Świat bez internetu

Świat bez internetu

Naszła mnie ostatnio taka refleksja. Zacząłem myśleć jak wyglądałby mój świat bez internetu, co mi on dał, a co zabrał.

Mail = kartka i list

Przestałem pisać listy. Ba! Prawie w ogóle nie piszę ręcznie. Zapominam powoli jak wygląda moje pismo, bo większość pisania wykonuję na komputerze. Charakter moich gryzmołów zastąpiły kroje czcionek: Arial, Times New Roman, Calibri, Verdana i Tahoma.

Ci, którzy wysyłają jeszcze listy lub pocztówki traktowani są jak nieszkodliwi dziwacy, zanurzeni w miłych wspomnieniach „jak to wyglądało kiedyś”. Maile można wysłać w oka mgnieniu. Błędy poprawi opcja sprawdzania pisowni, a zamiast poperfumowanego papieru można użyć wirtualnej papeterii.

Mail jest wygodny, zwłaszcza w pracy, ale odziera komunikację z tego, co miały listy i pocztówki. Z duszy, charakteru, unikalności. Nie da się przecież napisać takich samych dwóch listów. Za to identycznych maili możemy wygenerować całe mnóstwo.

Listy są wolniejsze, ale bliższe człowiekowi. Szkoda, że umierają. Gdyby nie było internetu nadal miałyby się dobrze.

Google = Encyklopedia, Biblioteka, Księgarnia

Posiadam 2 analogowe słowniki – synonimów i poprawnej polszczyzny. Encyklopedii nie mam żadnej, choć to ona była kiedyś źródłem wiedzy, do której miałem dostęp tylko w programach telewizyjnych, radiowych czy w szkolnej bibliotece. Dziś wchodzę pod znany adres i mam teoretycznie wszystko, czego mi potrzeba. I całe mnóstwo śmieci i reklam, bo dostęp do tego, czego szukam zależy od pozycji w Google, obliczanej przez skomplikowane algorytmy. Internet i wyszukiwarki otworzyły drzwi do wiedzy, ale jej jakość pozostawia wiele do życzenia. Chciałbym jakości, ale ciągle jest jej za mało w internecie, bo również  większość przestała się o nią starać. To koszt dużej dostępności i kiepskiej weryfikacji źródeł. Wolność tworzenia i wrzucania co popadnie w internet, skupienie na wypozycjonowaniu treści przez zastosowanie odpowiednich zabiegów obniżyły wiarygodność, a w nas, użytkownikach stępiły czujność.

Encyklopedie, biblioteki i księgarnie są wolniejsze. Też powoli zanikają, ale nadal to one są zweryfikowanym źródłem specjalistycznej wiedzy.

Facebook = Albumy ze zdjęciami

Sieci społecznościowe to prawdziwa plaga internetu. Udostępniam tam swoje życie na zdjęciach, w słowach, bo ideą społecznościówek jest dzielić się wszystkim ze wszystkimi. 800 osób szumnie nazwanych znajomymi, których troska o mnie ogranicza się do lajka. Wiedzą o mnie tyle, ile im powiem w sieci, bo tylko garstka z nich zna mnie na żywo.

Tymczasem albumy ze zdjęciami i opowieści rodzinne stały się towarem luksusowym. Kiedyś, strona po stronie przerzucaliśmy tony wspomnień, śmialiśmy się z wariackich ujęć, przypominaliśmy osoby, których już nie ma. Emocje, takie prawdziwe i ludzkie. W zamian mamy społecznościowe smycze, których w dodatku nadużywamy zapominając, że to nie są nasze prywatne klasery wspomnień i przeżywanych doświadczeń. To własność serwerów, na których zostały umieszczone, a my oddajemy się dobrowolnie, ale czy tego chcemy? Nie wiemy, że moglibyśmy nie chcieć, bo za rzadko się nad tym zastanawiamy.

A albumy rodzinne świecą pustkami. Zamieniliśmy je na 1000 podobnych ujęć z cyfrowych aparatów, które chowają się w katalogach naszych dysków twardych. Kto by miał czas to przeglądać.

Komunikatory = Rozmowy

Bez wątpienia internet rozwinął możliwości komunikacyjne. Komunikatory, IRCe, Google i Facebook Chaty stały się codziennością. SMS na komórkę jest niewygodny i trzeba płacić, więc porozumiewamy się za pomocą „small talks” tak naprawdę niewiele o sobie wiedząc. Żyjemy wśród sąsiadów, których nie znamy i pracujemy z ludźmi, którzy są dla nas obcy. Coraz częściej szybciej dogadujemy się za pomocą komunikatorów niż w realnej rozmowie. Pisząc „dogadujemy” mówię tylko o porozumieniu bez treści, bez wyrazu, bez głębi prawdziwej i bezpośredniej komunikacji.

Rozmowy wymagają. Umówienia się na spotkanie, znalezienia tego czasu, emocji dobrych i złych. Ludzkich, bliskich, bezpośrednich.

Światełko w tunelu zmian

Internet dał mi bardzo wiele, ale tyle samo odebrał. Gdyby nie on – nie mógłbym teraz pisać tej muszkieciny, a Wy nie mielibyście szans jej przeczytać. Nie moglibyście komentować i wyrażać swojej opinii. Możemy „rozmawiać”, a ja przy okazji uczę się jak najlepiej wyrażać sens tego, co chcę powiedzieć.

Mimo tych usprawnień, brakuje mi czasem takich dobrych rozmów, w których jest treść. Brakuje mi skrzynki pocztowej, z której od czasu do czasu wyciągnę pachnący list lub pocztówkę znad morza. Takich napisanych odręcznie i nieraz na kolanie. Chciałbym też, aby encyklopedie, słowniki i ogólnie źródła wiedzy pisały autorytety i aby nadal to one tworzyły zweryfikowane kompendium, z którego będę czerpał.

Jestem zbudowany w sytuacji, gdy widzę, że rośnie świadomość w naszym informacyjnym, połączonym skrętką społeczeństwie. Coraz więcej osób dostrzega bogactwo, które daje nam internet, ale rozumie niebezpieczeństwo pozbawiania się prawdziwych przeżyć ze świata realnego. Internet stał się jego nieodłączoną częścią, ale nadal nie korzysta się z niego jak z narzędzia. Staje się niebezpiecznym uzależnieniem.

Nie jestem wyjątkowy – też czasem widzę, że zagalopowałem się i potrzebuję odpoczynku od tej sieci połączeń, od tej wiedzy o niczym. Chcę więcej dobrego brać i dawać. Od ludzi i dla ludzi. Od siebie i dla siebie. Internet może być tu sprzymierzeńcem, ale nie chcę aby stał się jak rzep na psim ogonie. Komunikacja z drugim człowiekiem i z dobrą treścią nie może być uzależniona od tego, czy mój ISP dostarcza mi łącze. Gdy dopadnie mnie awaria serwera – co będę robił, co zaproponuję światu oraz moim bliskim?

Mam wiele na szczęście i ciągle prztykam się w nos, gdy na własne życzenie przeginam z użytkowaniem internetu. Być panem swojego życia, to także być panem internetu. I to chyba wszystko, co chciałem dziś Wam powiedzieć, bo teraz uciekam sprzed komputera gotować rosół z moją żoną :)

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+3Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Potwierdzam, warto nabrać dystansu i regularnie odcinać się od sieci. Nic nie jest lepsze od życia w realu. :)

    • Nawet gdyby było, to jednak nie zostaliśmy stworzeni do bycia w sieci. Odcinanie, jak wspomniałem wyżej – demaskuje uzależnienie. Umieć korzystać i nie być wpiętym do sieci, czuć że to element naszego życia realnego, ale traktować go jako środek do realnych celów – to wolność od jarzma sieci :)
      Patetycznie dosyć piszę, ale tak rzeczywiście uważam.

  • Świat sprzed ery internetu już nie wróci, nie zrobimy aż takiego kroku wstecz. Ale internetowy detoks, od czasu do czasu, to moim zdaniem krok naprzód :)
    Za mną cała doba offline. Bardzo świadomie. Bardzo polecam :)

    • Wiesz, jeśli od czegoś trzeba robić detoks, to już dobrze nie jest :) Pracuję nad niezależnością w różnych aspektach (rzucanie palenia, obudowa finansów domowych etc.), więc i na internet przyszedł czas. Uczę się korzystać z sieci, a nie dawać się wykorzystywać. Kolejny poziom zaawansowanie to będzie wykorzystywanie jej w sposób przemyślany, dobry i pożyteczny. Takie mam schizy, proszę ja Ciebie :)

      • Jakie tam schizy:) Idziesz w dobrą stronę.

        • Jak uda mi się jeszcze zainspirować inne osoby, by poszły swoimi ścieżkami do niezależności – będę chyba wniebowzięty!

          Dzięki za wsparcie :)