Weź się zaangażuj!

Weź się zaangażuj!

O tym jak zaistnieć w blogosferze przeczytałem już chyba wszystko. Mimo tego nadal się karmię i czytam po raz kolejny, że najważniejsze jest zaangażowanie.

5 sposobów na porost fanów

Teksty tego rodzaju pojawiają się najczęściej. Przy piątej notce tego typu, o ile była fajnie i ciekawie napisana, jeszcze się uśmiechałem. Po dziesiątej zauważyłem, że wiele tematów się powtarza, ale może znajdzie się jeszcze coś ciekawego, czego nie było w poprzednich wpisach. Po dwudziestej zacząłem szukać pistoletu, żeby strzelić sobie w łeb. Pierdolę, nie czytam więcej. Robię swoje.

Notek nadprodukcja

Produkuję sobie notki, bo mam potrzebę pisania i mam coś do powiedzenia. Nie jestem nieomylny i jak się okazuje moi czytelnicy pierwsi startują, by mi o tym przypomnieć. Za to im dziękuję, że są, że przeczytali i jeszcze ewentualnie chcieli mi dokopać lub uzupełnić moje przemyślenia. Zajebiście dziękuję właśnie Tobie, który czytasz ten wpis!

Mija tydzień, dwa, trzy. Produkuję codziennie co najmniej jedną notkę, ale zdarzają się dni, że jest ich dwie albo nawet trzy. No siedzi coś we mnie to się wypróżniam. Nic na to nie poradzę. Śledzę poczynania #tychsamychgąb, szukam smolblogerów, nawet potrafię już kilka blogów polecić! Patrzę, co się dzieje w świecie. Słucham, czytam, komentuję, recenzuję. Pracuję, gonię, spaceruję, znów gonię, pracuję, odpoczywam i coraz krócej śpię. Dziś mam zadyszkę i zadaję sobie głupie pytanie: czemu jestem taki zmęczony?

Pracowita Basia

Na chwilę odejdźmy od mojego blogowania i spójrzmy na Basię. Znam ją już kilka lat i choć nie jesteśmy przyjaciółmi, to dużo rozmawiamy. Dziewczyna ma ambicje, bo chce zajmować się szerokopojętym marketingiem i promocją. Jest pracowita, wykonuje nieraz niesamowicie mrówczą robotę. Stara się, bo wierzy, że uda się jej zdobyć swój szczyt. Problem w tym, że kompletnie nie odnajduje się w tej dziedzinie. Nie dlatego, że to co robi nie jest nic warte. Jest niewystarczająco dobre, bo Basię cechuje „tylko” motywacja, a na zaangażowanie zabrakło już miejsca. W jej mniemaniu praca nie kojarzy się z pasją i bylejakie problemy, rozterki, przejściowe kłopoty są kłodami, a ich pozbywanie się – niesamowitą męczarnią. Dodatkowo Basia rzadko kiedy czuje, że sprawy nie można tak zostawić sobie samej i pójść do domu, bo na zegarku już odpowiednia godzina, by skończyć, odbić kartę i wyjść. W końcu praca… to tylko praca – zapewne myśli Basia. Blade ma pojęcie o tym jak to jest cieszyć się i być dumnym z tego, że się załatwiło sprawę nie-do-załatwienia. Namęczyć się i sprawić, by coś się stało realne, na wyciągnięcie ręki, ciężko wypracowane i piękne, bo zrobione własnymi ręcami. Rzeczy niemożliwe są nie dla niej, ponieważ bierze się tylko za te, które mieszczą się pod jej czachą…

Koszt zaangażowania

O moim blogowaniu poważniej rozmawiałem tylko z Yzoją, którą poznałem, gdy zacząłem pisać. Powiedziała jedną bardzo ważną rzecz: „jak ktoś jest zaangażowany w to co pisze i to się czuje, to aż chce się go czytać”. Odpowiedziałem, że jak już będę sławnym i wpływowym blogerem (bogatym pewnie też :D), to zacytuję ją w mojej książce. Dziś robię to na blogu, bo były to słowa, które dały mi wiele na początek mojej blogerskiej drogi. Zaangażowanie kosztuje i płaci się za nie niewyspaniem, wysiłkiem, chęcią, energią, cierpliwością i przede wszystkim – czasem. Dzięki niemu dowiadujemy się jaki mamy charakter, ile w nas samozaparcia, wytrwałości, czy motywującego lęku, że może nie wyjść albo przeszywającego poczucia, iż wyjdzie na 100%. To zaangażowanie demaskuje, kim jesteśmy naprawdę i czy jesteśmy gotowi przenosić góry, bo… tak czujemy i chcemy.

(…)

A dla Basi zaangażowanie (niestety) zawsze będzie tylko ilością pracy przeliczonej na godziny.

PS

Sentymentalny się zrobiłem, chyba jestem zmęczony, co oznacza, że kolejne notki mogą pojawiać się rzadziej. Wybaczycie?

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Trafiłem tu poprzez twoje muszkieterowe wąsy – dobry chwyt ;)
    I wygląda na to, że zostałem. Sam przejrzałem wieeele artykułów typu ‚zwiększ oglądalność o pie*dyliard %’ i mam podobne odczucia. Najwyraźniej więc trzeba po prostu przyłożyć się do pisania i czerpać z tego radochę :) czego tak Tobie jak i sobie samemu życzę ;)

    • Pierwszy czytelnik „poderwany” na wąs :) Jest czad!

  • Ja tam piszę, bo lubię pisać, zawsze chciałam pisać i zawsze gdzieś tam coś pisałam. Na blogu jest po prostu lepiej, bo ktoś to czyta ;-) Rady? Zdarzało mi się czytać i nadal zdarza, bo wiadomo, że każdy szuka jakiegoś źródła dodatkowych zarobków. Tym bardziej jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że możesz dostawać kasę za to, że robisz to, co lubisz. Natomiast jak mi się nie uda, albo zarobki będą rządu dodatków do pensji, a nie kominkowych kokosów, to też nic się nie stanie i nie rzucę się z mostu ;-)

  • Ja nie czytam już ŻADNYCH porad.
    Dla wszystkich początkujących mam jedną. Jeśli piszesz, bo chcesz na tym zarobić, bo Kominek, bo sława, bo reklamy… to skończ :)

    Bo niestety, zanim dochapiesz się choćby barteru na maszynki do golenia, szlag Cię trafi.
    Dlatego dobrze, gdy pisze się, bo się lubi. I to jest główny powód.

  • Problem tylko w tym, że angażujesz się w coś, co i owszem – może, ale wcale nie musi wypalić. Chętnych do sławy i pieniędzy jest bez liku, zaangażowanych też, a miejsc raczej nie za wiele. Co więcej, któregoś dnia moda na blogerów i na współpracę z blogerami może się skończyć, jeszcze zanim osiągniesz zamierzony cel. Bardzo więc ryzykujesz – ale to Twoja decyzja…

    • Nie wszedłem w temat ze względu na modę, chcę coś zmienić w swoim życiu i pisać, pisać, pisać, więc sobie piszę na blogu. Sukces, zresztą jak pisałem tutaj http://muszkieter.in/2013/08/jak-zarobic-na-blogu/ nie mierzę w kasie. Na co dzień pracuję gdzie indziej, to miejsce traktuję jak hobby z zalążkami czegoś poważniejszego, więc ryzyko jest niewielkie.
      Wkurza mnie jednak brak zaangażowania, który nieraz obserwuję nie tylko w necie, ale także w życiu bez kabla (przykład Basi).

  • Wytrzymam, ale smutnoooo