Symbole, które możemy obrażać

Symbole, które możemy obrażać

Wszyscy jutro napiszemy o Narodowym Święcie Niepodległości, które przypada na 11 listopada. Ja zapewne też nie uchronię się od patosu, ale dla odmiany chcę przedstawić ranking symboli, które najczęściej Polacy pozwalają sobie obrażać. Bo wolny kraj.

Wolny kraj

11 listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość po 123 latach niewoli. Świętem narodowym tę rocznicę ustanowiono dopiero w 1937 roku. Niestety od 1939 aż do 1989 roku Polacy nie mogli uczcić tego dnia. Teraz na szczęście żyjemy w niepodległym kraju i możemy sobie w ten dzień świętować, a dodatkowo dostajemy bonus od Państwa – wolny dzień. Nie będę przesadnie narzekał, jeśli powiem, że spora część Polaków ma ten dzień w dupie. Tak samo na znaczeniu straciły słowa Bóg, Honor, Ojczyzna, które przyświecały naszym przodkom, gdy oddawali życie za dzisiejszą wolność. W jakimś sensie rozumiem, że możemy tego nie czuć, bo przyszliśmy „na gotowe”, więc trudno od nas wymagać, by rozdzierać szaty jak Reytan dla naszego kraju. Bardziej jednak niż nieświadomość gawiedzi frustruje mnie szarganie naszych symboli, czy to związanych z Państwem, czy z religią katolicką, która czy ktoś chce, czy nie – wpisana jest w polski krajobraz.

[highlight_red]  #1 Flaga Polski i Orzeł Biały  [/highlight_red]

Flaga i Godło Polski są naszymi symbolami narodowymi. Dla każdego Polaka powinny być święte. Mnie kolory czerwieni i bieli kojarzą się w wielkim sercem oraz czystością, orzeł zaś symbolizuje siłę i męstwo. Na swoje potrzeby tak interpretuję te symbole. Gdy byłem dzieckiem pamiętam jak uczono mnie wierszyka Kto Ty jesteś? Polak mały! (swoją drogą ciekaw jestem, czy nadal w szkole wymaga się jego znajomości) i w każdej klasie wisiało Godło. Dziś rzadko kiedy widzę Orła Białego, a to taki piękny symbol. Zapomniano o nim? Możliwe. Ta krwista czerwień nie pasuje przecież wszędzie…

Co z Flagą? Najczęściej zatrudniana jest jako aktorka na stadionach. Rewelacyjnie się tam prezentuje, choć nie ma za grosz talentu, by dobrze grać. Czasem pojawi się na szaliku jakiegoś kibola, który spłonie po jakiejś ustawce lub wyląduje w koszu. Jako trofeum oczywiście.

[highlight_red]  #2 Krzyż  [/highlight_red]

Krzyż jest symbolem katolickim. Kojarzy mi się z bólem, śmiercią i cierpieniem. Prawdę Krzyża jako katolik codziennie odkrywam na nowo w przeciwnościach losu, w trudnościach rodzinnych, w skomplikowanych relacjach. Krzyż to także odwaga, męstwo i wytrwałość, bo trzeba być nie lada twardzielem, aby wszelkie zawieruchy życiowe znosić z pokorą i akceptacją. Tego uczy właśnie ten symbol. I tu znów odwołam się do dzieciństwa. Pamiętam, że w domach moich dziadków, wujków, stryjków zawsze nad drzwiami wisiał Krzyż. Najczęściej prosty, drewniany, bez żadnych wodotrysków. Dziś na ścianach nie ma takiego symbolu, bo jest brzydki i pokazuje ukrzyżowanego człowieka. Toż to barbarzyństwo! Bardziej pasuje jakiś obraz, stylowy zegar lub n-te zdjęcie z szerokim uśmiechem. Krzyż nie pasuje poza tym do koloru ścian. Nie dziwi więc fakt, że do Chrystusa naturalnej wielkości można się nago poprzytulać (jak to zrobił Jacek Markiewicz). To przecież tylko kawałek drewna.

[highlight_red]  #3 Świątynia czyli kościół jako miejsce  [/highlight_red]

Jesteśmy krajem katolickim, a przynajmniej zdeklarowanym jako katolicki. W naszej historii wiara w Boga odegrała dużą rolę, zwłaszcza w najtrudniejszych okresach jak np. wojny czy chore systemy polityczne. Kościół jako miejsce był zawsze schronieniem dla biednych, uciśnionych, oczekujących pocieszenia oraz wsparcia. Dziś Kościół jako wspólnota jest wystawiany co chwilę na próbę, zwłaszcza, że księża nie rozpieszczają nas najmądrzejszymi wystąpieniami publicznymi. Ale świątynie zawsze wyglądały tak samo. Odwołując się znów do czasów cielęcych – od dziecka uczono mnie, że wchodząc do kościoła powinienem wyrazić szacunek przez wyciszenie, modlitwę, adorację, ale także przez schludny ubiór i godne zachowanie. Kościół to miejsce, gdzie mieszka Bóg – tak mi powtarzano. Skoro Bóg jest w kościele gospodarzem, to ja, mimo to, że jestem gościem i mam swoje prawa, powinienem się dostosować do zasad panujących w Jego domu. Niestety coraz częściej włodarze parafii zapominają o tym, że urządzanie imprez typu pokaz mody (bo klimat półmroku, długi korytarz oraz monumentalność budowli są niezwykle atrakcyjne i pasują do dizajnu) jest, delikatnie mówiąc, nieodpowiednim pomysłem. To zwyczajna powtórka z historii, gdy w świątyni zorganizowano jarmark, ale wtedy na szczęście Chrystus zareagował dobitnie – powywracał stoły i wyrzucił wszystkich z kościoła siłą. Czy dziś też musiałby zejść na Ziemię, żeby pokazać nam jak się to robi? Możliwe, że to naprawdę potrzebne.

Jestem Polakiem

11 listopada kojarzy mi się niestety ze smutkiem. Dlaczego? Mój ranking mówi sam za siebie. Zostałem wychowany w duchu patriotyzmu i wiary katolickiej. Nie traktuję szacunku do wymienionych symboli jako tradycji, choć one częściowo z niej wynikają. Oprócz przywiązania darzę je uczuciem zapewne podobnym do tego, które żywili doń polscy żołnierze ginący na polach bitew. Przypuszczam, że dziś śmierć za symbol potraktowana byłaby pustym śmiechem lub co najmniej obojętnością. Nie moja broszka, to przeszłość – z takim podejściem spotykam się nader często. Jesteśmy obywatelami świata, po co nam nasz kraj, kiedy wymagamy od niego już tylko możliwości wykształcenia, by za chwilę spieprzać za granicę, bo tam lepiej płacą. Tutaj jest mało atrakcyjnie i do tego ten rząd!

Chociaż Polacy nie gęsi i swój język nadal mają. Chociaż Biały Orzeł w koronie dumnie pręży pierś. Chociaż wzrastamy jako ludzie umierając na Krzyżu codzienności i chociaż nadal mamy kościoły, w których możemy pogadać z Bogiem – Polska nie jest państwem niepodległym. Jesteśmy zniewoleni przez Konsumpcjonizm, Bylejakość, Małostkowość i Kult Pieniądza. Zadarliśmy z tymi panami i jesteśmy aktualnie pod ich zaborem. Mam tylko nadzieję, że wyzwolimy się szybciej niż za 123 lata i przyjdzie mi wreszcie radośnie świętować 11 listopada. Życzę sobie tego bardziej niż wyjazdu z mojego pokręconego, ale kochanego kraju.

W nagłówku została użyta okładka płyty OSTR – Tylko dla dorosłych
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Pingback: Stajemy się obojętni | FrediBlog()

  • Mateusz

    Mam wrażenie, że zostałeś ZINDOKTRYNOWANY.
    „Kto ty jesteś? Polak mały” – typowy przykład indoktrynacji, której jesteśmy poddawani już w szkole.
    Też kiedyś mnie uczono, bym oddawał pogański kult krzyżykom, świętym posążkom, obrazom i książkom. Ale potem dotarło do mnie że to wszystko nieprawda.

    • Po czym wnosisz? Po tym, że uczono mnie miłości do Ojczyzny? :) Jeśli tak, to rzeczywiście jestem zindoktrynowany i jestem dumny z tej indoktrynacji. Ba! Nawet będę indoktrynował na potęgę swoje dzieci, jak już się ich dorobię.

      • Oj tam. Pamiętaj – ferie są :) Gimnazjaliści opanowali internet i wypisują głupoty :)

  • moj-acidland.blogspot.com

    Urokiem symboli jest to, że każdy może je rozumieć po swojemu. Nie każdy uznaje symbole narodowe, coraz mniej mamy ludzi przywiązanych do kraju. Jedyne, co możemy zrobić, to działać na przyszłe pokolenia, wpajając im swoje wartości.

  • Ja odbieram symbol krzyża całkowicie odwrotnie. Jest dla mnie znakiem ogromnej miłości. Myślę, że sam Chrystus oczekuje od nas właśnie takiego postrzegania. Aby dojrzeć w tym cierpieniu i męce – ciepło, dobroć, jedność z nami i właśnie wygraną ze śmiercią, czyli prawdziwe życie wieczne. Co do Flagi i Orła, to mam wrażenie, że Polacy są świadomymi patriotami. Na tle Europy Zachodniej wypadamy całkiem dobrze. Tym tekstem dałeś mi do myślenia. Te same symbole i nieodłączne elementy większości Polaków, a postrzeganie może być całkowicie odmienne.

    • Patrzę choćby na Amerykanów w kwestii symboli narodowych. Dla nich one rzeczywiście są święte. Może nawet do przesady, bo lokowanie produktu w kulturze masowej odbija się czkawką.
      Spójrz nawet teraz, co dzieje się na Marszu Niepodległości (właśnie oglądam relację w TVP Info). Jest mnóstwo flag i rozdarty ryj „Poooolskkaaaaa, biało-czerwooooniiii”. Gdzie szacunek do tego symbolu? Jest krzyk, rwetes i nawet pojawiły się pierwsze bijatyki. Nie wyznacza to trendu w całym społeczeństwie, ale wskazuje problem w postrzeganiu symboliki Święta Niepodległości i znaczenia Flagi.

      • Wiadomo, że zawsze trafią się jakieś głąby, które źle pojmują istotę patriotyzmu. Też trzeba wiedzieć, że media szybko i chętnie pokażą takich delikwentów, ale dzieliłbym to przez dwa. Z pewnością 90% ludzi na Marszu Niepodległości nie miało negatywnych zamiarów. A takie zachowania, na które wskazujesz trzeba tępić. Bez dwóch zdań.

  • Wojciech Kopeć
  • Mam szacunek dla wszystkich wymienionych przez Ciebie symboli. Flaga i godło to historia, o której trzeba pamiętać. Ludzie, którzy walczyli o wolność naszej Ojczyzny to bohaterowie i jesteśmy im coś winni. Szkoda tylko, że te piękne wartości zostaną przyćmione przez afery związane z marszem niepodległości i wandali, którzy pojawią się tam w zgoła innym celu niż uczczenie pamięci naszych przodków.

  • Pingback: Trzeba do nich strzelać | Sakwan.pl()

  • Wiesz, mam 21 lat. Przyszłam na bardzo gotowe, ale rodzice zdążyli wraz z innych nauczycielami wpoić jakąś wrażliwość na historię. Zgubiłam ją, wtedy kiedy zaczęłam rozumieć co się dzieje w naszym kraju.

    Od jakiegoś czasu jednak wiem, że historia, to historia, zostanie niezmienna. Szacunek jej się należy, bo ktoś kiedyś walczył, żebym żyła w wolnym kraju. Pozorną wolność tworzymy sobie sami (czasami mimowolnie). Nie mam szacunku do tych ludzi, którzy stoją za tym wszystkim dzisiaj, ale kłaniam się każdemu z osobna tym, którzy kiedyś walczyli o lepsze jutro dla Polski.

    • Czy ktoś dziś jeszcze chce walczyć o jutro dla Polski? Czy za historią nie stoimy czasem także my? Przecież dzieje się na naszych oczach. Ciekaw jestem, co napiszą w podręcznikach o pokoleniu 2000+. „Młodzi, ambitni, wykształceni, pracujący i żyjący za granicą”. A o Polsce „stara, posiwiała, upadła, bez emerytur, niedawno ogłosiła bankructwo”.

  • Niektórzy chcą spieprzać stąd i nie ma się czemu dziwić. Tylko smutne, że to wszystko jest tak skomplikowane.

    • Jest skomplikowane, zgadza się. Też jestem popieprzony dlatego, że mam mentalność kapitana, a nie szczura.

    • Ano chcą. I niech spieprzają. Ten kraj naprawdę nie potrzebuje ludzi patrzących przez pryzmat „acojaztegobędęmiałizmu”. Problem polega na tym, że młodzi ludzie nie zostali nauczeni tego, że aby coś dostać najpierw trzeba dać coś od siebie.