Wojna o spokój

Wojna o spokój

Oko­ło 15 lat temu koń­czy­łem tech­ni­kum elek­trycz­ne. Mniej wię­cej pamię­tam co to jest prąd sta­ły i zmien­ny, a z lek­cji elek­tro­tech­ni­ki przy­po­mi­nam sobie, że napię­cie powsta­je jako róż­ni­ca poten­cja­łów. Dla elek­try­ków przy­szedł dobry czas, bo Pol­ska nam się spo­la­ry­zo­wa­ła.

Wie­cie jak to jest z napię­ciem - trud­no je roz­ła­do­wać. Jest taki ele­ment elek­tro­nicz­ny, któ­ry gro­ma­dzi ener­gię i nazy­wa się kon­den­sa­tor. Moż­na w nie­go spo­ro łado­wać, by póź­niej mógł sobie pluj­nąć tym, co mu wpa­ko­wa­li­śmy do środ­ka. Kon­den­su­je bez­na­mięt­nie. I ja się czu­ję jak taki kon­den­sa­tor, prze­cięt­ny Polak, któ­re­go pod­pi­na­ją do dwóch zaci­sków, jeden z plu­sem, dru­gi z minu­sem i ładu­ją ile wle­zie. A ja gro­ma­dzę i gro­ma­dzę.

Brzmi zna­jo­mo? Wiem, nie wszyst­kie porów­na­nia elek­tro­nicz­ne wyda­ją się oczy­wi­ste, ale zaufaj­cie mi - tam, gdzie poja­wia się napię­cie i ktoś sta­wia opór, nie ma siły, żeby nie popły­nął prąd. Pra­wo Ohma jest bez­li­to­sne. I prąd też, gdy już zaczy­na pły­nąć, bo wte­dy łatwiej o pora­że­nie.

Proszę o spokój

Boję się tema­tów poli­tycz­nych tak, jak tych zwią­za­nych z reli­gią, bo one naj­czę­ściej pola­ry­zu­ją Pola­ków. One powo­du­ją spię­cia i bar­dzo trud­no się w nich prze­bić z czymś nowym, świe­żym, poma­ga­ją­cym się upo­rać z wszech­ogar­nia­ją­cym cha­osem. Cha­os panu­je, nie­ste­ty, bo te sta­re porząd­ki, któ­re były fun­da­men­tem (i jesz­cze są albo pró­bu­ją być), wyda­ją się już nie­od­po­wied­nie, nie­do­pa­so­wa­ne, wybra­ko­wa­ne.

Cze­mu tak trud­no szu­kać wspól­ne­go języ­ka? Nie szu­ka­my, nie znaj­dzie­my, nie znaj­dzie­my, nie doga­da­my się. W zamian wcho­dzi­my w skó­rę elek­try­ków i swo­ich poten­cja­łów uży­wa­my cią­gle do róż­nie­nia się. Bra­ku­je w tym roz­gar­dia­szu roz­sąd­ku, któ­ry zazwy­czaj wpro­wa­dza spo­kój, a prze­cież jego tak bar­dzo teraz potrze­ba.

Pamię­tam z cza­sów dzie­ciń­stwa tablicz­kę "Żądasz czy­sto­ści, zacho­waj ją sam". I jest w tym post-PRLow­skim haśle spo­ro racji. Za nie­po­rzą­dek obwi­nia­my naj­czę­ściej innych, tych, co młod­si, tych, co star­si. Tych, co jesz­cze nie zdą­ży­li odejść oraz tych, co po nich przyj­dą. Prze­cież nie ma żad­nych szans na dobre zmia­ny, żad­nych. Apo­ka­lip­sa i nadziei brak na wiatr.

I wie­cie co? Tak będzie. Nic się nie zmie­ni. Nic się nie popra­wi. Moż­na się z tym nie godzić, wal­czyć, bun­to­wać, pła­kać, obśmie­wać, tra­gi­zo­wać i baga­te­li­zo­wać. Wszyst­ko moż­na, bo kto wol­ne­mu czło­wie­ko­wi zabro­ni (i niech nawet nie pró­bu­je). Dla­te­go ja grzecz­nie pro­szę o spo­kój i ciszę.

Milczenie ma przyszłość

Wyda­je się cza­sem, że trud­nych spraw nie war­to ruszać, bo są śmier­dzą­ce, zwłasz­cza jak się je roz­grze­bie. Nie zgo­dził­bym się z tym, gdy­bym nie doświad­czył feno­me­nu mil­cze­nia. Mówie­nie i wyrzu­ca­nie z sie­bie pozwa­la oczy­ścić wnę­trze, poczuć że możesz mieć wpływ. I wszyst­ko pięk­nie, ład­nie, gdy jed­nak oka­zu­je się, że mil­cze­niem moż­na powie­dzieć nie­raz dużo wię­cej. Gdy zaini­cju­jesz pora­ża­ją­cą ciszę, naj­ostrzej­sze pyta­nia nie mają szans z jej ładun­kiem. Para­dok­sy bytu tu.

I powie­cie, że ja tu sobie pitu, pitu, a Pola­cy są wście­kli i ta ich szcze­ra wście­kli­zna wyle­wa się z każ­dej stro­ny. Krzy­czą i rzu­ca­ją się jak nie­wy­pa­tro­szo­ny karp przed Wigi­lią. I cza­sem aż chce mi się popły­nąć z tym nur­tem, wejść na bary­ka­dę i poma­chać fla­gą, ude­rzyć z całej siły w bęben, żeby dźwięk moje­go pie­prz­nię­cia z Kra­ko­wa usły­sza­no aż w Gdań­sku. Strze­lać tyl­ko nie chcę, bo bym kogoś mógł zra­nić, a może i zabić.

Też jestem wście­kły. Mam ocho­tę kur­wo­wać na całe gar­dło, narze­kać i puścić się w tan­go z roz­sza­la­łym tłu­mem. Potrze­bu­ję dać upust emo­cjom! W koń­cu żyję tu i widzę, co się odszyn­szy­la.

Powstrzy­mu­ję się od tego sza­leń­stwa, bo wiem, że zaszko­dzę.

Nie kupu­ję popu­li­stycz­nych haseł i choć nie podo­ba mi się wma­wia­ny nam złud­ny porzą­dek, rewo­lu­cje i anar­chie odsta­wiam na bok. Nie będę żoł­nie­rzem nie swo­jej spra­wy, nie wycią­gnę kara­bi­nu fru­stra­cji i nie zacznę deto­no­wać gra­na­tów bez­sil­no­ści. Będę mil­czał i przy­glą­dał się, by zro­zu­mieć co tu się napraw­dę dzie­je.

Oko cyklonu i świadomość

Jest jakaś siła we wspól­no­cie, w byciu bli­sko sie­bie, gdy idąc ramię w ramię pro­sto w oko cyklo­nu czuć w powie­trzu, że jest w tym sens i żołą­dek ści­ska poczu­cie misji. Życie poświę­cić dla spra­wy, oddać się dla potom­nych. Pięk­nie się pisze takie sło­wa, napraw­dę. Czu­ję jak moje pal­ce prze­szy­wa elek­try­zu­ją­ca iskra, a kla­wia­tu­ra jakoś ina­czej dud­ni przy każ­dej wci­ska­nej lite­rze. Zwłasz­cza teraz, gdy piszę o tych waż­nych spra­wach, rzu­tu­ją­cych na przy­szłość nie tyl­ko moją, ale moich dzie­ci. Waszych też.

Pytam sam sie­bie. Czy war­to wal­czyć o prze­gra­ną spra­wę? Czy mil­cze­nie jest kon­for­mi­zmem? Czy wej­ście w cen­trum wichu­ry pozwo­li mi ochro­nić mój dom? Czy moje poświę­ce­nie da bez­pie­czeń­stwo bli­skim?

Wie­rzę, że dobrze wybio­rę, gdy nadej­dzie na to czas. To jesz­cze nie teraz. Ktoś się musi spa­lić, spa­rzyć, za dużo stra­cić, by zro­zu­mieć, że moż­na cha­ma cham­stwem naje­chać. I oby ten ktoś liczył się z cha­ma dobrą pamię­cią, bo zemsta prze­cież jest naj­słod­sza, a prze­moc rodzi prze­moc. Koniec. Krop­ka.

Nie zmie­ni­my ludzi, swo­je wybo­ry może­my. Świa­do­mość, nie bom­by, jest bro­nią o naj­więk­szej sile raże­nia.

Ja też mogę zmie­nić aktu­al­ne podej­ście do sytu­acji w Pol­sce i czu­ję się na tyle odważ­ny, by teraz mil­czeć. Nie szcze­kam, choć coraz czę­ściej zgrzy­tam zęba­mi. Cią­gle mam nadzie­ję, że nie zetrę ich na tyle, by póź­niej nie móc ugryźć w odpo­wied­nim momen­cie, w odpo­wied­nie miej­sce.

Koniec koń­ców uży­wa­nie zębów do otwie­ra­nia zamknię­tych puszek jest nie­mą­dre, a żeby zjeść buł­kę, naj­pierw trze­ba nauczyć się piec. I cie­szę się, że w naszym pol­skim wię­zie­niu czas dopie­ka­nia powo­li się koń­czy.

Do tego moc­no wie­rzę, że już wkrót­ce nie wszyst­kim się upie­cze.

PS
Tekst miał premierę na blogu urywki.pl