Szkoda, że już Go nie ma

Szkoda, że już Go nie ma

Może ta notka zniknie pośród wojenek o zasadność helołin i polskich katolickich tradycyjnych Świąt, ale chciałem się dziś z Wami podzielić wspomnieniem o wspaniałym człowieku.

Rzadko kiedy mogę pojechać do mojego rodzinnego miasta, Stalowej Woli i zapalić Mu świeczkę, pomodlić się chwilkę i zapytać co tam u Ciebie, bo u mnie…. Zawsze z Nim dużo rozmawiałem, choć w sumie z dialogiem to nie miało nic wspólnego. Ja, wielka gaduła, zalewałem Go swoimi problemami WIELKIEJ WAGI, a On słuchał i ciepło się uśmiechał. Było w Nim zawsze tyle pozytywu!

Dużo i ciężko pracował, zawsze miał pokaleczone ręce pokryte twardą szorstką skórą. Był pracoholikiem, a przecież pieniędzy nigdy nie było za wiele. Często witał mnie hasłem cześć stara ulęgałko. Nie rozumiałem zupełnie co to znaczy, ale myślałem, że robi mi na złość, więc kiedyś wypaliłem w odpowiedzi cześć stara kreaturo. Zdębiał trochę, ale przywitał mnie jak zwykle serdecznie swoimi twardymi dłońmi i zatroskanym spojrzeniem.

Często zasypiał ze zmęczenia na podpartych łokciach przy stole nad swoją ulubioną, zdezelowaną i osmaloną patelnią położoną na dużej drewnianej desce do krojenia. Dokuczałem Mu wtedy, bo chciałem, żeby poświęcił mi czas, a On z zamkniętymi oczami powarkiwał i ruszał uszami (tak! potrafił, a miał wielkie jak słoń, więc wyglądało to przekomicznie), żebym dał Mu spokój. Był blisko mnie nawet wtedy, gdy ja byłem nieznośny.

Od Niego dostałem pierwszy rower. Nazywał się Salto i był krwistoczerwony. Koła centrowały się w nim dużo wolniej niż w rowerze mojego brata – Pelikanie. Oczywiście On, jak trzeba było naprawiał te zwichrowane rafki. Nikt nie potrafił centrować kół tak jak On. Zresztą, nie tylko rowery go kręciły. Uwielbiał starą motoryzację. Na swój przedwojenny motorower marki Simson mówił Odkurzacz, bo wydawał podobny dźwięk. Ponad 30-letni samochód marki Skoda nazywał Babcią, bo przecież taki stary i co chwilę trzeba go było naprawiać.

Nigdy we mnie nie wątpił i zawsze wspierał. Pozwolił rozłożyć na czynniki pierwsze stare lampowe radio, bo miałem być elektronikiem, więc na czymś przecież trzeba się było nauczyć. Nigdy nie poskładałem go z powrotem, nie mówiąc już o naprawieniu. Ale On wiedział, że umiem jak bardzo tego chcę. Także On kupił mi pierwszy „dorosły” garnitur, żebym mógł wejść w poważne życie bez kompleksów względem moich kumpli.

Miałem za mało lat, by zrozumieć wyrok wydany na Niego przez raka płuc. Lekarze nie dawali Mu 2,5 roku, które spędził jeszcze z nami. Pamiętam nawet jak w tym czasie skakał ze mną „na główkę” do rzeki. Tak, był wariatem i dał mi trochę tego szaleństwa w genach. Nie mogę Mu już dziś podziękować za to, że był w moim życiu. Pewnie by tego nie chciał. Zawsze jednak parł na to, aby każda bliska Mu osoba miała szczęśliwe życie.

Dziadku, zwany przeze mnie Dżudżkiem, postaram się spełnić Twoje życzenie najlepiej jak potrafię, a te wspomnienia niech będą dziś moim zniczem. Pamiętam.

Karolina Kozak - Choć był jednym z nas

Karolina Kozak – Choć był jednym z nas

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+2Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Piękne wspomnienie, aż się robi ciepło na sercu :)

  • Są emocje, są wspomnienia, jest wzruszenie – świetny wpis. No ale przecież taki właśnie miał być ;-)

  • Joanna Glogaza

    Piękny wpis, aż mi się tu łzy polały.

  • Gdzie indziej dyniowe dywagacje i Świąteczne wybieranie modelu iPada a u Ciebie jak zawsze mądrze i z sensem. Dzięki za wpis. Pozdrów dziadka od Internetów jak się wkrótce spotkacie.