Sztuka dziękowania (za krytykę)

Sztuka dziękowania (za krytykę)

Nikt nie lubi kry­ty­ki, choć mówi się, że kon­struk­tyw­na jest OK i taką nale­ży przyj­mo­wać. Ja nie lubię żad­nej. Tej kon­struk­tyw­nej też, ale jest pewien rodzaj kry­ty­ki, za któ­rą zawsze chęt­nie dzię­ku­ję.

tat­twie

Kry­ty­ka koja­rzy się z przy­zna­niem do błę­du, a lubi­my być bez­błęd­ni. Oszu­ku­je­my się myśląc, że jeste­śmy nie­omyl­ni i naj­lep­si. Ale ta myśl pozo­sta­je tyl­ko w naszym mnie­ma­niu. Nie jest to naj­lep­sza dro­ga do roz­wo­ju, bo moż­na zago­nić się w kozi róg, a wte­dy bar­dzo trud­no prze­bić się przez gru­by mur ego­cen­try­zmu.

Wyda­je się, że czę­sto nie dopusz­cza­my do gło­su tak pro­stej cno­ty jak poko­ra. Ona osta­tecz­nie wyzna­cza stan­dard, któ­ry sto­su­je­my przy kate­go­ry­zo­wa­niu kry­ty­ki. Brak poko­ry cechu­je oso­by zapa­trzo­ne w sie­bie, któ­re poza wła­sną osią i czub­kiem nosa nie widzą niko­go i nicze­go. Bar­dzo trud­no prze­bić się rów­nież przez tyta­no­wą war­stwę w ich uszach. Nawet krzyk z natę­że­niem wie­lu decy­be­li jest nie­sku­tecz­ny.

Naj­gor­sze jest to, że każ­dy z nas gdzieś tam jest w sie­bie zapa­trzo­ny.

Two­rzy­my sobie barie­ry ochron­ne, któ­re odgra­dza­ją nas od świa­ta, by chro­nić to, co wyda­je się dla nas naj­cen­niej­sze - wła­sne JA. Hodu­je­my je w sobie, głę­bo­ko w lochach naszych myśli. Kil­ka razy dzien­nie przy­cho­dzi­my i kar­mi­my sma­ko­ły­ka­mi, cią­gle trzy­ma­jąc na uwię­zi. A ono rośnie w siłę, ale zapo­mi­na jak się mówi, jak wyglą­da świat zewnętrz­ny, jak poro­zu­mie­wać się z inny­mi JA. Któ­re­goś dnia umie­ra z samot­no­ści, bo prze­cież nawet JA, oprócz jedze­nia i innych pod­sta­wo­wych potrzeb fizjo­lo­gicz­nych, szu­ka stra­wy dla ducha i umy­słu.

Nasze JA potrze­bu­je spo­ty­kać się z czy­imś JA (zwa­nym potocz­nie TY), by żyć. Nasze JA musi umieć współ­ist­nieć i doj­rze­wać do kon­fron­ta­cji z innym JA. Nie da się tego prze­ćwi­czyć "na sucho". Nikt prze­cież nie nauczył się pły­wać z ksią­żek. Trze­ba zmo­czyć tyłek, by zro­zu­mieć jakim żywio­łem jest woda.

Ale wróć­my do kry­ty­ki.

Spo­ty­ka­my w swo­im życiu kry­ty­ki ogni­ste, gorą­ce, obja­wia­ją­ce się poprzez iskry przy każ­dym ude­rze­niu mło­tem argu­men­tu. Zda­rza­ją się też wod­ne, będą­ce zim­nym prysz­ni­cem, któ­re wca­le nie są tak przy­jem­ne i cie­płe jak czerw­co­wy deszcz. Jak się domy­ślasz, pozo­sta­ły jesz­cze dwa rodza­je. Ziem­ne, wbi­ja­ją­ce w czerń gle­by i nastra­ja­ją­ce depre­syj­nie, bo loku­ją­ce nas poni­żej pozio­mu morza oraz na koniec wietrz­ne, któ­re huczą w uszach, ale mimo wszyst­ko są naj­lżej­sze (o ile potra­fi­my stać nie­za­chwia­ni, gdy wokół hura­gan robi spu­sto­sze­nie).

Kry­ty­ka to żywioł, nie­raz nie do zatrzy­ma­nia, ale będą­cy czę­ścią nasze­go życia. Teraz wyobraź sobie kry­ty­kę poprzez zwy­czaj­ną roz­mo­wę, w któ­rej nie uży­wa się słów nace­cho­wa­nych żad­ną emo­cją. Nic nie wymu­sza­ją­ca wymia­na zdań i poglą­dów. Bez ognia, wody, zie­mi i wia­tru. To kry­ty­ka cicha, nie instant, nie bły­ska­wicz­na, któ­ra obja­wia się i dzia­ła z całą mocą dopie­ro "po wszyst­kim". W naszych gło­wach za pomo­cą wdzie­ra­ją­cej się w umysł reflek­sji.

Ten rodzaj kry­ty­ki jest naj­do­sko­nal­szą for­mą poma­ga­ją­cą prze­bu­do­wać swo­je JA. Czy jest kon­struk­tyw­na? A gdzież tam! Nie wia­do­mo, bo to, czy przy­nie­sie pozy­tyw­ne efek­ty oka­zu­je się dopie­ro po jakimś cza­sie. Wszyst­ko zale­ży jak po zasta­no­wie­niu się będzie­my wycho­wy­wać nasze JA. Ono jest jak dziec­ko we mgle, a wła­śnie budzo­ny przez mat­kę poko­rę ojciec świa­do­mość - jej naj­su­row­szy rodzic - odpo­wia­da za jego edu­ka­cję. To on uwie­ra naj­moc­niej JA i łoi je zapa­mię­ta­le, gdy mat­ka poko­ra zaśpi i w porę nie zare­agu­je.

Komu podzię­ko­wać za cały ten pro­ces? Ludziom pokor­nym i posia­da­ją­cym świa­do­mość.

Jak dzię­ko­wać? Zwy­czaj­nie. Wypo­wie­dzieć dzię­ku­ję, obda­rzyć uśmie­chem w pochmur­ne dni i ofia­ro­wać obec­ność. Z pew­no­ścią nie zaszko­dzi cza­sem poroz­ma­wiać i prze­ka­zać swo­ją daw­kę kry­ty­ki cichej. W ramach wza­jem­no­ści, gdy jest to potrzeb­ne.

Kry­ty­ka przez dia­log przy­cho­dzi w lek­kim powie­wie dłu­go­trwa­łych zmian. Taką zawsze przyj­mę z mat­ką poko­rą w moim domu, JA. Mam nadzie­ję, że ojciec świa­do­mość nie będzie aż tak suro­wy dla mnie. I dla JA.

PS

A co z TY? TY, nie krę­puj się i przyj­muj podzię­ko­wa­nia. Jest za co.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter