Więzienie codzienności

Więzienie codzienności

Nie znam zbyt wie­lu cie­ka­wych ludzi, któ­rzy ogra­ni­cza­ją się tyl­ko do życia z dnia na dzień. Zazwy­czaj chcą cze­goś wię­cej niż stan­dard. Posta­ram się opi­sać, jak ich widzę.

Czy warto?

Na począ­tek wyobraź­my sobie, że wszy­scy jeste­śmy tacy sami. Mamy takie same życia, zegar­ki budzą nas o tej samej porze, wyko­nu­je­my tę samą pra­cę, wra­ca­my do takich samych domów, mamy takie same dzie­ci i tak dalej.

Teraz wyobraź­my sobie, że to nasze życie jest jak jed­na wiel­ka kolo­ro­wan­ka dla dzie­ci z wyty­czo­ny­mi linia­mi, któ­re coś przy­po­mi­na­ją. Naszym zada­niem jest wziąć kred­ki i zacząć ryso­wać.

I właściwie to już koniec

Nie, nie jestem aż tak powścią­gli­wy w moim i tak mar­nym gadul­stwie inter­ne­to­wym. Życia może­my mieć podob­ne, może­my stać się więź­nia­mi naszych codzien­no­ści i mieć inne ryt­my dnia. Ale gdzieś tam w środ­ku wszy­scy jeste­śmy tacy sami pod jed­nym wzglę­dem. Mamy rów­ne szan­se i ten sam zestaw kre­dek. Od nas zale­ży kie­dy róż, kie­dy czerń, kie­dy błę­kit. Od nas zale­ży, czy pój­dzie­my po linii, któ­rą ktoś już wcze­śniej wyty­czył czy zacznie­my two­rzyć wła­sną kolo­ro­wan­kę.

Dzie­ci są ide­al­nym papier­kiem lak­mu­so­wym dla nas doro­słych, któ­rzy tra­ci­my trzeź­wy osąd marzeń i wybu­ja­łych sza­leństw. Zaczy­na­my prze­li­czać na nasze licz­by i róż­ne inne biz­ne­sy, a one są nie­skrę­po­wa­ne w two­rze­niu.

Tro­chę w codzien­no­ści powin­ni­śmy być dzieć­mi, któ­re cza­sem kolo­ru­ją, cza­sem nie, a cza­sem są jak bia­łe kart­ki. Puste. I to nie jest nic złe­go. To dobrze, bo zna­czy jed­no. Żyje­my nie tyl­ko codzien­no­ścią.

PS
Dla Żony.