Puste miejsce przy stole

Puste miejsce przy stole

Nie będę ukrywał, że ten tekst napisałem wcześniej, bo przecież w Wigilię nie będę siedział przy kompie i silił się na mądrości. Dziś podzielę się opłatkiem z rodziną i zostawimy jedno puste miejsce przy stole.

Przemówić ludzkim głosem

Jestem surowym komentatorem rzeczywistości. Chyba wszyscy o tym wiecie, że więcej we mnie krytyki niż wielkich radości i uśmiechów. Nic na to nie poradzę, ale dziś postaram się napisać nieco bardziej pozytywnie przesiewając zgorzknienie przez gęstsze sito.

Święta są dla mnie czasem, którego paradoksalnie nie lubię. Z jednej strony multum naszym polskich tradycji tworzących klimat, do którego uwielbiam wracać jak w dziecięcą przeszłość, gdy nic nie rozumiałem, ale bardzo mi się cała ta impreza podobała. Choinka z powieszonymi cukierkami czekoladowymi, podświetlona szopka i tuż przy niej dzieciątko Jezus na prawdziwym sianku. Dżudżek (Szkoda, że już Go nie ma), który jako głowa rodziny z ciepłym uśmiechem na twarzy zawsze rozpoczynał łamanie opłatka (zamaczanego w miodzie, bo Dżudżek był uzależniony od słodkiego). Później wspólne kolędowe śpiewy i oczywiście nieco alko na smak. Cały mój świąteczny świat był piękniejszy, a światła lampek z choinki migotały przedziwnym romantycznym blaskiem. Czułem, że ten mały Chrystus na chwilę rzeczywiście urodził się w rodzinie, bo jej członkowie rozmawiali ze sobą względnie ludzkim głosem.

Świąteczne kłótnie

W naszych domach na Święta pojawiają się prezenty i cała ta gonitwa, by zdążyć zrobić niespodzianki. Jest też pospolite ruszenie, żeby posprzątać nawet tę trzyletnią pajęczynę na strychu. Przygotowaniom nie ma końca i członkowie rodzin zanim zaczną świętować, wyczerpują się fizycznie i psychicznie do granic możliwości, przy okazji drylując portfel poniżej kwoty debetu. Gdy wschodzi pierwsza gwiazdka ci, którzy teraz dzielą się opłatkiem i składają cudowne życzenia z uśmiechem na rozpromienionych twarzach jeszcze przed chwilą skakali sobie do gardeł, bo zabrakło groszku do sałatki, karp pływa w wannie zbyt żywy, a sernik nie wyrósł i będzie zakalec.

Przecież nie w takiej stajence urodził się Bóg. Jak śpiewał ś.p. Grzegorz Ciechowski:

pijani kolędnicy
gubią szopki swe
przy wigilijnym stole
nie ma miejsc

a Betlejem
Betlejem może być wszędzie
Jezusów pełno dokoła
dzieciaki nagie wciąż w swych żłobkach
a pasterzy wciąż nie ma by przybieżeli
a w sercach naszych anielich
Trzech Króli nie ma się gdzie spotkać

w Betlejem pada śnieg

To my Święta święcimy

Wymiar naszych Świąt zależy od nas i nikogo więcej. Czy mały Chrystus jest tylko laleczką na sianku? Czy cała ta życzliwość to zaledwie sztuczne uśmiechy przyklejone do twarzy na kilka godzin? Czy Święta kojarzą się już tylko z fajnym klimatem? Czy ubóstwo w jakim narodził się Zbawiciel nie robi już na nas wrażenia, a puste miejsce przy stole jest jedynie piękną tradycją bez żadnego przełożenia na rzeczywistość? Mogę mnożyć pytania, na które nie odpowiem Wam dzisiaj. Jestem za to przekonany, że w całym tym świątecznym rozgardiaszu wybieram wiarę, którą przynosi nam mały Jezus. Mimo wszystkich kłótni, konsumpcyjnego podejścia do tego wydarzenia i wkurzającej bezrefleksyjności, w ludziach nadal są spore pokłady dobrej woli. Wolę być katolikiem, który wierzy w Boga i wybieram ten sposób na życie, świadomie. Myślicie, że jest mi przez to łatwiej? A skąd! Trudniej jest patrzeć na sprawy, które nie powinny mieć miejsca. Karkołomnie jest przyjmować mi na barki ten cały krzyż życia zgodnego z katolickimi zasadami. Ale po raz kolejny wybieram tę drogę, po raz kolejny świadomie, bo wolę czuć tę niewyobrażalną wartość, która z łatwością neutralizuje kłótnie przed łamaniem opłatkiem. Dzięki niej dużo piękniej brzmią kolędy, gdy śpiewane są z osobami, którym jest co wybaczać. To ona powoduje, że raźniej jest iść pełną rodziną na Pasterkę i poczuć się jak ci biedni pasterze – małymi i nierozumiejącymi faktu rozpoczęcia nowej ery.

Za to kocham Święta (choć ich nie lubię) i dlatego też ciągle wierzę w Boga, który ma w zwyczaju spuszczać mi w tym czasie mentalny łomot, by po chwili uświadomić, że to jest mi najbardziej potrzebne. Abym mógł stawać się ciągle lepszym człowiekiem.

Na koniec zatem życzę Wam Wesołych Świąt i Błogosławieństwa Bożego oraz pokoju w Waszych rodzinach. Nie tylko na Wigilię, bo Betlejem jest zawsze i wszędzie.

photo credit: quinn.anya via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Krzysiek Runiec

    To ja dorzucę się z taką patologią świątrczną: Telewizory są ciekawsze od ludzi. gdyby tak nie było w narożnikach salonów stawiali byśmy ludzi, a nie telewizory.http://pochwalony.cba.pl/?p=313

  • Karolina Wójtowicz

    Pomimo, iż wiary we mnie niewiele to raz w roku, w Święta idę do kościoła i odnajduję jakąś krztę wiary. Może nie w „Boga” ale siłę wyższą. Może to też zbawienny wpływ zjazdu rodziny, za którą tęsknię. Tak czy siak. Szczęśliwych Świąt. Dobry wpis.

  • I nic dodać, nic ująć. Wesel się na święta, Brat!