Stacja bazowa: Kraków, Przystanek: Blog Experts #3

Stacja bazowa: Kraków, Przystanek: Blog Experts #3

Z pew­ną nie­śmia­ło­ścią i oba­wa­mi reje­stro­wa­łem się na Blog Experts #3 w Kra­ko­wie. Pomy­śla­łem, że jestem blo­ge­rem i spo­tkam się z ludź­mi taki­mi jak ja, tyl­ko że tym razem będą na wycią­gnię­cie ręki. Prze­sta­ną być awa­ta­rem, tek­stem i zdję­ciem.

Kie­dyś byłem bojaź­li­wy w nawią­zy­wa­niu nowych kon­tak­tów. Tam­te cza­sy minę­ły, a życie zmu­si­ło mnie (i dobrze aku­rat!), by otwo­rzyć się na świat i ludzi. Brzmi jak fra­zes, ale mia­łem z tym nie­ma­ły kło­pot. Zbu­do­wa­łem sobie swój mały cyrk, w któ­rym każ­dy ma swo­je miej­sce. Klaun, lew, żyra­fa, niedź­wiedź, foka i żon­gle­rzy. Tę moją cie­płą upo­rząd­ko­wa­ną rze­czy­wi­stość, któ­rą znam od kil­ku lat, zbu­rzy­ła reje­stra­cja na Blog Experts.

Nie taki diabeł straszny

Może­cie szy­dzić, ale kie­ru­jąc się do Kina Kijów (a byłem tam milion lat temu), czu­łem się jak sztu­bak i dzie­wi­ca. Myśla­łem czy się nie wygłu­piam, bo kto tam będzie, a prze­cież niko­go nie znam. Prze­ko­ny­wa­łem się, że to kre­tyń­skie roz­ter­ki i uświa­do­mi­łem sobie, iż daw­no nie eks­plo­ro­wa­łem "nowych tere­nów".

- Cześć, czy my się cza­sem nie zna­my?
- Chy­ba tak, aaa koja­rzę Cię!

...i tak pozna­łem Ulę. Pierw­sze koty za pło­ty, więc może nie będzie tak źle! Roz­ga­da­li­śmy się jak sta­rzy zna­jo­mi i wspól­nie powę­dro­wa­li­śmy do sali kino­wej, gdzie zaczę­ły się pre­lek­cje.

Kryzys, kryzysik, kryzysunio

Jako pierw­sza zaczę­ła Moni­ka Cza­plic­ka. Zna­łem jej blo­ga i czy­ta­łem cie­ka­we ana­li­tycz­ne tek­sty doty­czą­ce kry­zy­sów w social media. Co praw­da spo­sób pre­zen­to­wa­nia tre­ści na jej blo­gu do naj­przy­jem­niej­szych nie nale­ży, ale dziew­czy­na nad­ra­bia traf­ny­mi spo­strze­że­nia­mi i sen­sow­ny­mi wypo­wie­dzia­mi. A jak wypa­dła na pre­lek­cji? W mojej opi­nii świet­nie! Zapre­zen­to­wa­ła kil­ka naj­gło­śniej­szych przy­kła­dów kry­zy­sów oraz ich wpływ na licz­by w social mediach. Poja­wi­ły się też krót­kie ana­li­zy zacho­wa­nia blo­ge­rów i marek wobec kry­zy­sów. Nie moż­na wysnuć jed­no­znacz­nych wnio­sków z pre­zen­ta­cji, bo sytu­acje były róż­ne. Nie­zmien­na jest jed­nak zasa­da: trze­ba myśleć, zanim się coś powie. Publicz­ne pra­nie bru­dów - to chy­ba naj­czę­ściej prze­wi­ja­ło się w pre­lek­cji jako zły przy­kład roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów. War­to zała­twiać spra­wy polu­bow­nie, bez roz­gło­su, eye to eye.

Moni­ka jest nie­zwy­kle sym­pa­tycz­ną oso­bą. Zupeł­nie ina­czej wyobra­ża­łem sobie ją na żywo, ale za to dzię­ki takim ludziom nasz świat jest lep­szy. Wystar­czy tyl­ko dać im dojść do gło­su i stwo­rzyć płasz­czy­znę, by inni mogli ich posłu­chać. Cie­szę się, że Moni­ka wkrót­ce wyda­je książ­kę (tak, tak!) i zręcz­nie dzie­li się wie­dzą. Że po pro­stu jest.

Wolnoć blogerze w swoim blogu

Kolej­nym pre­le­gen­tem był Łukasz Węgrzyn. Wyda­wa­ło mi się, że nie tyl­ko ja cze­ka­łem na ten wykład, któ­ry zamie­nił się w swo­isty panel dys­ku­syj­ny. Wie­le mówi się o wol­no­ści w Inter­ne­cie, bo w przy­pad­ku nas blo­ge­rów sza­le­nie istot­nym jest wie­dzieć, co robić, by nie posu­nąć się za dale­ko. Ale chy­ba nigdy nie byłem na wystą­pie­niu, pod­czas któ­re­go ktoś tak jasno i bez zbęd­nych cere­gie­li opi­sał o czym powin­ni­śmy pamię­tać. Utkwił mi w pamię­ci jeden z wie­lu pro­stych i bły­sko­tli­wych tek­stów Łuka­sza: ŚWIADOMOŚĆ TO WASZA NAJWIĘKSZA BROŃ. I jak tu z takim stwier­dze­niem dys­ku­to­wać?

Naj­istot­niej­szy­mi kwe­stia­mi poru­szo­ny­mi w cza­sie wykła­du były 3 para­gra­fy z pra­wa autor­skie­go. Art. 34 (poda­wa­nie auto­ra i źró­dła), któ­ry musi być speł­nio­ny zawsze, by móc schro­nić się pod para­so­lem dozwo­lo­ne­go użyt­ku. Art. 25 - pra­wo do prze­dru­ku, okre­śla­ją­cy jakie infor­ma­cje może­my roz­po­wszech­niać nie łamiąc praw autor­skich (istot­ną cechą takich wia­do­mo­ści czy zdjęć jest ich aktu­al­ność - od 7 do 14 dni od pierw­szej publi­ka­cji). Art. 29 - pra­wo cyta­tu, któ­ry z kolei ogra­ni­cza przy­zwo­le­nie na przy­ta­cza­nie cudze­go do sytu­acji, w jakich chce­my coś wyja­śnić, skry­ty­ko­wać czy oświe­cić naszych czy­tel­ni­ków. Nie wiem czy dobrze zro­zu­mia­łem, ale w pra­wie cyta­tu moż­na cyto­wa­nych trak­to­wać jak auto­ry­te­ty, wzglę­dem któ­rych się orien­tu­je­my.

Co tu dużo mówić - panel świet­ny, przy­dat­ny i sys­te­ma­ty­zu­ją­cy pod­sta­wo­wą wie­dzę o pra­wie autor­skim, któ­rą każ­dy (sza­nu­ją­cy się) blo­ger powi­nien posia­dać.

Długa przerwa i nieuchronny koniec

Kolej­ny­mi oso­ba­mi, któ­re mia­ły się poja­wić na sce­nie byli Maciek "Troy­ann" Tro­ja­no­wicz oraz Kon­rad Con­rad. Na wystą­pie­nie Troy­an­na doty­czą­ce współ­pra­cy z mar­ka­mi zdą­ży­łem 4 minu­ty przed koń­cem, więc nie­wie­le mogę powie­dzieć, ale widać było, że chło­pi­na porząd­nie się zestre­so­wał. Minu­tę po zakoń­cze­niu sam zaćwier­kał, że prze­grał ze zde­ner­wo­wa­niem. Według mnie nic się nie sta­ło, wszak nie każ­dy od razu jest świet­nym mów­cą, a z Mać­kiem uda­ło mi się zamie­nić kil­ka słów w prze­rwie i myślę, że jeśli pozbę­dzie się nie­któ­rych wewnętrz­nych hamul­ców, namie­sza jesz­cze w naszym blo­ger­skim kocioł­ku. W każ­dym razie moje wspar­cie ma na pew­no.

Nad­szedł czas na Kon­ra­da i jego pre­zen­ta­cję o zachod­nich vlo­gach. Nie wiem "co nie pykło", ale jakoś ten panel uwa­żam za naj­nud­niej­szy. To chy­ba nie przez wywa­żo­ne uspo­so­bie­nie Kon­ra­da, ale sam szkie­let pre­lek­cji, czy­li... fil­mi­ki z YT. Mogli­śmy zoba­czyć ile shi­tu pro­du­ku­ją vlo­ge­rzy, na któ­rych teo­re­tycz­nie powin­ni­śmy się wzo­ro­wać (ło mat­ko!), jaki mają zasięg (licz­by w milio­nach użyt­kow­ni­ków) i gdzie pol­ska vlo­gos­fe­ra ma pole do popi­su (czy­li nikt tego jesz­cze nie zro­bił). Szcze­rze uwa­żam, że jak poło­wa z tego dzia­do­stwa przej­dzie do nas, to stra­cę sza­cu­nek do pol­skich vlo­ge­rów. Nie wiem dla­cze­go, ale debi­lizm za wiel­ką rze­ką jest w cenie, co moż­na było ze szwaj­car­ską pre­cy­zją zoba­czyć na fil­mi­kach przed­sta­wio­nych przez Kon­ra­da (może to wła­śnie ich dłu­gość i poziom kasza­ny mnie tak zmu­lił). Mam nadzie­ję, że już nigdy nie będę musiał tego oglą­dać...

Czas na afterek!

Po uda­nych ofi­cjal­nych pre­lek­cjach nad­szedł czas na te mniej for­mal­ne, czy­li afte­rek w Pau­za In Gar­den. Ja poja­wi­łem się dosyć póź­no, ale było i tak za wcze­śnie na plą­sy na par­kie­cie. Więk­szość sku­pi­ła się raczej na tęgich roz­k­mi­nach i roz­mo­wach kulu­aro­wych. Uśmia­łem się tak, że poty­li­ca zaczę­ła mnie boleć, a to wszyst­ko za spra­wą Piotr­ka Ogiń­skie­go z Kocham Goto­wać, któ­ry opo­wia­dał histo­rię swo­jej wypra­wy w Alpy na nar­ty... nie umie­jąc w ogó­le jeź­dzić (sam stwier­dził - lubi rzu­cać się na głę­bo­ką, gorą­cą wodę, jak na vlo­ge­ra kuli­nar­ne­go przy­sta­ło). Nie dzi­wię się jego popu­lar­no­ści, bo ma natu­ral­ny dar bez­po­śred­nie­go wyra­ża­nia myśli w taki spo­sób, że nie masz wybo­ru - musisz się recho­tać. Jestem kil­ka lat do przo­du przez taką daw­kę czy­stej rado­ści.

Na (mój) koniec cała paka po godzi­nie 0:00 uda­ła się w kie­run­ku Ryn­ku, a ja do moje­go Fia­ta 125P. Bar­dzo cie­szę się, że mogłem uczest­ni­czyć w całym zamie­sza­niu i poznać (na razie) kil­ka osób bez­po­śred­nio od kuch­ni (kuli­nar­ne sko­ja­rze­nia cho­dzą mi po gło­wie). Była prze­pysz­na atmos­fe­ra obsy­pa­na baka­lia­mi róż­no­rod­nych cha­rak­te­rów. Jeśli tak wyglą­da­ją spo­tka­nia blo­ge­rów, to ja będę wpa­dał czę­ściej, a tym­cza­sem cze­kam na dru­gi dzień Blog Experts.

Do jutra (dzi­siaj)!