O mój Ty blogerze rozwijaj się

O mój Ty blogerze rozwijaj się

Albo tak: "Jak Twój blog się pięk­nie roz­wi­ja" i "taki masz faj­ny ten blo­ga­sek". Albo ina­czej: "piszesz kom­plet­nie nie­zro­zu­mia­le i popeł­niasz błę­dy" i "sta­łeś się typo­wym blo­ge­rem".

Daw­no nie pisa­łem o blo­gos­fe­rze, więc dziś jest dobra noc, aby to zro­bić. Chcę napi­sać o tej mojej blo­gos­fe­rze. Tej, któ­rej czu­ję się czę­ścią i któ­rą chęt­nie repre­zen­tu­ję. Nie będę pisał o całej, bo to jak pró­ba obję­cia wszyst­kich ludzi na Zie­mi, gdy pozna­ło się zale­d­wie Pola­ków. Chcia­łem jed­nak zwró­cić uwa­gę na skraj­ność opi­nii, któ­re dosta­ję o swo­im blo­go­wa­niu. Bar­dzo za nie wszyst­kie dzię­ku­ję, bo to dla mnie świet­ne infor­ma­cje zwrot­ne, zwłasz­cza jeśli wyra­żo­ne szcze­rze.

Rozwijasz się w szybkim tempie

Prze­czy­ta­łem wie­le cie­płych słów o mnie i pro­pa­go­wa­nym prze­ze mnie think­staj­lu. Zwłasz­cza w ostat­nim cza­sie otrzy­mu­ję dużo maili od Czy­tel­ni­ków i Musz­klet­te­row­ców, a kil­ku blo­ge­rów zalin­ko­wa­ło do moich kocha­nych musz­kie­cin czy wspo­mnia­ło o nich na Twit­te­rze. Ja nie mam już wpły­wu na to, co zro­bi­cie z moimi sło­wa­mi i czu­ję jak są potęż­ne, jak nie­jed­no­krot­nie wzbu­dza­ją wiel­kie emo­cje. Ale cza­sem każą się zasta­no­wić, zatrzy­mać, prze­my­śleć. Za każ­dym razem, gdy piszę musz­kie­ci­nę oka­zu­je się, że wypły­wa ze mnie jakaś fala, jakiś stru­mień, nad któ­rym nie jestem w sta­nie zapa­no­wać. Muszę pisać, bo ina­czej wylą­do­wał­bym w wariat­ko­wie. W jakimś sen­sie czu­ję, że zwa­rio­wa­łem i nic na to nie pora­dzę. Zamiast wal­czyć z wewnętrz­ną potrze­bą wyrzu­ca­nia z sie­bie moje­go think­staj­lu - dzie­lę się nim z Wami, w sza­cun­ku i zgo­dzie ze sobą.

I nie było­by w tym nic odkryw­cze­go, gdy­by nie osza­la­ły moje sta­ty­sty­ki i inte­rak­cje z Wami. Więk­szość osób mówi, że roz­wi­jam się dyna­micz­nie, a nawet hiper­dy­na­micz­nie, a ja, choć czu­ję, że dzie­je się dużo dobre­go, to nie potra­fię wła­ści­wie oce­nić dla­cze­go przy­by­wa­cie, komen­tu­je­cie i mnie wspie­ra­cie. Bar­dzo się z tego cie­szę, ale do koń­ca nie rozu­miem. Jedy­ne, co mogę zro­bić to Was przy­jąć i podzię­ko­wać, że chce­cie roz­gasz­czać się w musz­kie­ci­nach :)

Gdy czy­tam, że "blog Musz­kie­te­ra sta­je się roz­po­zna­wal­ny" to szy­bu­ję myśla­mi bar­dzo wyso­ko. Bo tak jest w isto­cie - to miej­sce się roz­wi­ja! Wyda­je mi się jed­nak, że to nie blog ewo­lu­uje, a jego autor. Gdy­bym drep­tał życio­wo w miej­scu i nie się­gał po swo­je marze­nia, dalej narze­kał­bym na swój byt i w pocie oraz zno­ju mar­no­wał czas i ener­gię. Posta­no­wi­łem zmie­nić sie­bie w moich i na Waszych oczach. Wzra­sta­my razem - ja w moim think­staj­lu, a Wy w tym, co z nie­go weź­mie­cie. Korzy­sta­my z sie­bie wza­jem­nie i jestem Wam za to bar­dzo wdzięcz­ny.

Ileż razy sły­szy­my "idź wła­sną dro­gą", a póź­niej jak gęsi, jed­na za dru­gą - kro­czy­my utar­ty­mi szla­ka­mi, bo prze­cież "takie są stan­dar­dy, tak to się robi, tak się uda­ło innym". I to jest klu­czo­we w całej tej blo­gos­fe­rycz­nej baj­ce - innym się uda­ło, bo byli sobą i roz­wi­ja­li przede wszyst­kim sie­bie.

Nie moż­na odciąć się cał­ko­wi­cie od pozo­sta­łych, bo to nie­po­trzeb­ne, a nawet nie­zdro­we. Pro­po­nu­ję jed­nak odciąć się od myśle­nia o innych i sku­pie­nie się na swo­ich dzia­ła­niach. Jeśli robisz dobre rze­czy, to co może Tobą zatrzą­snąć? Jeśli jesteś szcze­ry, uczci­wy, praw­dzi­wy, to kto Ci może zarzu­cić kłam­stwo i sza­bry? Jeśli to Ty decy­du­jesz kim i jaki jesteś, to co mogą Ci zro­bić sło­wa tych, któ­rzy myślą, że jesteś nikim? Czy­jeś myśle­nie jesz­cze nigdy niko­mu krzyw­dy nie zro­bi­ło, więc nie war­to się go bać. To nawet miłe, jak ktoś o Tobie cią­gle myśli, choć­by i nie­po­zy­tyw­nie myślał. Jeśli taki jego­mość potrze­bu­je się kar­mić zły­mi myśla­mi, to jaki to ma wpływ na Cie­bie? Żaden! Za to na jego nie­straw­ność już tak. Cóż, każ­de­mu według zasług.

Z blo­go­wa­niem jest jak z życiem. Jeśli jesteś uczci­wy - przy­cią­gasz uczci­wych ludzi. Jeśli jesteś praw­dzi­wy - przy­cią­gasz praw­dę. Jeśli pra­cu­jesz nad sobą, przy­cią­gniesz ludzi, któ­rzy chcą nad sobą pra­co­wać. W całym tym pięk­nym obraz­ku jest jesz­cze ciem­na stro­na. Jeśli dajesz war­tość, poja­wią się tak­że Ci, któ­rzy mając nie­wie­le, źle czu­ją się w towa­rzy­stwie tych, co mają znacz­nie wię­cej. To zro­zu­mia­łe i logicz­ne, ale z punk­tu widze­nia blo­ge­ra odda­ją­ce­go publicz­nie frag­ment sie­bie za dar­mo - nie­zbyt kom­for­to­we. Zwłasz­cza, gdy to jest cen­ny frag­ment.

I tu docho­dzi­my do tych mniej przy­jem­nych kli­ma­tów.

Stałeś się typowym blogerem

Tak, sta­łem się blo­ge­rem i to typo­wym już cał­kiem daw­no, bo dokład­nie w tym momen­cie. Pro­ble­mem było jed­nak to, że ja się blo­ge­rem nie czu­łem i bałem się nim być. Jak ktoś mówił do mnie, że nim jestem, to odbie­ra­łem to, jak­by wska­zał na mnie pal­cem i powie­dział, że jestem trę­do­wa­ty lub co naj­mniej nie­nor­mal­ny. Dzi­siaj uśmie­cham się, gdy ktoś wspo­mi­na o tym, że repre­zen­tu­ję blo­gos­fe­rę i piszę think­staj­lo­wo.

Pamię­tam, że mia­łem podob­ne uczu­cie ponad 6 lat temu, gdy dosta­łem pro­po­zy­cję pra­cy jako Dyrek­tor Klu­bu Stu­dio w Kra­ko­wie. Byłem kom­plet­nie zie­lo­ny w tema­cie orga­ni­za­cji kon­cer­tów i nie mia­łem żad­nych kon­tak­tów w bran­ży, ale moje musz­kie­ter­skie ser­ce prze­peł­nia­ła muzy­ka. Poprzed­ni Dyrek­tor zacho­wał się bar­dzo ele­ganc­ko i pomógł mi zaist­nieć w bran­ży - prze­ka­zał mi naj­cen­niej­sze kon­tak­ty, któ­re utrzy­mu­ję do dziś. Nawet mimo to, abso­lut­nie nie czu­łem się sze­fem jed­ne­go z naj­więk­szych klu­bów kon­cer­to­wych przez co naj­mniej 1,5 roku. Potrze­bo­wa­łem cza­su, aby zro­zu­mieć i prze­pra­co­wać w sobie po co tu jestem, dla­cze­go tu jestem i co mogę z sie­bie dać innym na tym sta­no­wi­sku.

Bo tak to wła­śnie jest - kie­dy zaczy­nasz rozu­mieć swo­ją misję i akcep­tu­jąc ją, godzisz się ze sobą oraz miej­scem, w któ­rym prze­by­wasz - na sce­nę Two­je­go życia wcho­dzi upra­gnio­na wizja i pla­ny ukła­da­ją się w natu­ral­nie dosko­na­łym porząd­ku.

Podob­nie jest z blo­go­wa­niem. Dopie­ro, gdy sam czu­jesz, że jesteś blo­ge­rem i widzisz blo­gos­fe­rę jako wspa­nia­łe miej­sce na komu­ni­ko­wa­nie sie­bie, ucze­nie się od innych i obser­wo­wa­nie sie­bie, zaczy­nasz wzra­stać i nic nie jest w sta­nie tego zatrzy­mać. Docho­dzi do Cie­bie tyl­ko to, co praw­dzi­we, poży­tecz­ne i dobre. Odrzu­casz to, co zatru­te, nija­kie i zakła­ma­ne. Szu­kasz war­to­ści w sobie i innych, bo wiesz, że na nich moż­na budo­wać jak na ska­le. Momen­tal­nie auto­kre­acje wyda­ją Ci się oka­za­ły­mi hiper­mar­ke­ta­mi z pusty­mi pół­ka­mi. Gdy­by jesz­cze krzą­ta­ła się w nich obsłu­ga i pró­bo­wa­ła cokol­wiek zro­bić. Tym­cza­sem panu­je w nich dru­zgo­cą­ca pust­ka i nija­kość.

Jestem typo­wym blo­ge­rem i jestem z tego zado­wo­lo­ny. Cie­szę się sobą i Wami, bo mój blog to nasz wspól­ny suk­ces. Kto nam może to zepsuć? Kto się odwa­ży wal­czyć kłam­stwem z praw­dą? Kto spró­bu­je znisz­czyć szcze­rość, uczci­wość, otwar­tość? Wąt­pię, aby zna­lazł się chęt­ny, któ­ry ma choć odro­bi­nę rozu­mu, a tyl­ko na takich nie szko­da mi cza­su.

Za blo­gos­fe­rę odpo­wie­dzial­ni są jed­nak nie Czy­tel­ni­cy, a blo­ge­rzy, w tym ja. Dziś może­my znisz­czyć tę genial­ną prze­strzeń odrzu­ca­jąc war­to­ści. Na przy­kład - zasta­nów­my się, czy pie­niądz jest jakim­kol­wiek zaso­bem, jeśli zaku­py, za któ­re nim pła­ci­li­śmy nie mają sen­su? Czy blo­gos­fe­ra będzie przed­sta­wiać jaką­kol­wiek war­tość, jeśli za blo­ga­mi ukry­ją się kolo­ro­wi ludzie z bez­kształt­nej pla­ste­li­ny?

W życiu może­my być tyl­ko sobą, bo wła­śnie wte­dy jeste­śmy naj­lep­si, a że w blo­gos­fe­rze jest jak w życiu - naj­lep­szy­mi są Ci praw­dzi­wi, z krwi i kości. Życzę blo­gos­fe­rze, aby każ­dy jej przed­sta­wi­ciel to zro­zu­miał, bo ja dzi­siaj jestem tego przy­kła­dem. Praw­da to klucz do rze­czy wiel­kich, któ­re może­my sku­tecz­nie osią­gać. Krok po krocz­ku, cegieł­ka po cegieł­ce, cier­pli­wie, pra­co­wi­cie i dokład­nie.

Wte­dy suk­ce­sy same puka­ją do drzwi, a to, jak blo­go­wa­łeś zanim się na to odwa­ży­ły, jest wyznacz­ni­kiem, czy jest sens im otwie­rać. Ten, kto stoi po dru­giej stro­nie drzwi i w nie wali, jed­no­cze­śnie jest odpo­wie­dzią na zaje­bi­ście waż­ne pyta­nie: ile praw­dy zawie­ra­ją Two­je sło­wa?

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter