nie inaczej. Dzisiaj wiem że bez tych złych wspomnień nie byłabym dzisiaj tym kim jestem i tu gdzie jestem.
    Czasami przychodzi taki dzień kiedy siadam w kącie i zwyczajnie płacze, wspomniał o płacze. Ale zaraz potem przypomniał sobie w jakim miejscu byłam, jak długo walczyłam… Nie przechodzi tak szybko, ale przychodzi ulga.
    Przyzwyczajenie, tak to chyba dobre słowo. Trzeba się do nich przyzwyczaić.
    Odkąd Cię czytam, odnoszę wrażenie że szukasz ideału. Chcesz idealnego życia. Szczęścia, bezwarunkowej miłości i tak dalej. Nie ma w tym nic złego, ale jak sam widzisz trochę to wyniszcza. Czasem też miałam wrażenie że nie wyciągają wniosków z tego co Ci mówiłam. Żyj chwila, ciesz się drobnostkami itd… Wiem że je wyciągają tylko na Twój sposób.. ;)
    Rozdziałów nie możemy zamykać to tak jak w ksiazce. Każdy następny jest kontynuacją poprzedniego. Spójna całość. Wszystko jakoś nas kształtuje. Wspomnienia i umiejętność radzenia sobie z nimi chyba najbardziej…

    Znowu się rozpisalam. Wybacz że dość chaotyczny ale próbowałam przelać to samo co za pierwszym razem.

    • Dziękuję za Twój komentarz, Aniu. Bardzo dziękuję.