Rdzennie polska muzyka przeszłości przeniesiona w przyszłość – Ania Rusowicz, płyta Genesis

Rdzennie polska muzyka przeszłości przeniesiona w przyszłość – Ania Rusowicz, płyta Genesis
Ocena5
  • Muzyka
  • Teksty
  • Kreatywność
  • Technika

Ania Rusowicz jest nieszablonową artystką. Długo błądziła zanim odnalazła siebie, a niedawno dodała do palety barw polskiej muzyki parę nowych odcieni, które mimo tego, że wyglądają znajomo, mają zupełnie inne nasycenie.

Psychodeliczny powrót do przeszłości

Ania posiada nietypową barwę głosu. Nie da się ukryć, że sposobu w jaki śpiewa nie uświadczymy aktualnie na popowych listach przebojów. Ciemna głębia wypływająca z jej strun przepełnia niepokojem, by już za moment wydawało się, że Ania się do nas nieśmiało i delikatnie uśmiecha. Rzadko kiedy wokalistka potrafi operować brzmieniem, by wywoływać tak skrajne emocje, a obywatelce Rusowicz udaje się te salta wykonywać jakby od niechcenia. Nie wspomnę już o przejmującym i pięknym wibrato (i nie interesuje mnie czy to wyuczone, czy bardziej naturalne – brzmi pięknie!).

W kwestii aranży utworów moje nogi zostały podcięte. Odtwarzając płytę Genesis miałem wrażenie, że mam co najmniej 45 lat mniej, posiadam gramofon i czarny winyl, z którego wydobywają się te staromodne dźwięki. Zaraz, zaraz. Gdy grano w ten sposób mnie jeszcze na świecie nie było, a moi rodzice nie wiedzieli jak się robi dzieci. Perkusja brzmiąca jak nagrywana w latach ’70, zresztą gitara wcale nie jest lepsza. O dziwo pojawia się nieco elektroniki, która jest jak uszczypnięcie potwierdzające, że na pewno nie śnię. Jestem dzieckiem lat ’80, więc wydawałoby się, że taka muzyka w ogóle mną nie szarpnie, a tymczasem rzuciła o glebę. Mimo tego, że gdyby spojrzeć w przeszłość, to bliższa jest mi melodyka bloków i hip-hop, bo w „moich czasach” tak wyrażano bunt, na płycie Genesis dostaję rewelacyjnie odwzorowany świat hipisowskich dzieci kwiatów. Poczułem miętę, rumianek i parę innych ziół jeszcze, które niemal nakazane jest zaparzyć przy słuchaniu tej płyty.

Nikt tak nie pisze

Teksty na Genesis to majstersztyk dawnej epoki. Doprawdy nie wiem jak Ania to robi, że świetnie oddaje klimaty, które można było usłyszeć w zespołach Test czy Breakout z Mirą Kubasińską na czele. Kiedyś zastanawiałem się, czy ktokolwiek kiedykolwiek będzie potrafił jeszcze napisać tak cudownie niewinne piosenki, przepełnione nie naiwną poezją. Taką, która dotyka i jest blisko nas – liryką dnia codziennego. Ania przekonuje, że w tej kwestii jest chodzącym unikatem (a jeśli chcecie się dowiedzieć, co autorka miała na myśli w utworach, zajrzyjcie TUTAJ). Próżno szukać w mainstreamie takich tekstów podanych w akompaniamencie lat ’70. Całość stanowi formę, która nie ma racji bytu na naszym rynku muzycznym, a tu proszę, twórczość zaskakująco dobrze sobie radzi. To pozwala mi nadal wierzyć w artyzm polskich muzyków, umiejętność twórczego czerpania z przeszłości i rosnącą świadomość wśród słuchaczy. Dziękuję Ci, Aniu, za tę płytę (Piotrkowi Waglewskiemu ‚Emade’ podziękuję osobiście jak tylko się spotkamy na koncercie).

Niech zwieńczeniem tej krótkiej recki będzie najpiękniejszy utwór na Genesis – Co z tego mam. Za każdym razem przeszywa mnie emocjonalnie na wylot.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest2

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)