Strach przed stawianiem sprawy jasno

Strach przed stawianiem sprawy jasno

Boją się wypowiadać i mieć swoje zdanie. Pilnują, by kogoś nie urazić, tudzież shejtować. Są tchórzami.

Kultura wypowiedzi

Czytam tę radosną twórczość w internetach, czy to na blogach, czy to w komentarzach, czy to na fejsbuniu i chciałbym powiedzieć, że można aż zwymiotować od tej pseudo-kultury wypowiedzi. Dlaczego pseudo? Ponieważ Ci pseudo-kulturalni nie zdają sobie sprawy z tego ile jest agresji w ich tzw. kulturze. Brzmi, jakbym zwariował. Może i ześwirowałem, ale czymże jest stwierdzanie, że połowa internetu to ludzie, którzy nie powinni pisać, bo nie stawiają znaków interpunkcyjnych tam, gdzie trzeba, a to jest przecież wiedza elementarna?! Że jak? Tak tłumacząc z polskiego na nasze to znaczy, że przykładowo członkowie grup rozpoczynających swą nazwę przedrostkiem dys- nie powinni pisać. Każdy twórca, który przestawia szyk zdania lub redaguje tekst w sposób, który oddaje jego charakter (dla przykładu Magda) łamiąc przy tym znane konwencje i reguły powinien iść pod sąd kulturowy i jakościowy (a za karę należy wyrwać mu wszystkie literki z klawiatury!). Ludzie uczący się pisać, rozwijający przez to swoje pasje, nierzadko początkujący też do pieca! Spalić, zniszczyć, a na koniec nazwać to opinią. Oczywiście wyrażoną przez kulturalnego człowieka.

Przepychanki

Przykład innego rodzaju przepychanek słownych, mających na celu potwierdzenie pseudo-elokwencji to pisanie „to tylko Twoje zdanie, ja mam swoje”. Ha! Ale jakie ma zdanie taki baranek i na czym je opiera poza określeniem ‚bo tak’, to już mogą objąć swoją percepcją tylko wybrańcy. Nikt inny. Przy okazji wybrańców: „wszystko co napisałem przecież jest zrozumiałe dla ludzi inteligentnych”. Hm… Ludzie inteligentni, gdy czegoś nie rozumieją zazwyczaj pytają, a jak powszechnie wiadomo, nie ma głupich pytań. Już rozumiem! Powinni czytać w myślach.

Na koniec moje ulubione: „opieram się na faktach”. Mocne, bardzo mocne stwierdzenie, bo przecież fakty są niepodważalne i do tego zawsze autentyczne. Tylko co to za fakty? Nie wiadomo. Pytanie o detale owych legend jest odbierane jako „wszystko, co napisałem przecież jest zrozumiałe dla ludzi inteligentnych”. Kółko się zamyka, szprychy naciągają i weź tu rozmawiaj z rowerem.

Można załamać ręce

Na razie jestem fajterem, ale pewnie mi przejdzie jak nabiorę więcej doświadczenia. Ciągle jeszcze reaguję impulsywnie, bo nic tak nie denerwuje jak bełkot nafaszerowany pseudo-elokwentną poprawnością (polityczną). Nie ufam ciepłym kluchom, które bardziej cenią sobie formę niż treść. Nie wierzę osobom, które nie popełniają błędów i kreują się na idealne. To zwyczajna retoryka, na którą nabierają się tylko używający pseudo-inteligenckiego dialektu jako języka do komunikacji. To odbiorcy, którzy jak owieczki prowadzone na sznureczku beczą (i lajkują) wtedy, gdy wypada, bo inaczej mogłoby to być odebrane jako wypowiedź nie-na-poziomie. Gubi ich strach przed wyrażaniem siebie, bo w grupie raźniej przecież. A mnie przykro na to patrzeć i (o zgrozo!) nieraz brać w tym udział, bo Herbert przestrzegał, że z prądem płyną tylko śmieci.

Muszę się jeszcze dużo nauczyć, ponieważ nadal zdarza mi się trafiać na ludzi z depresją intelektualną i brakiem dystansu, choć czasem wydaje mi się, że nareszcie znalazłem partnerów chętnych do otwartej dyskusji.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Forma jest ważna.

    Co do wypowiadania się na forum publicznym ludzi z dysfunkcjami typu dysleksja, dysortografia itp. to uważam, że spokojnie mogą sobie pisać, ale powinni przynajmniej starać się, a nie tłumaczyć totalnie nieczytelny i pełen błędów bełkot tym, że przecież oni „są chorzy” itp.

    Ja mimo spędzenia kilku lat na filologii polskiej, przeczytania setek książek i napisania morza tekstów, dalej nie umiem stawiać tych cholernych przecinków tam gdzie trzeba, ale się staram i zawsze czytam to, co napisałem, żeby wyłapać błędy w interpunkcji. To jest po prostu forma elementarnego szacunku wobec innych osób. Dokładnie na takiej zasadzie, na jakiej nie pójdziesz na spotkanie towarzyskie w podartych dresach i uwalonej ketchupem koszulce, chociaż teoretycznie mógłbyś.

    Nie jestem za grammar nazi ale trochę z siebie można wykrzesać.

    Ci od „mojego zdania” to faktycznie olewam takie komentarze. „O gustach się nie dyskutuje, ja mam swoje zdanie i nie wolno ci go negować” – to jest najgłupsze powiedzenie świata. Skoro o gustach się nie dyskutuje to o czym do cholery?

    A „wszystko co napisałem jest zrozumiałe dla ludzi inteligentnych” to ta sama kategoria co w dyskusjach na filmwebie „Nie podobało się – na pewno nie zrozumiałeś” i nie ma znaczenia, czy gadamy o serbskim kinie offowym lat 50tych czy o „Gulczas a jak myślisz”. Z takimi nie ma co gadać, lepiej ominąć po prostu.

    Co do hipergrzeczności to moje ulubione to: „Przepraszam, nie chciałem Ciebie urazić. Nie to było moją intencją”. Dokładnie to zdanie, w dokładnie takiej formie czytałem wiele razy. WTF? Kto tak pisze? To jakaś silna anomalia językowa do natychmiastowego leczenia.

    Aaa… tak przy okazji. Ja lubię eksperymenty formą i to co robi Magda na swoim blogu, jest z z tego punktu widzenia bardzo fajne, bo ma swój wypracowany styl narracji, wyróżniający się z tłumu. To jednak również powód, że nie mogę czytać jej bloga, po prostu ten styl tak mnie męczy, że po pół strony czuję się jakbym przebiegł maraton.

    Magda – przepraszam, nie chciałem Ciebie urazić. Nie to było moją intencją :)

    • Wojtek, zgadzam się, forma jest ważna, ale nie najważniejsza. Czasami przeszkadza, to fakt, ale ciągle, przynajmniej dla mnie, najistotniejsze jest o czym zacz.
      Hipergrzeczność to słodkie pierdzenie, które demaskuje ukryte motywy i jakoś w 90% przenika ją nieszczerość.

      • A dla mnie hipergrzeczność to to samo co hiperpoprawność językowa. W drugim przypadku, ktoś „głupi” tak bardzo stara się być „mądry”, że popada w przesadę. Tutaj tak bardzo ktoś stara się być uprzejmy, że robi to samo.

        Tylko pytanie, czy faktycznie jest sens po takich ludziach jechać. Częściowo jestem w stanie zrozumieć duży nacisk na bycie kulturalnym i uprzejmym, bo teraz internety dzielą się na ludzi i hejterów. Jak powiesz coś nie tak, coś ci się nie spodoba to zostajesz sklasyfikowany jako hejter i wrzucony do dołu z tymi wszystkimi idiotami i półidiotami, a kto normalny w tym dole wysiedział :)

        Dlatego niektórzy tak strasznie starają się „nie być hejterami”, że wychodzi im przegięcie w drugą stronę ale z dwojga złego to już lepsze to :)

        • Z dwojga złego wolę szczerego hejtera niż kłamliwego gładkomówcę.

  • inanyevent.pl

    blogi to jedna sprawa – każdy może sobie założyć i pisać cokolwiek – ale co się dzieje w natemat jest chyba jeszcze gorsze. Niby ludzie są sprawdzani, selekcjonowani, ale czasem czytasz te wypociny i masz ochotę znaleźć tego „redaktora” i zabrać mu długopisy, ołówki, klawiatury i wszystko co związane z pisaniem, byleby zakończyć jego bajkę z publikowaniem raz na zawsze! A jak to nie zadziała, to już chyba tylko modlitwa i błaganie…

    • Są miejsca gorsze i lepsze. Żeby to stwierdzić, najpierw warto się z nimi zapoznać. Ja nie śledzę natemat, czasem jak się u kogoś pojawi art, to przeczytam i skomentuję, jak czuję, że powinienem się wypowiedzieć. Dlatego nic do nich nie mam.
      Jaskrawość jest potrzebna, ale jak zawsze – z głową. Nienawidzę za to słodkiego pierdzenia i klepania się po pleckach, takie fap-fapowanie, które z dyskusją nie ma nic wspólnego. Bo czymże są komentarze typu „ja też tak uważam, zajebiście”. Kiedyś było coś takiego jak netykieta i jedna z jej zasad porządkowała wartościowość wypowiedzi, czyli, że wnosi ona coś do dyskusji. Teraz niestety różnie z tym bywa.

      • Kto się trzymał tak zwanej netykiety i kiedy to było ;)
        Bardziej skłaniał bym się w stronę teorii implikatur konwersacyjnych Grice’a i jego następców. „Dyskusje” w komentarzach internetowych łamią zazwyczaj wszystkie zasady skutecznej konwersacji, naukowcy by się popłakali :)

        • Łomatko Bosko Częstochosko, czym Ty tu we mnie. Nie znałem w ogóle tego pojęcia. Poczytam i się doedukuję.

          A co do trzymania się netykiety – wiele osób się jej trzymało, jeśli nie wszyscy. Internet był wtedy postrzegany jako elitarny, stąd byle gnida nie mogła tam trolować, bo wszyscy mieli ją w dupie. Do tej pory pamiętam adres: http://rtfm.killfile.pl Kiedyś wypuściłem się na grupach newsowych z jakimś pytaniem o rzecz oczywistą i dostałem linkiem po uszach ;)

          • Łee, ja bym to inaczej określił. Netykieta obowiązywała w specyficznych miejscach. Dzisiaj też nie wszędzie pokozaczysz. Większość dobrych, tematycznych for dalej tak działa, moderatorzy trzymają wszystkich ostro za mordy. Jak się nie przystosujesz to dostaniesz kombo warnów i poprawkę z bana zanim zdążysz się obejrzeć. Pewnie dlatego są to właśnie „dobre” fora.

            Na blogach niektórych też jest moderacja przecież, w kółko o tym dyskutują

            Ale były miejsca pilnie strzeżone, i były takie, które można było dowolnie spamować. Pod tym względem niewiele się zmieniło. Może trochę więcej serwisów pozwala na śmietnik, bo teraz jest walka o każdą odsłonę, więc i samowolka się zwiększyła.

            A o implikaturach konwersacyjnych poczytaj, to jest akurat część tej ciekawszej strony nauki o języku. Na tyle ciekawa, że ciągle o tym pamiętam, choć miałem z tym do czynienia ostatnio z 10 lat temu :)

  • Niech używają podkreśleń. Ja gubię liteki albo piszę wyrazy, które są poprawne pisane razem i osobno, tu mam problem.
    poprawne o niczym, mdłe bez opinii < drobne błędy (szyk, gramatyka) z pomysłem

  • Oj tam oj tam, to Twoje zdanie. A ja i tak mam swoje, bo oparte na faktach. Zresztą ludzie inteligentni wiedzą, co mam na myśli ;)

  • Tak tłu­ma­cząc z pol­skiego na nasze to zna­czy, że przy­kła­dowo
    człon­ko­wie grup roz­po­czy­na­ją­cych swą nazwę przed­rost­kiem dys– nie powinni pisać. – ooooooooooooooooo tak.

    • A według mnie niech piszą w internetach, byle używali takich cudów techniki jak sprawdzanie pisowni.