Warto rozmawiać

Warto rozmawiać

„Wiem, że nic nie wiem” – powiadał Sokrates i zadawał kolejne pytanie swojemu rozmówcy. Ponoć wkurzał tym dyskutantów, ale wyciągał z nich mądrość, z której nawet nie zdawali sobie sprawy.

Jak to się wszystko zmienia!

Wydawało mi się zawsze, że potrafię rozmawiać z każdym. Dziś wiem, że to było złudne spostrzeżenie, które raczej miało mi pomóc lepiej myśleć o sobie niż zderzać się z przykrą prawdą. Oświadczam – są osoby, z którymi nie znajdę wspólnego języka. Nie dlatego, że coś ze mną jest nie tak, nie dlatego, że coś z nimi nie halo. Po prostu – nie dogadamy się.

I tu chyba dotykam częstego błędu, z którego nie wszyscy zdają sobie sprawę. Cóż to znaczy „dogadać się”? Może na wyrost, ale wydaje mi się, że moment „dogadania się” często mylnie jawi się jako taki, w którym rozmówca mówi moim językiem i wyraża to, co ja chcę usłyszeć. Czyli „dogadanie się” polega na tym, że ktoś będzie myślał tak samo lub przynajmniej podobnie jak ja.

W tym kontekście myślenie o sobie, że się „umie dogadać” jest złudne, bzdurne nawet. I tu na scenę wtacza się motywacja do rozmowy, która okazuje się najistotniejsza i decyduje o kierunku, w którym sama dyskusja się potoczy.

Motywacja w rozmowie

Motywacja odgrywa kluczową rolę w dyskusji. Jeśli podchodzisz do siebie jak do przyjaciela, a do swojego rozmówcy jak do wroga, mniej inteligentnego, posiadającego niewielką wiedzę i mówiącego głupoty – nie dziw się, że z dyskusji nici. W rozmowie najważniejszy wydaje się szczery przekaz, dobre i jasno określone intencje, pożytek z poruszenia tematu (uzupełnienie wiedzy, spojrzenie na sprawę szerzej).

Cynizm lub ironia są tarczami, którymi usilnie zasłaniają się osoby niekiedy niedowartościowane, niepewne swojego zdania, motywujące się do takich działań faktem, że ich zdanie nie jest „na wierzchu” i najważniejsze, ostateczne, nie pozostawiające wątpliwości. Zauważ, że w ludziach spełnionych i otwartych nie ma tej złości, tego cynizmu, a już na pewno potrzeby, by ich zdanie było ostatnim wypowiedzianym.

Czy to wszystko razem wzięte jest złe? Moim zdaniem nie. Ważnym punktem na mapie rozwoju jest potrzeba zrozumienia nie tylko innych, ale i siebie. I często podkreślany przeze mnie szacunek do siebie. Bez niego ani rusz. Nie da się szanować innych, jeśli siebie samego ma się za nikogo, z kim nie warto spędzić nawet 5 sekund rozmowy.

Frustracja, głupcze!

Walczę z frustracją, bo uświadomiłem sobie, że człowiek sam jest jej źródłem.

Frustracja w moim przypadku przekładała się na rozmowy z innymi – chciałem uchodzić za mądrzejszego niż jestem, faceta z inteligencją godną erudyty, który elokwencją zabija wszystko jak Rambo stada Wietnamczyków. Czy miałem motywację, aby komuś dowalić? A jakże! Wielokrotnie. Podejrzewam się też, że kilka muszkiecin napisałem w oparciu o takie „inspiracje”. Wiadomo – wkurz blogera, to będzie swoje wkurzenie wylewał na blogu.

Zrozumiałem jednak, że to zupełnie nie o to chodzi. Temat i przyjrzenie mu się z bliska na podstawie swoich doświadczeń – to jest cenna rzecz, bo w życiu jest nie inaczej niż na blogu, choć to właśnie tu mogę wyrazić dokładniej to, jak żyję.

To tu mówię, co według mnie jest dobre, a co złe. Bez wtłaczania nikomu na siłę, że to jedyne, najprawdziwsze kanony.

To tu leczę się z chorych wynurzeń, które są efektem boksowania mnie argumentami nieprzekładalnymi na rzeczywistość. Czyli takimi „z dupy”.

To tu zaczynam rozumieć, że nie ma rozmowy, jeśli nie ma pozytywnych motywacji i że należy usuwać ze swojego otoczenia ludzi-chwasty, żerujących na niedoskonałości, by potwierdzić swoje racje. Z całym szacunkiem do nich – są potrzebni światu tylko po to, by zrozumieć, że wartości należy szukać u tych, którzy realnie je tworzą. Bez czekania na wiatr świadomości, który posieje ziarno zrozumienia na glebie wiedzy. Bo przecież jednego i drugiego ciągle trzeba szukać, z dobrymi motywacjami z tyłu głowy.

To nie jest trudne. Trzeba tylko uwierzyć w to, że sam masz wpływ na to, z kim rozmawiasz, w jakim tonie i dlaczego tę rozmowę rozpocząłeś. Nie ma się co zarzynać, że czasem się nie uda, że czasem popełnisz błąd, źle ocenisz siebie i dyskutanta. To ludzkie, normalne, wpisane w proces poszukiwania. Piękne jednocześnie, bo wynikające z dobrej motywacji. Rozwojowe.

Źle za to jest trwać w toksycznej relacji, z której wyjdziesz bardziej sfrustrowany, ogołocony, niepewny, zły i wkurzony na świat. Rozmowy przecież powinny dodawać energii.

Dyskusje, które nie pozwalają Ci latać i amputują Twoje rozwijające się dopiero skrzydła – nie mają żadnego znaczenia i lepiej z nich zrezygnuj. Dla własnego dobra.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • partenos

    Dzięki za ten tekst. Ostatnio problem z „dogadywaniem się” z otoczeniem jakoś szczególnie leży mi na wątrobie. Mam wrażenie, że czym lat mi przybywa, tym trudniej mi się z ludźmi gada, a może po prostu mam coraz mniej cierpliwości, a może to zawód, jaki wykonuję, tak zmienił moją osobowość, że nie potrafię rozmawiać, bo od razu ludzie się przy mnie „grzeją” i podnoszę im ciśnienie… A może stałam się zbyt bezpośrednia? Kiedyś nie miałam tyle śmiałości, by wyłożyć kawę na ławę…a teraz potrafię z grubej rury pociągnąć. Zgadzam się, że sama odpowiadam za swoje rozmowy: jak je poprowadzę, czy dam się sprowokować, ponieść emocjom… Tylko najgorsze, że wiedzieć nie znaczy jeszcze umieć… więc dużo pracy przede mną. Na razie uczę się wycofywać z dyskusji, które nic nie wnoszą i unikać „ludzi-chwastów”… W końcu przecież ludzie nie muszą znać mojej opinii na każdy temat.
    Pisz dalej, Muszkieterze. Robisz to całkiem do rzeczy.

    • Droga partenos, bardzo dziękuję Ci za ten komentarz i cieszę się, że tekst Ci się przydał. Piszę je właśnie po to, aby każdy mógł w nich odnaleźć siebie, bo tak często czujemy się zagubieni, a przecież to wszystko wydaje się takie łatwe, jak ktoś nazwie rzeczy po imieniu.

      Przechodziłem podobny etap do Twojego, ale na szczęście w porę wycofałem się w siebie i zacząłem porządkować wnętrze. Jestem też wierzący, więc ufam, że Bóg mnie układa tam wewnątrz, bo mnie samemu to kiepsko wychodziło :)

      Niemniej pracę każdy musi wykonywać codziennie, we własnym zakresie, na żywym organizmie – swoim.

      Życzę Ci dużo siły w zmienianiu swojego życia i aby zawsze otaczały Cię osoby, przy których stajesz się kimś lepszym niż jesteś.

      • partenos

        Ja też z tych wierzących i próbujących stawać w prawdzie o sobie… Szef w niebie zdecydowanie w tym pomaga. Dzięki za życzliwość! Nieraz tu jeszcze zaglądnę.Możesz być pewien. ;) Zabrzmiało jak ostrzeżenie, hehe. Już Cię na fejsie poleciłam – Aneet Baat pozdrawia!