Szlachetne zdrowie

Szlachetne zdrowie

Jesteśmy piękni, młodzi i jedynym naszym problemem jest ciągły brak kasy. Chcemy więcej, chcemy szybciej, chcemy wyciskać życie jak cytrynę. Czasem okazuje się, że zapominamy o najważniejszym, bez którego na nic innego nie ma szans. O zdrowiu.

„Nikt się nie dowie, Jako smakujesz, Aż się zepsujesz.”

W szpitalu byłem tylko raz – jak się urodziłem. No chyba, że w odwiedziny u kogoś chorego. Nie mogę narzekać na zdrowie i jestem ogólnie w dobrej kondycji. Nie rozumiałem do tej pory, co znaczy zwijać się z bólu i nie móc go w żaden sposób przezwyciężyć, czekając na łaskę otoczenia i chociaż częściowe złagodzenie męczarni. Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, jaki jestem nieporadny, potrzebujący i zależny. Gdy znajdujesz się wśród bliskich, z pewnością Ci pomogą, ale co by było, gdybym nagle dostał jakiegoś ataku w biały dzień, na przykład na przystanku autobusowym pełnym ludzi. Ile osób z tych parudziesięciu podeszłoby do mnie i próbowało pomóc? Kto wezwałby karetkę? Wierzę, że zawsze znajdą się czułe na ludzką krzywdę jednostki, choć to będzie nikły procent całej populacji. Bo lubimy samowystarczalność, która cechuje zdrowych. Naturalny wigor się jednak kończy, gdy przestajemy o niego dbać. Nie pielęgnujemy zdrowia, bo nie bierzemy pod uwagę, że kiedykolwiek możemy je stracić. „Nigdy mi to nie szkodziło, nie zdarzało się!”. Niedowierzanie, zagubienie, poczucie bezsensu. Koniec z niezniszczalnością.

Służba zdrowia musi znać się na zdrowiu

Nasze organizmy zostały zaprogramowane do życia przez sto kilkadziesiąt lat. Często śmieję się, że jak dożyję do czterdziestki bez zawału, to już będzie sukces. Nie mam wygórowanych wymagań. Po wizycie pogotowia w moim domu (i po raz pierwszy w życiu to nie ja wzywałem karetkę, ale wzywano ją do mnie…) i gdy ból został uśmierzony, a ja wreszcie mogłem zobaczyć jak wygląda lekarz, który udzielał mi pomocy – przez moją głowę przeleciało stado dzikich myśli. Uzmysłowiłem sobie, co by było, gdyby karetka nie przyjechała, a ja nie mogłem się ruszyć z łóżka, by samemu doczołgać się do najbliższego punktu medycznego. Zrozumiałem, że Ci, którzy już na szczęście przyjechali mogli zbagatelizować problem lub nie mieć wiedzy i podać złe leki. Zanim wpakowali mi zastrzyki i jakieś inne substancje dożylnie, myślałem, że właśnie umieram, a mój żołądek wybuchł, więc tam, w moim wnętrzu już nawet nie ma co zszywać.

Możecie się śmiać, bo okazało się, że to „tylko” zatrucie, ale przeszedłem gehennę, której nie chciałbym już nigdy doświadczyć. W jednym momencie doszło do mnie, jak ważna jest służba zdrowia w Polsce, bo od jej sprawności w działaniu, wiedzy i doświadczenia zależy czyjeś życie. Rzadko kiedy biorę pod uwagę, że także i moje. Bo jestem względnie młody i zdrowy, a przez chwilę poczułem się jak pusty worek wypełniony solami mineralnymi, będący tylko ciężarem. Tak czują się chorzy, skazani na pomoc z zewnątrz. Brrrr…

#jemzdrowo #stopfastfoodom #niejemnanoc

Postanowiłem, podobnie jak z rzucaniem fajek, rozpocząć nową krucjatę i zacząć jeść zdrowo. Ważę za dużo i potrzebuję zrzucić zbędne kilogramy, ale chciałbym przede wszystkim podnieść jakość posiłków, które pakuję w żołądek. Nie zamierzam zrezygnować z ilości, bo lubię jeść, ale muszę poprawić pracę układu pokarmowego i uodpornić go na infekcje. Po kilku tygodniach, gdy nabiorę już odpowiednich nawyków żywieniowych, włączę ćwiczenia (planuję na początek basen i bieganie).

Chcę, abyście mi pomogli. W komentarzach przyjmę chętnie każdą radę, każdy link do sprawdzonych i rzetelnych materiałów dotyczących dietetyki i poprawiania kondycji organizmu. Może ktoś z Was jest specjalistą w temacie i chciałby mi pomóc o siebie lepiej zadbać? Zapraszam do mailowania.

Na początek, jutro nie zjem ani jednego pączka (ale wyślę kilka do Afryki i Wam też polecam to zrobić). Ponoć dobrze jest zacząć od rezygnacji z najbardziej badziewnych produktów: słodkości. No to let’s dance :)

photo credit: Alex E. Proimos via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Ja też się tak zbieram, żeby jeść zdrowo, ale nigdy mi do końca nie wychodzi. Zbyt dużo tanich słodyczy, słodkich buł i innych rzeczy, które mogą szybko wypełnić żołądek. A moja ukochana papryka taka droga. SIC.

  • Natalia

    W temacie zdrowego stylu życia polecam: http://jakzdrowozyc.pl/. Dopiero zaczynają, ale jak ich znam, to będzie ciekawie ;)

  • Charlie

    Ja osobiście odsyłam tutaj: http://www.tlustezycie.pl/
    To moja aktualna biblia jedzeniowa, kopalnia niesamowitej wiedzy na temat różnych popularnych schorzeń i całkiem niezłych rad. Polecam poczytać i nie przerażać się na wstępie, rezygnacja z nabiału i produktów zbożowych jest o wiele łatwiejsza, niż się wydaje :)
    Ja dzięki zdobytej wiedzy chudnę sensownie, zdrowo i praktycznie bez wysiłku od ponad miesiąca, dodatkowo mam o wiele więcej energii, lepszy humor i ogólnie czuję się kwitnąco.
    Polecam poczytać, nawet jeśli stwierdzisz, że taka dieta nie jest dla Ciebie, choćby po to, żeby przekonać się, że propagowany przez media, dietetyków i w ogóle cały świat sposób odżywiania wcale nie jest taki zdrowy i korzystny jak się wszystkim wydaje.

  • Nie zjadłam pączka Łuhu! A poza tym moje zdrowie ma się prawie źle, też zaczynam racjonalniej funkcjonować. Powodzenia, brat.

  • Przede wszystkim wmawianie sobie ‚jutro nie zjem pączka’ jest błędne. Tak jak ‚nie zjem dużo w święta’. Nie katuj się. Daj sobie czasem przyjemność z jedzenia. Ale jak nie trzeba nie jedz słodyczy, nie jedz dużych porcji, nie jedz 3h przed snem, i wrzucj coś w siebie 5 razy dziennie. Oczywiście owoce, warzywa itd. Ale czasem pozwól sobie na coś dobrego, miej jeden dzień w tygodniu odpustu. Będzie Ci znacznie łatwiej wytrzymać w diecie.
    I do tego ćwicz, ćwicz, ćwicz. Trzymam kciuki :)

  • Dobrze prawisz! Mało kto w codziennym biegu i spełnianiu marzenia za marzeniem, patrzy na swoje zdrowie. Budzimy się z przysłowiową ręką w nocniku, gdy dzieje się coś nieoczekiwanego, na co najczęściej już nie mamy wpływu. I chyba potrzeba społeczeństwu, poza „zaganianiem” ich do sportu, co oczywiście bardzo się chwali (!), kogoś, kto uzmysłowi nam, że to zdrowie powinno stać na piedestale wszystkich wartości.

    Nie jestem żadnym specjalistą lub nałogowym sportowcem, ale przy delikatnej zmianie nawyków żywieniowych, z minimalnym sportem, zeszło ze mnie w 2012 roku przez całe 6 miesięcy, 8kg. W 2013 roku dołączyłam sport, który stał się dość istotną częścią mojego dnia, ale nie o tym teraz. Zacznij od zmiany samych nawyków, takich jak:

    – sławetne ograniczenie słodyczy (a z czasem całkowita eliminacja cukru), fast foodów i pysznych kolorowych napojów,
    – zamień białe pieczywo na pełnoziarniste (choć musisz dokładnie sprawdzać skład kupowanego chleba),
    – zamień produkty białe na ciemne (makaron, ryż),
    – włącz kasze, fasolę,
    ziemniaki zamien na ziemniaki (chodzi mi o bataty ;)),
    – o warzywach i owocach nie muszę wspominać (choć z owocami uważaj w godzinach popołudniowych),
    – rób warzywne i owocowe koktajle, które działają jak bomba witaminowa, dodają energetycznego kopa i odpowiednio wspomagane jaglanką, amarantusem, czy płatkami owsianymi, mogą być przekąską międzyposiłkową,
    – pij ogromne ilości wody (najlepiej także szklankę wody z cytryną na „dzień dobry” po przebudzeniupoprawia metabolizm i podnosi odporność) i ewentualnie zielonej herbaty ;)
    – dzień zaczynaj z dużą dawką weglowodanów, a małą białka, a im później tym bardziej odwracaj te proporcje – na noc możliwie mega dużo białka, mało węgli i najlepiej jedynie z warzyw
    – pokochaj jedzenie gotowane na parze (może być naprawde pyszne i doskonale doprawione)
    – kup sobie olej kokosowy (choć nie jest to konieczność ;)
    – zamiast masła zajadaj się awokado
    – czytaj składy produktów i nie kupuj tych na których pisze light….

    Jest mnóstwo stron i książek, którymi możesz się posiłkować, ale nie w tym rzecz. Jeśli chcesz coś zmienić, zacznij od podstaw. Uwierz, że warto :) Im dalej w las, sam zobaczysz, że zacznie Cię to kręcić coraz bardziej i jakoś z automatu będziesz dbał bardziej i bardziej…. później także sportowo :) POWODZENIA!

  • Firefly

    Co do dietetycznej literatury to polecę książkę Jillian Michaels ‚Opanuj swój metabolizm’ coś bardzo o chemi i zdrowym odzywianiu :)

  • Oho, widzę, że wszyscy się bierzemy za siebie :) Ja specjalistką nie jestem, ale wprowadziłam stałe godziny (bezwzględnie!) jedzenia. Bo ja to cierpię na żarcie kompulsywne nie ogarniam ilości i mimo, że zdrowo (sam parowar jego blać!) to kilogramami. I… zaczęłam chodzić na piechotę do pracy. Brzmi trywialnie, ale 11 kaemów w godzinę to niezły ruch :). Będę śledziła, może podkradnę kilka pomysłów ^^.

    Apropos książek, ja rzuciłam palenie dzięki panu Allanowi Carrowi. Napisał on też książkę o tym jak zrzucić zbędne kilogramy. Jest boska i tylko ostatkiem sił bronię się przed logiką w niej zawartą :).

  • rozsądna

    To ja też dorzucę coś od siebie. Dla poprawy zdrowia mogę polecić odstawienie jedzenia mięsa – działanie natychmiastowe. U mnie niemal od ręki skończyły się bóle głowy, kręgosłupa (chociaż mam dyskopatię kręgów szyjnych i całe życie chodzę w szpilkach, ostatnio nawet 13-centymetrowych – te koturny :)), problemy z jelitami. Przeskoczyłam niestety z rozmiaru 36 na 38, a w górnych partiach ciała w porywach do 40 (zimą), ale to raczej kwestia wieku i braku ruchu, a także zamiłowania do słodyczy.
    A wodę lepiej pić z dodatkiem soku z cytryny, bo odkwasza organizm, a większość osób ma zakwaszony z powodu sposobu odżywiania. Brak równowagi kwasowo-zasadowej powoduje różne choroby, więc to ważne. A tu link z mnóstwem informacji i odsyłaczami do dobrych pozycji. Polecam też książki Michała Tombaka

    http://uleszka.uprowadzenia.cba.pl/webacja/medalt/wstep.htm

    • rozsądna

      PS Skoro tak poważnie zatrułeś organizm, polecałabym Ci oczyszczenie jelita grubego za pomocą lewatywy, a całego organizmu poprzez głodówkę, przynajmniej dwudniową. Zapewniam, że to naprawdę działa i nie jest szkodliwe, a wręcz przeciwnie zbawienne dla organizmu.

      Sama zabieram się właśnie za wiosenne porządki w organizmie i zmniejszam stopniowo ilość tego co jem, żeby w weekend przeprowadzić lewatywę i przegłodzić się, bo wtedy ciało przechodzi na tryb awaryjny i w pierwszej kolejności zużywa komórki zwyrodniałe, złogi (które są jedną z przyczyn starzenia się tkanek), a potem zapasy tłuszczowe.

  • Ja w zeszłym roku zszedłem z wagą z 86 kg do 78 kg. Zacząłem od biegania, ale bez szaleństw, chyba tylko dwa razy pobiegłem więcej niż sto kilometrów w miesiącu (po chyba czterech miesiącach biegania). Ogólnie biegałem dwa razy w tygodniu po minimum 10 km. Tylko, że ja trochę oszukiwałem i miałem już pierwszy etap biegania (ten w którym po pierwszym kilometrze palą płuca) za sobą.
    Po jakimś czasie zacząłem zwracać uwagę na to co jem. Głównie na ilość słodyczy i ogólnie cukru. Zero coli i soków, piję głównie wodę (ten patent z piciem rano jest dobry). Poza tym nie miałem jakiejś restrykcyjnej diety. Jak miałem ochotę na pizze to jadłem pizze, jak na burgera to też się nie krępowałem. Ale w miarę możliwości starałem się jeść jak najmniej przetworzone rzeczy. To znaczy jak najwięcej jedzenia przygotowywanego samodzielnie z podstawowych produktów.

  • Też wysyłasz do Afryki! :) Mój małż to nawet jakiś film musiał nagrać z pączkiem i wysyłaniem w tle.
    Polecam Zamień chemię na jedzenie. Bardzo mi się przydała.

  • Paweł Czapski

    Jak jeść? Może ekspertem nie jestem, ale ponieważ kilka(dziesiąt) kilogramów udało mi się zgubić i dzięki temu zacząć się zdrowiej odżywiać, dostaniecie ode mnie kilka porad:
    1) Dzień zaczynamy od szklanki niegazowanej wody, na pusty żołądek – wiem, banał, każdy o tym mówi/pisze, etc., ale to bardzo pomaga. Nie tylko na prawidłowe funkcjonowanie układu pokarmowego w ciągu dnia, ale i poprawia samopoczucie.
    2) Śniadanie – obowiązkowo! To najważniejszy posiłek dnia, który należy zjeść maksymalnie 1,5 godziny po obudzeniu się. Śniadanie powinno być najbardziej kalorycznym posiłkiem dla nas w ciągu całego dnia. Dlaczego? Powód jest prosty – organizm ma najwięcej czasu by je strawić. Co na śniadanie? Najlepiej pieczywo, ja polecam osobiście ciemne. A, jeszcze jedno. Na śniadanie nie pijemy kawy, tylko herbatę. Kawę należy pić na „ciepły żołądek”.
    3) Drugie śniadanie – wcinamy je 3/4 godziny po pierwszym śniadaniu. Co najlepiej? Płatki z jogurtem, owoce/warzywa, ewentualnie jakiś jogurt z bułką. Coś małego, lekkiego, coś co się szybko strawi.
    4) Obiad – należy jeść takie obiady, aby po ich spożyciu nadal czuć delikatny niedosyt. Mi bardzo pomogła jedna rzecz – zaprzestanie połączenia mięso + ziemniaki. Zamiast ziemniaków pojawiła się jakakolwiek sałatka. Pojawiła się 4 lata temu i została do dzisiaj.
    5) Kolacja – najpóźniej 4 godziny przed snem. Niezależnie co się zje, wskazane jest wypicie szklanki wody niegazowanej po kolacji. Kolacja może być odwzorowaniem drugiego śniadania, aczkolwiek spośród owoców odradzam jedzenie jabłek na kolację.

    Co pić w ciągu dnia? Woda mineralna, najlepiej niegazowana. 1,5 litra, albo i więcej w ciągu dnia.
    Herbata? 2-3 szklanki w ciągu dnia. Kawa? Maksymalnie 2 w ciągu dnia.
    Warto pamiętać, że spore ilości wody zawierają również posiłki, które spożywamy, więc nie sugerujcie się artykułami (poradami), że musimy pić koniecznie 3 litry wody dziennie.

    To chyba tyle z mojej strony.

    Pozdrawiam :)

    • Wow, super, dzięki Paweł. Takie proste porady na początek to świetny start :)

      • Paweł Czapski

        Dla Ciebie wszystko, Szefie ;)

        • 4 godziny przed snem? O szlag, dużo :P Spokojnie można jeść nawet na 2h przed ;)

  • Karolina
  • Muszkieter, wal śmiało :) Popatrz, otom ja. Służę pomocą :)
    (Znaczy to coś po lewej to już dawno nie ja :D)

    • Ale przemiana! Chętnie poznam Twój sekret :)

      • To żaden sekret :) To tylko zmiana (na stałe!) nawyków żywieniowych. Brzmi to jak slogan, ale całkiem serio. Warzywa, drób, nabiał, kasze… no standard :)

        • Daria

          Agnieszko, przemiana fenomenalna! Gratuluję!
          I nieco poboczne pytanie, ale mam nadzieję, że Muszkieter mi wybaczy.
          W jaki sposób dbałaś o skórę? Udało się uzyskać jędrność, czy jest problem z tzw. zwisami?

          Pozdrawiam

          • Dbanie o skórę to trudna sprawa. Mankamenty są (ale już dawno przyzwyczaiłam się do faktu, że w kostiumie kąpielowym na plażę nie pójdę nigdy), brzuch jest słabiutki (chociaż tyle plusów, że po ciąży wcale nie jest gorzej, niż przed :)), uda też trochę wiszą i ramiona słabe są. Popełniłam ten błąd, że w ogóle nie ćwiczyłam i nie robiłam tego, co powinnam była, czyli nie szorowałam skóry szczotką w trakcie kąpieli. Trza choć trochę poćwiczyć i warto pamiętać o tej szczocie pod prysznicem (tyłek, brzuch, uda). Wtedy zwisów może nie być, ale jeśli tempo odchudzania jest zbyt szybkie, to raczej i tak co musi zostać, to zostanie :(

    • Rozłożyłaś mnie teraz na łopatki! :)

      • Wiem :D

        • Nie no koniecznie musisz tu coś napisać więcej jak stałaś się z takiej pokaźnej pyzy w laskę.

          • Pyza to eufemizm daleko posunięty :D
            U mnie było i jest już na stałe tak:
            – Zamiana jasnego pieczywa na ciemne (jasne tylko w weekend na śniadanie); często pieczywo chrupkie na śniadanie;
            – Zmniejszenie ilości węglowodanów w obiadach na rzecz większej ilości warzyw – tych bardzo dużo, bo wielka miska sałatki z dodatkami zapełni żołądek, a kalorii będzie mieć niewiele;
            – Zero słodzonych i gazowanych napojów;
            – Jak najmniej słodyczy – to w miarę możliwości, bo nie każdy potrafi w ogóle zrezygnować. Przez połowę odchudzania w ogóle ich nie jadłam, później zaczęłam, ale tylko po trochu. Teraz jestem od ponad trzech tygodni na diecie, bo zrzucam „pociążowe” i znów słodyczy nie jem w ogóle;
            – Jak najmniej (lub wcale) słonych przekąsek;
            – Nie panieruję mięs, smażę lub piekę tylko z ziołami;
            – Zero przetworzonej żywności;
            – Kolacja 2-3h przed snem – dobrze zjeść coś białkowego, twaróg, mięcho, jajko, ograniczyć węgle;

            To chyba tyle. Nic szczególnego, naprawdę. Po prostu możliwie najbardziej zdrowo jak się da, bez popadania w ekoskrajność :)

          • Jak tak czytam, to wydaje się proste, byle wprowadzić w życie trochę konsekwencji :)

          • Bo jest, tylko trzeba się przestawić i być otwartym na kulinarne nowości :)