Przyjaźń z bezsilnością

Przyjaźń z bezsilnością

Bezsilność jest jednym z najgorszych uczuć, jakie spotykają nas w życiu. Widzimy się często, więc dziwi mnie nieustannie, ile emocji nadal budzą te spotkania. A wystarczy się zaprzyjaźnić.

Chciałbym napisać dziś coś mądrego, ale niestety – nie mam na to siły. Jestem przemęczony mnogością zajęć, które na siebie wrzuciłem. W jakimś sensie w wielu aspektach dopadła mnie bezsilność i oczekiwanie na to, co będzie, ćwiczące w najlepszy możliwy sposób moją cierpliwość.

Nie lubimy bezsilności, ba!, nienawidzimy jej, a ona nas tak bardzo kocha i nie daje czasem oddychać. Do tej pory myślałem, że powinienem z nią walczyć, że poddanie się bezsilności jest czymś w rodzaju walkowera, oddawania pola, poddania się i tchórzostwa. Może to będzie nadużycie, ale w większości tak myślimy o sobie, podkopując przy okazji swoje ja, że pozwalając sobie na niemożność działania i wyszukiwania rozwiązań tam, gdzie one nie są w ogóle możliwe do znalezienia – przegrywamy.

A to wierutne kłamstwo, które udaje prawdę.

Poczuj bezsilność

Ile razy miałeś dosyć i chciałeś rzucić wszystko, co jest dla Ciebie ważne, bo dostałeś za dużo kłód pod nogi? Ileż to razy czekając na wsparcie od osób, na których polegałeś jak na Zawiszy, dostawałeś fangę w ryj i brocząc krwią niepowodzenia nikt nie połasił się na to, by opatrzyć Ci rany? Ile razy czułeś się samotny jak rozbitek na tratwie, czekający na jakikolwiek wiatr i pomoc z zewnątrz?

Pewnie całe multum. Co wtedy robiłeś? Zastanów się, co działo się z Tobą i Twoimi myślami. Najprawdopodobniej traciłeś sens, a jedyną motywacją do dalszych dążeń stawało się niczym nie podbudowane „nie poddawaj się”. I może to nie jest takie złe, ale nie przynosi żadnych długofalowych zmian, coraz mocniej zaciskając pętlę oczekiwań na szyi Twoich możliwości. Uczucie nie do zniesienia, a do tego podszyte nieprawdziwym uśmiechem „na zewnątrz” i wmawianiem innym „u mnie wszystko jest OK!”.

W bezsilności jest najwięcej sensu

W moim życiu bezsilność objawia się w najmniej oczekiwanych momentach. Zazwyczaj w tych, w których podejmuję ryzyko wystawiając się na strzał. Czuję się wtedy taki bezbronny, mimo tak wielu doświadczeń i znajomości mechanizmów obronnych! Często ten stan nazwałbym klasycznym naiwniactwem, tak bez zabezpieczenia ryzykować, ale to coś zupełnie innego.

Zadałem sobie pytanie: czy bezsilność miałaby jakikolwiek sens, gdyby nie to, że to właśnie dzięki niej jestem coraz silniejszy? To, co z nią zrobię nadaje jej znaczenie, więc jeśli nie mam na nią wpływu, to czy poddanie się jej nie jest najlogiczniejszym rozwiązaniem? Otóż jest. Skomplikowane uczucie, w jeszcze trudniejszej chwili, gdy dowiadujesz się o sobie, że wszystko, co przeżyłeś, zdobyłeś, co masz, nic nie znaczy wobec bezsilności, która Cię właśnie uwiodła. Jesteś zdany na drugiego człowieka, na dar od losu, na wszystko, co się dzieje poza Tobą i na co nie masz wpływu.

Jedynym orężem jest Twoja wiara w to, że to stan przejściowy, a nie permanentny. Z drugiej strony – po co oręż? Po co Ci to ciągłe poczucie kontroli, w którym nie ma miejsca na prawdziwą wolność? Przecież to męczarnia.

Zaprzyjaźniłem się z bezsilnością i gdy tylko pojawi się z moich progach, witam ją z cierpką miną powtarzając pod nosem „Cześć B., to znowu Ty… No cóż, zapraszam Cię do środka, czym chata bogata”. Przyjmuję ją jednak z godnością jak gościa, który mnie odwiedził i należy mu się szacunek. Przecież za jakiś czas pójdzie sobie i wróci do swoich zajęć. Bezsilność nie jest wdzięcznym znajomym, ale jak każdy – ma genialnego kumpla. Najważniejszym z nich jest mądra akceptacja. Czymże, jak nie mądrością, jest umiejętność przyjmowania życia takim, jakie ono naprawdę jest, bez okłamywania się, że jest różowe? Czymże, jak nie akceptacją, jest zgoda na to, co się dzieje, gdy nie mamy na to wpływu?

Bezsilność stała się dla mnie motywacją i nieodłączną przyjaciółką. Zaczęła zaglądać częściej, gdy poczułem, że przekraczam swoje dotychczasowe bariery. Stała się powodem myślenia, że wreszcie naprawdę żyję i mocno to swoje życie czuję w sobie. Na takiej przyjaźni można tylko zyskać, bo mocowanie się z bezsilnością jest, mówiąc wprost i po ludzku, wielkim głupstwem. A ja chcę żyć mądrze. Thinkstajlowo.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Mądre słowa. Wydaje mi się, że ta często pojawiająca się bezsilność jest efektem chorego trendu, by mieć wszystko tu i teraz. Każdy się spieszy nie wiadomo dokąd, wymaga od siebie więcej niż jest to możliwe, chce zaimponować innym (sam nie wiem po co, no ale niektórzy już tak mają), a zapomina że prawdziwy sukces wymaga czasu, konsekwencji i regularności. Nigdy nie było tak, żeby ktoś coś osiągnął za, przepraszam za wyrażenia, jednym pierdnięciem. A już najgorsi są tacy „naspidowani”, którzy mówią innym, że też tacy być powinni (szczerze mówiąc, nie mogę się powstrzymać od złośliwych docinek, kiedy widzę takiego narwańca, który wszystko wie najlepiej, a za miesiąc… już go nie ma, bo się wypalił). Zwolnijmy trochę, cieszmy się tym co mamy, bądźmy dla siebie bardziej mili, a jeśli chodzi o nasze aspiracje, to i tak je osiągniemy w swoim czasie. I przy okazji zaoszczędzimy sobie wielu nerwów, frustracji i wypaleń, które nikomu do niczego nie są potrzebne.

  • Pisałeś to kilka dni temu, ale ja natrafiam dziś, w dniu bezsilności właśnie, w sumie po dwóch. Z ogromną chęcią, by zaszyć się w pokoju i nie wyściubiać nosa, nie układać relacji, nie podejmować wyzwań, nie odgarniać stosu spraw bieżących. Regina Brett, świetna amerykańska felietonistka, z wyjątkowo brutalną przeszłością, a mimo to bogata w niezwykłą życiową mądrość powiedziała mi wczoraj w swojej książce „Nieważne jak się czujesz: wstań, ubierz się i przyjdź, gdzie trzeba.”
    I to najlepsze co mogę sobie powtarzać w takie dni, jak dzisiejszy (w sumie już wczorajszy). Niczego nie analizować. Brać sobie na barki tego dnia tylko to, co absolutnie konieczne. Ograniczyć życie do podstaw. Stawić czoła życiu na stojąco, z podniesionym czołem, a nie z nosem schowanym pod kołdrą.

    I pomogło. Paradoksalnie gdy pozwoliłam sobie czuć bezsilność, nie wymagałam od siebie życia na 120% jak codzień, tylko wyselekcjonowałam zaledwie te 50%, poczułam ulgę, że „nic nie muszę, wszystko mogę”. Kolejnym absurdem jest to, że udało mi się zdziałać o wiele więcej i lepiej niż dokonałoby się to w normalny „silny 120-procentowy” dzień.
    Tak mało potrzeba!

  • przyjaźń ze zniewoleniem

    • Możesz jaśniej? :)

      • Według mnie czasem bezsilność jest spowodowana zniewoleniem, czujemy się kontrolowani przez otaczający nasz świat, przywiązani ( tu negatywnie ) do obowiązków i naszego życia, po prostu czujemy się zniewoleni. Teoretycznie jesteśmy wolni, ale czujemy presję żeby coś robić, czujemy presję żeby coś skończyć. Piszesz o ludziach na których polegamy o innych rzeczach na które czekamy bez większych możliwości żeby coś w nich zmienić. Mam wrażenie że to może dotyczyć zniewolenia, tego że nie kontrolujemy swojego życia, że jest coś silniejszego co wpływa na naszą obecną sytuację. I tu kompletnie się z tym zgadzam musimy to zaakceptować i się z tym zaprzyjaźnić.

        • To nie jest przyjaźń ze zniewoleniem :) Dla mnie coś, co mnie zniewala, to coś co odbiera mi wolność, a nie jest tymczasowym ograniczeniem. I tak, zniewalają papierosy, innych seks, narkotyki, władza, pieniądze etc. One odbierają wolność i czystość myślenia, patrzenia na świat oraz na siebie.

          Presja czy przywiązanie do obowiązków to raczej tylko ograniczenie, tymczasowe, przemijalne, bo zarówno presje, jak i obowiązki się zmieniają, fluktuują :) Zniewolenie jest czymś dużo mocniejszym, przynajmniej dla mnie.

          Może zabrzmi to po wariacku, ale właśnie wolność daje Ci możliwość akceptacji sytuacji, w której się znajdujesz (nawet gdy jesteś bezradna), a w rezultacie siłę, aby tę sytuację zmienić. Zniewolenie odbiera Ci chęć i wiarę w zmiany.

  • nazwa

    ta literowka w tytule to celowo?:)

    • Dziękuję za czujność, już poprawiłem :) Literówka zupełnie niecelowa.

  • Ech, dzieciaku, spotkasz się z nią jeszcze w życiu nie raz. Oraz z jej siostrami, niepewnością, zwątpieniem, bezradnością etc. Przyjdą i pójdą.
    Jestem taka mądra, bo też mnie odwiedzają ;)

    • Dzieciakiem nie jestem, ale wobec bezsilności jestem jak dziecko, to fakt :) Może to początek cyklu z moimi przyjaciółkami w roli głównej? A może Ty je weźmiesz „na kanał”, skoro tak często Cię odwiedzają? :)

      • Nie powiedziałam, że często :) Czasem wpadają na chwilę na herbatę, patrzymy sobie w oczy i każda idzie w swoją stronę. Przyzwyczaiłam się, nie wyganiam ich, więc one też jakoś uporczywie nie zwalają mi się na głowę. Czasem kładą się cieniem na tym co piszę. Ale nie mam potrzeby teraz żadnej rozpracowywać.
        Chyba czasem wszyscy jesteśmy trochę dziećmi we mgle.
        Mogę podesłać Ci dobry link? Możesz go potem wywalić, ale sobie przeczytaj, jedna z lepszych rzeczy, na jakie się ostatnio natknęłam. Więc się dzielę :)
        http://markmanson.net/question

  • Ania

    Tak i znowu to samo, znowu muszę się z Tobą zgodzić. Niejeden czytając moje komentarze mógłby pomyśleć sobie, że się podlizuję czy próbuję przypodobać, ale tak nie jest.
    Ty zawsze trafiasz w samo sedno mojego punktu widzenia, po prostu. Czytam i myślę sobie: „Kurczę, po raz kolejny jesteś tak blisko tego co ja myślę. Po raz kolejny napisałabym, powiedziała to samo w bardzo podobny sposób.” Czytając Twoje wpisy mam wrażenie, że rozmawiam z najlepszym przyjacielem i za to Ci dziękuję.

    Napisz kiedyś coś z czym się nie zgodzę, bo jak to w prawdziwiej przyjaźni, nie może być ciągle dobrze i kolorowo i muszę się kiedyś z Tobą nie zgodzić, a nawet opierdzielić ;)

    • Jeszcze przyjdzie czas, jeszcze przyjdzie :) Niemniej, bardzo dziękuję za Twoje komentarze. Tak po ludzku dodają mi skrzydeł.

      PS
      Ciągle czekam aż odpalisz swój blog. Chętnie poczytałbym Twoje teksty.

      • Ania

        Z moim blogiem to nie taka prosta sprawa, bo kompletnie się na tym nie znam i nie wiem jak się do tego zabrać :) Niemniej jednak główkuję ;)