Na zapleczu: Wojtek Wawrzak – prawnicy nie są nadętymi bufonami i cwaniakami

Na zapleczu: Wojtek Wawrzak – prawnicy nie są nadętymi bufonami i cwaniakami

Pisał bloga Myślę i czuję i połączenie tych słów mnie do niego przyciągnęło. Dziś skupia się na praKreacji, gdzie przybliża aspekty prawne w przestrzeni działań kreatywnych. Zapraszam na rozmowę z cyklu „Na zapleczu” z Wojtkiem Wawrzakiem.

Muszkieter: Jesteś jednym z niewielu młodych prawników, którzy piszą blogi. Jak myślisz, czemu jest tak mało synów Temidy w blogosferze?

Wojtek Wawrzak: Tacy nieliczni to my wcale – jako prawnicy – w sieci nie jesteśmy. Prawniczych blogów funkcjonuje całkiem sporo. Jasne, że nie tak wiele jak lifestajlowych, czy modowych, ale jednak sporo. Prawdą jest natomiast, że w przeważającej większości nie są one szerzej znane, ponieważ ich autorzy skupiają się mocno na merytoryce, zapominają natomiast o pozostałych aspektach bloga, czyli formie przekazu i aktywnym życiu w internecie, budowaniu relacji z czytelnikami, choćby poprzez kanały społecznościowe. Dotyczy to w szczególności blogów prowadzonych w ramach funkcjonujących na rynku kancelarii. Wydaje mi się, że wynika to z wyobrażeń co do profesjonalizmu prawnika. Nie chcę powiedzieć, że błędnych, ale na pewno odmiennych od moich. Cześć prawników ma problem z wyjściem do czytelnika, postawienia na przekaz bardziej bezpośredni, bo wydaje się im, że zostanie to źle odebrane przez ich klientów. Czy klient jednak rzeczywiście oczekuje chłodnego profesjonalizmu i absolutnego dystansu? Nie wydaje mi się. Prawnik to przecież człowiek jak każdy inny. Nie chcę się mądrzyć, bo żaden ze mnie autorytet, ale moje doświadczenia związane z prowadzeniem bloga jednoznacznie potwierdzają, że wyjście do czytelnika to najlepsze, co może przydarzyć się prawnikowi. Gdy startowałem z praKreacją nastawiony byłem wyłącznie na merytorykę. Chciałem przywalić odbiorcy konkretem między oczy. Jednak dopiero, gdy zacząłem bawić się konwencją, pozwalać sobie na luźniejszy styl, przemycać w tekstach drobne żarty, blog zaczął żyć i pojawił się odzew czytelników.

Wojciech Wawrzak

Wojciech Wawrzak – z archiwum prywatnego

Ale wracając do Twojego pytania, blogów prawniczych jest znacznie mniej niż pozostałych z kilku względów. Po pierwsze, do prowadzenia bloga prawniczego potrzebna jest wymierna wiedza. Nie jest to żaden atak na pozostałych blogerów, ale specjalistą od lajfstajlu może być każdy, natomiast nie każdy jest w stanie prowadzić blog specjalistyczny. Zatem potencjalnych twórców jest tutaj znacznie mniej. Po drugie, prawnicy wciąż nie dostrzegają potencjału blogów. Często postrzegają je w kategoriach niegroźnej fanaberii na zasadzie „prawdziwe życie jest w kancelarii, internet to tylko zabawa”. Trzecia przyczyna jest bardzo prozaiczna i dotyczy znanego wszystkim problemu niedoczasu. Blog nigdy nie jest główną aktywnością dla prawnika. Prowadząc własną kancelarię, czy pracując na etacie, ciężko jest wygospodarować czas na pracę przy blogu. Tym bardziej, gdy ma się już rodzinę, żonę, dzieci i liczne obowiązki z tym związane. Zdaję sobie sprawę, że dotyczy to każdego dorosłego człowieka, ale sytuacja prawnika jest tu jednak nieco inna. Gdy cały dzień pracujesz przy pozwach, umowach i innych prawniczych sprawach, to po godzinach kusi Cię, by zająć się czymś innym, a nie znów siadać do prawa. Dla wielu blogerów, blog to odskocznia od codziennych obowiązków. Dla prawnika to nadal praca. Nawet jeśli wykonywana z przyjemnością, to przecież nie da się żyć samym prawem. Myślę, że wszystkie te czynniki składają się na to, że blogów prawniczych jest zauważalnie mniej, choć podkreślam raz jeszcze – wcale nie tak mało, jak mogłoby się wydawać.

Można więc zaryzykować stwierdzenie, że zbliżasz postać prawnika do zwykłych ludzi, a przecież jakby nie było to zawód z misją. Właśnie, Wojtek – jaka jest Twoja misja na praKreacji? Czy zamierzasz zarabiać na poradach prawniczych, a blog jest tylko modnym nośnikiem reklamowym Twoich usług?

Misja. Poważne słowo. Po pierwsze, chciałbym by moi czytelnicy przekonali się, że prawo nie gryzie, a prawnicy wcale nie muszą być skończonymi nudziarzami, nadętymi bufonami i cwaniakami. Społeczne stereotypy związane z moim zawodem są raczej negatywne, więc chciałbym je choć trochę odczarować. Po drugie, zależy mi na budowaniu świadomości w kontekście prawa własności intelektualnej. Wciąż nieustannie zaskakuje mnie, że większość ludzi chce dzisiaj zarabiać na pracy swojego intelektu, a przy tym nie szanuje własności intelektualnej innych. W Polsce, prawo własności intelektualnej wciąż jest dziedziną bardzo mglistą. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym przyłożył choć jedną cegiełkę w procesie społecznej edukacji.

Wojciech Wawrzak - praKreacja.pl

praKreacja.pl – prawniczy blog Wojtka

Jeśli pytasz natomiast o to, czy zamierzam zarabiać na poradach prawnych, to odpowiedź brzmi, że oczywiście tak – zamierzam. W tym celu się kształcę, pogłębiam każdego dnia swoją wiedzę i zdobywam praktykę. Jestem dopiero na starcie, ale właśnie z tego chcę się utrzymywać. Nie ulega wątpliwości, że blog jest doskonałym miejscem do wchodzenia w relację z potencjalnymi klientami i zamierzam go świadomie wykorzystywać również w tym celu.

Ale czy nie boisz się, że „sprzedajesz” konkretną wiedzę za darmo i w ten sposób pozbawiasz chleba przedstawicieli swojego zawodu, a tym samym siebie? Polacy lubią być „złotymi rączkami”, domorosłymi prawnikami zapewne też, zwłaszcza jeśli dostęp do skondensowanej wiedzy jest na wyciągnięcie ręki.

Nie, nie boję się. „Złote rączki” i „Zosie samosie” i tak nigdy nie skorzystałyby z moich, ani świadczonych przez innych usług. Takie osoby muszą się mocno sparzyć, by zacząć w ogóle dopuszczać do siebie myśl, że czasem warto skorzystać z pomocy profesjonalisty. Najczęściej jest już za późno. Natomiast jestem przekonany, że dla tych, którzy szukają fachowej pomocy, mój blog będzie wyraźnym sygnałem, że posiadam stosowne kompetencje, by rozwiązać ich problem. Ponadto, nawet najbardziej merytoryczny artykuł nie jest w stanie zastąpić bezpośredniego kontaktu z prawnikiem. Moje poradnikowe teksty pozwalają zorientować się w temacie, wyrobić sobie świadomość określonych problemów, dostrzec możliwe drogi postępowania, ale nie są gotowymi rozwiązaniami podawanymi na tacy. Niemożliwym jest stworzyć uniwersalną instrukcję postępowania w danej sprawie dla wszystkich. Każdy problem ma swoje indywidualne smaczki i dopiero w rozmowie z prawnikiem, który jest w stanie je wyciągnąć, można wypracować prawidłową drogę postępowania. Jestem zresztą przekonany, że żaden świadomy czytelnik, nie traktuje moich wpisów jako indywidualnej porady prawnej.

W takim razie zejdźmy już z prawa i wejdźmy w świat Twojego hobby. Wojtek, czym się interesujesz poza paragrafami?

Od zawsze moją pasją była kultura. Dobra muzyka, książka i film – oto, czym żyję w wolnym czasie. Mieliśmy zejść z prawa, ale ta pasja do kultury z prawem ma bardzo dużo wspólnego. Bo to właśnie ze względu na nią zainteresowałem się prawem własności intelektualnej, szukając możliwości połączenia tych dwóch światów.

Zostawiając jednak na boku prawo, za młodzieńca pobierałem lekcje gry na keyboardzie, potem na gitarze. Jeśli chodzi o klawisze, nauczyciel widział we mnie duży potencjał, jeśli o gitarę – marnie to wszystko wyglądało, ale elektryk, niewielki wzmacniacz, kilka znanych riffów dawało mi mnóstwo frajdy. W pewnym momencie musiałem jednak z aktywnego uprawiania muzyki zrezygnować ze względu na brak czasu na regularne ćwiczenia. Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz wkładać w to 100 procent swojego zaangażowania. Nie byłem gotów podjąć decyzji o poświęceniu się muzyce, więc ostatecznie zaniechałem amatorskich podrygów instrumentalnych… właśnie na rzecz prawa. Przez kilka lat jednak byłem wciąż bardzo blisko z muzyką, współpracując z dwoma magazynami muzycznymi dostępnymi na polskim rynku. Wydawnictwo po kilkuletnich bojach nie podołało wyzwaniu brutalnego rynku i w ten sposób skończył się dla mnie etap dziennikarsko-muzyczny. Zacząłem natomiast pisać do szuflady o otaczającym mnie świecie. Na tej bazie powstał mój blog Myślę i czuję, który obecnie zawiesiłem, ale który przez ponad rok był dla mnie ujściem pisarskiej pasji.

Wojciech Wawrzak - blog "Myślę i czuję"

Blog „Myślę i czuję” autorstwa Wojtka, na razie (niestety) zawieszony

Od dziecka pociągała mnie również informatyka. Uczyłem się projektować strony internetowe, amatorsko programowałem, eksperymentowałem z grafiką i wideo. Do dzisiaj lubię pobawić się przy różnych projektach internetowych i sprawia mi to radość, choć pewnego etapu rozwoju nigdy nie przeskoczę – zostawiam to profesjonalnym informatykom.

Poza tym wszystkim, lubię sport. A konkretniej – bieganie i narciarstwo. Amatorsko biegam, startując w biegach ulicznych i jeżdżę na nartach, choć już mniej niż w dzieciństwie.

Uff… to chyba wszystko, co dla mnie najważniejsze w wolnym czasie. Zajmuję się i zajmowałem w przeszłości naprawdę wieloma rzeczami, zawsze dążąc do poszerzania horyzontów. Można powiedzieć, że moim hobby jest aktywne działanie. Lubię angażować się w nowe projekty, poznawać na własną rękę kolejne dziedziny życia. Z każdym kolejnym rokiem czasu na zajęcia „poza-zawodowe” coraz mniej, ale staram się, by prawo nie było jedyną działką, w której się obracam. Zawsze wierzyłem w szerokie spektrum postrzegania świata i w tym duchu staram się rozwijać.

Wow! Brzmisz jak współczesny człowiek renesansu! Czy pośród tych wszystkich działalności masz czas na… miłość, czyli znalazłeś już wybrankę swojego serca?

Oj, panie Muszkieter, wkraczamy w sferę danych wrażliwych, które ustawa o ochronie danych osobowych chroni szczególnie. Ponieważ jednak trochę się już znamy, to zdradzę Ci sekret, że czas to śliska sprawa. Ale myślę, że nie tyle o czas tu chodzi, co po prostu o spotkanie odpowiedniej osoby. A to nie jest proste. Szczególnie, gdy większość swojej pracy wykonujesz w samotności, potrzebując ciszy i skupienia. Prawo nie jest dziedziną, która sprzyja prowadzeniu bujnego życia towarzyskiego, ale jestem przekonany, że nadejdzie ten moment, gdy spotykam tę jedyną i będziemy żyli długo oraz szczęśliwie.

Wygląda jak happy end z amerykańskiego filmu, ale życie to nie jest bajka. Gdyby jednak nią było, to jak brzmiałby Twój scenariusz, Wojtek? O czym marzysz, czego pragniesz, by się spełniło? Oczywiście, cały czas poruszamy się „poza prawem” :)

Marzę o tym, by zawodowo robić to, co najbardziej mnie kręci i by praca ta pozwoliła mi oraz moim bliskim na życie w poczuciu bezpieczeństwa i stabilizacji. Pragnę zapewnić swoim rodzicom godny byt w podziękowaniu za wieloletnie wsparcie, dzięki któremu mogę być teraz w tym miejscu, w którym jestem. Jednocześnie, marzę, by założyć szczęśliwą rodzinę, być najlepszym na świecie mężem i ojcem dwójki dzieci. Tylko tyle i aż tyle.

Wspaniałe marzenia! Życzę Ci, aby się spełniły w 150%. Na koniec naszego nazapleczowego wywiadu zadam Ci pytanie z serii egzystencjalnych: co zmieniłbyś w świecie, gdybyś miał taką moc?

Mocny finisz, nie ma co. Świat to dla mnie ludzie, którzy go tworzą, a więc zmieniłbym ich podejście do siebie nawzajem. Zawiść, zazdrość, zaślepienie koniecznością wiecznej rywalizacji zastąpiłbym uśmiechem, docenianiem się nawzajem, radością z sukcesów innych i współpracą. No i pozbyłbym się jeszcze chorób wszelakich, bo życie w dobrym zdrowiu to bardzo cenna rzecz. Wizja choroby, szczególnie bliskich mi osób, paraliżuje mnie.

Oby więcej rodziło się takich ludzi jak Ty. Dziękuję Ci za tę rozmowę. Była naprawdę inspirująca i wreszcie powiedziałeś coś więcej o sobie, a nie ciągle na prawo i lewo o tym prawie :)

Gdy mówię o prawie, to mówię o sobie. Bo prawo to ja, parafrazując słowa francuskiego władcy. Prawa nigdy dość, tego się trzymajmy. Dzięki za zaproszenie na łamy Twojego bloga i pytania, które kazały się nad sobą chwilę zastanowić. Czułem się momentami wyciśnięty niczym soczysty pomarańcz, ale o to przecież chodziło. Pozdrawiam wszystkich, którzy dotarli do zapisu naszej rozmowy i zapraszam na prawniczą gawędę do siebie.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+6Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Bardzo fajny wywiad! Z chęcią będę śledzić nowe wpisy. Pozdrawiam!

  • Pingback: Dzisiaj świętuję podwójnie: Mistrzostwo Świata i rocznicę bloga()

  • Pingback: #Blogdaychallenge - co czytam w Internecie()

  • rozsądna

    To ja też przyłączam się do podziękowań za ten wywiad, bo to właśnie z Wojtka bloga trafiłam do Ciebie, Muszkieterze :)
    I jak wielu innych lubiłam tam zaglądać, bo Wojtek ma sporo mądrych rzeczy do powiedzenia i fajną osobowość. Miło wiedzieć, że trzyma się swoich marzeń i niestrudzenie zmierza do ich realizacji.
    Powodzenia! I pozdrawiam Cię Wojtku przy okazji :)

    • Rozsądna, miło mi pozdrowić Ciebie również tutaj! Marzenia ciągle przede mną, praca trwa :-)

  • Wiesz co Ci powiem, mój drogi? Jedna z lepszych rozmów u Ciebie :) A pana Wojtka bardzo lubię i szanuję :) Potrafi mnie niesamowicie zaciekawić zawsze i wszędzie. I dzięki takim ludziom właśnie, widać, jak bardzo różnorodna potrafi być blogosfera i ludzka natura, którą nie powinno się (ba! nawet nie można) szufladkować i klasyfikować :) Poproszę o więcej, więcej, więcej! :D

    • Wojtek jestem, wypijmy bruderszafta! :-) A żem aż tak ciekawy, to się nie spodziewałem. ;-)

    • Dziękuję w imieniu swoim i Wojtka :) Staram się dobierać do #naZapleczu osoby, które mają coś do powiedzenia i ciągle w jakimś sensie są w cieniu. To miłe, gdy Czytelnicy reagują pozytywnie na samą rozmowę. Mamy tak wiele ciekawych postaci w blogosferze, że grzechem byłoby im odpuszczać.Trzeba ich wyciągać z tego cienia na słonko i cieszę się, że póki co wspólnie z gośćmi mi się to udaje.

      • Oj tak, to prawda :> Dlatego z niecierpliwością czekam na więcej takich rozmów ^^

  • Świetny wywiad, a tak po cichu przyznam się, że liczę na powrót „Myślę i czuję”. Lubiłam tam zaglądać :)

    • Aniu, każdy kolejny znak, że ktoś za myślę i czuję tęskni sprawia, że mam ochotę coś napisać… więc może już niedługo…! ;-)

    • Ja też lubiłem czytywać Myślę i czuję, ale z drugiej strony rozumiem decyzję Wojtka. Sam pewnie też rzuciłbym bloga, gdybym dusił się w przyjętej konwencji. Mam jednak nadzieję, że blog wróci do łask w nieco innej formie i sprawy się jakoś ułożą :) To było i nadal jest dobre miejsce w sieci.

  • Że taka gwiazda się zgodziła u Ciebie wystąpić! No, no. :)