Trzech maszynistów fusion – Dirty Loops, płyta „Loopified”

Trzech maszynistów fusion – Dirty Loops, płyta „Loopified”
Ocena5
  • Muzyka
  • Teksty
  • Kreatywność
  • Technika

Nie znałem Dirty Loops do momentu, gdy Krzysiek z Więcej Luzu nie wrzucił gdzieś na fejsa, że bardzo chciałby udać się na koncert tego zespołu. Nazwa mi się spodobała, ale jak odpaliłem ich internetowy hicior Hit Me, zacząłem domagać się całej płyty. I jest! Loopified.

Przyznam się bez bicia – nie przepadam za popem. Jeśli już mam go słuchać, to musi być naprawdę na dobrym poziomie (polecam recenzje typowo popowych płyt Capital Cities oraz Daft Punk). Dirty Loops przekonało mnie do siebie jednym numerem. Teledysk do Hit Me prezentuje trzech młodych facetów, którzy nie tylko świetnie bawią się konwencją funku, popu, rocka i fusion, ale także są pełni energii i chętnie się nią dzielą.

Zrobiłem mały eksperyment i posłuchałem ich nie patrząc na obrazek. Zwariowałem, bo nie mogłem uwierzyć w pierwszym momencie, że tyle różnych dźwięków wypluwa zaledwie trzech facetów. Niesamowicie pulsujący bas. Co chwila przełamywane rytmy, zawieszenia. Ekspresyjny wokal, przeplatany różnorodnymi odmianami piana. Tylko trójka? Niemożliwe!

A jednak! Dirty Loops nie dają wyboru – trzeba ich polubić. Gdzieniegdzie zalatują mi Michaelem Jacksonem, ale może to tylko wrażenie. Pewnie dzięki obdarzonemu niespotykanym talentem wokalnym Jonah Nilsson’owi. Facet żongluje jak chce każdym dźwiękiem i na mój gust ma bardzo szeroką skalę głosu. Oczywiście, im dłużej słuchałem płyty, tym bardziej męczyły mnie te wokalne wygibasy, ale właśnie dzięki temu mogę uznać, że Dirty Loops ma swój wyrazisty styl.

Loopified jest początkiem sukcesu tego trio, niewątpliwie. Rzadko który band gra tak precyzyjnie, chirurgicznie niemal i wędruje bez wysiłku przez tyle gatunków naraz. Całość zagrana jest ze smakiem oraz wielką energią i kojarzy mi się z pociągiem parowym, w którym do pieca dorzuca trzech maszynistów. Tempo na krążku ustaje na ballady tylko dwa razy i nic by się nie stało, gdyby takich przystanków było nieco więcej, bo słuchając od deski do deski można dostać małej zadyszki. Nie uznaję tego jednak za wadę. To raczej brak doświadczenia debiutantów stąpających po niepewnym gruncie rynku muzycznego.

Debiut płytowy Dirty Loops udowadnia, że jak się chce, to można zrobić wszystko. Trzech kumpli ze studiów któregoś dnia siadło w pokoju i nagrało cover Lady Gagi. Później poleciały kolejne utwory popowych gwiazd: Justina Biebera, Britney Spears i Adele. Muzyka Dirty Loops rozprzestrzeniała się jak wirus po internecie, którego trio użyło tak, jak powinno: jak narzędzia. Dziś ich twarze mogą rozpromieniać się uśmiechami jeszcze bardziej niż na teledyskach, gdy spojrzą z dumą na swoje dziecko – płytę Loopified. Dlaczego? Bo pewnie nie tylko ja będę ją polecał do przesłuchania, a jak pojawi się możliwość posłuchania na żywo tych trzech maszynistów fusion – chętnie wybiorę się na koncert.

Jeśli chcesz nabyć płytę Dirty Loops „Loopified” – skorzystaj z oferty Empiku: kup płytę CD lub w formacie mp3. W momencie, gdy dokonasz zakupu z podanych przeze mnie linków – ja otrzymam prowizję, więc ostatecznie Ty staniesz się posiadaczem płyty, a ja zarobię. Skorzystamy więc obydwoje, a ja będę Ci za to bardzo wdzięczny. Dziękuję!
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest4

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)