Wojna sensów: czołobitność vs szacunek

Wojna sensów: czołobitność vs szacunek

Czy wyrażając szacunek walisz czołem w ziemię, a Twoja biedna głowa nie boli Cię od głupoty? Zapraszam na kolejny odcinek Wojny sensów.

Bij czołem, ale w ścianę

Nie lubię przesady wszędzie tam, gdzie nie powinno się przeginać. W relacjach międzyludzkich najbardziej razi mnie brak sprawiedliwości i szacunku. Czymże jednak jest ten szacunek? Według mnie niczym innym jak uznaniem dla osób, rzeczy, zjawisk, które są godne naśladowania lub zachwycają na tyle, by je szanować. W jakimś sensie to jest pojęcie niedefiniowalne.

Jakże deprymujące są jednak sytuacje, gdy szacunek przeradza się w chory hołd i walenie w czołem w ziemię przed czymś lub kimś. Czołobitność to źle rozumiana pokora, służalczość, nadmierny wyraz czci, które przecież powinny zakończyć się na samym uznaniu. Jako katol kolana ugiąć mogę tylko przed Bogiem, ale żadna rzecz czy człowiek nie są godne tego, by się im kłaniać i oddawać cześć.

Nieraz czytam smutne teksty w rodzaju przecież ja jestem nikim przy nim i jego zasługach i wtedy zastanawiam się, czy wszystko z autorem w porządku. Pokora – TAK, brak pewności siebie – ROZUMIEM, ale hołdy za to, że ktoś osiągnął więcej i jest w czymś lepszy? – NIE! Głośno i stanowczo.

Zdecydowanie wolę szanować ludzi i zjawiska, pamiętając, że więcej mogę się nauczyć patrząc na nich jak na równych sobie. Paradoks polega na tym, że oni nie szanują tych, którzy podkładają się przed nimi i oddają chorą cześć. Poważani raczej nie pozwolą na to, by ktokolwiek przestał darzyć estymą samego siebie. To byłoby wbrew zasadom, których przestrzegają dając nam jednocześnie powody, by ciągle nie wychodzić z podziwu obserwując ich działania.

photo credit: Lynn (Gracie’s mom) via photopin cc
[highlight]  W poprzednim odcinku [/highlight] tolerancja vs akceptacja

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest2

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • W dyskusję wpycham się z rapierem.

    „Jako katol kolana ugiąć mogę tylko przed Bogiem, ale żadna rzecz czy
    czło­wiek nie są godne tego, by się im kła­niać i odda­wać cześć.” – tak, tak, tak! Więc teraz potraktuję to zdanie dosłownie i zapytam: dlaczego inni to robią? Znaczy – kłaniają się rzeczom? Nie kłaniają się Bogu, a figurkom świętych?

    „Nie­raz czy­tam smutne tek­sty w rodzaju prze­cież ja jestem nikim przy nim i jego zasłu­gach ” – wiesz, kiedy widzę i czytam Stephena Hawkinga, myślę sobie właśnie tak. Że jestem przy nim kompletnie nikim. Niewielu jest wprawdzie ludzi, których od razu uznaję za lepszych od siebie, bo daleka jestem od umniejszania mojej wartości, ale tacy ludzie są.

  • Karolina Wójtowicz

    Nigdy nie wiedziałam skąd się bierze fanatyzm związany z „gwiazdami”. Czy to choroba psychiczna? Czy brak dystansu do innych i ba – do samego siebie? Szanuję i podziwiam Bona i jego zespół za nieśmiertelność, wytrwałość i przełamywanie trendów, szanuję i podziwiam moją mamę za cierpliwość i oddanie, szanuję i podziwiam panią Rowling za Harrego Pottera dla masy dzieciaków na całym świecie. Ale zawsze takie pojęcie „wielkości” wiąże się z poświęceniami, z trudnościami losu. A u nas ze świadomością, że to są ludzie tacy jak my, z mniejszą lub większą dozą szczęśliwych zbiegów okoliczności, którym musieli zaradzić lub je wykorzystać w odpowiedni sposób.Jak dla mnie zdrowy rozsądek w podziwie rodzi szacunek.

  • Sama nie jestem zbyt pewna siebie, ale nigdy nie czułam się zerem przy kimś kto osiągnął więcej ode mnie. Jasne, zazdroszczę i podziwiam ludzi, którzy konsekwentnie realizują swoje cele i kroczek po kroczku zdobywają władzę, pieniądze i co tam jeszcze. Ale nie biję przed nimi pokłonów, bo to tylko ludzie. Tak samo jak ja.

    • Wychodzi na to, że zazdrość może być dobrym uczuciem, prawda? Zachęcającym do zmian, ruszenia dupska i zawalczenia o swoje. To jest ten właściwy szacunek do lepszych.

      • Zazdrość wcale nie musi być zła, tak jak piszesz – może być motywująca. Ileż to razy zmieniałam coś w swoim życiu, bo zauważyłam, że inni mają lepiej, a mnie się po prostu nie chce;)

  • Joli

    Szacunek można określic w kilku słowach nie doszukując się przy tym jakichś wielkich znaczeń. Jeśli traktuję drugiego człowieka uznając jego odrębnośc a więc różnice kulturowe, rasowe, religijne, ideologiczne itd. to tym samym szanuję go. To ma ścisły związek z tolerancją.
    Panuje taki pogląd, że na szacunek trzeba sobie zapracowac. W moim przekonaniu nic bardziej idiotycznego bo to na brak szacunku trzeba sobie zapracowac. Szanuję każdego kto nie wchodzi mi w drogę a więc nie zagraża mojemu bezpieczeństwu.
    A fanatyzm i czołobicie przed idolem to inna para kaloszy. Masz rację, takie kuriozalne zachowania bywają przez ludzi mylone właśnie z szacunkiem.
    Z moich skromnych obserwacji wynika, że wokół idola zawsze krąży i klęka przed nim nie tyle oddana mu nad życie grupa bałwochwalców co silna grupa konformistów.

    • Mylisz nieco pojęcia. Szacunek do odmienności drugiego człowieka nie ma nic wspólnego z szacunkiem wyrażanym za dokonania. Tolerancja tu już w ogóle nie pasuje, bo jak można z szacunku kogoś tolerować?

      • Joli

        Trochę Cię nie rozumiem:)

        Uważasz, że:
        „Czymże jed­nak jest ten sza­cu­nek? Według mnie niczym innym jak uzna­niem dla osób, rze­czy, zja­wisk, które są godne naśla­do­wa­nia lub zachwy­cają na tyle, by je sza­no­wać”

        Co to znaczy/godne naśladowania/ albo /zachwycające na tyle…/
        czyli jak ktoś swoim życiem nie zachwyca ale i nie wadzi nikomu to co? Na Twój szacunek nie zasługuje?

        Szacunek należy się każdemu człowiekowi(poza oczywiscie wyjątkami) tak samo ludziom, którzy dokonali rzeczy wielkich jak i tym, którzy pozostaja powiedzmy w cieniu, wiodac sobie spokojnie życie. Szacunkiem do drugiego człowieka jest umiejętnośc zauważenia i zrozumienia, że na świecie nie jesteśmy sami, nie jesteśmy najbardziej zajebiści bo są też inni mniej lub bardziej odmienni od nas:). Jeśli powyższe zauważymy i wcielimy w życie wówczas będzie można o nas powiedziec, że szanujemy:)
        A jak można tolerowac nie szanując? Szacunek i tolerancja to zintegrowane wartości, przynajmniej w filozofii, jak wiele innych zresztą.

        • Dla mnie szacunek nie jest w żaden sposób związany z tolerancją, wręcz jej przeczy. Szacunek to inaczej podziw. Szacunek w rozumieniu, które opisujesz jest bardziej akceptacją. Akceptujesz to, że są inni ludzie, że nie muszą robić wybitnych rzeczy, że tylko żyją. Nie pozbawiasz ich godności, dlatego, że są inni. I to jest dla mnie akceptacja inności.
          Inaczej chyba pojmujemy te cechy. Podobnie jak to wynika z Twoich wypowiedzi w poprzednim odcinku Wojny sensów.

          • Joli

            Dajmy spokój tym interpretacjom. Nie jest moją intencją naginanie cudzych poglądów w kierunku moich poglądów. Podałam definicje pojęc, które są powszechnie używane i uznawane w wielu środowiskach jako za słuszne. I pod nimi się podpisuję. Twoja interpetacja-Twoja wola. Nie oceniam, nie neguję-dyskutuję i szanuję:)

          • Poczkaj, poczkaj. Padło ważne hasło – w wielu środowiskach uznawane za słuszne. W których? Skąd te definicje? Byłoby się łatwiej odnieść :) Akceptuję Twoją inność, ale żeby od razu szanować? ;)

          • Joli

            Drążymy, ok:)
            O definicje spytaj filozofów, psychologów, socjologów, teologów. Myślę, że interpretacje pojęc będą jeśli nie zgodne to bardzo zbliżone.
            W dyskusji szanuję człowieka co do którego zakładam a priori,(pomijając jego życiowe sukcesy), że jest wartosciowym człowiekiem i jestem wyrozumiała dla jego poglądów. Może byc? ;)

          • Czad, chyba Cię polubię, tylko nie używaj uogólnień i będzie „szysko klasa!” :)

          • Joli

            śpieszmy się lubic ludzi bo wiesz…;)

          • Nie wiem…

  • Trzeba szanować innych, ale tak jak piszesz – jak równych sobie. I przede wszystkim znać swoją wartość. Ale nie być ważniakiem z zadartym nosem, tylko po prostu być pewnym siebie, bo „if I’m not in my team, why should anybody else be?” :)

    • Granica jak zwykle jest cienka. Ludzie mali, którzy coś osiągają i jest za co ich podziwiać, lubią takich, którzy się przed nimi płaszczą.
      Ludzie świadomi swojej wybitności wiedzą, że razem z całą sławą i szacunkiem ciąży na nich wielka odpowiedzialność. Ilu odbiła sodówka, dlatego, że wielbią ich tłumy? Niektórzy nie potrafią wyzwolić się od bycia mistrzem świata i lądują na kozetkach lub w rowie. Nie da się mieć dystansu do sławy/władzy, bo one coś człowiekowi zabierają. Mając jednak świadomość, można w porę się z gówna wycofać i przede wszystkim być nadal godnym tego szacunku.