Wolność – odmiana przez przypadki

Wolność – odmiana przez przypadki

Kiedyś byłem całkiem niezły z języka polskiego. Lubiłem pisać, lubiłem czytać. Uwielbiałem też gramatykę i ortografię. Postanowiłem więc odmienić dziś słowo „wolność” przez przypadki.

Nie będą to takie zwykłe przypadki. To mocne słowa, których używamy do określenia wolności, ale w różnych kontekstach szargają wolność właśnie. Do każdego „przypadku” załączam adekwatny utwór. Bo wolno mi, bo wolny kraj, bo wolny blog! Przesłuchajcie je. Warto.

1. kto? co? Swoboda.

Wolność to nie frywolność. Często powtarzam te słowa, ponieważ frywolność kojarzy mi się właśnie ze swobodą. Niekontrolowana potrafi zrobić spustoszenie w życiu syna swojej matki, o czym śpiewała tyle lat temu grupa Boys. Można się śmiać, że discopolowy numer utrzymał się do tej pory, ale co by o nim nie mówić – jest ponadczasowy i (sam się teraz uśmiecham, że to piszę) niesie przesłanie: swoboda nie jest przyjaciółką wolności. One się tylko kolegują.

2. kogo? czego? Autonomii.

Suwerenność, niezawisłość, samorządność, autonomia. Potężne słowa, które kojarzą się głównie z polityką i prawem. Niestety jak każda polityka i prawo – ograniczają prawdziwą wolność człowieka narzucając mu ściśle określone w społeczeństwie zasady i normy. Stając się częścią autonomii oddajesz swoją wolność jako jednostki. O tym właśnie śpiewa Tracy Chapman, bo prawdziwa wolność i autonomia jest przecież w każdym z nas. Wystarczy otworzyć swoje serce, umysł i ciało.

3. komu? czemu? Samodzielności.

Gdyby złożyć samodzielność z dwóch wyrazów, to wyszłoby, że człowiek samodzielny jest tym, który sam się ze sobą dzieli. Blisko mu do samowystarczalnego. Czy jednak stając się samodzielnym można być samowystarczalnym? Niestety nie można tak łatwo pozbyć się innych ludzi. Być samodzielnym fizycznie to wolność, która daje możliwości, by być wolnym jak ptak. Beatlesi mylili się w takim razie? Nie, doskonale wiedzieli o czym śpiewają. Bycie od kogoś w pełni niezależnym, w przyjaźni, miłości jest więzieniem dla ludzkich uczuć. Samemu można się dzielić, ale nie z sobą.

4. kogo? co? Niezależność.

Ten przypadek wolności chyba lubię najbardziej. Niezależność jest jednym z uczuć, które towarzyszą mi od początku świadomości. Jest tak wiele spraw, które ograniczają. Każą myśleć zależnie od sytuacji, zachowywać się tak, jak wypada, mówić to, co inni chcą usłyszeć. Pośród zgiełku tych ograniczeń niemożliwe jest wsłuchanie się w siebie, tego prawdziwego i jedynego, innego, wyjątkowego. George Michael wiele lat temu zaryzykował i powiedział tym utworem czego pragnie. Dziś brzmi jakby głośniej.

5. z kim? z czym? Samookreśleniem.

Samookreślenie to trudny orzech do zgryzienia, bo zawsze pojawia się nieproszone. Warto się z nim zaprzyjaźnić, choć czasem obsesyjne potrzeba dookreślania siebie też może odebrać prawdziwą wolność. Na pierwszy rzut oka to sprawa nauczenia się lub oduczenia tego, jak nas wychowano. T.Love grał o tym wiele lat temu. Szaleństwa są przecież tylko szaleństwami, a określają nas decyzje, działania i fakty. Robią to kompletnie same.

6. o kim? o czym? Niepodległości.

Polska nie podlega dyskusji, dlatego nieraz jak sam siebie o Nią pytam, to odpowiedź jest jednoznaczna. Kocham Ją, mimo tego, że wcale nie jest taka niepodległa, ciągle chodzi nietrzeźwa i zmęczona. Ale jest moja! Grzegorz Ciechowski chorował dokładnie na tę samą grypę. Póki żyję, tak już będzie zawsze. Na tym właśnie polegają nasze wspólne niepodległości. Moja i Jej.

7. o! Wolność!

Nie było mi dane poznać Bogdana Łyszkiewicza. Jego twórczość zawsze jakoś dziwnie przenikała mnie i niepokoiła tą niezależnością, śmiałością, czułością i wolnością w wyrażaniu siebie. Gdybym dzisiaj spotkał Bogdana pewnie gadalibyśmy do rana o świecie i miłości. Utwór „Wolność” oddaje w najprostszy możliwy sposób ideę, którą dziś odmieniałem przez przypadki. Łatwe słowa, bez zbędnych bohomazów stylistycznych, bez masturbacji swoją zajebistością. Wolność kocham i rozumiem, Wolności oddać nie umiem. Kto ją oddaje, nigdy tak naprawdę wolny nie był.

Chciałbym jutro wstać z łóżka, odsłonić żaluzje, zobaczyć pierwsze promienie słońca i powiedzieć do siebie: Damian, żyjesz w wolnym świecie. Jesteś wolnym człowiekiem! Zresztą, nie tylko jutro, ale codziennie. Do tej pory miałem taką możliwość dzięki wszystkim, którzy walczyli o moją wolność. Dzięki nim mogę też pisać te słowa. Nie potrafię tego oddać, a dzisiaj akurat dotarło do mnie z impetem, że i ja będę walczył o wolność, gdy ktoś podniesie na nią rękę.

Bo jest moja. Kocham ją i rozumiem.

photo credit: JeremyOK via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Jak mi do wolności daleko i blisko jednocześnie. Nie wiem, gdzie ona jest. Może jej nie widzę, bo jestem w środku? Nie wiem, ja nie wiem.

  • Świetny tekst! Zatrzymałam się na dobrą chwilę nad każdym „przypadkiem” wolności:)
    Mi się „niezależność” kojarzy trochę bardziej negatywnie, z byciem samowystarczalnym i samotnym. Wolę tu słowo suwerenność. Ale to tylko kwestia pojęć, ideę rozumiem.
    To jest dobry pomysł na serię, ciekawe przez jakie przypadki odmieniłbyś miłość? :)

    • Dziękuję :) W sumie nie zastanawiałem się nad cyklem, ale może rzeczywiście to jest dobry pomysł. Miłość? Jest parę przypadków, przez które mógłbym ją odmienić. Wśród nich na pewno znalazłyby się czułość, zakochanie, zauroczenie i seks.

    • Ana

      A ja się wtrącę w tok rozmowy :) Mi „niezależność” zawsze kojarzyła się z czymś pozytywnym. Oczywiście, wcześniej się jej bałam, ale niezależność kojarzy mi się z osiągnięciem takiego stanu, w którym nic mnie nie ogranicza, żadne z moich planów i marzeń nie zależą od kogoś innego niż ja. Czy to równa się samowystarczalności? Pewnie poniekąd tak. Samotności? Moim zdaniem, na pewno nie, bo wolność i samotność to dwa różne stany. Można mieć wokół bliskich ludzi, nie uzależniając się od nich niczym. Poza uczuciem :)
      A z tą serią to całkiem ciekawy pomysł!

      • Niezależność > samowystarczalność w moim mniemaniu :) Też odbieram ją jako pozytyw, w sensie mentalnym, czyli np. wyrażania niezależnych sądów, ocen, analiz. Pełna niezależność raczej nigdy nie jest możliwa, bo może odnosić się do różnych aspektów życia, ale jest ciekawym przypadkiem wolności.

        • Ana

          Rzeczywiście, pełna taka niezależność chyba nie jest możliwa, bo człowiek jest takim stworzeniem, że zawsze musi być od kogoś lub czegoś choćby w minimalnym stopniu uzależnionym. Weźmy choćby pod uwagę miłość i rodzinę – to też jakaś forma ograniczenia niezależności. Ale czy nie przyjemna? :)

      • A mnie ta samowystarczalność jednak trochę uwiera. Bo dla mnie to oznacza, że nikt nie jest mi do szczęścia potrzebny, że nie muszę się niczym dzielić, niczego potrzebować, przyjmować i dawać. Stąd skojarzenie z asekuracyjnym odcięciem się od innych ludzi.
        Jasne, jest też niezależność w dobrym tego słowa znaczeniu. Ja ją nazywam suwerennością, na swój prywatny użytek :)

        • Ana

          I tu dochodzimy do momentu, gdzie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) Ja samowystarczalność odbieram jako pozytywny brak ograniczenia z zewnątrz – w sensie: nikt i nic mi nie jest w stanie ograniczyć moich planów i działań poza mną samą, a nie w takim sensie, że nikt i nic mi nie jest potrzebne. To, co Ty nazywasz samowystarczalnością, ja nazwałabym raczej egoizmem. Bo wg tego spojrzenia – nie uważaj tego za atak, to tylko mój subiektywny odbiór – liczę się ja i tylko ja. A to nie jest, moim zdaniem, zdrowe. Do szczęścia człowiek potrzebuje i dzielenia się, i innych ludzi :)