Wódki razem nie piliśmy

Wódki razem nie piliśmy

Skracanie dystansu to moja specjalność. Nie każdy jednak lubi bliskość, bo niekoniecznie traktuje kontakt poważnie.

Jak rozpoznać ludzi tzw. „małych”? Można próbować przyłożyć ich do linijki lub chociaż framugi w kuchni, albo po prostu spędzić z nimi jeden mały dzień. Wielokrotnie różni moi znajomi przestrzegali mnie przed wchodzeniem w światy małych człowieczków, ale ja uparcie w nie wdeptywałem, wgryzałem się i nie potrafiłem się powstrzymać w dawaniu im szansy na poznanie samych siebie.

Brzmi to jak dawanie łaski, patrzenie z piedestału na tych co na „dole”, a ja to raczej nazywam pewnością siebie wynikającą z paru aspektów. Jestem człowiekiem spełnionym zawodowo i prywatnie, a napotykam na takie same problemy jak większość tych maluczkich. Z tą różnicą maluczcy to nie mali.

Mali ludzie to ci, którzy się wywyższają. Robią to w wysublimowany sposób, okraszając dyrdymały pięknymi słowy, mówiąc tam, gdzie powinno się milczeć, milcząc tam, gdzie powinno się krzyczeć. To ludzie kontrastów, którzy nie potrafią znaleźć w sobie siły do zmagania się ze światem w poszukiwaniu swojego prawdziwego ja.

A to przecież najważniejszy kapitał – my sami. Czy musimy pić ze sobą wódkę, by skracać dystans i razem przeżywać smutki, radości, dotykać normalnego życia? Jestem przeciwnikiem takiego ułatwiania kontaktu (picie wódy) przez utrudnianie (jeżeli nie napijemy się wódy, to nici z kontaktu). Nie wiem jak inaczej określić traktowanie jako brak kultury zachowanie „na wprost”. Po co nam te wszystkie konwenanse, które oddalają nas od siebie?

Dlaczego nie może być normalnie? Dlaczego zwykłe podanie ręki jest kłopotem (bo trzeba pokazać kto jest górą i podać ją „z góry”). Proste powiedzenie „Cześć, jestem Damian, a Ty jak masz na imię?” wydaje się banałem i tak oklepanym zwrotem, że nie ma co go używać, bo z pewnością nie zadziała. Zbytnia otwartość zostanie odebrana jako narzucanie się.

Bycie bezpośrednim dziś jest niczym bycie bohaterem, Jokerem wśród Asów. Nie wiem jak było wczoraj. Wydaje mi się, że lepiej. Zastanawia mnie tylko jeden fakt: czy większym brakiem szacunku do starszych przy skracaniu dystansu jest bycie „na wprost” czy chrząkanie tą nikomu niepotrzebną flegmą konwenansu. Rozważanie czysto filozoficzne, bo wszystko zależy od ludzi.

Osobiście wolałbym jednak nawet jako starszy facet, by młodzi szanowali moją wewnętrzną młodość i byli gotowi traktować mnie jak partnera w dyskusji. W ten sposób możemy sobie dać coś więcej niż powódczanego kaca na drugi dzień po „poznawaniu się”.

Możemy stworzyć kontakt, połączenie dużo silniejsze niż jednonocna „przygoda”. Możemy w ten sposób zmienić mentalność Polaków, którzy ułatwiając utrudniają. Rzućmy wódkę w kąt, stańmy się bardziej bezpośredni, nie czekajmy na rytuał powitania, skracajmy dystans.

Nie pijmy razem wódki. Spijajmy historie opowiadane im szybciej, tym ciekawiej i pozwalajmy stwarzać wizje lepszego partnerstwa. Żyjmy lepiej.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Ana

    Najciekawszych i najbardziej wartościowych ludzi poznałam nie przy wódce. Czasem może przy piwie, gdy wyszło się gdzieś ze znajomymi, dołączyli znajomi znajomych, ale… piwo zaraz szło w odstawkę, procenty wietrzały, bo zaczynała się dyskusja. To wspólne picie wódki to chyba w naszej kulturze taka metafora – nie skracania dystansu, a już skróconego. W sensie: znamy się już na tyle dobrze, że możemy się wspólnie napić wódki, bo jak przesadzimy, to nie boję się, że chlapnę coś, czego nie powinnam/powinienem, bo nawet jeśli, to zostanie to między nami.

    • Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz. Właśnie w takim znaczeniu jestem w stanie przyjmować to powiedzenie. Tak samo jak „spotkajmy się kiedyś na piwo” to zaproszenie na wspólne wyjście i spędzenie czasu zamiast chlania piwska do rana :)

      • Ana

        Wszystko jest dla ludzi i czasem każdemu zdarzy się zbłądzić, ale grunt, by to piwo czy wódka były tylko dodatkiem, nie sensem spotkania :)

  • b.

    no właśnie… i przez to, że wódki nie piję z całym tym ludzkim chłamem (za przeproszeniem niektórych), ie mam znajomych w zasadzie. bo jestem inna i nie lubię ludzi – takich.

    • Nie popadaj w przesadę :) Warto mieć znajomych, których zdobywasz jakimś kompromisem, ale jak zawsze do tanga trzeba dwojga. Szukaj raczej takich, którzy również szukają bezalko premium znajomości.

      A to, że się tam jakiś alko raz na ruski rok pojawi to chyba nic złego :)

  • Mam wrażenie, że tego sposobu używają tylko ludzie, dla których wódka to pewien sposób bycia taka polska mentalność. To już tak głęboko siedzi w naszej kulturze że stało się koniecznością – nie piłeś ze mną , nie możemy być przyjaciółmi.

    • Są i tacy, tylko ile warta jest taka „przyjaźń”. Pół litra lub 0,7, hehe, a to za mało, by postawić porządne fundamenty pod relację czy przyjacielską, czy biznesową.

      Dziękuję za Twój komentarz :)

  • Ania

    Strasznie mnie wkurza stwierdzenie „wódki ze mną nie piłaś, żeby coś tam” Jeżeli kontakty mają opierać się tylko na piciu wódki, to ja dziękuję.
    Do skrócenia dystansu potrzeba tak niewiele… szkoda tylko, że większość chce go skracać za pomocą wódki. Czy naprawdę trzeba trzymać sobie nawzajem głowę nad kiblem, żeby skrócić dystans?!

    „Cześć, jestem Ania. I nie chcę pić z Tobą wódki, chcę z Tobą rozmawiać.” ostatnio mam ochotę tak zaczynać rozmowy.

    • Aspagio

      Można razem konie kraść, zjeść wagon soli, napić się wódki, pasać świnie.
      Ludzie chcą skracać dystans z tymi, z którymi chcą go skracać. Tak jak chcą lub lubią.

      • Wydaje mi się, że to nie jest takie proste, zwłaszcza w relacji partnerskiej biznesowej. Piszesz o ideale, o który trudno w świecie :)

      • Ania

        tak, masz rację. Ale to, że Oni chcą wódką, nie znaczy, że ja tez tego chcę ;)

        • Aspagio

          Nie musisz chcieć. W tym cały urok.