Wolę offline niż online

Wolę offline niż online

Bie­gnie­my za każ­dym gorą­cym bitem, czy to po kablu, czy po wi-fi. Bie­gnie­my i nie może­my się zatrzy­mać. Jeste­śmy w kon­tak­cie, cią­gle onli­ne. Żyje­my onli­ne, a nasza krew zamiast czer­wo­ne­go kolo­ru zaczy­na mieć bar­wę infor­ma­cji: 0 1 0 1 0 1 0 1

Nie ma Cię online, nie istniejesz

Do nie­daw­na sły­sza­łem haseł­ka - nie masz kon­ta na fej­sie - nie ist­nie­jesz. Coś w tym jest, bo nie jesteś w któ­rym­kol­wiek medium spo­łecz­no­ścio­wym to zna­czy, że nie prze­by­wasz w żad­nej spo­łecz­no­ści. Ta, któ­rą masz za oknem, w domu, w pra­cy, w szko­le, na uczel­ni już nią nie jest. To Two­je spo­łe­czeń­stwo - bar­dzo wąska gru­pa. Moż­na więc wysnuć pro­ste wnio­ski, że Inter­net daje nie­ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści: być tam, gdzie nie da się dotrzeć i roz­sze­rzać stre­fę swo­ich wpły­wów, czy­li pozna­wać nowe oso­by, nowe gru­py. Real nas ogra­ni­cza, bo w nim może­my spo­tkać okre­ślo­ną licz­bę ludzi, z jesz­cze mniej­szą nawią­zać bli­ski kon­takt, a przy­jaź­nić to już może z jed­ną, góra dwie­ma oso­ba­mi. Inter­net to wol­ność, natych­mia­sto­wy dostęp, szyb­ka komu­ni­ka­cja, wie­lo­wąt­ko­wość, wie­lo­wy­mia­ro­wość, ska­lo­wal­ność, WOW.

Ok, zachły­sną­łem się i zakrztu­si­łem tą inter­ne­to­wą prze­strze­nią, a teraz na poważ­nie.

Internet to narzędzie

Śro­dek nigdy nie może stać się celem. Tak jak dąże­nie do bogac­twa nie może być jedy­ną moty­wa­cją (mieć, mieć, mieć!), tak par­cie na to, by być w Inter­ne­cie za wszel­ką cenę, ponad mia­rę, by nic nie ucie­kło (Ty też sprawdź czy jesteś FOMO nie wia­do­mo) i żeby non-stop go two­rzyć - uza­leż­nia odbie­ra­jąc moż­li­wość trzeź­we­go spoj­rze­nia na nie­go jak na narzę­dzie. Upi­ja­nie się Inter­ne­tem to kolej­ne uza­leż­nie­nie i znak naszych cza­sów. Nigdzie nie jest prze­cież tak dobrze jak tu. Bez wojen (no może tro­chę hej­te­rów i hien), bez cho­rób (przez kabel się nie zara­zisz), bez nie­po­trzeb­nych sil­nych emo­cji i kom­plek­sów zwią­za­nych choć­by z wyglą­dem. Możesz być awa­ta­rem, możesz być tek­stem, możesz być kim chcesz, kim się czu­jesz, choć tak napraw­dę nie wiesz sam kim jesteś napraw­dę. Two­je nama­cal­ne real­ne ja Ci się nie podo­ba. W Inter­ne­cie możesz je kre­ować. Zanim doj­dziesz do tego, co się wła­śnie wyda­rzy­ło - sta­jesz się uza­leż­nio­ny. Nie od Inter­ne­tu. Od sie­bie takim jakim chcesz być w realu, ale jakim jesteś tyl­ko w Inter­ne­cie.

Wstrzykujesz Internet w żyły, offline przestaje być ważny

Dla alko­ho­li­ka nic nie jest lep­sze od nie­skoń­czo­nej ilo­ści wódy, dla nar­ko­ma­na życie bez dzia­ły nie ma sma­ku, a sek­so­ho­lik zain­te­re­so­wał­by się nawet wie­wiór­ką, gdy­by już nie było co prze­le­cieć. Uza­leż­nia­jąc się od Inter­ne­tu to infor­ma­cja jest dla Cie­bie pożyw­ką. To sta­tus na fej­sie, to kolej­ny zabaw­ny ćwierk i następ­ny viral, któ­ry obo­wiąz­ko­wo nale­ży puścić dalej. Jesz­cze jakiś mądry blo­ger napi­sał nową not­kę, któ­ra Cię poru­szy­ła. Trze­ba zalaj­ko­wać. Zło­ścisz się w Inter­ne­cie, pła­czesz w Inter­ne­cie, pro­sisz o pora­dy jak udo­bru­chać dziew­czy­nę, bo ta się focha. Dajesz inter­ne­to­we­mu świa­tu dar­mo­wy abo­na­ment na Two­je życie real­ne. Niech każ­dy korzy­sta, bez ogra­ni­czeń, bo prze­cież Inter­net to wol­ność. Moż­na szyb­ciej doga­dać się z ludź­mi z Twit­te­ra niż z mamą, sio­strą, kobie­tą Two­je­go życia, czy sze­fem w pra­cy. Bez­pro­ble­mo­wo. Nie­praw­dzi­wie, ale bez­pro­ble­mo­wo.

Twój offli­ne to gru­zo­wi­sko. Inter­net jest bul­do­że­rem, któ­ry wyzwa­la Cię z jego kaj­dan, abyś mógł ide­al­nie żyć onli­ne.

Ale... w Inter­ne­cie nikt Cię nie przy­tu­li i nie poca­łu­je. Nie dotknie Two­jej dło­ni i nie spoj­rzy Ci w oczy. Nie poczu­jesz w nim emo­cji: złych, dobrych, ŻADNYCH. Nikt na Cie­bie nie nakrzy­czy, nikt Cię nie opie­przy. Nie usły­szysz miłe­go sło­wa, nie poczu­jesz zapa­chu i sma­ku. Będzie zawsze nijak i bez­barw­nie. 1 0 1 0 0 1 1 0

Przyjaciele z Internetu

Myślisz, że masz przy­ja­ciół z Inter­ne­tu? Ile razy byli przy Tobie, gdy tego potrze­bo­wa­łeś? Ile razy czu­łeś ich obec­ność tuż obok sie­bie? Ile razy mil­cze­li­ście w swo­im towa­rzy­stwie i to dawa­ło Wam radość? Nigdy. Byli dla Cie­bie laj­kiem, ćwier­kiem, not­ką, fot­ką, fil­mi­kiem. 1 0 1 0 1 1 1 1

Znasz ludzi z Inter­ne­tu? Skąd­że zno­wu. Masz z nimi kon­takt, bo Inter­net Ci to umoż­li­wia. Nie wiesz kim są napraw­dę, a w cza­sie jed­ne­go piw­ka (no dobra, dzie­się­ciu) nie jesteś w sta­nie dowie­dzieć się nic ponad to, co o sobie powie­dzą i o co zapy­tasz. Nie spraw­dzisz ich w sytu­acjach życio­wych, real­nych, a tych prze­cież nasz byt dostar­cza w nad­mia­rze. 1 1 1 1 1 1 1 1

Samotny wśród ludzi, którzy myślą - on nigdy nie jest sam

Kie­dy zdasz sobie spra­wę z tego, że jesteś w tłu­mie samot­nych ludzi? Tak, tych z Inter­ne­tu, któ­rzy potra­fią żyć tyl­ko tam. Chcesz zdo­by­wać świat, calu­teń­ki! Jakie to ambit­ne, ale dosyć nie­re­al­ne, sko­ro nie potra­fisz pora­dzić sobie ze swo­im małym życiem nie­wir­tu­al­nym. Nie stwo­rzysz rela­cji z ludź­mi, z któ­ry­mi łączysz się przez skręt­kę. Nie pra­gniesz takiej jako­ści życia prze­cież, a na wła­sne życze­nie Two­im ogra­ni­cze­niem sta­ła się ta nie­skrę­po­wa­na wol­ność Inter­ne­tu. Kuszą­ca, wcią­ga­ją­ca, nie­praw­dzi­wa, uza­leż­nia­ją­ca i nisz­czą­ca Two­ją oso­bo­wość spo­łecz­ną, nie spo­łecz­no­ścio­wą. To smut­ne. 0 1 1 0 1 0 0 1

Prawdziwe życie ma zalety

Wiesz co jest pięk­ne w realu? To, że nie moż­na go wyłą­czyć. Musisz być w nim, mimo wie­lu gówien, w któ­re wdep­niesz. Offli­ne pozba­wia Cię połą­cze­nia z onli­ne, któ­ry jest wygod­niej­szy i możesz go wziąć na pen­draj­wie gdzie chcesz. Możesz pano­wać w Inter­ne­cie, ale to potra­fi każ­dy śred­nio roz­gar­nię­ty użyt­kow­nik kom­pu­te­ra. Czy jed­nak jesteś panem w swo­im życiu? Naucze­nie się tej sztu­ki to dopie­ro mistrzo­stwo świa­ta i zwy­cię­stwo nad ogra­ni­cze­nia­mi.

Zostań mistrzem i znaw­cą praw­dzi­we­go życia, a z Inter­ne­tu korzy­staj jak z narzę­dzia na potrze­by reala. Bądź jego użyt­kow­ni­kiem, to on ma Ci słu­żyć, a nie Ty jemu. Nie daj się namó­wić na pozor­ną wol­ność wpa­da­jąc w znie­wo­le­nie onli­ne. Nie okła­muj się, że rela­cje z Inter­ne­tu są praw­dzi­we. One dopie­ro mogą się takie stać, gdy wię­cej cza­su spę­dzisz na spo­tka­niach niż na poro­zu­mie­wa­niu się przez kabel. Od Cie­bie zale­ży, czy potra­fisz wycią­gnąć wtycz­kę, pogo­dzić się ze świa­tem, zało­żyć ręka­wi­ce, zaci­snąć pię­ści i zapro­sić go na ring do wal­ki. By wygrać praw­dzi­we życie.

Od prze­gra­nia Inter­ne­tu jesz­cze nikt nie umarł. Żyjąc tyl­ko w Inter­ne­cie, umie­rasz dla życia. Wybie­raj.

PS

Pso­ro, dzię­ki za inspi­ra­cję.

photo credit: photosteve101 via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter