Rzuciłem palenie cz. 1

Rzuciłem palenie cz. 1

Od 24 sierpnia 2013 roku tydzień w tydzień chwalę się, że rzuciłem palenie. Nie stałem się wielkim przeciwnikiem papierosów, ale powoli zaczynam czuć się wolny i tym chcę się z Wami podzielić.

Kiedy pisałem 8 wymówek, by nie rzucić palenia nie sądziłem, że będzie to tekst, który przypomni mi w trudnych chwilach o głupich myślach pojawiających się podczas walki. Pochodzi z 19 sierpnia 2013 roku i oczywiście przez te kilka dni do daty granicznej złamałem się kilka razy i zapaliłem. Miałem do siebie pretensje, że tu takie piękne ochy i achy wypisuję, a sam nie potrafię trzymać się w ryzach. Miałem złe podejście, bo chciałem się sprawdzić. Jak zwykle zresztą. Ćwiczenie silnej woli idzie mi nadzwyczaj słabo, więc po raz kolejny łudziłem się, że za tym siedemdziesiątym siódmym razem na pewno się uda.

Coś we mnie pękło, gdy doszedłem do wniosku, że ja po prostu nie chcę rzucić palenia. To takie dawanie sobie forów, że jeden ciuk do obiadku, jeden do deserku, jeden do piweczka, bo przecież można, bo nałogowiec, bo tak się nie da od razu na całego – to wielka głupota. Dlatego moje rzucanie kończyło się fiaskiem.

Protezy w postaci jakichś plastrów czy uzależnienie się od olejków eterycznych w e-papierosach to już głupota do kwadratu. Nie dość, że to nie pomaga, to jeszcze szkodzi, bo ogranicza jedynie skutki, a nie usuwa przyczyn. Uzależnienie nadal trwa w najlepsze, a producenci na Tobie zarabiają jak na pierwszym lepszym naiwniaku, który dał się wciągnąć w inną, zamiast tytoniowej, spiralę. Zdrowszą? Może, co nie zmienia faktu, że wcale ona nie ma Ci pomóc. Ma Cię zobligować do używania, czyli wyciągania kasy z portfela i kupowania. Bo sam to już na pewno nie dasz rady, nieudaczniku.

Jak mi się udało*? Tak szczerze to zaskoczyłem sam siebie. Zrozumiałem, że naprawdę jestem nałogowcem. Nie potrafię żyć bez fajek. Muszę wciągać ten dym, odpalać papierocha i patrzeć tępo w dal. Jestem zły i nie mam co zrobić z rękami? Zapalę sobie. Piję alko, jest mi dobrze, niech tak trwa, zajaram sobie i będę miał pełnię szczęścia. Śmierdzę? Mnie to nie przeszkadza, innym może, wali mnie to. Kaszlę jak stary gruźlik? Uciążliwie, ale przecież żyć się da.

Czy coś od czasu rzucenia w tej kwestii się zmieniło? Nie. Nadal mam ochotę zajarać. Jak jestem wkurzony i serducho pompuje krew coraz szybciej, to też chętnie rozładowałbym się jakimś małym dymkiem. Absurdalnie jednak od niego właśnie pochodzi moja żelazna zasada:

MAŁY DYMEK TO POWRÓT!

Niestety. Nie ma jednej fajeczki w czasie imprezy. Jestem bezwzględny wobec papierosa. Oszukał mnie, bo miało być fajnie i z każdą paczką było coraz gorzej. Nie mogę dać się nabrać po raz kolejny. Tytoń to krętacz i kłamca. Nie chcę być już jego niewolnikiem, bo jestem wolnym człowiekiem, ale nałogowcem i wiem, że tego akurat nie zmienię. Mogę za to pogodzić się z tym, że fajka nie pojawi się już w mojej japie, bo nasza przyjaźń z papierosem nie była prawdziwa – poznałem się na nim w biedzie. Wyciągał ode mnie kasę, nawet jak już nie miałem od kogo pożyczyć. To ma być kumpel, któremu na mnie zależy? Kaszlałem, a on nie pomagał, tylko kazał się palić jak gdyby nigdy nic.

Jeśli palisz – rzuć to. Rzuć papierosa, bo jesteś uzależniony. Nałogowcem będziesz już całe życie. Uświadom to sobie.

* – udaje mi się na razie 4,5 miesiąca i czuję się jakbym w ogóle zapomniał, że paliłem (świetne, polecam!)

photo credit: Βethan via photopin
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+2Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Anna Myśka Grzechowiak

    Rzucanie palenia – pozornie prosta sprawa. Ale im więcej czyta się o rzucających z sukcesem, tym chętniej człowiek podejmuje podobne działania. Popieram tę akcję.

    • Dzięki za wsparcie :) Tego nigdy za wiele!

  • Moi rodzice sami mnie zniechęcili do papierosów paląc w kuchni, w pokoju i wszędzie, gdzie się dało tylko nie na balkonie ;) I nigdy na szczęście nie musiałam tego próbować. Nie do końca też rozumiem co w tym takiego fajnego, no ale mówię, nie próbowałam. Mój tata natomiast zmaga się z rzuceniem do wielu lat – najdłuższa próba prawie rok, ale wrócił. Zdaje mi się, że on właśnie tak nie do końca chce rzucać – to jest to o czym piszesz. Może próbuje bo czuje presję ze strony otoczenia, ale jemu samemu jest z tym po prostu dobrze.

    • U mnie w domu palili wszyscy, zwłaszcza tato jarał jak smok. Śmierdziało, a ściany były do malowania po roku od odświeżenia. Byłem wielkim przeciwnikiem fajek, ale na studiach tu jedna, tam druga i niestety w pewnym momencie zacząłem mieć swoją paczkę (bo ileż można sępić, dostawałem hasłem „nauczyłeś się palić, naucz się kupować”). Dalej było tylko gorzej. Smród, kaszel, złe samopoczucie i do tego palenie tzw. dwururek/trójrurek (czyli kilka papierosów pod rząd). Masakra zdrowotna i finansowa. Ale tak jak piszę tu wyżej – istotna jest psycha i wcale nie silna wola, a świadomość, że jest się nałogiem i zgoda na to, że się już nie chce być niewolnikiem. Wzięcie nałogu w swoje łapy, po prostu :)

      Życz tacie powodzenia! W społeczenościówkach rozpocząłem też mój miniprojekt „Antynikotyna”, w którym informuję o tym jak długo nie palę i wrzucam „mema” oraz hashuję #niepale #niesmierdze #niejaram #rzuctogowno :) Niech inne nałogi dzielą się swoim małym sukcesem, by motywować innych, wahających się, że to niemożliwe.

  • kel

    Mi na początku czasem się śniło, że jeszcze palę, potem budziłem się z radością stwierdzając, że to tylko sen. :)

    Jedyna droga do rzucenia to brak kompromisów, żadnego tylko jednego do piwka. Nigdy więcej i tyle, koniec kropka. Powodzenia. :)

  • Gratulacje wielkie!

    Ja rzucać nie zamierzam, ale podziwiam wytrwałość w wyznaczeniu sobie celu i osiągnięciu go ;)

  • Jakub

    Najgorsze jest kupowanie fajek z myślą, że to ostatnia paczka. Przez pół roku, codziennie

  • Dobra, to siora bierze się teraz za swój nałóg. Od dzisiaj, od rana, od dodania tego komentarza.
    PS jak trudno kliknąć, aby on się dodał.
    PS 2. gratuluję! Serio. I pilnuj się.

  • Norbert Jurkiewicz

    Ja w tej chwili nie palę kilka miesięcy. mam nadzieję, że już ostatecznie, bo rzucić to nie sztuka – sztuka to znów nie zacząć palić. Zdarzyło mi się nie palić dwa lata – chwila słabości – jeden papieros, na imprezie – który zresztą fatalnie smakował i wstajesz następnego dnia i pierwsze co robisz to idziesz do kiosku po fajki.
    Trzymam Kciuki