Tylko spokojnie

Tylko spokojnie

Jestem nie­spo­koj­nym czło­wie­kiem. Musi się coś dziać wokół mnie, potrze­bu­ję bodź­ców. Nie­daw­no jed­nak roz­sma­ko­wa­łem się w spo­ko­ju i stwier­dzi­łem, że nie(s)pokój to rzecz naby­ta.

Ile razy spo­ty­ka­łem ludzi, któ­rzy są wszech­stron­ni, tyle razy widzia­łem w nich sie­bie. Jestem wszech­stron­ny, dla­te­go ani nie potra­fię wybrać jed­nej bran­ży, w któ­rej mógł­bym pra­co­wać do koń­ca życia, ani rzeź­bić jed­ne­go tema­tu na blo­gu (jak mnie ktoś pyta o czym piszę, trud­no mi jest odpo­wie­dzieć). Wszech­stron­ni mają prze­wa­lo­ne, bo nasz świat lubi szu­flad­ki, a poza tym kul­ty­wu­je­my mądrość naro­du w powie­dze­niu, że jak coś jest do wszyst­kie­go, to jest do nicze­go. I ja się z tym kom­plet­nie nie zga­dzam.

Święty spokój

Aby osią­gnąć świę­ty spo­kój, trze­ba być sobą. Nie ma innej rady. Nale­ży w praw­dzie patrzeć na to, co się robi i kim się jest, dopie­ro wte­dy przy­cho­dzi upra­gnio­ny pokój. Ja np. dobrze czu­ję się robiąc róż­ne cie­ka­we rze­czy, z dużą zmien­no­ścią, bo wycho­dzę z zało­że­nia, że jak cze­goś nie wiem czy nie umiem, to zawsze mogę się nauczyć (choć nie doty­czy to malar­stwa, nigdy nie mia­łem talen­tu do malo­wa­nia czy ryso­wa­nia). Osią­gam spo­kój, kie­dy sta­ję się "młod­szym" spe­cja­li­stą w dzie­dzi­nie, któ­ra aku­rat mnie absor­bu­je. Kar­mię się nowy­mi wyzwa­nia­mi i mój spo­kój obja­wia się w sta­łym uczu­ciu nie­po­ko­ju, gdy robię nowe. Bo nowe jest dobre, a sta­re przy­da­je się tyl­ko jako doświad­cze­nie.

Tylko spokojnie

Każ­dy z nas ma zapi­sa­ny jakiś plan w gwiaz­dach, a przy­naj­mniej ja tak wie­rzę. Spo­glą­dam cza­sem w nie­bo i widzę jak świe­cą, jak­by to robi­ły spe­cjal­nie dla mnie. Od wie­ków wiszą i wska­zu­ją róż­ne kie­run­ki, jak np. pół­noc (dzię­ki Gwiaz­do Polar­na!). Kie­dy wycho­dzę popa­trzeć w nie­bo, czu­ję się malut­ką dro­bin­ką pia­sku na pusty­ni Wszech­świa­ta. I to jest pięk­ne uczu­cie, że jestem tego wszyst­kie­go jakąś małą czę­ścią. Jest tyle gór do zdo­by­cia, tyle gwiazd do dosię­gnię­cia, tyle rze­czy do zro­bie­nia. Ale tyl­ko w spo­ko­ju moż­na je zna­leźć. Jed­na z pio­se­nek reli­gij­nych ma sło­wa "w lek­kim powie­wie przy­cho­dzisz do mnie, Panie; nie przez wicher ogrom­ny i nie przez ogień". I ja się z tymi sło­wa­mi zga­dzam tyl­ko poło­wicz­nie, bo Boga moż­na zna­leźć we wszyst­kich żywio­łach, w ogniu i powie­trzu też. Tyl­ko spo­koj­nie, bez ner­wów i emo­cji, w peł­nej fazie zen (ja to napi­sa­łem? sic!).

Z rze­czy świę­tych, naj­bar­dziej lubię świę­ty spo­kój. Takie­go Wam życzę, a wte­dy wszyst­ko pój­dzie zgod­nie z pla­nem. Tym ludz­kim i tym boskim.