Traktat o człowieku – film „Mroczne miasto”

Traktat o człowieku – film „Mroczne miasto”
Ocena4
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Film Mroczne miasto wyszedł w 1998 roku, więc można by powiedzieć, że to już kino retro. Chciałem go obejrzeć, już nawet nie pamiętam dlaczego. Dobrze zrobiłem, bo to kawał smacznego mięcha.

Miasto bez Słońca

Cała fabuła skupia się na losach głównego bohatera Johna Murdocka (Rufus Sewell). Chłopina budzi się bez pamięci w w wannie, a obok towarzyszy mu nieżyjąca kobieta. Cała sprawa wygląda na niezły burdel. John kroczy z miejsca do miejsca i próbuje sobie przypomnieć kim jest, co się stało i dlaczego czuje się jak w Matriksie. Nie wchodząc w szczegóły, spotyka po drodze swoją żonę, inspektora policji, który szuka go jako podejrzanego o serię zabójstw, szalonego doktorka oraz blade jak ściana postacie, które zatrzymują czas zawsze o godzinie 12:00, aby namieszać w głowach mieszkańcom miasta. Dziwnym trafem dla Johna czas się nie zatrzymuje i zauważa, że potrafi w przypływie złości przesuwać przedmioty i je przeobrażać, czyli panuje nad materią siłą woli. Kim są blade twarze i o co chodzi w całym zamieszaniu wyjaśnia się przez cały film, który dla lubujących się sajensfikszyn będzie niezłą ucztą.

Wizjonerski mroczny świat

Z wielkim zaciekawieniem oglądałem Mroczne miasto znajdując całkiem sporo nawiązań w późniejszym kinie. Akcja filmu jest bardzo sprawnie poprowadzona, a fabuła mile łechce umysł w poszukiwaniu odpowiedzi „o co w tym wszystkim chodzi”. Złośliwi powiedzą, że jest przewidywalna. Ja dałem się jej ponieść. Nie szukałem na siłę teorii, które z każdą kolejną chwilą seansu padałyby jak muchy. Film jest najzwyczajniej ciekawy i zaserwował mi sporo dobrej rozrywki. Można narzekać na efekty specjalne, bo grafiki komputerowej tam niewiele, ale obraz zdobył mnie swoim pomysłem. Pod grubą skórą sensacji i chęci rozwikłania zagadki dzieło porusza tematy czysto egzystencjalne. John Murdock, niczym przeciętny Kowalski walczy ze swoim losem i próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie zdominowanym przez zło. Chce dowiedzieć się kim jest. Jakże często stawiamy sobie takie pytania, dowiadując się z wiekiem o sobie coraz więcej. Nie zawsze jesteśmy zadowoleni z tego, czego się dowiadujemy. Podobnie jak John. Mimo to nieustannie jedynymi środkami człowieka do walki przeciwko złu jest przecież jego serce i dusza, przeplatane rozsądkiem i siłą woli. One są także źródłem poznania i regulowania doświadczeń. Mroczne miasto zwraca uwagę właśnie na to ostatnie, ponieważ porządek i umiejętność (na)uczenia się na bazie eksperymentów dostarczanych przez życie to sztuka idealna, niemal niedościgniona pozwalająca boleśnie, acz świadomie egzystować (czy kojarzycie takie bardzo charakterystyczne motywy w późniejszych filmach? Podpowiem, że jest taka bardzo znana trylogia).

Ciekawe postacie

Przyporządkowałem sobie do poszczególnych postaci różne typy ludzkie. John Murdock, jak już wcześniej wspomniałem to przeciętny śmiertelnik, który próbuje zrozumieć istotę swojego istnienia. Taki Ty i ja. Im więcej rozumie, tym staje się silniejszy i bardziej świadomy swojej mocy. Inspektor Frank Bumstead (William Hurt) to wyważona postać badacza, który bardzo rozumowo pochodzi do życia. Można by powiedzieć, że racjonalista pełną gębą, który uwielbia porządek, przez co zagadki są dla niego męczarnią i jednocześnie czymś, co napędza go do kolejnych odważnych ruchów. Posiada wyobraźnię, ale ona nieraz przeczy regułom opartym o zdroworozsądkowe wnioski, dlatego korzysta z niej jako ostatniej. Dr Daniel Poe Schreber (Kiefer Sutherland) to wykształcony szaleniec, którego zachwyca nienormalność. Wydaje się być totalnie obłąkany, ale to on jest źródłem inspiracji oraz otwierania umysłu. Ma do tego wiedzę i doświadczenie, które pozwalają mu manipulować uczuciami ludzi. To bardzo odpowiedzialna fucha, nie dla każdego (może właśnie dlatego kiedyś Einstein był uznany za wariata?). Na koniec wypada wspomnieć o Emmie Murdoch (Jennifer Conelly), czyli reprezentantce piękna, kobiecości i delikatności. Postać, która jest obserwatorem i wsparciem dla swojego męża. Wycofana, analityczna, ale pomocna, dobra i oddana. Taka, dla której warto walczyć i którą szczerze się kocha.

Oglądamy losy bohaterów i możemy wpasować się w każdego z nich. Dlatego ten film tak mi się podobał. Mimo dziwnej i zawiłej historii, widzimy jak na dłoni walkę dobra ze złem oraz dążenie do poznania. Film nieco straszy, przestrzega i wskazuje kierunek, w którym powinniśmy spoglądać: nasze wnętrze. Możemy mieć różne wspomnienia i doświadczać wydarzeń, które chętnie wyparlibyśmy z pamięci, ale ciągle pozostajemy ludźmi, czyli jednostkami zdolnymi do tworzenia wspaniałych rzeczy i kreowania świata. Dlatego mniej, więcej tak określiłbym wnioski po obejrzeniu Mrocznego miasta: jesteśmy wyjątkowi jako grupa i jako jednostki, dlatego naszych uczuć, działań i życia nie da się podrobić. Warto ciągle o tym przypominać, aby w najtrudniejszych chwilach pamiętać, co czyni nas unikalnymi i wyjątkowymi.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)