Uprząż uprzedzeń

Uprząż uprzedzeń

Nigdy nie zastanawiałem się jakoś głębiej nad uprzedzeniami, a my jako Polacy mamy ich całe mnóstwo. Ja też jestem uprzedzony, ale zdaję sobie sprawę jakie to silne i wyniszczające ograniczenie.

Niepewni, nieufni, krzywdzeni przez krytykę

Tak, to o Polakach. Spotykałem na swojej drodze wiele osób, które na dzień dobry są zaskoczone moją otwartością i mówieniem o sprawach ważnych, bez kokieterii i pitolenia od rzeczy. Nie próbuję się przypodobać, bo niby czemu? Wystawiam w ten sposób tyłek do bicia – tak twierdzą niektórzy. Zachodzę w głowę dlaczego? Jeśli ledwo poznana osoba nie potrafi się komunikować i rzuca mi tekst „Nie znamy się tak dobrze, by o tym rozmawiać”, a mówimy o rozwoju i spostrzeżeniach z aktualnych przeżyć, to znaczy, że jeszcze nie dorosła do prawdziwej dyskusji. Jako tarczę najczęściej zakłada „To przez doświadczenia życiowe, zbyt wiele razy mnie skrzywdzono”. Niepewność przemnożona przez nieufność równa się potężnemu strachowi przed krytyką. Osoby doświadczone życiowo bardzo chętnie sprzedają swoje historie dalej, aby właśnie inni nie popełnili tych samych błędów. Przy jednostkach niedojrzałych społecznie, rozpamiętujących swoje przeżycia, niezamknięte rozdziały i traumy, niestety nie da się rozmawiać, bo nie potrafią się dzielić. Uprzedzenie do siebie, czy do innych?

Jesteś wolny, ale na autorskiej uwięzi

Wolności stawiamy pomnik, zwłaszcza w Internecie, bo w wielu wypadkach bez niego już nie istniejemy. To przykre, że wrzucając głupie posty na Fejsa, Ćwierkacza czy zdjęcia na Insta, mówimy o sobie więcej niż w realnej rozmowie twarzą w twarz. Wolność w necie nas zniewoliła. Szybciej zaczynamy ufać komuś „fajnie piszącemu” niż nowo poznanemu człowiekowi, bo „za wcześnie na takie tematy”. Różnica jest prosta – ten wirtualny człowiek teoretycznie mniej nam może nafikać. Złudne i naiwne postrzeganie sprawy, bo właśnie on jest najbardziej niebezpieczny. Teksty zostawione w prywatnych wiadomościach, w archiwach komunikatorów i mailach to jego broń, bo one są i istnieją. Wolność i anonimowość – w nie wierzy przeciętny Kowalski z Internetu, a to bajda nad bajdy. Co z prawdziwym życiem? Co może zrobić nowy nieznajomy, z którym właśnie rozmawiasz? Otóż właśnie (prawie) nic.

Kredyt zaufania, ale bez odsetek

Przyjaciele i najbliżsi ranią nas najmocniej, bo najlepiej nas znają. Paradoks polega na tym, że im ufamy najbardziej, ale historie życiowe pokazują, że to oni zdradzają, wykolegowują, wykorzystują, zabierają to, co uważają za swoje. Obcy są obcy, a na początku znajomości mogą nam najmniej zrobić, co najwyżej wyśmiać lub skrytykować, ale ze względu na brak więzi – spływa to po nas jak po kaczkach. Dlatego jestem zwolennikiem dawania kredytów zaufania, mimo tego, że nieraz zostałem oszukany. Frajerstwo? Męstwo raczej. Nie boję się przegrać w relacjach i opuścić gardę, bo jestem pewny, że jak otrzymam cios, to nie padnę na dechy. Jestem zbyt silny, a przecież trudno zawierać nowe znajomości, gdy każdą próbę spojrzenia w oczy traktuje się jako atak: na prywatność, na niezależność, na wolność.

Relacja powinna być zawsze szczera, do ból. Ta nowa też. Bez zbędnego pitu pitu i pokazywania się z lewego profilu, bo tak się lepiej wygląda. Blizny życiowe robią największe wrażenie, ale prezentowane tylko wtedy, gdy nie popis, a kontakt jest celem. Zachęcam do uwalniania się z uprzęży uprzedzeń. Lepiej być dzikim ogierem niż juczną szkapą w zaprzęgu, którego woźnicą jest świat.

photo credit: Ametxa via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Relacja powinna być szczera.

    Ale najpierw trzeba ją zbudować na tyle, by obie strony rozmowy uznały ją za umożliwiającą rozmowę na tematy ważniejsze niż wczorajsza pogoda.

    Nie szukałbym więc uzasadnienia w strachu przed czymkolwiek. Dojrzały człowiek świadomie dokonuje wyboru rozmówców. Nawet jeśli tym niedoszłym bardzo się to nie podoba.

  • Boimy się opinii. Boimy się krytyki. Boimy się zranienia. Tylko że nie można nawiązać żadnej relacji bez tego ryzyka. Dziś chcemy mieć ciastko i zjeść ciastko: czerpać wsparcie od innych ludzi, ale nie ponosząc ryzyka, które za tym idzie.
    Zrobiliśmy się chyba bardzo delikatni: łatwo nas skrzywdzić.

    • Zawsze człowieka było łatwo skrzywdzić, chyba nie ma „kiedyś” i „teraz”. Jedno jest pewne – za bardzo się ze sobą patyczkujemy i to jest ta zmiana generacyjna, która czyni nas słabszymi. Zbyt wiele mamy do wyboru, więc osiołkowi nie dano już w dwa żłoby, tylko w pięćdziesiąt, a i tak jest niezadowolony. Zwyczajnie poprzewracało się w dupach, próbując łatać to u psychologów, zamiast zacząć nad sobą pracować.

      • Mnie nigdy nie przekonywała ta retoryka: że jesteśmy słabi, więc trzeba sie wziąć w garść i nie patyczkować. Ja uważam, że jeśli jesteśmy słabi, to trzeba zrozumieć, dlaczego. Z pomocą terapeuty, jeśli trzeba. Ale nie umiem się tu z Tobą zgodzić – chyba mam więcej wyrozumiałości dla tych kruchych, delikatnych i słabych.
        Uważam też, że można być w tym sensie słabym i odważnym.

        • Ile znasz osób, których świadomość jest tak duża, że wiedzą, dlaczego są słabi? Do psychologa idą, by się dowiedzieć, ale Ci, co do niego chodzą tak naprawdę leczą się sami. Psycholog im tylko pomaga. Przez walkę ze słabością przemawia odwaga. Tak jak przez próbę uświadomienia sobie przyczyn, a nie łatania skutków. Niestety, z moich doświadczeń życiowych wynika, że większość osób skupia się właśnie na skutkach (stąd uprzedzenia i brak perspektywy), a nie przyczynach. Grzebanie w tych drugich jest bardziej bolesne, bez znieczulenia, więc dlatego częściej (i łatwiej) wziąć na kanał skutki.

  • rozsądna

    Myślę, że kieruję się w swoim życiu intuicją, bo nie mam żadnych uprzedzeń – ani społecznych (bogaci-biedni) ani narodowościowych, ani też nie boję się nieznajomych. I przełamywałam te funkcjonujące w społeczeństwie uprzedzenia sama, na przekór rodzicom, którzy zawsze chcieli mnie chronić.

    Do mojej klasy w podstawówce chodziła pewna dziewczynka. Miała bardzo radosną, słoneczną i otwartą osobowość, ale jak się okazało wychowywała się w trudnym otoczeniu – dla mnie to był inny świat, nawet nie wiedziałam, że taki istnieje. Dowiedziałam się o tym, jak mnie kiedyś do siebie zaprosiła. Okazało się, że mieszka z matką w baraku w środku lasu, z Romami. Cały budynek był podzielony na pokoje rozmieszczone po obu stronach korytarza biegnącego przez cały budynek. Nie było łazienek , a kuchnia to był oddzielony zasłoną fragment pokoju. Nie przyznałam się rodzicom, że tam byłam, bo byłam wystarczająco bystra, by wiedzieć, że nie pozwoliliby mi się z nią spotykać – stereotypy w społeczeństwie są mocno zakorzenione i mało kto wychodzi poza nie. Po paru latach jej matka wyszła za mąż i przeprowadziły się do pięknego trzypokojowego mieszkania, gdzie miała swój własny pokój. Potem nasze drogi się rozeszły, bo ja poszłam do liceum, a ona do szkoły cukierniczej.Jednak co jakiś czas wpadałysmy na siebie na ulicy, więc wiedziałam, że w wieku 17 lat wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci, a jej mąż to było niezłe ziółko i w końcu trafił do więzienia gdzieś za granicą, a ona się z nim rozwiodła. Potem znowu na siebie wpadłyśmy jak poszłam z synem do lekarza prywatnie i okazało się, że trafiłam do mieszkania jej matki :) Ten świetny lekarz był jej drugim mężem, któremu urodziła troje dzieci. Nie musiałam potem jeździć z dzieckiem do lekarza – on przyjeżdżał do mnie z wizytą domową.

    Zaprzyjaźniłam się też z pewnym Cyganem w czasach liceum – był sąsiadem dwóch moich kolegów z klasy i kiedyś go do mnie przyprowadzili. Strasznie mu się spodobałam i potem często wpadał z nimi. Zaprosił mnie na swoją 18-tkę. Moi rodzice byli przerażeni i nie chcieli mnie puścić. Pozwolili mi pójść, jak się okazało, że moi koledzy z klasy też tam będą. Przyjechali po mnie we trzech żółtym volkswagenem scirocco (wtedy to była super fura) i możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie, gdy okazało się, że byliśmy jedynymi gośćmi (oprócz jego rodziców i rodzeństwa), a ja byłam gościem honorowym. To byli bardzo bogaci Cyganie jak się okazało. Mieli piękny duży dom, wspaniale urządzony. Niedługo po tym przyjęciu powiedział, że będzie się żenił i wkrótce przyprowadził do mnie swoją żonę – była bardzo podobna do mnie tylko ładniejsza :) Teraz mieszkają w Szwecji.

    A dlaczego myślę, że kieruję się intuicją? Bo poznałam też jego brata – bardzo przystojnego, pewnego siebie, ale od razu mi się nie spodobał, intuicyjnie go unikałam. Kiedyś stałam na przystanku, on się zatrzymał i chciał mnie podwieźć, ale się nie zgodziłam, chociaż długo mnie namawiał. Czułam, że nie byłabym z nim bezpieczna. I okazało się, że dobrze czułam – były potem jakieś plotki o napastowaniu, nawet gwałcie, a on musiał uciekać za granicę. A potem doszły mnie słuchy, że siedzi w więzieniu – zabił kogoś.

    Dlatego myślę, że ostrożność nigdy nie zawadzi i ufać należy przede wszystkim swoim odczuciom.

  • hej.
    W internecie wcale nie mówimy więcej, tylko mówimy o innych rzeczach. I przecież tak łatwo tu naściemniać. Chcąc rzucić w oczy pośród gąszczu wszelkich newsów i wpisów innych ludzi to trzeba tak robić. W internecie to nie jesteśmy my prawdziwi. Pokazujemy się jako my, którymi chcemy być. To tylko jedna nasza strona, a w życiu nie jest tak łatwo drugiej osoby oszukać, bo oprócz tego co mówimy, ona patrzy w jaki sposób to robimy (gesty, mimika, ton głosu), a w internecie jest to wszystko „na sucho”.

    • Powiedz mi – po co być w Internecie kimś, kim się nie jest? Ba! Nie trzeba Internetu, żeby założyć maskę. Nikogo w ten sposób nie krzywdzimy, poza sobą.

      • Po to żeby pokazać się z innej strony – tej lepszej / gorszej. Sposoby to cenzura, elokwencja, ukrywanie pewnych faktów. Może to też służyć ochronie swojego bezpieczeństwa.

        • Nadal to nie jest odpowiedź na pytanie, bo Internet jest tylko środkiem co celu – czyli spotkania w realu. A bezpieczeństwo? Jeśli uważasz, że za pomocą ściemy lub pokazywania się z innej strony jakkolwiek uchronisz swoją prawdziwą tożsamość, to raczej naiwne spojrzenie, naprawdę. Bez urazy :)

          • Dla ciebie internet to środek do celu, ale nie jest tak dla wszystkich.

            Ja nie napisałam o sobie, że to ja ściemniam i zmieniam się żeby się chronić. Po prostu obserwuję i porównuję zachowania dobrze znanych mi ludzi. Zmieniają się – np. w realu moja towarzyska siostra, jak jest na fb, to tylko obserwuje innych i nie zgłasza się na żadne imprezy. A potem przychodzi. I nawet ostatnio ktoś mnie spytał czy ona na serio zaczęłą siedzieć w domu, a jej były sądzi, że do tej pory nie może pogodzić się z jego odejściem ;).

            A jeśli o mnie chodzi to – nie piszę w internecie o sobie wszystkiego żeby nie każdy mógł do mnie bezpośrednio trafić.Niektórych rzeczy się wstydzę. Tak więc oczywiste jest, że nie pokazuję całej siebie. Cytując cię „ukrywam część swojej tożsamości” w ten sposób. Nie jestem na tyle otwarta i po tym, co przeżyłam, nie czuję się bezpieczna w internecie. Oddzielam życie „tu” od tego drugiego.

          • W tym cały problem naszych czasów – rozmienianie się na drobne. Nie tylko dla mnie Internet powinien być środkiem do celu, środkiem komunikacji, dającym możliwość dyskusji. Stał się światem alternatywnym, dlatego wciągającym i odcinającym nas od prawdziwej rzeczywistości (a jest jakaś inna? :D). Właśnie dzięki takiemu podejściu, że tu można wszystko inaczej. A to bujda jest na resorach. Nie można tu wszystkiego inaczej, bo nawet jeśli, to prędzej czy później wychodzi prawdziwe ja. Moje trudne pytanie nadal brzmi „po co?” i rzadko kiedy otrzymuję odpowiedź, która jest sensowna.
            To nie Internet jest czymś złym, powodującym uzależnienia, ale człowiek, który nie potrafi z niego korzystać jak z narzędzia.
            Co do spraw prywatnych – chwała Ci za to, że nie piszesz wszystkiego, bo to tak jakbyś biegała w realu z megafonem i krzyczała o sobie wszystko i wszystkim dookoła.

  • Jest to dość trudny temat. Przynajmniej z mojej perspektywy. Od zawsze ludziom ufałam, byłam tą łatwowierną i jednocześnie szczerą, a w wielu znajomościach dawałam z siebie wszystko, nie dostając nic w zamian. Jak nazwać takie coś? Jeśli traktujesz kogoś poważnie, wydaje Ci się, że masz o czym z nim rozmawiać, macie wspólne plany, i podobne zainteresowania, lub też całkiem odwrotne ale rozumiecie się świetnie, a i tak w najmniej spodziewanym momencie dostajesz nóż w plecy? Czy nie pojawiają się wtedy w głowie właśnie uprzedzenia? To przy pierwszych takich sytuacjach, ponad 9 lat temu, zaczęłam swoją blogerską przygodę. Pisałam o wszystkim co mnie bolało, i znajdywałam ukojenie w tych anonimowych kometarzach ludzi, których kompletnie nie znałam. Czy to źle? Nie wydaje mi się. Dobrze jest wiedzieć, lub przynajmniej łudzić się, że jest ktoś, kto Cię rozumie, jak głupie Twoje problemy by nie były. Nawet, jeśli to tylko literki na monitorze. Jesteśmy tylko ludźmi, a samotność i brak poczucia jakiejkolwiek więzi nas niszczy. Nieważne czy to wymyślona więź w internetach, czy faktyczna w relacjach na żywo… Mimo, że ta druga rani dużo bardziej.

    A ja mimo wielu uprzedzeń w jakich „urosłam” dalej wierzę w ludzi, których spotykam, ufam i jestem otwarta w wielu relacjach. Szansę daję zawsze. Bo jestem człowiekiem, tak jak inni.

    • Wszystko jest testem, nasze doświadczenia też. Ja z kolei nie lubię się łudzić, wolę nieraz gorzko zapłakać nad losem w poczuciu niezgody, że jest, jaki jest. To jest szczere, prawdziwe, mam to czuć. Nie można budować więzi „za wszelką cenę”, bo to jak używanie protez, gdy nadal masz swoje nogi do chodzenia. To nienaturalne i w rezultacie nie daje Ci nic, wręcz wpędza Cię w głębsze problemy.
      Ja daję kredyty, ale jeśli ktoś nie spłaca, choćby odsetek – windykuję uczciwie i pozbywam się pacjenta :)

  • Ola

    Nie raz słyszałam, że jestem naiwna, latwowierna, wręcz głupia bo zbytnio ufam i nie raz sie jeszcze przejade itp. Ciezko mi wytłumaczyć innym dlaczego tak jest, ale jest mi z tym dobrze i nie zamierzam tego zmieniać. Może wynika to z tego, że sama chciałabym zostać podobnie traktowana? Może dlatego, że ciezko mi przychodzi poznawanie nowych ludzi? nie wiem…Jedyne co mi gorzej wychodzi to wylizanie ran po tym jak sie zagapie i gardę opuszczę zbyt nisko… No ale cóż… Nie można mieć wszystkiego :) ale na błędach sie niestety nie uczę…

    • Nie słuchaj, żyj po swojemu, ale jednak na błędach się ucz. Dla siebie, nie dla innych :)

  • Może to nie uprzedzenia (to słowo mi niedokonca pasuje w kontekscie tego posta) a bardziej mechanizmy ochronne? nigdy nie wiemy, czy nowopoznana osob właśnie się wewnętrznie nie skleja, żeby zamknąc traumę i móc ruszyć dalej. Kiedys mialam taki wewnetrzny żal do pewnej znajomej, ze ona taka pozamykana, gadac nie chce itp, dopiero po czasie okazało się dlaczego. Relacje oparte na akceptacji i empatii są chyba najtrwalsze.

    • Otóż właśnie to były Twoje uprzedzenia :) Mechanizmy ochronne też biorą się właśnie z uprzedzeń, ale w kwestii kontaktów międzyludzkich nie są ani rozwiązaniem dobrym, ani trwałym. Często mówimy „ja już nigdy /coś tam/”, a później znów do tego wracamy. Wystarczy to zauważyć i żyje się lepiej, świadomiej i bez tylu uprzedzeń.

      • Mechanizmy ochronne jak sama nazwa wskazuje mają chronić, mają być plastrem na to, co się nie zagoiło- i do czasu aż sie nie zagoi wcale nie są uprzedzeniem. Takie moje zdanie.

        • Luz, chronimy się, bo coś lub ktoś nas skrzywdził. Nie chcemy nawrotów i powtórki z rozrywki, więc czasem jesteśmy uprzedzeni i do ludzi, i do sytuacji, które powodują, że intuicja podpowiada nam „to już było, nie chcę tego”. Tak tworzy się mechanizm obronny, wynikający z doświadczenia. Sęk w tym, że to żadna obrona.

          • Luz blues, dlatego napisałam wyraźnie: ” i do czasu aż sie nie zagoi wcale nie są uprzedzeniem.” Ergo, jesli człowiek juz sie ‚zagoi’ to powinien (w teorii) byc na tyle sily i swiadomy, że nie przyjmuje na starcie, iż każdy nowopoznany człowiek jest zagrożeniem. Sama nie mam jakis bardzo gorzkich doswiadczen, ale znam osoby, ktore przeszly sporo i uważam, że należy dać każdemu szansę na ‚wyzdrowienie’ zanim skrytykujemy jego postawę.

          • Zawsze to działa dwustronnie – trzeba sobie dać wzajemnie szansę :)

          • Zgadzam się :)

  • Chyba mielibyśmy o czym rozmawiać. Debaty w moim domu i domu teściów nigdy się nie kończą. Czasem mam aż dość i muszę się schować pod kołdrę, bo w ciągu godziny nie wyciągają ze mnie tyle, co na egzaminach na studiach. Uwielbiam te rozmowy. One najbardziej rozwijają i dzięki nim poznajemy drugą osobę.

    • Zainteresowanie rodziny to jeszcze inna bajka. Rodzice z jednej strony chcą dobrze, a z drugiej zazwyczaj potrzebują upewnić się, że idziesz w dobrym kierunku życia i nie popełnisz ich błędów ;)