Stażysta za kasę

Stażysta za kasę

Nikt mi nie pła­cił za wolo­na­ta­riat, gdy chcia­łem nabrać doświad­cze­nia. Nie myśla­łem nawet o tym, ponie­waż oczy­wi­stym jest, że robiąc coś dla innych, zyski­wa­łem bar­dzo wie­le dla sie­bie. Dziś takie podej­ście to rzad­kość.

Wyszkol mnie i zapłać

Czy­tam nie­raz i nie mogę się nadzi­wić jaką mamy zdol­ną mło­dzież. Wcze­śnie zaczy­na zaba­wę w doro­słe­go, bo pierw­sze pie­niąż­ki chce już na samym star­cie. Za co? Ano za to, że jest. Piję tro­chę do ogło­sze­nia agen­cji Social Lama, na któ­rej nie zosta­wio­no suchej nit­ki, a któ­re jed­no­cze­śnie wywo­ła­ło burzę. Pół roku zasu­wać za dar­mo? To się prze­cież w pale nie mie­ści, żeby za moż­li­wość nabra­nia doświad­cze­nia nie pła­cić. Obu­rze­nie goto­we, agen­cja zato­pio­na pod falą hej­tu, wszy­scy zaspo­ko­je­ni. I jak patrzę tak na wyda­rze­nie z dystan­su, to pytam się sam sie­bie - czy więk­szo­ści się jakieś blasz­ki pod deklem nie prze­grza­ły? Nie mogę uwie­rzyć, że oso­by bez doświad­cze­nia (a takie prze­cież zgła­sza­ją się na staż) WYMAGAJĄ pła­ce­nia za to, iż mają moż­li­wość się cze­goś war­to­ścio­we­go nauczyć w prak­ty­ce. Tym bar­dziej, że w pra­cy w mediach spo­łecz­no­ścio­wych więk­szość robo­ty wyko­nu­je się zdal­nie. Trze­ba być hipo­kry­tą, by pod­no­sić argu­men­ty o utrzy­ma­niu. Sie­dzisz w necie, grze­biesz, czy­tasz, reagu­jesz. Uczysz się, do jasnej cho­le­ry! Na stu­diach moż­na się było utrzy­my­wać, a na sta­żu to już się nie da.

Płaciłbym, gdybym widział, że jest za co

Obcu­ję na co dzień ze stu­den­ta­mi i widzę w nich poten­cjał. Poważ­nie. 10% (na oko) z nich podej­mu­je jakie­kol­wiek dzia­ła­nia, by zmie­niać swo­ją rze­czy­wi­stość. Resz­ta cze­ka aż rze­czy­wi­stość zmie­ni się sama i dosto­su­je do jej ocze­ki­wań. Dla­te­go win­ny jest rząd, pra­co­daw­cy, wszy­scy, tyl­ko nie osob­ni­ki cze­ka­ją­ce z zało­żo­ny­mi ręka­mi aż intrat­na pro­po­zy­cja sama przy­tup­ta do nich i zapu­ka do drzwi z pyta­niem: czy łaska­wie przyj­miesz ode mnie pie­nią­dze za nic? Ambi­cje god­ne pre­zy­den­tów naj­bar­dziej roz­wi­nię­tych kra­jów. Co z tego, że wyma­ga­nia wiel­kie jak bycze jaja, gdy pospo­li­tość skrze­czy. Stu­dia mają dać pra­cę i to naj­le­piej zaraz po, za 5k na rękę na dzień dobry, z peł­ną gamą świad­czeń dodat­ko­wych. Za co? Ano za to, że osob­nik skoń­czył stu­dia i... jest spe­cja­li­stą! W czym? W tym, żeby... zdać egza­min, zapić, zapo­mnieć i popro­sić mamę o prze­lew, bo się kasa na aka­de­mik skoń­czy­ła (poszła na flasz­kę i uczcze­nie zamknię­cia sesji). Kom­bi­na­to­ry­ka sto­so­wa­na. I nie jest to nic złe­go, ale na stu­diach, któ­re są tyl­ko przed­sion­kiem praw­dzi­we­go życia. Jeśli te same meto­dy prze­no­si się do pro­fe­sjo­nal­nych firm, gdzie to pra­co­daw­ca mówi daj (i to jego świę­te pra­wo), a Ty nie chcesz odpo­wie­dzieć to weź (i to Twój zasra­ny obo­wią­zek) i też pró­bu­jesz mówić daj (co jest kla­sycz­ną posta­wą rosz­cze­nio­wą i w tym wypad­ku - głu­po­tą), to źle się cała przy­go­da koń­czy (moż­li­we, że nawet się nie zacznie). Trze­ba mieć poczu­cie wła­snej war­to­ści, ale na sza­cu­nek nale­ży zapra­co­wać (Woj­na sen­sów: czo­ło­bit­ność vs sza­cu­nek). Pierw­szym wyra­zem esty­my w takim przy­pad­ku jest sama chęć szko­le­nia naryb­ku ze stro­ny pra­co­daw­cy. Kasa jest spra­wą wtór­ną, któ­ra może być, lecz nie musi. Bo staż to nie jest jesz­cze praw­dzi­wa pra­ca. To jest nauka (Nie jestem Mil­le­nial­sem i nie robię za dar­mo), a przy oka­zji - lek­cja poko­ry i tram­po­li­na do karie­ry.

Kim jesteś? Słabeuszem!

Mło­dzi Pola­cy to sła­be­usze. Nie potra­fią radzić sobie z pro­sty­mi pro­ble­ma­mi, przed jaki­mi sta­wia ich rynek. Oni chcą sta­wiać warun­ki pro­po­nu­jąc nie­wie­le w zamian. Sor­ry, Win­ne­tou, nie ma tak łatwo. Pra­wo sil­niej­sze­go i pierw­sze­go - warun­ki sta­wia pra­co­daw­ca. Ty musisz się do nich dosto­so­wać i jeśli napraw­dę jesteś dobry, to jaki masz pro­blem, by nie przy­jąć ofer­ty i pójść gdzie indziej? Prze­cież jesteś taki war­to­ścio­wy! To idź, udo­wod­nij, że się da. Nie mnie, ani nie Social Lamie. Sobie udo­wod­nij, bo jak na razie nikt nie jest prze­ko­na­ny o Two­jej wspa­nia­ło­ści poza Tobą. Praw­dzi­we dia­men­ty się szli­fu­je i to jest praw­da nie­zmien­na od lat. Są szla­chet­ne kamie­nie, któ­re powin­ny poma­gać sobie w tym, by je zna­le­zio­no i porząd­nie obro­bio­no. Są kamie­nie, któ­re są tyl­ko kamie­nia­mi. Ot, zwy­kła ska­ła wapien­na - dosyć twar­de, ale nie ma moż­li­wo­ści obrób­ki, bo się poła­mią. Są jed­nak też kamie­nie, któ­re jesz­cze nawet nie sta­ły się ska­mie­li­na­mi. Mięk­kie toto, bez­kształt­ne jak gli­na i roz­wod­nio­ne jak kisiel. Mama­ły­ga men­tal­na. Wybierz sam, do któ­rej gru­py chcesz przy­na­le­żeć (Kot nigdy nie będzie kro­wą) i walcz o swo­je. Uczci­wie, nawet na bez­płat­nym sta­żu, jeśli tyl­ko widzisz w tym sens i nadzie­ję na lep­szą przy­szłość. Nigdy nie wiesz kogo na tym sta­żu spo­tkasz i kto zapro­po­nu­je Ci porząd­ną pła­cę za praw­dzi­wą pra­cę.

photo credit: shehan365 via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook5Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter