Róbmy swoje

Róbmy swoje

Patrzysz na innych: mają lepiej. Są zdolniejsi, piękniejsi i powodzi się im w życiu. Tacy wspaniali, że migotają blaskiem jaśniejszym niż Słońce, a Ty jak ta mała planetka – musisz znać swoje miejsce. Prawa ciążenia umysłowego mają nad Tobą władzę, więc śmigasz po orbicie wyznaczonej przez owe „Słoneczniki”.

Chyba Cię porąbało!

Prawda to stara jak świat i mogę być dla Ciebie małym Coelho, ale powiem – RÓB SWOJE i nie oglądaj się na innych. Wiem, że to trudne w sytuacji, gdy z niczym nie możesz pójść do przodu. Mnie też ciągle wszystkiego mało, a wcale jeszcze się nie najadłem, żeby mi tak apetyt rósł w miarę spożycia.

Jesteśmy więźniami ograniczeń, które nosimy w głowie. Z jednej strony chcemy wzbijać się w powietrze i jak Ikar zasuwać do nieba, dotknąć chmur i przewrócić swoje życie na lewą stronę (idąc prawą ścieżką). Z drugiej myślimy sobie, że się nie uda, że jak to – ja przecież nie potrafię, nie umiem, nie da się, innym to na pewno łatwiej przychodzi. Ciągle w tej biednej głowie są ci wszyscy naokoło. Muszkieter rzecze: chyba Cię porąbało.

Zawartość cukru w cukrze

Lubię Marysię z ponadczasowego filmu Poszukiwany, poszukiwana. Bareja jak zwykle pokazuje PRLowską rzeczywistość w krzywym zwierciadle, ale tym razem nie o niej. Staszek przebierający się za pomoc domową jest idealnym przykładem jak sobie radzić z rzeczywistością, na którą nie ma się wpływu. U niego motywacją był strach przed konsekwencjami prawnymi i tak zamienił muzeum na kuchnię. Absurd całej sytuacji udowadnia, że jeśli się chce, to się ma, a jeśli się nie ma, to się bardzo chce. Jak się chce, to się robi, nawet za cenę utraty dumy i szacunku do samego siebie. Jeśli mam być szczery (a jestem), to uważam, że najbardziej boli właśnie ten proces. On każe myśleć, że tym „innym” jest lepiej, a wcale nie jest. Łatwiej znosić trudy zdobywania swoich szczytów, gdy pozostałym się nie udaje, bo jak się udaje to przecież składniki na Twój osobisty dramat są w pełnej gotowości do jego przyrządzenia.

Wejść na swoją orbitę

Doświadczam ostatnio bardzo przykro i boleśnie wchodzenia w inną atmosferę i kręcenia po swojej orbicie. Wszystko się zmienia, gdy tracisz potrzebę istnienia w czyimś układzie planetarnym i szukasz swojego własnego, w którym to Ty będziesz Słońcem. Myślałem, że to typowe dla egoisty i samoluba. Zrozumiałem jednak jak bardzo się mylę i źle oceniam sytuację. Obracanie się po cudzej trajektorii, podniecanie się zapachem, który dusi i zabija lekkość bytu, to wyniszczające osobowość czynniki, na które najczęściej mimowolnie się zgadzamy. W imię przebywania w grupie innych planet.

Każdy potrzebuje poczucia akceptacji w grupie. Ja też. Do głowy uderzają głupie myśli, gdy za swoją niezawisłość i indywidualizm zaczynam być obrzucany błotem uprzedzeń i nieprawdą. To czas, gdy weryfikuje się wróg i przyjaciel, nieświadomy swojej biedy intelektualnej. Bolesne przeżycie, ale… nic tak nie wzmacnia jak porządny kop w dupsko od (zdawałoby się) najbliższych. Znajduję wtedy najsilniejszą motywację, by robić swoje. Instynkt lwa każe przetrwać dni chude, a krew w żyłach pulsuje z większą częstotliwością niż zwykle. Jestem masochistą, ale lubię to, bo taki stan skłania mnie do robienia rzeczy niemożliwych.

photo credit: aussiegall via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Magda

    Dziękuję Ci serdecznie za ten wpis, był mi dziś potrzebny jak powietrze!

  • fajna kosmiczna metafora… cóż, też tak robię, czyli ROBIĘ SWOJE i już nie robi na mnie wrażenia że dostaję po tyłku, od tych którzy zazwyczaj SWOJEGO nie ROBIĄ ;)
    i pewnie, że najłatwiej narzekać! to takie polskie!

  • rozsądna

    Jestem jak najbardziej za tym, żeby być słońcem we własnym układzie planetarnym:) A akceptację otoczenia można otrzymać na zasadzie równy z równym, a nie protekcjonalnego poklepywania po plecach. Jak masz poczucie własnej wartości, to żadne zachowania innych osób nim nie zachwieją i nie zagrożą mu, więc nie musisz się nikomu przypodobać czy „podlizywać” – tylko sobie samemu :) A jeśli to egoizm, to na pewno zdrowy ;)
    Od dłuższego czasu trzymam na biurku afirmacje, które pomagają mi zachować dystans do tego, co mnie spotyka każdego dnia i za każdym razem jak je odczytuję wywołują uśmiech na mojej twarzy. Być może pomogą poprawić nastrój też innym, więc pozwolę sobie je tu umieścić.

    „Akceptuję siebie i kocham – tu i teraz.
    Jestem bezpieczna i swobodna – zawsze i wszędzie.
    Świat jest dla mnie miłym i przyjaznym miejscem.
    Zasługuję na miłość i szacunek. Szanuję i kocham siebie.
    Oddycham radością życia.
    Zasługuję na zdrowie. Cudownie zdrowe ciało jest dla mnie naturalne.
    Bóg wspiera mnie we wszystkim co robię,a robię tylko to, co dobre i pożyteczne.
    Zasługuję na to, by być szczęśliwa”

  • Czy my przypadkiem o tym nie rozmawialiśmy kiedyś?

    Własny system planetarny? Brzmi świetnie. Byie egoistą? Pisałem kiedyś o tym na blogu o tu http://bit.ly/10gg4vF – według mnie bycie egoistą popłaca i nie wyklucza to olewania wszystkich dookoła. Egoizm obejmuje pomaganie innym. Dbanie o swoje szczęście, pomaga temu, by obdarzyć szczęściem innych.

    Lwie masochisto, do boju, wiesz, że masz moje wsparcie. :)

  • Najgorsze co można zrobić to wciąż i wciąż maglowac to, że „innym to i tamto”. To nigdy nie jest dobra motywacja gdy w nasze porównanie wkrada się poczucie niesprawiedliwości miast zmotywowania, że skoro sie komuś udało to znaczy, że mnie też może.
    Dużo dobrych mądrych słów piszesz :)

  • Święta prawda, rób swoje i nie porównuj się. Wczoraj złapałam się na tym, że zaczynam się porównywać. Kiedy miesiąc temu rozpoczęłam przygodę z blogowaniem, byłam pełna entuzjazmu, ambicji, pomysłów, perspektyw. I wczoraj pierwszy dołek. Bo włączyła się jakaś niezdrowa zazdrość, niepotrzebne zupełnie analizy. Dzięki za ten wpis, był mi potrzebny, żeby dalej robić swoje, najlepiej jak potrafię. Pozdrawiam

    • Kciuki trzymam. Każdy bloger przez to przechodzi – taki los. Trzeba się szybko otrząsnąć, bo inaczej… przestaniesz robić swoje ;)