Pumeks na kompleksy

Pumeks na kompleksy

Szo­ro­wan­ko czas zacząć. Ryzy­kow­ny to krok z mojej stro­ny, ale kto nie ryzy­ku­je, ten kom­plek­sów nie szo­ru­je, więc mam nadzie­ję, że poszo­ru­je­my razem.

Czu­ję się wspa­nia­le wie­dząc, że moje musz­kie­ci­ny docie­ra­ją do coraz więk­szej licz­by Czy­tel­ni­ków. Musz­klet­ter to kolej­ny świet­ny krok, któ­ry zak­ty­wi­zo­wał sub­skry­ben­tów i dzię­ki nie­mu z nie­któ­ry­mi z Was prze­pro­wa­dzam inspi­ru­ją­ce dys­ku­sje na mailach. I tym oso­bom w pas się kła­niam - dzię­ku­ję!

Nie­ste­ty, żeby nie było zbyt kolo­ro­wo - dosta­ję też po gło­wie. Ot, sko­ro sta­ram się radzić innym, patrząc przez pry­zmat swo­ich doświad­czeń, to i inni pró­bu­ją radzić mi, co nie­zmier­nie mnie cie­szy w sytu­acji, gdy rady poda­ne są w akcep­to­wal­nej prze­ze mnie for­mie, a już naj­le­piej - na moją proś­bę. W ten spo­sób postrze­gam swo­ją decy­zyj­ność. To ode mnie zale­ży, co mnie boli, a co mogę pomi­nąć, bo mnie w ogó­le nie doty­czy, dla­te­go prze­ciw­dzia­łam sytu­acjom, gdy for­ma i treść porad mi nie odpo­wia­da lub nie jestem goto­wy ich przy­jąć w spo­sób, któ­ry wnie­sie war­tość w moje życie.

Żeby jed­nak być uczci­wym, posta­no­wi­łem wziąć na warsz­tat swo­je kom­plek­sy, któ­re - nie ukry­wam - posia­dam. Raczej nie w nad­mia­rze, ale jed­nak są i tur­la­ją się obok w moim życiu. Doj­rza­łem do tego, aby o nich napi­sać, bo w sumie to cze­mu nie? Poznaj­cie się na mnie, a może i Wy będzie­cie chcie­li z sie­bie wyrzu­cić śmie­ci. No to do dzie­ła, niech mam to już za sobą :)

Kompleksy Muszkietera

  1. Zawsze byłem nie­do­war­to­ścio­wa­ny, ale z racji tego, że nie­na­wi­dzę dowar­to­ścio­wy­wać się kosz­tem innych osób - bar­dzo wie­le wyma­ga­łem od sie­bie, nie pozwa­la­jąc sobie na szcze­ry upust emo­cji. Wewnętrz­ne erup­cje sta­ły się źró­dłem agre­sji. Paru przed­mio­tom się obe­rwa­ło, ludzi na szczę­ście nie biję :)
  2. W związ­ku z pkt 1, nie lubię kry­ty­ki. Wku­rza mnie, dere­gu­lu­je i nie­raz potrze­bu­ję naj­pierw "wyrów­nać poziom", czy­li pokrót­ce - zła­pać dystans, aby przy­jąć war­tość, któ­rą ktoś pró­bu­je mi prze­ka­zać.
  3. Byłem gru­bym dziec­kiem. Wyro­słem w okre­sie doj­rze­wa­nia i schu­dłem. Po 25 roku życia znów przy­ty­łem. Aktu­al­nie waham się w oko­li­cach 100 i to jeden z moich naj­więk­szych kom­plek­sów. Po pro­stu nie lubię swo­je­go cia­ła, nie akcep­tu­ję go takie­go, jakie sobie "wyrzeź­bi­łem" i mam do sie­bie żal, że dopro­wa­dzi­łem się do tego sta­nu.
  4. Czę­sto czu­łem się mniej inte­li­gent­ny niż moi roz­mów­cy, z cze­go znów wyni­ka pkt 1. "Popra­wia­łem sobie humor" dużym pozio­mem wraż­li­wo­ści, któ­ra po jakimś cza­sie i tak sta­ła się kulą u nogi. No bo jak tu wysta­wiać prze­ciw­ko sobie inte­li­gen­cję i wraż­li­wość?
  5. Moim czu­łym punk­tem są sza­cu­nek i spra­wie­dli­wość. Jeśli ktoś trak­tu­je mnie nie­spra­wie­dli­wie lub bez sza­cun­ku, tra­cę grunt pod noga­mi, nie mam się na czym oprzeć w komu­ni­ka­cji, a w rezul­ta­cie czu­ję się "prze­gra­ny".

To chy­ba naj­trud­niej­sze 5 punk­tów, jakie kie­dy­kol­wiek tu napi­sa­łem, ale jestem z sie­bie zado­wo­lo­ny, że ubra­łem je w sło­wa. Żeby jed­nak nie robić tu jakie­goś samo­bi­czo­wa­nia, to chciał­bym Ci powie­dzieć, że z więk­szo­ścią tych kom­plek­sów już nie mam pro­ble­mu. To zna­czy - one nadal ist­nie­ją, ale nie w takim stop­niu, by były węzła­mi gor­dyj­ski­mi. Są supeł­ka­mi, któ­re cza­sem uprzy­krzą mi życie, ale roz­wią­zu­ję je spo­koj­nie, roz­ma­wia­jąc szcze­rze ze swo­im wnę­trzem.

Zasta­na­wiasz się - jak to moż­li­we? Już za chwi­lę Ci powiem.

Walka z kompleksami Muszkietera

  1. Zamiast roz­wa­lać sprzę­ty i nosić w sobie agre­sję, zamie­rzam rąbać drze­wo, jeź­dzić na rowe­rze, bie­gać - wyrzu­cać z sie­bie złość w spo­sób kon­struk­tyw­ny. Czę­ścio­wo już to robię, ale na razie na pozio­mie, któ­ry mi nie odpo­wia­da (wró­cę do tego jesz­cze w pkt 3).
  2. To naj­trud­niej­szy punkt, bo wyma­ga wal­ki ze samym sobą, ale w dłu­żej per­spek­ty­wie daje świet­ne rezul­ta­ty. Nie przyj­mu­ję kry­ty­ki od osób, któ­rym nie ufam, któ­rych nie sza­nu­ję, któ­re teo­re­tycz­nie nie­wie­le zna­czą w moim życiu i są mi po pro­stu obce. Nawet jeśli tra­fią w czu­ły punkt, sta­ram się zro­zu­mieć, dla­cze­go mnie zabo­la­ło. Po takich prze­my­śli­wa­niach, piszę zazwy­czaj bar­dzo dobre think­staj­lo­we tre­ści. Kry­ty­ka jest dla mnie inspi­ra­cją, dla­te­go szcze­rze i uprzej­mie dzię­ku­ję wszyst­kim oso­bom, któ­re ją wyra­zi­ły, bo pomo­gły mi lepiej zro­zu­mieć sie­bie.
  3. Przede wszyst­kim zaczą­łem od wyba­cze­nia sobie i pozby­cia się żalu do sie­bie. Sta­ło się! Muszę teraz wypić to piw­ko, któ­re nawa­rzy­łem, ale nie zamie­rzam się nim upi­jać. Koniec z uża­la­niem się nad sobą. Radząc sobie z pkt 1, czy­li akty­wi­zu­jąc się spor­to­wo, robię 2w1. Dowar­to­ścio­wu­ję się i pozby­wam agre­sji, odzy­sku­jąc przy tym syl­wet­kę, któ­ra mi się podo­ba i pozwa­la na nowo poko­chać swo­je cia­ło. Jestem na eta­pie począt­ko­wym tych zmian, bo kon­tu­zja kola­na nie pozwo­li­ła mi ich wpro­wa­dzić w życie. Ale i ją zamie­rzam wyko­rzy­stać jako moty­wa­cję do dzia­ła­nia. Chcę sobie udo­wod­nić, że odzy­skam spraw­ność, nawet po ope­ra­cji kola­na, wkła­da­jąc mnó­stwo rze­tel­nej pra­cy w odbu­do­wę for­my.
  4. Z tą moją inte­li­gen­cją już nie mam pro­ble­mów. Prze­sta­łem też nad­ra­biać wraż­li­wo­ścią, bo to było bez sen­su. Pozwo­li­łem im dzia­łać w komi­ty­wie i dzię­ki temu cudow­nie się uzu­peł­nia­ją. Wraż­li­wość poma­ga mi być bar­dziej inte­li­gent­nym, a inte­li­gen­cja - bar­dziej wraż­li­wym. Dorzu­cam do tego duetu roz­wi­ja­ją­cą się na nowo ducho­wość i... mam pięk­ny ter­cet egzo­tycz­ny, któ­ry umoż­li­wia mi codzien­ne sta­wa­nie się zdro­wym ego­istą. Uwierz, każ­dy z tych trzech musz­kie­te­rów w poje­dyn­kę był­by cie­nia­sem! Gdy współ­pra­cu­ją - są nie­po­ko­na­ni! Aby jed­nak nie mar­no­tra­wi­li swo­ich poten­cja­łów - do dzia­ła­nia włą­cza się jesz­cze czwar­ty musz­kie­ter - rozum. Ten z kolei sta­ra się racjo­nal­nie zarzą­dzać zaso­ba­mi pozo­sta­łych trzech i nie­ste­ty - bywa nie­ubła­ga­ny. Ale taka jego rola budo­wać spój­ną dru­ży­nę naj­lep­szych musz­kie­te­rów, jakich mam w sobie. Kocham ich :)
  5. Z sza­cun­kiem i spra­wie­dli­wo­ścią już sobie względ­nie radzę. Nie jestem w peł­ni zado­wo­lo­ny ze zmian, któ­re wpro­wa­dzi­łem, ale szli­fu­ję ten kom­pleks pumek­sem cier­pli­wo­ści. Wie­rzę, że wpra­wa przyj­dzie dzię­ki ćwi­cze­niom, a te nie są zno­wuż takie trud­ne. Są 2 pro­ste zasa­dy. Pierw­sza to, jeśli ktoś mnie nie sza­nu­je - nie mamy o czym roz­ma­wiać i wyco­fu­ję się z takich dys­put lub je uci­nam. Dru­ga to taka, że jeśli ktoś mnie nie­spra­wie­dli­wie potrak­tu­je, a na moje kla­row­ne sygna­ły nie reagu­je lub im umniej­sza - koń­czy­my współ­pra­cę. Sza­cu­nek i spra­wie­dli­wość są ze sobą moc­no powią­za­ne, może dla­te­go są dla mnie takie waż­ne. Moż­na ten duet porów­nać do god­no­ści i uczci­wo­ści. Zacho­wa­nie zasad sza­cun­ku pozwa­la Ci mieć god­ność i akcep­to­wać god­ność inne­go czło­wie­ka. Spra­wie­dli­we dzia­ła­nia wyni­ka­ją z uczci­wo­ści naj­pierw wzglę­dem sie­bie, z któ­rej źró­dło ma uczci­wość wzglę­dem innych.

Sta­ło się, napi­sa­łem. Dzię­ku­ję za Two­ją uwa­gę. Teraz czas na Cie­bie. Odwa­żysz się powal­czyć ze sobą o sie­bie? :)

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook14Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter