365 dni Muszkietera

365 dni Muszkietera

Cześć! Nazy­wam się Musz­kie­ter, ale tak napraw­dę to jestem Damian Moskal­ski. Miesz­kam i pra­cu­ję w Kra­ko­wie. Nigdy nie przy­pusz­cza­łem, że ten blog prze­trwa rok i zmie­ni moje życie.

Jestem Wam winny wyjaśnienia

Dziś mija dokład­nie rok od kie­dy w mojej gło­wie zaświ­ta­ło, że mogę pisać blo­ga i spró­bo­wać zmie­niać swo­je życie. Mia­łem ser­decz­nie dosyć świa­ta i ludzi, któ­rzy mnie ota­cza­li. Zaczą­łem nie­na­wi­dzić sie­bie. Czu­łem, że muszę coś z tym zro­bić, bo wybuch­nę. Sia­dłem przed kom­pu­te­rem i pomy­śla­łem, że prze­cież mogę pisać, bo zawsze chcia­łem to robić, ale szu­ka­łem dziur w całym, by się tym nie zaj­mo­wać. A to, że nie taki zdol­ny, a to, że nie mam cza­su, a to, że kto to będzie czy­tał. I tak dalej, i te pe.

Powiem Wam dziś coś o sobie. Na co dzień uży­wam ksyw­ki Moskit, od nazwi­ska - Moskal­ski. Jestem raczej wagi cięż­kiej, bo prze­kro­czy­łem 100 kg, więc ksy­wa "Moty­lek" już nie paso­wa­ła, poza tym była zaję­ta. Koma­rem też się nie czu­ję, choć lubię cza­sem ugryźć to tu, to tam, ale bar­dziej inte­lek­tu­al­nie niż cie­le­śnie jed­nak.

Wte­dy, rok temu, sie­dzia­łem z kart­ką papie­ru i wymy­śla­łem. Jaki tu pseu­do­nim przy­jąć, żeby nikt mnie nie roz­po­znał i aby za bar­dzo nie koja­rzył się z Moski­tem. Moski­tier? Nie... Musz­kit? Nie... Cho­le­ra! Każ­dy pomysł był zły, za bli­ski mojej dotych­cza­so­wej ksy­wy i coś mi w nim "nie leża­ło". Szu­ka­jąc inspi­ra­cji w Google nagle zoba­czy­łem musz­kie­te­ra. Facet ze szpa­dą, płach­tą, dzi­wacz­nym wąsem i pew­no­ścią w oku. Taki wal­czą­cy, odważ­ny, podej­mu­ją­cy ryzy­ko i odda­ny war­to­ściom raczej wyż­szym.

Jest! Być jak musz­kie­ter - to jest to! Więc posta­no­wi­łem stać się Musz­kie­te­rem. Na blo­gu gło­śno, a w realu po cichu.

Bałem się reak­cji moje­go oto­cze­nia jak sztu­bak, dla­te­go wybra­łem kape­lusz i szpa­dę. Dziś się już nie boję, bo wie­le się zmie­ni­ło w moim postrze­ga­niu sie­bie oraz tego, co robię. To są tak dale­ko idą­ce zmia­ny, że ja sam jestem zasko­czo­ny ich siłą. Blog mnie obu­dził do życia, albo ina­czej - stał się pomo­stem do odzy­ski­wa­nia dostę­pu do sie­bie, do wnę­trza. Wycią­gną­łem na wierzch wszyst­ko, co się dało, żeby zro­zu­mieć ile śmie­ci noszę w środ­ku i że naj­wyż­sza pora je wyrzu­cić. Po to, by zro­bić miej­sce na wspa­nia­łe cele, któ­rych mogę dosię­gać w życiu.

UWAGA! Ta musz­kie­ci­na nie będzie krót­ka, więc jeśli masz czas i chęć dowie­dzieć się jak wyglą­da­ło moje 365 dni na blo­gu i poza blo­giem - zapra­szam dalej. Jeśli jed­nak to, co napi­sa­łem wyżej już Ci wystar­czy - zro­zu­miem. Czy­tasz dalej na wła­sną odpo­wie­dzial­ność :)

Ludzie, których poznałem (na żywo)

W zakład­ce współ­pra­ca mam tro­chę liczb. Zresz­tą jak każ­dy blo­ger, któ­ry chce mone­ty­zo­wać swo­je dzia­ła­nia. Nie da się jed­nak prze­li­czyć na żad­ne pie­nią­dze zna­jo­mo­ści, któ­re zawar­łem od momen­tu, gdy zaczą­łem blo­go­wać. Ludzie są dla mnie naj­waż­niej­si, dla­te­go oni jako pierw­si poja­wią się w pod­su­mo­wa­niu 365 dni.

Rita Hair­wo­od vel Justy­na Pater - wymie­niam ją na pierw­szym miej­scu nie przez przy­pa­dek. Rów­nież nie przez przy­pa­dek mówię na nią w socia­lach "sio­stra". Rita była, jest i zawsze będzie jed­ną z pierw­szych osób, któ­re uwie­rzy­ły w to, co robię. Jej ser­decz­ność i chęć zmie­nia­nia świa­ta połą­czo­ne z nie­sa­mo­wi­tą tęczą, któ­rą na szczę­ście nie rzy­ga w try­bie cią­głym, spra­wi­ły, że sta­ła się dla mnie nie­od­łącz­nym kom­pa­nem w inter­ne­to­wych gad­kach, zaczep­kach i wie­lu roz­mo­wach na żywo.

Riciu­lu kocha­na, cie­szę się, że jesteś i poja­wi­łaś się na mojej ścież­ce real­no-blo­go­wej.

Michał 'Szaf­fi' Sza­frań­ski - mimo, że wymie­niam go na dru­gim miej­scu, to zaj­mu­je aktu­al­nie pierw­sze miej­sce w moich rela­cjach w blo­gos­fe­rze i nie tyl­ko. Ten czło­wiek prze­szedł wie­le w swo­im życiu. Zali­czył całe mnó­stwo wtop i trud­nych sytu­acji, ale jed­no­cze­śnie jest cho­ler­nie pra­co­wi­tym, peł­nym wia­ry czło­wie­kiem, któ­ry mimo tego, że nie baga­te­li­zu­je stra­chu - się­ga po to, cze­go chce w życiu. Nie­ustan­nie mnie inspi­ru­je i stał się nie­mal moim przy­ja­cie­lem, choć widzie­li­śmy się 1 raz na żywo (!). Coś nas jed­nak do sie­bie cały czas cią­gnie. Dzię­ki nie­mu zaczą­łem oszczę­dzać pie­nią­dze, ale zna­la­złem tak­że (a może nawet przede wszyst­kim) moty­wa­cję do szu­ka­nia swo­je­go miej­sca na świe­cie. Bez kom­plek­sów, ze świa­do­mo­ścią, że mogę zmie­niać swój świat i podej­mo­wać dzi­kie decy­zje, któ­rych nikt oprócz mnie nie zro­zu­mie, bo są po pro­stu moje.

Michał, jesteś dla mnie kimś, kim dla Cie­bie jest Pat Flynn.

Dawid 'fro­scin­sky' Ada­mek - pozna­łem tego oku­lar­ni­ka na jed­nym z kra­kow­skich spo­tkań blo­ger­skich. Taki śmiesz­ny koleż­ka z ADHD, ale otwar­ty na słu­cha­nie i umie­ją­cy mówić tak, że i mnie się chcia­ło słu­chać. Kie­dy dowie­dzia­łem się o nim wię­cej pod­czas jed­nej noc­nej roda­ków roz­mo­wy, pomy­śla­łem, że to facet, któ­ry umie to, z czym ja nie­raz się bory­ka­łem: nie pod­da­wać się tru­dom dro­gi, nawet jeśli w kie­sze­niach pusto, a tramp­ki są dziu­ra­we. Trze­ba iść, naiw­nie nie­raz myśląc, że choć to bez sen­su, to nale­ży poru­szać się do przo­du, w głąb, dalej.

Adam­sky, kocham Cię jak młod­sze­go bra­ta (musi­my to przy­pie­czę­to­wać jakimś głęb­szym).

Pozna­łem jesz­cze kil­ka osób, o któ­rych mógł­bym napi­sać wie­le dobrych słów, ale dziś posta­no­wi­łem wyróż­nić głów­nie tę trój­kę. To taka moja blo­ger­sko-socia­lo­wa Świę­ta Trój­ca. (Sze­fie! Ty, tam na Górze. Prze­pra­szam za porów­na­nie, ale mam nadzie­ję, że się nie obra­zisz.)

Z tego miej­sca pozdra­wiam za to tych, z któ­ry­mi dane mi było nawią­zać kon­takt (kolej­ność pamię­cio­wa): Woj­tek Waw­rzak, Paweł Bie­lec­ki, Mag­da 'tat­twa' Stę­pień, Kon­rad Krucz­kow­ski, Miko­łaj Nowak, Jacek Napo­ra, Maciek 'Troy­ann' Tro­ja­no­wicz, Kasia Kowal­ska, Mar­ta Góraz­da, Paweł Czap­ski, Woj­tek Kar­dyś, Adrian Kilar, Karol Pacio­rek, Michał Górec­ki, Jan 'Stay Fly' Favre, Paweł Opy­do, Ame­lia Zio­ło, Artur Jabłoń­ski, Krzy­siek Hume­niuk, Maryś­ka Organ, Andrzej Tuchol­ski, Mar­cin Karo­lak, Michał 'Psor' Osta­po­wicz, Kon­rad Con­rad, Arle­na Witt, Michał Kędzio­ra, Tomek Chra­pu­sta, Ewa Sala­mon, Bła­żej Gantz, Daria Pod­wy­szyń­ska, Pio­trek Bie­law­ski, Lukasz 'looqash' Kowal­czyk, Malvi­na Pająk, Mag­da 'Veni­la Kostis' Kosty­szyn, Tomek Paw­łow­ski, Pati Lon­ga­wa, Olga 'Duże Oczy' Winiar­czyk, Iza Norek, Ada Baran, Mari Labo, Ula Łupiń­ska, Maciek Dzie­dzic.

Pew­nie kogoś pomi­ną­łem i zapo­mnia­łem, ale nawet tym nie­wy­mie­nio­nym - dzię­ku­ję z całe­go ser­du­cha. Za to, że zna­leź­li­ście dla mnie czas i miej­sce.

Wyjazdy i spotkania

Nie spo­sób nie przy­po­mnieć sobie skąd, gdzie, jak i kie­dy pozna­łem wszyst­kie te oso­by. Pierw­szym spo­tka­niem, któ­re mnie "roz­dzie­wi­czy­ło" było Blog Experts #3. Pisa­łem o nim sze­rzej już wcze­śniej. Jed­nak­że naj­waż­niej­szym jak na razie spę­dem było dla mnie Blog Forum Gdańsk 2013. Jecha­łem na dru­gi koniec Pol­ski, żeby prze­ko­nać chy­ba tak napraw­dę sie­bie, że war­to pisać, że war­to tu być, w tej całej blo­gos­fe­rze. To był dla mnie moment, któ­ry uświa­do­mił, że teraz zacznie się praw­dzi­wa jaz­da w życiu Musz­kie­te­ra. Że teraz będę musiał pisać z misją, bo chcę poma­gać innym, dzie­lić się i jed­no­cze­śnie pomóc sobie w wyswo­bo­dze­niu się z mat­ni, w któ­rej zna­la­złem się życio­wo. Tak, BFG ma moc!

Oprócz tego zali­czy­łem Blog­sho­re orga­ni­zo­wa­ny przez Paw­ła Opy­doKRK Twe­etup. Też o nich pisa­łem, więc pole­cam każ­de­mu, kto nie czy­tał.

Dzię­ku­ję orga­ni­za­to­rom tych imprez i spo­tkań. Gdy­by nie Wy, praw­do­po­dob­nie nie poznał­bym innych waria­tów podob­nych do mnie, z któ­ry­mi chęt­nie prze­no­szę góry nie tyl­ko w inter­ne­cie.

Muszkieterskie projekty

W cią­gu tych 365 dni blo­go­wa­nia stwo­rzy­łem kil­ka pro­jek­tów. Każ­de­mu odda­łem tro­chę moje­go ser­ca. Jed­ne się bar­dziej przy­ję­ły, inne nie­ko­niecz­nie, ale wszyst­kie zapew­ni­ły (i nadal zapew­nia­ją) mi spo­ro fraj­dy.

  • Anty­ni­ko­ty­na (Cały inter­net wie, że rzu­ci­łem faj­ki. Pod tym wzglę­dem jestem chwa­li­pię­tą!)
  • Zdejm Kape­lusz (Media nowe vs media sta­re i ich dia­log. Akcja na razie w uśpie­niu, ale nie powie­dzia­łem jesz­cze ostat­nie­go sło­wa)
  • Muzy­ka z Pol­ski (Fan­pa­ge pro­mu­ją­cy naszą rodzi­mą muzy­kę. Świe­żyn­ka!)
  • Cykle na blo­gu: Na zaple­czu (Seria szcze­rych wywia­dów), Woj­na sen­sów (Czę­sto mylo­ne poję­cia moim okiem), Zna­ni nie­zna­ni (Syl­wet­ki osób, któ­re nie­ko­niecz­nie znam, ale "obra­biam)

Mówi się, że co za dużo to nie­zdro­wo. Ja za to uwa­żam, że lepiej pró­bo­wać niż stać z zało­żo­ny­mi ręka­mi. Mam świa­do­mość, że nie­któ­re z pla­nów spa­lą się, prze­pad­ną, nie utrzy­ma­ją się. Wiem też, że jed­nak war­to cza­sem zacząć bez wizji koń­ca i pozwo­lić łodzi z pomy­sła­mi pły­nąć. Nie wiem, gdzie dopły­nę. Może do Gdań­ska, a może gdzieś dalej - czas poka­że :)

Blogi, które miały na mnie wpływ

Muszę się przy­znać, że pra­wie prze­sta­łem czy­tać inne blo­gi. Serio. Na począt­ku mojej przy­go­dy chło­ną­łem wszyst­ko, co się dało. Codzien­nie spę­dza­łem kil­ka godzin z moim przy­ja­cie­lem Feedly, by połknąć wszyst­kie nowe tek­sty. Każ­dy (chy­ba, bo nie wiem na pew­no) blo­ger prze­ży­wa na począt­ku taki czas, po czym docho­dzi do wnio­sku, że on zamiast czy­tać, powi­nien pisać. U sie­bie, dla swo­ich Czy­tel­ni­ków. I tak też teraz dzia­łam.

Muszę jed­nak wymie­nić blo­gi, któ­re czy­ta­łem w tej "pierw­szej fazie":

+40 innych, któ­rych po pro­stu nie pamię­tam...

"Dru­ga faza" to ta, w któ­rej zosta­wi­łem sobie te dla mnie naj­waż­niej­sze blo­gi, któ­re dostar­cza­ją (jak to mówią Sfil­mo­wa­ni), więc zaglą­dam na nie, choć nie jestem sta­łym czy­tel­ni­kiem.

Pole­cam Wam zaj­rzeć pod wszyst­kie adre­sy, ponie­waż ich auto­rzy to posta­cie nie­tu­zin­ko­we. Każ­dy w swo­jej kate­go­rii jest spe­cja­li­stą, dla­te­go czy­ta­jąc ich tek­sty nie zmar­no­tra­wi­cie cza­su, bo dobra lek­tu­ra zawsze jest w cenie.

Wam, dro­dzy auto­rzy poda­nych blo­gów - dzię­ku­ję, że kie­dyś zde­cy­do­wa­li­ście się pisać. Bez Was nie było­by moje­go blo­ga. Chy­lę czo­ła.

Plany na przyszłość

"Będzie się dzia­ło, będzie zaba­wa" chciał­bym zaśpie­wać już dziś, bo czu­ję wła­śnie taką moc. Zamiast wydzie­rać się wnie­bo­gło­sy - napi­szę kil­ka słów o moich pla­nach.

W cią­gu naj­bliż­szych 365 dni chcę prze­żyć podróż po Pol­sce moim Fia­tem 125P. Zamie­rzam odwie­dzić i poznać naj­cie­kaw­sze mia­sta naszej Ojczy­zny, poka­zać Wam co tam się inte­re­su­ją­ce­go dzie­je i same­mu zoba­czyć miej­sca, w któ­rych do tej pory nie byłem. Chcę pozna­wać naszą kul­tu­rę, tę nową i zamierz­chłą, a póź­niej podzie­lić się z Wami tym wszyst­kim, cze­go doświad­czę. Będę jesz­cze o tym sze­rzej pisał, bo mam już plan w gło­wie, a cią­gle bra­ku­je mi cza­su, aby go z niej wydo­być, spi­sać, opra­co­wać i poka­zać świa­tu. Ja już dziś Wam mówię - to będzie coś!

Kolej­nym celem na naj­bliż­szy rok jest (badum tssss!) utrzy­ma­nie się z blo­ga. Tak, piszę to dziś otwar­cie, gło­śno i bez żad­nych więk­szych cere­gie­li. Wie­rzę w to, że będzie to moż­li­we, bo wie­rzę w Was, moich Czy­tel­ni­ków oraz w siłę moich słów i ogro­mu pra­cy, któ­rą nadal będę wkła­dał w two­rze­nie na Muszkieter.in. Nie zamie­rzam ogra­ni­czać się tyl­ko do blo­ga. Chcę wyjść nie­co z jego ram, ale o tym też pew­nie się jesz­cze roz­pi­szę. Blog jed­nak cią­gle będzie swo­istym cen­trum zarzą­dza­nia, bez któ­re­go ani rusz.

Czy te wszyst­kie pla­ny się zisz­czą? Nie mam poję­cia, ale wie­rzę w swo­je moż­li­wo­ści, Wasz poten­cjał i wspar­cie Sze­fa oraz ludzi dobrej woli. Czy jestem pew­ny swo­je­go suk­ce­su? Nie. Jestem za to pew­ny swo­jej wewnętrz­nej siły, któ­ra mnie do nie­go zapro­wa­dzi. To nie będzie suk­ces tyl­ko finan­so­wy, bo ten jest spra­wą względ­ną. Naj­istot­niej­sze będzie dla mnie to, że naresz­cie wyko­rzy­stam swo­je zdol­no­ści do dzia­łań, z któ­rych będę zado­wo­lo­ny i któ­re będą mnie cie­szyć oraz spra­wią, że poczu­ję się speł­nio­ny.

Moja żona już dziś mówi: "Damian, jak Tobie znów cie­szą się oczy!". Nie moż­na od uko­cha­nej oso­by usły­szeć lep­sze­go kom­ple­men­tu, któ­ry jest jed­no­cze­śnie potwier­dze­niem, że wybra­na prze­ze mnie dro­ga jest wła­ści­wą. No więc... blo­gos­fe­ro kocha­na, idę po Cie­bie :)

Na koniec, sko­ro tu jesz­cze jesteś (wow, gra­tu­la­cje!), to zna­czy, że mnie czy­tasz. Czy­li jesteś moim Czy­tel­ni­kiem. Bez Cie­bie nie było­by Muszkieter.in tyl­ko jakiś facet z wybu­ja­łym ego, któ­ry nie do koń­ca wie, cze­go chce. Dzię­ki Tobie piszę, bo mnie napę­dzasz. Każ­dym mailem, każ­dym twe­etem, każ­dym laj­kiem, ale chy­ba naj­wspa­nial­szym pre­zen­tem od Cie­bie są sło­wa: "Damian, dzię­ku­ję Ci! Pomo­głeś mi...". Jestem naj­szczę­śliw­szym czło­wie­kiem na świe­cie, gdy mogę się z Tobą podzie­lić sobą, abyś i Ty odna­lazł sie­bie. Taki jest ten mój think­stajl. Dzię­ku­ję Ci, że jesteś. Do zoba­cze­nia w następ­nych musz­kie­ci­nach :)

PS

Przy­go­to­wa­łem dla Was jesz­cze 2 nie­spo­dzian­ki, ale nie­ste­ty ze wzglę­dów tech­nicz­nych opu­bli­ku­ję je póź­niej. Strasz­nie mi głu­pio, bo chcia­łem Was ura­czyć cie­ka­wy­mi dodat­ka­mi, a tym­cza­sem na ten moment wyszedł wiel­ki klops. Posta­ram się jed­nak wrzu­cić je jak naj­szyb­ciej to będzie moż­li­we. Poin­for­mu­ję o tym w socia­lach i przez Musz­klet­ter. Ech...

Nie­spo­dzian­ka nr 1 - Musz­kie­ta 2014

Nie­spo­dzian­ka nr 1

Nie­spo­dzian­ka nr 2 - Info­gra­fi­ka "365 dni Musz­kie­te­ra"

Nie­spo­dzian­ka nr 2