Rozsądny optymizm

Rozsądny optymizm

Ponoć zdro­wy roz­są­dek to taki, któ­ry nie jest cho­ry. Tym­cza­sem naj­cie­kaw­sze, mało zdro­wo­roz­sąd­ko­we decy­zje podej­mu­je­my (choć nie zawsze naj­lep­sze) pod wpły­wem emo­cji.

Jak tu się nie zgubić?

Nie da się. Po pro­stu, bez zbęd­nej filo­zo­fii. Gubi­my się zawsze, dosłow­nie, a Ci, któ­rzy się odnaj­du­ją, mają szczę­ście lub zna­leź­li się w odpo­wied­nim cza­sie i miej­scu. Co naj­waż­niej­sze - w odpo­wied­nim oto­cze­niu. I wca­le nie cho­dzi o rze­czy mate­rial­ne, a o ludzi.

Bez ludzi nic. Taka jest praw­da i wszy­scy zdro­wo­roz­sąd­kow­cy, mimo że naj­pierw wcho­dzą do pierw­szej ligi solo - koń­czą na grze zespo­ło­wej i dba­ją o to, żeby dru­ży­ny nie było za dużo widać, bo pian­ka ma być spi­ta przez sze­fa bry­ga­dy.

Gdzie tu optymizm?

A znów prze­wrot­nie napi­szę, że w tym, iż są ludzie, któ­rzy gra­ją fair, dru­ży­ny nie kry­ją. Poka­zu­ją trans­pa­rent­nie, co i kto i kie­dy, za ile i dla­cze­go, a na koniec mówią - tak, to moja eki­pa i dzię­ki niej jestem takim dobrym sze­fem. Bo sze­fem się bywa, nigdy jest. Pozy­cję na boisku zdo­by­wa się stop­nio­wo i nale­ży umieć być sze­fem, ale przede wszyst­kim lide­rem. Kie­dyś już o tym pisa­łem. Tekst się nie zesta­rzał, ja może tro­chę ina­czej bym go teraz napi­sał, bo jak zauwa­ży­li nie­któ­rzy - jestem oszczęd­ny w sło­wach i for­mie. Mój zdro­wy roz­są­dek jed­nak pod­po­wia­da mi, że te moje krót­kie wpi­so-felie­to­ny zwa­ne musz­kie­ci­na­mi to znów gra zespo­ło­wa, bo dzię­ki ludziom, któ­rzy mnie ota­cza­ją mam o czym pisać i czu­ję, że ponow­nie jestem czy­ta­ny i ocze­ki­wa­ny. To napa­wa mnie opty­mi­zmem!

Za to dzię­ku­ję i o dro­gę cza­sem jesz­cze zapy­tam, ale idę na wła­snych, pro­stych, emo­cjo­nal­nych think­sty­lo­wych nogach :)

PS
Z dedykacją dla najwierniejszej Czytelniczki - Magdy P.