Pumeks na kompleksy

Pumeks na kompleksy

Szorowanko czas zacząć. Ryzykowny to krok z mojej strony, ale kto nie ryzykuje, ten kompleksów nie szoruje, więc mam nadzieję, że poszorujemy razem.

Czuję się wspaniale wiedząc, że moje muszkieciny docierają do coraz większej liczby Czytelników. Muszkletter to kolejny świetny krok, który zaktywizował subskrybentów i dzięki niemu z niektórymi z Was przeprowadzam inspirujące dyskusje na mailach. I tym osobom w pas się kłaniam – dziękuję!

Niestety, żeby nie było zbyt kolorowo – dostaję też po głowie. Ot, skoro staram się radzić innym, patrząc przez pryzmat swoich doświadczeń, to i inni próbują radzić mi, co niezmiernie mnie cieszy w sytuacji, gdy rady podane są w akceptowalnej przeze mnie formie, a już najlepiej – na moją prośbę. W ten sposób postrzegam swoją decyzyjność. To ode mnie zależy, co mnie boli, a co mogę pominąć, bo mnie w ogóle nie dotyczy, dlatego przeciwdziałam sytuacjom, gdy forma i treść porad mi nie odpowiada lub nie jestem gotowy ich przyjąć w sposób, który wniesie wartość w moje życie.

Żeby jednak być uczciwym, postanowiłem wziąć na warsztat swoje kompleksy, które – nie ukrywam – posiadam. Raczej nie w nadmiarze, ale jednak są i turlają się obok w moim życiu. Dojrzałem do tego, aby o nich napisać, bo w sumie to czemu nie? Poznajcie się na mnie, a może i Wy będziecie chcieli z siebie wyrzucić śmieci. No to do dzieła, niech mam to już za sobą :)

Kompleksy Muszkietera

  1. Zawsze byłem niedowartościowany, ale z racji tego, że nienawidzę dowartościowywać się kosztem innych osób – bardzo wiele wymagałem od siebie, nie pozwalając sobie na szczery upust emocji. Wewnętrzne erupcje stały się źródłem agresji. Paru przedmiotom się oberwało, ludzi na szczęście nie biję :)
  2. W związku z pkt 1, nie lubię krytyki. Wkurza mnie, dereguluje i nieraz potrzebuję najpierw „wyrównać poziom”, czyli pokrótce – złapać dystans, aby przyjąć wartość, którą ktoś próbuje mi przekazać.
  3. Byłem grubym dzieckiem. Wyrosłem w okresie dojrzewania i schudłem. Po 25 roku życia znów przytyłem. Aktualnie waham się w okolicach 100 i to jeden z moich największych kompleksów. Po prostu nie lubię swojego ciała, nie akceptuję go takiego, jakie sobie „wyrzeźbiłem” i mam do siebie żal, że doprowadziłem się do tego stanu.
  4. Często czułem się mniej inteligentny niż moi rozmówcy, z czego znów wynika pkt 1. „Poprawiałem sobie humor” dużym poziomem wrażliwości, która po jakimś czasie i tak stała się kulą u nogi. No bo jak tu wystawiać przeciwko sobie inteligencję i wrażliwość?
  5. Moim czułym punktem są szacunek i sprawiedliwość. Jeśli ktoś traktuje mnie niesprawiedliwie lub bez szacunku, tracę grunt pod nogami, nie mam się na czym oprzeć w komunikacji, a w rezultacie czuję się „przegrany”.

To chyba najtrudniejsze 5 punktów, jakie kiedykolwiek tu napisałem, ale jestem z siebie zadowolony, że ubrałem je w słowa. Żeby jednak nie robić tu jakiegoś samobiczowania, to chciałbym Ci powiedzieć, że z większością tych kompleksów już nie mam problemu. To znaczy – one nadal istnieją, ale nie w takim stopniu, by były węzłami gordyjskimi. Są supełkami, które czasem uprzykrzą mi życie, ale rozwiązuję je spokojnie, rozmawiając szczerze ze swoim wnętrzem.

Zastanawiasz się – jak to możliwe? Już za chwilę Ci powiem.

Walka z kompleksami Muszkietera

  1. Zamiast rozwalać sprzęty i nosić w sobie agresję, zamierzam rąbać drzewo, jeździć na rowerze, biegać – wyrzucać z siebie złość w sposób konstruktywny. Częściowo już to robię, ale na razie na poziomie, który mi nie odpowiada (wrócę do tego jeszcze w pkt 3).
  2. To najtrudniejszy punkt, bo wymaga walki ze samym sobą, ale w dłużej perspektywie daje świetne rezultaty. Nie przyjmuję krytyki od osób, którym nie ufam, których nie szanuję, które teoretycznie niewiele znaczą w moim życiu i są mi po prostu obce. Nawet jeśli trafią w czuły punkt, staram się zrozumieć, dlaczego mnie zabolało. Po takich przemyśliwaniach, piszę zazwyczaj bardzo dobre thinkstajlowe treści. Krytyka jest dla mnie inspiracją, dlatego szczerze i uprzejmie dziękuję wszystkim osobom, które ją wyraziły, bo pomogły mi lepiej zrozumieć siebie.
  3. Przede wszystkim zacząłem od wybaczenia sobie i pozbycia się żalu do siebie. Stało się! Muszę teraz wypić to piwko, które nawarzyłem, ale nie zamierzam się nim upijać. Koniec z użalaniem się nad sobą. Radząc sobie z pkt 1, czyli aktywizując się sportowo, robię 2w1. Dowartościowuję się i pozbywam agresji, odzyskując przy tym sylwetkę, która mi się podoba i pozwala na nowo pokochać swoje ciało. Jestem na etapie początkowym tych zmian, bo kontuzja kolana nie pozwoliła mi ich wprowadzić w życie. Ale i ją zamierzam wykorzystać jako motywację do działania. Chcę sobie udowodnić, że odzyskam sprawność, nawet po operacji kolana, wkładając mnóstwo rzetelnej pracy w odbudowę formy.
  4. Z tą moją inteligencją już nie mam problemów. Przestałem też nadrabiać wrażliwością, bo to było bez sensu. Pozwoliłem im działać w komitywie i dzięki temu cudownie się uzupełniają. Wrażliwość pomaga mi być bardziej inteligentnym, a inteligencja – bardziej wrażliwym. Dorzucam do tego duetu rozwijającą się na nowo duchowość i… mam piękny tercet egzotyczny, który umożliwia mi codzienne stawanie się zdrowym egoistą. Uwierz, każdy z tych trzech muszkieterów w pojedynkę byłby cieniasem! Gdy współpracują – są niepokonani! Aby jednak nie marnotrawili swoich potencjałów – do działania włącza się jeszcze czwarty muszkieter – rozum. Ten z kolei stara się racjonalnie zarządzać zasobami pozostałych trzech i niestety – bywa nieubłagany. Ale taka jego rola budować spójną drużynę najlepszych muszkieterów, jakich mam w sobie. Kocham ich :)
  5. Z szacunkiem i sprawiedliwością już sobie względnie radzę. Nie jestem w pełni zadowolony ze zmian, które wprowadziłem, ale szlifuję ten kompleks pumeksem cierpliwości. Wierzę, że wprawa przyjdzie dzięki ćwiczeniom, a te nie są znowuż takie trudne. Są 2 proste zasady. Pierwsza to, jeśli ktoś mnie nie szanuje – nie mamy o czym rozmawiać i wycofuję się z takich dysput lub je ucinam. Druga to taka, że jeśli ktoś mnie niesprawiedliwie potraktuje, a na moje klarowne sygnały nie reaguje lub im umniejsza – kończymy współpracę. Szacunek i sprawiedliwość są ze sobą mocno powiązane, może dlatego są dla mnie takie ważne. Można ten duet porównać do godności i uczciwości. Zachowanie zasad szacunku pozwala Ci mieć godność i akceptować godność innego człowieka. Sprawiedliwe działania wynikają z uczciwości najpierw względem siebie, z której źródło ma uczciwość względem innych.

Stało się, napisałem. Dziękuję za Twoją uwagę. Teraz czas na Ciebie. Odważysz się powalczyć ze sobą o siebie? :)

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Z terapią jest tak, że ona się prawdziwie zaczyna, kiedy się kończy. Dopóki ma się wsparcie terapeuty wszystko wydaje się łatwiejsze. Gdy później następuje czas, że samemu trzeba sobie radzić – to jest prawdziwe wyzwanie. Trzymam kciuki, z doświadczenia wiem, że to jest do zrobienia :)

  • Pierwszy raz od dawna nie wiem co Ci napisać.
    Bo z jednej strony widzę, że to dla Ciebie duża rzecz, przełamujesz się, mówisz o swoich słabościach. Myślę, że robisz to trochę dla siebie samego, ale też w poczuciu pewnej misji. I na pewno z najlepszymi intencjami.
    Z drugiej jednak strony Damian, tak szczerze, czy jesteś na tyle silny, aby tak bardzo się odsłonić i ponieść wszystkie konsekwencje, dobre i złe? Ty jesteś teraz na fali (i to jest super!), ale za jakiś czas wody trochę opadną i spojrzysz na wiele rzeczy z innej perspektywy. To zupełnie naturalne.
    Więc może najprościej – bądź wierny sobie. Wtedy wszystko będzie w porządku, niezależnie od tego co ktokolwiek (łącznie ze mną) Ci powie :)

    • Małgosiu, cieszę się jak głupi z Twojego komentarza, poważnie. Jest wyrazem troski komunikowanym wprost i za to Ci w pierwszej chwili bardzo, bardzo dziękuję.

      Co do obaw, odpowiadam – nie, nie jestem na tyle silny, aby przyjąć wszystkie konsekwencje, ale będąc ich świadomy i znając mechanizmy, na których będę operował jako coach – muszę i chcę się zmierzyć ze swoimi demonami, żeby być 70 x silniejszy niż to będzie potrzebne w mojej pracy z innymi. Nie powinno się świadczyć usługi, jeśli samemu się z niej nie skorzystało. Ma boleć, niech boli – jestem przygotowany i mnie to dodatkowo niesamowicie nakręca.

      Nie za bardzo rozumiem Twoje sformułowanie, że „jestem na fali”. Możesz wytłumaczyć?

      Odnośnie wierności sobie – właśnie dlatego, że jej przestrzegam – nie mogłem postąpić inaczej :)

      • Mogę :) Wydaje mi się, że od jakiegoś czasu masz duży przypływ życiowej energii i wiary w siebie. Zupełnie słuszny i zbudowany na solidnych fundamentach, bo świetny i wartościowy z Ciebie człowiek! To jest fantastyczny czas, wiem coś o tym. Ale najprawdopodobniej nie potrwa wiecznie. I wszystko co sobie teraz budujesz zweryfikuje się, gdy przyjdą mniejsze i większe kryzysy. A przyjdą. To część rozwoju, jeszcze cenniejsza niż to poczucie rewelacyjności, o którym ostatnio pisałeś.
        Ty jesteś człowiek w gorącej wodzie kąpany i uwielbiam Twój entuzjazm, jest zaraźliwy :) Ale pokora nie jest Twoją przyjaciółką. A mimo to jakoś się o Ciebie nie boję, masz otwartą głowę, poradzisz sobie.

        • Małgosiu, co komentarz, to dajesz mi większą radość :) Wow, dziękuję!

          Jednak, aby trochę wylądować z wyżyn komplementów, bo co za dużo, to niezdrowo, przyznam Ci się, że moja radość życia i energia życiowa wynika właśnie z pokory. To dla mnie ciekawe spostrzeżenie, bo pewność siebie, u nas w Polsce, w kraju niedowartościowanych ludzi odbiera się jako brak pokory. Nie mówię, że Ty akurat tak interpretujesz, ale zauważyłem to w realu, a Twój komentarz po części do tego nawiązuje.

          Podobnie jest z tą gorącą wodą. Fakt, jestem bardzo spontanicznym gościem, ale moim głównym talentem nie jest wieczny uśmiech na twarzy. Ja wierzę, ja mam nadzieję, ja staram się kochać życie i ludzi. Zwłaszcza w tym ostatnim otwieram się i dzięki temu każde zdarzenie, które wynika z dobrych motywacji, wieńczy dobry owoc, a ja go nazywam mikrocudem.

          Czy jestem gotowy na każdą przykrość jaka mnie spotka? Nie. Ale jestem przygotowany na to, by ją przyjąć i akceptować, bo ostatecznie mam wpływ tylko na swoje własne decyzje, nie na los. A moją decyzją jest cieszyć się dobrem, które mnie spotyka i przyjmować zło, które mnie dotyka jako naukę – w pełnej akceptacji. Z tego drugiej chcę wysysać z uniwersalne prawdy, bo uważam, że tylko tak złe można przekuć w dobre.

          Najtwardsze żelazo wykuwa się w ogniu. Frazes, Damiano Muszkieteiro :) Ja jednak nie unikam ognia, jak diabeł święconej wody. Mam zbyt fajnego Boga, żeby zadowalać się słabizną w imię komfortu :) Dał mi życie i talenty, więc wreszcie z nich skorzystam tak, jak sobie mnie wymyślił, a ja musiałem trochę do tego dochodzić :)

          • No co Ty, przecież pokora nie jest antytezą pewności siebie. Raczej jednym z jej fundamentów. Nie będę tego rozwijała, bo jakoś przeczuwam, że dobrze wiesz o co mi chodzi ;)
            Oj, jesteś na fali chłopie, podtrzymuję to, co powiedziałam. Chwytaj wiatr w żagle i nie puszczaj steru ;)

  • Gdyby trzeba było, pomagam z trójką, jestem w tym dobra ;)

  • Damian, jeżeli już Twój blog ma funkcję terapeutyczną to raczej nie psychoterapeutyczną :)
    Czytam komentarze i widzę, że nie tylko mnie dziwi tak szczegółowe opisywanie siebie. Psychoterapeuta nie poda tych informacji dalej, a Ty to robisz.
    Obawiam, że odzierasz się z prywatności w walce o lepsze jutro. Jest zasada: „co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr” i tworząc nowe zasady warto pamiętać. Kreujesz nowy wizerunek, ale podając informacje bardzo osobiste. Wszyscy blogerzy, których znałem, a którzy tak robili, podpisywali się nickami. Piszesz też, że krytyka osoby niezaufanej nie ma znaczenia. I to już błąd w założeniu wg mnie. Osoba nieznana nie równa się „głupia”. Poza tym jakbyś alergicznie reagował na komentarze krytyczne, które tu się pojawiły… Ale nie są ani głupie ani wulgarne. To jak w końcu z Tobą jest?
    Interakcji więcej – fakt, ale kosztem tego, że nawet te niezaufane osoby, których krytyką gardzisz, znają cię teraz lepiej niż tego kiedyś byś chciał? Widzę dużą niespójność, którą zarzuciłeś ostatnio mi.

    • Mikołaj, bardzo dziękuję Ci za troskę o to, abym nie zrobił sobie krzywdy – doceniam to. W każdym razie, czy uważasz, że jeśli ktoś taki jak ja – Damian Moskalski, Muszkieter, człowiek z krwi i kości, nie bezimienny i ukrywający się pod kapeluszem bloger – robię taką woltę, to nie ma to głębszego sensu? :) Każdy mój krok, każda muszkiecina, oparte są na doświadczeniach i poprzedzone tzw. myślenicami. Rozważając za i przeciw wyszło mi, że bardzo tego chcę i potrzebuję. Czy można mieć do mnie żal o to, że mierzę się ze swoimi słabościami i robię to publicznie? Hmmm… Czy jak jakiś grubasek zacznie ćwiczyć i będzie publicznie chciał powiedzieć jak stał się szczupły, to jest odzieranie się z prywatności? :) Już w muszkiecinie „Niebo jest limitem” pisałem o tym, co robię w „Pumeksie…”:

      Możesz latami zdobywać swoje nieszablonowe szczyty, a ludzie, których spotkasz będą widzieć tylko TO, CO OSIĄGNĄŁEŚ. Ty jednak powinieneś pamiętać i pokazywać JAK TO OSIĄGNĄŁEŚ oraz ile pracy Cię to kosztowało. Najlepiej o tym opowiedz, podziel się, bo to też będzie nieszablonowe. Przyznaj, ile razy się męczyłeś, aby wykrzesać z siebie kreatywność, ile razy miałeś problem, aby pójść dalej, ile kłód wrzucono Ci pod nogi. Opowiedz o pocie, krwi, łzach, bo one stanowią trzon i prawdziwą wartość Twojej przygody w drodze na wyżyny. Właśnie dzięki nim dowiedziałeś się jakie masz ograniczenia i dlaczego podjąłeś swoje decyzje.

      Idąc dalej – ja już nie kreuję żadnego wizerunku. Ja buduję reputację opartą na faktach i wydaje mi się, że prędzej czy później będziesz o mnie pisał w tych faktach przez duże „F” :)

      Kolejna sprawa – „wszyscy blogerzy, których znam”. Mikołaj, ja szyję swoje buty, a Ty mi próbujesz mówić, że mojego kroju jeszcze nie widziałeś i dlatego on się nie przyjmie. Co za pokrętna logika :) Pomyśl w drugą stronę – w moich butach mi najwygodniej i są unikalne w skali kraju. Po co mam się silić na to, by chadzać czyimiś ścieżkami? :) Silę się na to, by iść swoją. Nie lubię lajfstajlu – wymyśliłem sobie thinkstajl. Nikt nie pisze o swoich kompleksach publicznie – ja sobie o nich piszę. Głupio mi tak o sobie mówić, ale innego wyrazu nie jestem w stanie dobrać. Jestem oryginalny, a to słowo nie jest zarzutem, tylko atutem.

      Dalej – krytyka niezaufanych osób nie ma DLA MNIE znaczenia. Nie oznacza to, że nie ma ŻADNEGO znaczenia. Ona po prostu dla mnie nie ma wartości ugruntowanej w szacunku, zaufaniu i dobrych intencjach. Inaczej odbiorę krytykę pani ze sklepu z odzieżą, gdy powie do mnie, że idiotycznie wyglądam, niż gdy powie to do mnie moja żona :) Na pewno czaisz różnicę, więc nie będę się nad tym za mocno rozwodził.

      Mikołaj, zastanów się, czy można kogoś obrazić bez przekleństw. Moim zdaniem można – nie przestrzegając zasad, które tutaj panują, a które ustalam właśnie ja. Nie chce mi się przekonywać kogoś i edukować, bo uważam to za stracony czas i energię, kto przychodzi tu po to, by skupić się na mnie, a nie na temacie, który poruszam.

      Spójrz choćby na „Pumeks…”. Gdy stałem się tematem notki i jest możliwość, aby zrobić mi „kuku” – moi Czytelnicy, w tym także Ty, okazują troskę (choć wyrażają to w różny sposób). Co może być lepszego dla blogera i człowieka, który buduje swoją reputację opierając się na wartościach i jakości? :)

      Zapewniam Cię na koniec, że wszystko co tu robię jest spójne z tym, co mam wewnątrz. Dlatego jestem szczęśliwym człowiekiem, nawet jak mówię o swoich słabościach, bo one stają się źródłem mojej siły. Nie jestem niezniszczalny, oj nie, ale moja wrażliwość daje mi siłę większą niż tony, które przerzucił Pudzian w całym swoim życiu.

      Realnie przekuwam swoją „słabość” w atut. Czy to nie piękne? :) Mam nadzieję, że kiedyś będziesz potrafił się tym cieszyć razem ze mną.

      • przekonałeś mnie :)

      • Damian, ale spokojnie. Nie ma nic w tym złego, że bloger kreuje alter ego. Nie oznacza to od razu nieszczerość. Szanowanie prywatności nie oznacza fałszu! To poniekąd szacunek do siebie i swojego otoczenia.
        I nie napisałem „wszyscy blogerzy, których znam”, a „Wszyscy blogerzy, których znałem, a którzy tak robili, podpisywali się nickami.” – jeżeli już musisz się ustosunkowywać do słów, to rób to dobrze. Myślę, że krótki komentarz – nie kolejna notka – jako odpowiedź by w zupełności wystarczył. Nie musisz się tu tłumaczyć, bo takie tłumaczenie podważa wiarygodność Twojej wizerunkowej metamorfozy. Tłumacząc się jakbyś nie był pewny słuszności tej decyzji. Pozwól ludziom ocenić, czy ona im się podoba, czy nie. I pls – nie wyrywaj słów z kontekstu i nie odpowiadaj na pół-zdania.

        • Mikołaj, przestań wychodzić z pozycji nauczyciela, który ciągle poucza. Przestań mi mówić, co MNIE wystarczy, bo to jest ciągle to, co TOBIE wystarcza. Wygląda na to, że MNIE nie wystarcza to, co TOBIE :)

          Jeśli uważasz, że wyjaśnienie oparte na argumentach jest „tłumaczeniem się”, to inaczej je definiujemy :) Używasz co chwilę słów „wizerunek”, „metamorfoza”. Ja ciągle jestem tym samym człowiekiem, zmieniło się to, że inaczej patrzę na siebie i świat.

          „Pozwól ludziom ocenić” – ależ pozwalam :) Za to, nie chcę już po raz kolejny czytać komentarza od Ciebie, co mam robić, a czego nie robić, żeby być wiarygodnym według Twoich standardów.

          • No właśnie nie pozwalasz, bo alergicznie reagujesz na krytykę, na którą sam się wystawiasz. Robisz to, czym sam kiedyś gardziłeś. Sam piszesz z pozycji nauczyciela, orzekasz, że chcesz coachować ludzi. Co przeszkadza Ci w tym, że skoro sam chcesz to robić, to są inni, którzy tak też robią? Dla mnie przestałeś być wiarygodny. I tym samym dołączyłeś do grona blogerów, których szanuję – ale czytać nie będę.

          • Czy Ty mnie teraz krytykujesz? Jeśli tak, to w jakim celu?

            Będę wdzięczny, jeśli przestaniesz projektować swoje problemy na mnie. O sobie mogę pisać z pozycji nauczyciela :)

          • Damian, nawet Twoje personalne wycieczki nie są w stanie zmienić rzeczywistości. A rzeczywistość jest brutalna i każdy tabloid powie Ci, że odzieranie się z prywatności publicznie to lifestyle. Ja tu jestem tylko nośnikiem.

          • Nawet gdybym chciał zmienić Twój sposób patrzenia na mój thinkstajl, dla Ciebie rzeczywistość jest brutalna i będzie brutalna. Moja rzeczywistość jest inna niż Twoja, naprawdę :)

            Jeśli jesteś tylko nośnikiem, to trochę mi przykro, ale jakoś to przeżyję. Proszę Cię o dokładnie to samo podejście – przeżyj moją zmianę, metamorfozę, wizerunek, odzieranie się z prywatności. Nie musisz ze mną, możesz obok mnie, albo totalnie beze mnie. Czy mogę Cię o to prosić? :)

      • I wybacz, ale to pogardliwe wypowiadanie się o „lifestyle”… Właśnie to co robisz to klasyczny lifestyle! To m.in. życie prywatne ludzi, uwypuklanie braku prywatności. Jeżeli piszesz szczerze i chcesz szczerych opinii to wg mnie (i cholernie przykro mi to pisać) z blogera thinkstyleowego stałeś się takimi notkami typowo lifestyleowy.
        Bo myślenie objawia się m.in. w zdrowym dozowaniu informacji.

        • Mikołaj, nie zgadzam się z Tobą, ale Cię nie przekonam, bo w sumie po co :) Robię sobie ten mój thinkstajl, czy Ci się to będzie podobało, czy nie. Znajdź mi drugiego blogera, który w ramach swojego lajfstajlu opisał swoje kompleksy. Chętnie zacznę go czytać :)

          • Ale ja też jestem niezły w zakrzywianiu rzeczywistości pod swoje myślenie, więc doskonale Cię rozumiem.
            Lubię Cię niezależnie od upodobań, metamorfoz, itd. choć (jak niektórzy czytelnicy) wolałem tego lekko zbuntowanego Damiana z charakterem.
            Niszowego. Nie tego, który dla popularności odziera się z prywatności. A piszę tak, bo od kiedy dodajesz jedną po drugiej notki o strefie prywatnej, to na równi cieszysz się też z rosnących statystyk i interakcji. To już strefa lifestyle. Czy tego chcesz czy nie. Pamiętaj, że ludzi interesuje sensacja i życie innych.

          • Mikołaj, wypaczasz wszystko, co tu robię zakrzywiając to do swoich ram. Wygląda na to, że są zupełnie inne niż moje. Jeśli myślisz, że piszę „dla popularności”, to absolutnie nie rozumiesz idei thinkstajlu :)

            Nie zrozumiemy się. Mówimy o zupełnie innych wartościach, dlatego z szacunku do siebie – zakończmy tę dyskusję :)

  • Od pewnego czasu porządkuję w podobny sposób siebie. Na złe znaleźć receptę, co się łączy z innym podpunktem – wykorzystać, jak reagować, schematy, schematy, schematy. :)

  • głupie serce

    Kompleksy… te w głowie. Zakorzenione mocno utrwalone, albo
    te, które wzrastają wraz z nami. Uświadamiane na różnych etapach… Te nabyte
    poprzez krytykę. Albo te, poprzez porównywanie. Których jestem właścicielką?
    Chyba tych z obu kategorii. Czy są słuszne? Dla mnie są. Nie, nie są moją
    blokadą, nie zamykają mnie w domu, są to zarówno te emocjonalne jak i te czysto
    fizyczne. To może bardziej mankamenty… Które widzę, są ze mną od zawsze, z
    którymi się oswoiłam. Ale ilu lat było potrzeba! Ile świadomości wartości
    własnej nabyć trzeba było. Najchętniej wymieniła bym je tu jedne po drugim,
    tylko czy umiem… chyba nie…?!

  • „Wrażliwość pomaga mi być bardziej inteligentnym, a inteligencja – bardziej wrażliwym.”

    Siedzę i dumam i nie mogę się nadziwić, jakie to prawdziwe.

  • Wolałem Muszkietera, który wywijał szpadą, a nie pluszowym misiem – sorry !

    • Ja wolę swoje decyzje, a nie Twoje oczekiwania. Moim zdaniem pluszu tu nie ma, a płaszcza i szpady jest aż nadto :)

    • Ja też!

      • To masz teraz case, żeby zastanowić się, co ja wolę :)

    • sofia

      Nie wiem na czym to wywijanie szpadą polegało, ale też nie lubię takiego publicznego prania brudów.

      • Czym dla Ciebie jest pranie brudów, bo chyba nie do końca rozumiem :)

        • sofia

          Pisanie o tym jakim się było a jakim jest się teraz, opowiadanie o swoich kompleksach i silnych stronach, o tym, co robiło się źle, a co niby teraz robi się dobrze. Takie rzeczy zostawiam dla siebie.

          • Dla mnie to już jest chodzenie w wypranych brudach i mówienie o tym, jak się wywabiło plamy :) Porzucając nomenklaturę pralniczą – to nic innego jak dzielenie się doświadczeniem, co akurat lubię i chcę robić.

            Lubię inspirować innych do dzielenia się swoimi doświadczeniami. W ten sposób możemy się wymieniać dobrą energią i poznawać ciekawe historie, które napędzają do kolejnych zmian. Bardzo mi się to podoba :)

          • sofia

            Masz prawo do swojej opinii, ale wciąż jej nie podzielam. Jestem za dzieleniem się doświadczeniem, ale co innego dzielę z najbliższymi, a co innego z resztą świata.

            Ale, żeby nie było, że jestem tak całkiem na „nie”, Twój wpis zawiera również wiele ciekawych mysli. Podobnie jak Anię zainspirowało mnie zdanie: „Wrażliwość pomaga mi być bardziej inteligentnym, a inteligencja – bardziej wrażliwym.” To zdanie ma coś w sobie. Niesie jakieś genialne przeczucie, odkrycie. „Wrażliwy inteligent” lub „inteligentny wrażliwiec” to ktoś taki, co nie przegina w żadną stronę, ale zdrowo podchodzi do życia, kto znalazł tzw. ” złoty środek”, kto genialnie łączy rozum z sercem. Z pewnością jest to jakiś wzór do naśladowania.

          • sofia, ja się z tego bardzo cieszę :) Każdy bloger jest po trosze ekshibicjonistą. Cieszę się, że tak wielu moich Czytelników martwi się, abym nie zrobił sobie krzywdy. To budujące.

            Co do dzielenia się tym, co inni uważają za totalnie intymne – nie mam z tym problemu, bo jesteśmy (na szczęście) zróżnicowani i każdy ma tę granicę gdzie indziej. Ja swoje przekraczam w pełni świadomie :)

            Dziękuję Ci bardzo za ten komentarz, sofia i zapraszam już na stałe.

  • Martyna Tarnawska

    „Odważysz się powalczyć ze sobą o siebie?” to dobre przesłanie i zawołanie. Gratuluję Ci tego tekstu, bo autorefleksja, ale i autoanaliza nigdy nie jest prosta. Szczególnie narażając się na krytykę i ukazują (teoretyczne słabości). Bardzo podoba mi się też myśl o byciu zdrowym egoistą. Bądźmy nimi.

    • Wiesz, że zostałaś przydzielona do doradztwa w zakresie duchowości? :)

      • Martyna Tarnawska

        powiedz, czego potrzebujesz, a zrobimy trening duchowości.

        • Czego potrzebuję powie Ci rozum, czyli Kasia :)

          • Martyna Tarnawska

            Czuję, że to będzie labirynt! Ale damy radę :)

          • „Rozum z kolei stara się racjonalnie zarządzać zasobami pozostałych trzech” :)

            Jak już eksperymentować, to najlepiej na sobie, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Czyste szaleństwo, ale i świetna zabawa.

  • Kasia Koczułap

    Dobry, mocny wpis. Bardzo dobry, jeden z Twoich najlepszych. Trafiasz w sedno, pokazując że jak chce się pisać do ludzi, czasem im doradzając to trzeba zacząć od siebie.

    Bardzo to mądre. I trzymam kciuki za Twoją pracę nad sobą. :)

    • Wiesz, że zostałaś przydzielona do doradztwa w zakresie rozumu? :)

      • Kasia Koczułap

        Świadoma konsekwencji i z odpowiedzialnością, biorę to. Ale to oznacza sprowadzanie na ziemię w pewnych przypadkach oraz uskutecznianie punktu 2, którego nie lubisz. Pytanie, czy Ty to bierzesz? :)

        • Tak, Kasiu. Biorę świadomie, choć pewnie będzie trudno, ale warto zaryzykować :) Polska wygrała z Brazylią, więc… niech to będzie polska noc cudów.

          • Kasia Koczułap

            To mamy umowę. :)

          • „Rozum z kolei stara się racjonalnie zarządzać zasobami pozostałych trzech i niestety – bywa nieubłagany.”

            Mamy :)