Wsłuchany w ciszę

Wsłuchany w ciszę

Wiecie, co najbardziej lubię w pisaniu do Was? To, że macie wybór, czy chcecie czytać. W moim życiu jest mało ciszy – za dużo mówię. Zrozumiałem boleśnie, że powinienem milczeć, gdy chcę mówić.

Jestem wielkim pyszałkiem. Pysznię się swoją inteligencją, mądrością, doświadczeniem, wiarą, umiejętnością mówienia, pisania, śpiewania i odczuwania. Jestem tak bardzo do przodu, że przestałem widzieć, że w tym moim przodzie zostałem zupełnie sam. To nie jest standardowa samotność. To osamotnienie dużo bardziej skomplikowane, bo uzależniające swoją pozorną wspaniałością. To złudne poczucie wyjątkowości.

Grobowa cisza

Odwiedzałem dziś z Żoną groby naszych bliskich. Tak, jak kiedyś powiedziałem, że najwięcej nadziei można znaleźć w poczekalni w szpitalu, tak dziś na cmentarzach udało mi się odnaleźć bezmiar oczyszczającej beznadziei.

Rok temu napisałem o moim Dziadku, bo bardzo cierpiałem, że nie mogę zapalić znicza na Jego grobie. Na szczęście ta muszkiecina zostanie tu już na zawsze. Jest fragmentem mojej tożsamości, zupełnie jak obecność Dżudżka w moim życiu i ta bolesna cisza, gdy odszedł.

Przez ostatnie 12 lat ciągle czułem Jego obecność. Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć, ale to prawda. Pamiętam doskonale jak bardzo chciał dać swoim dzieciom ciepło i dobrobyt. Na dodatek bardzo kochał swoje wnuki. Tak wiele wycierpiał za życia i nadal, wśród nas, żyjących czułem Jego smutek, Jego ból, Jego łzy. Czułem i czuję się połączony z Dżudżkiem nicią zrozumienia tak silną, że aż krępującą moje wnętrze. To jedno z najtrudniejszych uczuć, jakie kiedykolwiek przeżywałem, ale zrozumiałem dlaczego to takie ważne.

Przyszedłem dziś nad Jego skromny grób, by Mu powiedzieć, że może już odejść i aby świat żyjących zostawił tym, w których pulsuje jeszcze krew. Że jego misja zostanie dziś, w Dniu Wszystkich Świętych, zakończona. Że ukończył bieg.

Dziadek Staszek często słuchał radia przed snem. Odbiornik ustawiał bardzo cichutko, tuż przy Jego wielkim uchu, tak, żeby nie przeszkadzać Babci spokojnie zasnąć. Uwielbiał Radio Lublin i audycję „Kądziołka”, czy jakoś tak.

Dziś ja postanowiłem odtworzyć Mu numer, który mówi wiele o Nim. Stojąc nad grobem Dżudżka, pełny strachu, że reszta mojej Rodziny pomyśli, że jestem wariatem, wyciągnąłem zdobycz technologii, której On nie doświadczył – smartfon, uruchomiłem serwis, którego On nigdy nie widział – Youtube i puściłem utwór, którego być może On nigdy nie poznał.

Płakałem całe 7 minut. Wiedziałem, że Piękna Dusza mojego Dziadka odchodzi do Nieba i że zobaczymy się Tam, jeśli i mnie będzie dane na to zasłużyć. Ten utwór to moje beznadziejne pożegnanie z Wielkim Człowiekiem, który został w moim sercu i jest częścią mnie.

Powiedziałem na głos: „Dżudżek, już czas – możesz odejść”.

Zapadła cisza. Ta najzwyklejsza, ludzka. Grobowa.

Dopóki ziemia kręci się

Msza na cmentarzu w blasku ciepłego, jakby nie listopadowego słońca. Nieznani ludzie wokół i wielkie poczucie samotności, po raz kolejny, ale tym razem takie jakieś bardziej. Sposób śpiewania księdza prowadzącego Mszę, do złudzenia przypominający ten stary styl, który znam z dzieciństwa. „Stara szkoła modlitwy” – pomyślałem, czekając na kazanie, które pewnie trzeba będzie jakoś przecierpieć.

Nadszedł czas na słowo z ambony. Byłem zdumiony, gdy poczułem, że ten człowiek, który do mnie teraz mówi, przypomina mi Jana Pawła II, gdy przemawiał do wiernych podczas pierwszych polskich pielgrzymek. Ta sama maniera, ta sama moc i pewność prawionych prawd. Ten sam spokojny, stanowczy ton, nawołujący do zmian w naszych życiach.

Myślicie, że pamiętam o czym było to kazanie? Ni w ząb. Jedyna rzecz jaka wbiła mi się jak gwóźdź w skroń, to wiersz, którym kapłan zakończył. Sprawdziłem czyje to słowa i wszystko stało się jasne.

Znów płakałem, zastanawiając się, co się ze mną, do jasnej cholery, dzieje. I przypomniałem sobie jak wielkim złem były myśli samobójcze, które ogarniały moją głowę w depresji.

Przyrzekłem sobie, że już nigdy nie zwątpię w sens mojego istnienia. Dopóki ziemia kręci się.

Mów ostatni, pierwszy milcz

Ostatnią myślą, którą chcę się podzielić jest refleksja o nieumiejętności milczenia. Dar słowa, który posiadam zawładnął całkowicie moim życiem. Mówię tak wiele, że ludzie, których spotykam na swojej drodze są zaszczuci moją obecnością i brakiem przestrzeni dla ich myśli, ich słów, ich obecności.

Akurat ta samotność boli mnie najbardziej, choć przy niej akurat nie płakałem. To pycha, wbijająca mnie w poczucie wyjątkowości oraz misja, która przecież koniecznie musi być najlepsza dla wszystkich wokół mnie. A ja stanę na czele i będę przewodził.

Zrozumiałem: a gdzie wybór? Gdzie ta wolność, którą odmieniam jak mantrę przez przypadki? Gdzie czas dla drugiego człowieka, pozwalający mu być sobą, nawet w obecności tak wielkiego gaduły jak ja?

Brak.

Tym razem już nie będę płakał. Będę częściej milczał. Dzięki temu powiem znacznie więcej. A Tobie dziękuję, że ze mną dziś wytrzymałeś.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+3Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Napisałeś to co ja bym chciała, ale gadać w tym czasie ;)

  • Bardzo poruszający tekst.. i bardzo prawdziwy.

  • Ana

    Cisza najczęściej mówi najwięcej.

  • Ten kawałek Harlemu…. Popłakałam się… Obudziłeś nią wspomnienia.. Tak mocno, że nie jestem teraz w stanie napisać nic więcej.

  • Milczenie i odrobina samotności od czasu do czasu są potrzebne – bardzo! „Samotność stanowi dla duszy cudowną sposobność, by się poznać, dopilnować i ukształtować. Tylko puste głowy i niestałe serca boją się zostać w ciszy sam na sam ze sobą. W takich właśnie chwilach widzimy czy nasze uczucia są solidne i czy przypadkiem nie była to tylko pusta wrzawa.” i „Człowiek wrażliwy wie, że to, co najbardziej wewnętrzne, co najbardziej istotne, nie da się wyrazić. Większa część tego, co dzieje się w nas – a często jest to część najlepsza – pozostaje naszą własną tajemnicą; musimy sami z tym się zmagać. Żaden język nie wyrazi poruszenia naszych serc, gdy patrzymy na niebo usiane gwiazdami.”