Same dobre wiadomości

Same dobre wiadomości

Zasypany przez złe wiadomości z kraju i ze świata, codziennie czuję się stawiany pod informacyjnym murem i rozstrzeliwany newsami o czarnym zabarwieniu.

Media trzeba na chwilę wyłączyć, ze względu na ich zawartość. I to nawet chyba nie w nich problem, ale za dużo dzieje się zła na świecie, a ci biedni dziennikarze muszą nas informować z obowiązku. Kiedyś nawet chciałem zostać panem dziennikarzem, ale dziś wydaje mi się, że nie dałbym rady. Zbyt uczuciowy ze mnie facet, zbyt dużo biorę do siebie, przejmuję się za dużą liczbą spraw, których nie da się zmienić na zasadzie „hop-siup”.

Niemniej na pewno mam potrzebę zmieniania mojego małego świata, czynienia go lepszym, ubogacania wartością. Nie zawsze mi się to udaje, może też dlatego, że dałem się wtłoczyć w machinę zła (będę używał słowa „niedobro”, bo „zło” mnie już męczy).

Różnorodność wzbudza się w świecie jak wkurzona Etna, a granice przyzwoitości przeżywają trzęsienie ziemi. Nie potrafię na to patrzeć z założonymi rękami i mówić „to nie moja sprawa”, bo jak to nie moja, skoro jestem człowiekiem i sprawy ludzkie nie są mi obce? Czasem trudno mi rozgraniczyć kiedy jestem Damianem, samodzielną jednostką i coś w istocie mnie nie dotyczy bezpośrednio, a kiedy zmiany w wymiarze społecznym są już tak bardzo uwikłane w masę, której jestem częścią, że i ja się w nie powinienem zaangażować. Co jakiś czas ktoś się wyłamuje i w społeczną makutrę z ciastem ludzkiej obyczajności wepcha swój mikser, dodatkowo zachwalając, że to jego przepis jest najlepszy. Najlepszym weryfikatorem dobrze urobionego ciasta jest nagrzana blacha. Nieraz już okazało się, że dopiero, gdy robi się gorąco, zamiast placka powstaje zakalec. „Klęska, panie kuchmistrzu!” – chciałbym wtedy wykrzyczeć, ale jest za późno, by coś zmieniać. Temperatura zrobiła swoje, a przepis był zwyczajnie do dupy.

„O czym on pisze?” – pomyślisz. I dobrze, że myślisz, bo za to Cię cenię, a przypomnę – jesteś na blogu thinkstajlowym. Jutro czeka mnie trudny dzień, taki wewnętrznie trudny, więc pewnie dlatego wszystko mnie bardziej przytłacza. Pisanie mnie uspokaja. Taki stan ma swoje pozytywne strony, bo zauważam jak (zbyt) wieloma składnikami codziennie szpikuję swoje ciasto, zestawiam w niewłaściwych proporcjach, więc do zakalcowej tragedii jeden krok. Na własne życzenie.

I czasem wtedy trafiam na takie znaleziska i wiem, że muszę wyłączyć media, bo nie daję rady z kalibrem newsów. Zbyt wiele mnie kosztują, a ciągle istnieje ryzyko, że mógłbym na ich podstawie wydawać zbyt skrajne sądy.

Miej dystans, mówili. Tylko jak go zbudować, o mistrzowie moi mili? Nie przejmować się nie da, a zbytnie zamartwianie się może powodować martwicę mózgu i grzybicę stóp. Może załapałem się na jedno i drugie.

Teraz jednak mówię: STOP ZŁYM WIADOMOŚCIOM i to chyba jedyny dobry trop w tej muszkiecinie (bo muszę przyznać, że prawdopodobnie jest najbardziej inna niż wszystkie dotychczasowe, zauważyłeś?). Będę przyjmował od teraz tylko dobre, bo mam już dosyć strzelania do mnie z pistoletu pełnego nabojów z niepozytywem. Ileż można nosić tę ciężką, grubą, toporną niedobroodporną kamizelkę, zwłaszcza w takie upały. Pasuję.

W zamian idę zjeść jabłka na złość Putinowi, zrobić parę fotek z żywym dzieckiem dla odmiany (ale nie obiecuję, że podzielę się nimi na fejsbuku), założyć czysty t-shirt, na którym nie będzie krwawych śladów po kulach i pohasać po lesie, w którym nie straszy wilk z Ikei (z hasaniem przegiąłem, ale spacer o kulach wśród szumu drzew – bezcenny!).

Chcę pożyć trochę normalniej, bez pistoletu przyłożonego do głowy i serca.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest100

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Donald Ciemiński

    Grunt to umieć odpoczywać. To nas chroni zarówno przed wypaleniem zawodowym,jak i skutkami złych wiadomości. Czy to hasanie czy wiosłowanie to już chyba sprawa drugorzędna.;)

  • Ana

    Ze studiów pamiętam jedną oklepaną formułę: bad news is a good news. Niestety, taki mamy „kanon dziennikarstwa”, ale winni są temu w większej części odbiorcy niż nadawcy komunikatów. Bo sprzedają się katastrofy, afery, skandale, zdrady, wojny – same złe wieści. Dlatego studiując dziennikarstwo, poszłam w kierunku sportowego. Mimo afer i aferek przynajmniej tam najbardziej liczy się dobry news: wygrane.

    Ale przyznam szczerze, że mimo iż docierają do mnie złe wieści ze świata i z mediów, zdecydowane lepiej się czuję, gdy nie mam na co dzień telewizora, a korzystając z komputera, sama sobie robię gatekeeping i agendę setting :)

  • Dobre wiadomości w mediach niestety nie sprzedają się masowo, więc pewnie nigdy nie będzie ich więcej od sensacji, od krwi, bólu i niesprawiedliwości. Detoks od środków przekazu jest dobrym rozwiązaniem, kiedy człowiek czuje się przytłoczony. Na większość rzeczy nie ma się wpływu i dla zdrowia warto odpuścić. Smacznych jabłek, Damianie. : ))

  • Całkowicie Cię rozumiem, mnie też dobija natłok złych zdarzeń jakie serwują wiadomości, odkąd były trzy dni z rzędu informacje o dzieciach zamkniętych w samochodzie w upalne dni od wtedy nie czytam, nie oglądam… Mam dość…. To nie na moje nerwy…

  • Spaceruj, spaceruj. I jedz jabłka.

    • Z siostrą nie wypada mi polemizować :)

  • Przydałby Ci się złoty środek. Ocalić wrażliwość, zyskać odporność.

    • Piękne słowa i jeśli kiedykolwiek miałbym sobie zrobić tatuaż (a nie zamierzam), to właśnie to zdanie bym sobie wydziarał: Ocalić wrażliwość, zyskać odporność.

      Dziękuję!

  • KasiaK

    Ja na razie wyniosłam telewizor z domu. Czytam informacje, kiedy chcę i w jakich dawkach chcę. I już od ponad roku żyje mi się lepiej. Może nie jest to rozwiązanie idealne, ale mi przyniosło wiele spokoju :)

    • Zacznę stosować. To będzie na razie najlepsza dieta odchudzająca :) Dzięki!

  • Oj, Damian, znów uchwyciłeś moje myśli. Tak bardzo chciałabym się nie przejmować tym, co dostaję na medialnym talerzu pod sam nos. Czy da się? Chyba nie potrafię. Taki przykład – w ubiegłą środę lub czwartek trafiłam na mnóstwo doniesień o rozprzestrzeniającym się w Afryce Zachodniej wirusie Ebola. Strachy, panika, koniec świata – wieszczą nagłówki. A sytuację śledzę na stronie WHO już od wiosny i jest to jedna z tych rzeczy, które gdzieś tam mi z tyłu głowy tkwią i mówią: „martw się, martw”. Więc się martwię, snuję katastroficzne wizje, obmyślam plan zabunkrowania się w domu z olbrzymią ilością wody pitnej i żywności. „Mam syna, mam chłopa, mam psa, przeżyjemy? Boże, nie chcę umierać!”. Za chwilę Strefa Gazy, nie żyje kilkuset Palestyńczyków, w tym mnóstwo dzieci. Dlaczego, do cholery, dlaczego? Temat mi bliski, historykiem z wykształcenia jestem, z zamiłowania trochę mniej. I wciąż, i wciąż, i wciąż te problemy. Z utęsknieniem wypatruję każdego kolejnego wieczoru, gdy będziemy wszyscy razem, z wieloma kawałkami soczystego arbuza na talerzach, z ulubionymi serialami zza oceanu. I w tych chwilach, przez te kilkadziesiąt minut dziennie, jestem całkowicie wolna od zmartwień. Chciałabym umieć uwolnić się od nich na dłużej.

    • To trudne, ale nie niemożliwe :) Wolnym od zmartwień chyba nigdy nie uda się być, ale czasem ich liczba przytłacza. Wtedy trzeba uciekać na chwilę, by nie zwariować. Przynajmniej ja tak robię.

  • Problem z mediami jest taki, że im niespecjalnie się opłaca sprzedawać newsy o zabarwieniu pozytywnym. Wiadomo czasem kogoś po główce poklepią, ale o wiele łatwiej napiętnować. Prościej o błyskotliwą puentę, kiedy na ekranie leje się krew.

    A sesja… Na prawdę trudno oceniać. Sama w sobie nie jest zła, ale kompletnie nie widzę powodu, żeby udostępniać ją na fejsie. Z drugiej strony trudno przewidzieć, jak bardzo taka tragedia orze psychikę rodziców.

    Czasem rzeczywiście lepiej wyłączyć TV, internety i iść na spacer, albo przeczytać książkę.

    • Nic dodać, nic ująć. Dzięki :)

      • Cała przyjemność po mojej stronie.

        Tak sobie myślę, że dzieci to świetna metoda na dietę telewizyjną :) Kąpiele i karmienie wypadają akurat w czasie wiadomości. Ale do niczego nie namawiam ;)