Sztuka wybaczania

Sztuka wybaczania

Sztu­ka wyba­cza­nia to sztu­ka miło­ści. Jeśli nie kochasz sie­bie, nie prze­ba­czysz sobie. Jeśli nie kochasz innych, nigdy nie wycią­gniesz z ser­ca wszyst­kich drzazg, któ­re Ci powty­ka­li.

Kil­ka ostat­nich dni moje­go życia upły­nę­ło pod zna­kiem prze­ba­cze­nia i miło­ści. To dni, w któ­rych na nowo poczu­łem się wol­nym czło­wie­kiem. Moje ser­ce sta­ło się na powrót wol­ne, mimo że tak bar­dzo pora­nio­ne przez róż­ne spra­wy, o któ­rych prze­czy­ta­cie w mojej książ­ce. Dziś po raz kolej­ny poru­szam temat rze­kę, któ­ry nie daje zasnąć tak wie­lu z nas. Będzie o sztu­ce wyba­cza­nia.

Dlaczego nie wybaczysz?

Czę­sto mówi­my do sie­bie "nigdy nie zapo­mnę, może kie­dyś wyba­czę" i to jest ten pierw­szy krok, któ­ry wyko­nu­je więk­szość z nas. Co dalej? Nic. Nigdy nie zapo­mi­na­my krzywd, zra­nień, bólu i cier­pie­nia. Prze­cież tego się nie da zapo­mnieć! W następ­stwie żyje­my tymi krzyw­da­mi, zra­nie­nia­mi, bólem i cier­pie­niem. Tak wyglą­da nasz świat - jest po pro­stu zły, bo cią­gle patrzy­my na nie­go przez oku­la­ry naszych prze­żyć.

Jak dłu­go moż­na tak funk­cjo­no­wać? Nawet całe życie. Czy oso­by, któ­re nie potra­fią wyba­czyć mogą być kie­dy­kol­wiek szczę­śli­we? Nie­ste­ty nie.

Zadaj sobie dziś pyta­nie - dla­cze­go nie potra­fisz wyba­czyć, ale nie odpo­wia­daj na nie lita­nią krzywd, któ­re Ci wyrzą­dzo­no. Zasta­nów się, co TY zro­bisz ze sobą, aby wyba­czyć, a nie co zro­bio­no Tobie i komu to wyba­cze­nie powi­nie­neś ofia­ro­wać.

Kie­dy zro­zu­miesz, że naj­trud­niej wyba­czyć sobie i ze swo­je­go ser­ca wycią­gnąć drza­zgi, opa­trzyć rany i posma­ro­wać je bal­sa­mem miło­ści, będziesz gotów do zmian.

Wybaczyć sobie? Ale co?

Jak­że czę­sto oszu­ku­je­my się, że sobie nie mamy nic do wyba­cze­nia. Prze­cież nicze­go nie powin­ni­śmy żało­wać! No może tyl­ko tego, cze­go w życiu nie zro­bi­li­śmy. I nakar­mie­ni tym pustym fra­ze­sem, oszu­ku­je­my się, że mamy wspa­nia­łe życia, dosko­na­łe jak te z kolo­ro­wych gazet. Tym­cza­sem mamy cze­go żało­wać, a nie wszyst­ko, co w życiu zro­bi­li­śmy jest chlub­ne i wspa­nia­łe. Zamia­ta­jąc pod dywan takie "kwiat­ki", zapo­mi­na­my o jed­nym. Że cza­sem ktoś przyj­dzie do nas "w gości", a wte­dy już na pro­gu przy­wi­ta go smród zgni­li­zny.

Nasze wnę­trza są jak miesz­ka­nia, w któ­rych to my jeste­śmy pro­jek­tan­ta­mi, budow­ni­czy­mi i spe­cja­li­sta­mi od aran­ża­cji. My tak­że jeste­śmy odpo­wie­dzial­ni za porzą­dek, wypo­sa­że­nie i zna­jo­mych, któ­rych tu zapra­sza­my. Idąc dalej - czy są tacy gospo­da­rze na świe­cie, któ­rzy w każ­dym pomiesz­cze­niu w miesz­ka­niu bez prze­rwy mają abso­lut­ny porzą­dek? Na moje musz­kie­ter­skie oko - nie ma i czę­sto zda­rza się prze­cież, że ktoś z gości przez przy­pa­dek zaj­rzy w nie­po­sprzą­ta­ne miej­sce i nawet, gdy powie "prze­pra­szam" - zawsze jest nam głu­pio i wstyd.

To wła­śnie miej­sce, w któ­rym powin­ni­śmy sobie wyba­czyć, uświa­da­mia­jąc sobie, że nie jeste­śmy dosko­na­li. Czu­łe punk­ty nie do posprzą­ta­nia, nie do upo­rząd­ko­wa­nia, to nasze obsza­ry do samo­ak­cep­ta­cji.

Do tanga trzeba dwojga

Zosta­łem doświad­czo­ny bar­dzo moc­no przez ludzi i sie­bie same­go. Popeł­ni­łem wie­le błę­dów i mam w moim men­tal­nym wnę­trzu parę poko­jów do upo­rząd­ko­wa­nia. Gdy zaczą­łem otwie­rać drzwi do nich - już na samym pro­gu powa­lał mnie odór. Prze­wie­trzy­łem te pomiesz­cze­nia, a teraz powo­li wyno­szę z nich mebel po meblu, pół­ka po pół­ce i wyrzu­cam wszyst­ko co nie nada­je się już do użyt­ku. Widzę w tych poko­jach swo­je wspo­mnie­nia, któ­re chcę sobie wyba­czyć. Są jak topor­ne malo­wi­dła na ścia­nach. Zało­ży­łem więc swój musz­kie­ter­ski kape­lusz, wzią­łem far­by, pędz­le i zaczą­łem malo­wać. Oka­zu­je się, że pra­cy tu jest ponad moje siły, dla­te­go zapro­si­łem do pomo­cy bli­skich i przy­ja­ciół, któ­rzy wspól­nie ze mną pie­lę­gnu­ją moje men­tal­ne miesz­ka­nie.

Zaczy­na się u mnie robić cał­kiem przy­tul­nie. Co chwi­la ktoś wpa­da z wizy­tą i nie prze­szka­dza mu nie­po­rzą­dek, bo już za moment razem z uśmie­chem pra­cu­je­my nad tym, by zro­bi­ło się przy­jem­nie nam oboj­gu. To budu­ją­ce, jak wie­le osób mi poma­ga i jak bar­dzo jestem im za to wdzięcz­ny. Nie nadą­żam ze sło­wa­mi "dzię­ku­ję", któ­rych wypo­wia­dam kil­ka­na­ście na jed­no moje "prze­pra­szam, wybacz mi".

Taniec z prze­ba­cze­niem jest jak tan­go - tu trze­ba dwoj­ga. Ono nigdy nie przy­cho­dzi jed­no­stron­nie, ale wła­śnie w byciu samot­nym ma począ­tek. To praw­dzi­wa sztu­ka - umieć tań­czyć takie tan­go. Trud­no cza­sem dotrzy­mać kro­ku miło­ści, ale to wła­śnie tyl­ko od niej prze­ba­cze­nie jest w sta­nie się cze­go­kol­wiek nauczyć. Nie ma innej dro­gi.

Miłość to nie plu­szo­wy miś ani kwiaty.To też nie dia­beł roga­ty.
Ani miłość kie­dy jed­no pła­cze a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie ani róże ani cału­sy małe, duże.
Ale miłość - kie­dy jed­no spa­da w dół, dru­gie cią­gnie je ku górze...

hap­py­sad - Zanim pój­dę
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter