Wojna sensów: artysta vs wykonawca

Wojna sensów: artysta vs wykonawca

W zale­wie kiczu, któ­rym dosta­je­my po uszach i oczach w ostat­nich tygo­dniach, wyta­czam dzia­ła na woj­nę wyko­naw­cy z arty­stą.

W Pol­sce coraz czę­ściej spo­ty­kam się z rażą­cym naru­sze­niem, gdy na wyko­naw­cę mówi się szum­nie - arty­sta. Męczy mnie to nie­mi­ło­sier­nie, bo tłu­ma­czę sobie w duchu, że ci bied­ni ludzie nawet nie wie­dzą, że kal­ku­ją bez namy­słu z języ­ka angiel­skie­go, w któ­rym zarów­no wyko­naw­cę jak i arty­stę okre­śla jeden wyraz - artist. Nie jest to jakiś wiel­ki błąd, ale bez­re­flek­syj­ne powta­rza­nie jak mał­pa, bo wszy­scy tak mówią jest bar­dzo iry­tu­ją­ce.

Kim jest artysta? Kim jest wykonawca?

Czło­wie­kiem takim samym jak Ty czy ja, ale on potra­fi two­rzyć, wymy­ślać, bujać w obło­kach. Nie­waż­ne, czy będzie pisa­rzem, mala­rzem, rzeź­bia­rzem czy skocz­kiem nar­ciar­skim. Jeśli w swo­im dzia­ła­niu będzie potra­fił zain­spi­ro­wać Cie­bie i wywo­łać praw­dzi­we emo­cje - masz do czy­nie­nia ze sztu­ką. Sztu­ka arty­sty ma Ci dać w cza­pę, a wyra­zem jej odbio­ru ma być Two­ja reflek­sja, zatrzy­ma­nie się i zain­te­re­so­wa­nie. War­to spoj­rzeć też na pro­ces jaki prze­cho­dzi arty­sta, by dowie­dzieć się jak powsta­ło dzie­ło. Kuli­sy czę­sto obna­ża­ją nie­jed­ne­go rze­mieśl­ni­ka. Jeśli już o nim mowa, to wła­śnie wyko­naw­ca może poszczy­cić się opa­no­wa­niem rze­mio­sła do per­fek­cji. To, co wyko­na będzie świet­ne, wzbu­dzi tak­że Two­je emo­cje, ale... to nie on będzie auto­rem. Jest zale­d­wie odtwa­rza­czem. I wia­do­mo, że są lep­sze i gor­sze egzem­pla­rze tego "urzą­dze­nia", co nie zmie­nia ich odtwór­cze­go cha­rak­te­ru.

Tercet egzotyczny: Wiśniewski, Urbańska, Szpak

Dla­cze­go dziś na ten temat piszę? Nie mogę znieść myśli, że ostat­nie doko­na­nia czy to Nata­szy Urbań­skiej, czy Micha­ła Wiśniew­skie­go, czy nawet Micha­ła Szpa­ka roz­pa­tru­je­my w kate­go­rii sztu­ki i arty­zmu. To może są świet­ni wyko­naw­cy, ale nie mają nic wspól­ne­go z arty­sta­mi. Są (nie­ste­ty) pro­duk­tem, któ­ry jest pro­mo­wa­ny i ma szo­ko­wać, wzbu­dza­jąc nega­tyw­ne emo­cje, bo taka jest jego rola. Osta­tecz­nie ich wyczy­ny to rze­mieśl­ni­cza pust­ka, wyku­wa­na na kart­ce papie­ru czło­wie­ka odpo­wie­dzial­ne­go za pro­mo­cję. Arty­sta jest auten­tycz­ny i rzad­ko kie­dy jest kre­owa­ny. To on kreu­je. Two­ją rze­czy­wi­stość, moją rze­czy­wi­stość, rze­czy­wi­stość po pro­stu. To on jest w sta­nie pora­zić nas sztu­ką, od któ­rej nie będzie­my mogli ode­rwać oka i ucha. Resz­ta jest nie­waż­na. Nie war­te fun­ta kła­ków są otocz­ka i blichtr, bo ich zada­niem jest sprze­da­wać, by wyko­naw­ca zara­biał. Zada­niem arty­sty od wie­ków jest poru­szać, a do tego nie trze­ba być zmie­nia­ją­cym ima­ge Wiśniew­skim, zagu­bio­ną jak dziec­ko we mgle Urbań­ską, czy skan­da­li­zu­ją­cym już nie pierw­szy raz Micha­łem Szpa­kiem.

Wystar­czy być kre­atyw­nym, twór­czym, praw­dzi­wym czło­wie­kiem, obda­rzo­nym talen­tem, któ­re­go próż­no szu­kać u prze­cięt­nia­ków. Dla rze­mieśl­ni­ków to jed­nak zbyt duże wyma­ga­nia, ale to oni będą zara­biać naj­wię­cej, bo dzię­ki rów­nie nie­twór­czym słu­cha­czom i ich port­fe­lom zdo­bę­dą listy prze­bo­jów.

photo credit: risaikeda via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter