Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

Spoglądam w przeszłość w teraźniejszości i nie jestem zbyt zadowolony. Jaka będzie przyszłość, gdy brakuje czasu na teraźniejszość?

Na pewno nieraz zastanawialiście się jak przeszłość wpływa na przyszłość. Patrząc na takie dywagowanie czysto logicznie jedno MUSI wynikać z drugiego, ale niech mnie drzwi ścisną jak to nie zbytnie uproszczenie krzywdzące ludzi, którzy CHCĄ ZMIENIAĆ swoje przeznaczenie.

Zresztą, czym to przeznaczenie jest? Jak dla mnie zgodą na to, CO JEST, a nie walką o to, co BYĆ MOŻE. Czy coś takiego jak przeznaczenie w ogóle istnieje? Powątpiewam. Najprościej: chcę mieć wpływ i dlatego próbuję ze wszystkich sił go mieć, ale nieraz nie da się przeskoczyć zewnętrznych problemów. Czy warto się wtedy poddawać?

I tu włącza się sprawa teraźniejszości. Ona właśnie wpływa na przyszłość. Zewnętrzne problemy są jak przeszłość, która jest zaledwie bodźcem nakazującym ruszyć tyłek i zrobić porządek w życiowym burdelu. Nie kupuję tego, że są ludzie bezproblemowi, uśmiechający się do mnie z ekranu telewizora czy z filmików Youtuba. Oni po prostu nie chcą o tych problemach mówić, bo wolą się z nimi zmagać lub pięknie się kamuflować ukrywając to, co ma największą wartość. Prawdę o sobie samym, bo rządzi kreacja, a każdy robi porządek po swojemu, na miarę swojego życiowego burdelu.

Pod względem bycia naturalnym w ogóle internet wydaje mi się mocno zakłamany lub przynajmniej mijający się z prawdą, by tylko dostarczyć nam rozrywki. Czy rozrywka poza internetem jeszcze istnieje? Chyba nie chcecie siedzieć zapatrzeni w komórkę lub tablet obok człowieka, z którym można porozmawiać i nawiązać najzwyczajniejszy kontakt. To takie nienaturalne, a dziś przecież oczywiste. Technologia zbliża tylko technologicznie budując nieśmiałość w realu. Wiecie, kozak w necie, dupa w świecie.

Patrzę z teraźniejszości w przyszłość, która się dzieje wokół mnie i jestem wkurzony. Głębokie relacje są luksusem, podczas gdy bariera wejścia w przelotne romanse z pomocą smarfona nigdy nie była tak mała. My faceci jesteśmy cyborgami z przeszczepionymi ramionami, którzy nie potrafią już ogrzać naszych kobiet. Jesteśmy zabiegani, nieuchwytni, zamknięci, bo ciągle musimy jeszcze coś zrobić i dokończyć. Praca jest wartością najważniejszą, bo bez niej nie da się żyć i zapewniać bytu rodzinie, a jednocześnie staje się katem wymierzającym najwyższą karę – oziębienie i zobojętnienie.

Gdzieś w tej teraźniejszości zagubiliśmy przeszłość, w której ognisko rodzinne miało właściwą temperaturę. Jak zatem będzie wyglądać przyszłość, skoro już teraz trudno nadążyć za zamianami, a sam fakt, że trzeba za czymś nadążać jest kiepską perspektywą?

Wielki post skłania mnie do różnych tego typu refleksji. Jestem pełen lęków i strachów, z których wielu się śmieje lub nie dopuszcza do siebie. To nawet dobra metoda pozbycia się świadomości, pozwalająca łatwiej żyć. I ja się naprawdę zastanawiam, czy lepiej być świadomym i męczyć się, czy raczej pozwolić sobie na proste rozwiązania. Biorę te myśli pod rozwagę już nie pierwszy raz i nadal jestem niezdecydowany, nieco rozbity pomiędzy tą przeszłością i przyszłością, zawieszony w teraźniejszości, która mnie nie zadowala.

Nie powiem Wam dziś jak z tym żyć, bo każdy musi sobie dać radę na swój sposób. Ja wybieram ciągle samoświadomość, która każe trwać przy wartościach z przeszłości, ciężkich do utrzymania w teraźniejszości, mających wpływ na przyszłość. To trudna droga wymagająca wielu wyrzeczeń i zmian w życiu, oczekująca ode mnie bycia mężnym, ale i pokornym wobec spotykanych przeszkód. Przyzwyczaiłem się do niewygody, bo nie lubię łatwizny i jestem pewny, że takie wybory procentują.

Nie ma przyszłości bez przeszłości. Nie ma przyszłości bez teraźniejszości. Nie ma teraźniejszości bez przeszłości.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+2Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • merydes

    teraz, już, w tym momencie jest nieuchwytne więc nie istnieje

  • Ja wybieram ciągle samoświadomość, która każe trwać przy wartościach z przeszłości, ciężkich do utrzymania w teraźniejszości, mających wpływ na przyszłość.

    wow. Bardzo mocne słowa, które do mnie przynajmniej trafiły w 100%. W dzisiejszym świecie tak bardzo trudno jest trzymać się własnych wartości. Tak ciężko utrzymać tradycję, przekazywać ją dalej i znaleźć w sobie siłę, by spojrzeć jaki wpływ nasze czyny mają na przyszłość. Jednak trzeba robić to każdego dnia!

  • Zatkało mnie.
    Cieszę się, że są na świecie jeszcze tacy mężczyźni jak Ty. Czyli tacy, którzy mimo tego całego pośpiechu i bieganiny widzą świat, który umyka gdzieś z boku i mają odwagę się zatrzymać.
    Dziękuję za ten wpis. Jest ponadczasowy.

  • Napiszę trochę przewrotnie:
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją. Istnieje tylko teraźniejszość.
    To wszystko co się działo, dzieje i dziać będzie, zawsze dzieje się teraz. Gdy jesteśmy skupienie na teraźniejszości możemy widzieć i zrobić najwięcej.
    Ciągłe wspominanie tego co było i myślenie o tym co będzie, to wytwór naszego umysłu. Zbytnie skupianie się na tym co wczoraj i na tym co jutro, przeszkadza w życiu DZISIAJ. A życie zawsze jest dzisiaj.
    Mnóstwo problemów, lęków, nieporozumień, bierze się z tego, że albo wspominamy trudne rzeczy, które już były, albo martwimy się tym co będzie.
    Gdy jesteśmy skupieni na TERAZ, to bez lęku możemy przyjmować to co jest i rozwiązywać tematy, które pojawiają się w naszym życiu – bez oceniania, bez panikowania, bez uciekania.

    Pozdrawiam. Bardzo ciekawy tekst.

    • Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz. Rzeczywiście tak jest, że TERAZ jest najważniejsze :)

    • Przeczytałem komentarz i od razu przyszłą mi na myśl „Potęga Teraźniejszości” :)

      No i podpisuję się pod nim rękoma i nogami.

  • Ania

    przeszłość nas kształtuje i nieustannie wpływa na teraźniejszość. Gdyby nie to co przeżyliśmy, nie bylibyśmy teraz tacy jacy jesteśmy. Nic nie uprawnia nas do tego, żeby mówić komuś, „za młody/ -a jesteś żeby coś w życiu przeżyć, nie masz prawa o tym mówić” nigdy nie wiemy co siedzi w duszy innego człowieka.
    Granica między światem realnym a wirtualnym jest tak cienka, że moim zdaniem nie warto męczyć się nad poszerzaniem jej, a lepiej włożyć wysiłek w rozgraniczanie. Sieć również wpływa na naszą teraźniejszość, bo ułatwia nam wiele rzeczy, ale nie możemy zapominać o ludziach, którzy byli w przeszłości.
    Świadomość, o której piszesz, jest dużo lepsza niż niewiedza i chodzenie na łatwiznę. Warto powalczyć o coś, tylko po to żeby być świadomym. Powalczyć, o siebie, nie po to żeby jakoś drastycznie się zmienić, ale właśnie po to żeby mieć świadomość, że potrafimy, że damy sobie radę. Powalczyć o codzienność, nawet czasem o rutynę. Niekiedy rutynowe wykonywanie różnych czynności, daje nam świadomość, że potrafimy być systematyczni. Powalczyć o tą właściwą temperaturę po to, żeby mieć świadomość, że zrobiliśmy wszystko żeby móc ja odbudować. Powalczyć, ot tak dla zasady, żeby zbudować w sobie świadomość, że potrafimy mierzyć się z własnym życiem, strachem.

    • Odbudowywanie w temperaturze to najtrudniejsze zadanie i rutyny się przydają, to fakt. Mierzenie się ze strachami wydaje się właściwą drogą, ale czasem trudno nią iść.

      Aniu, dziękuję za Twój komentarz.

      • Ania

        Bo to powinno być trudne. Nic w życiu nie powinno przychodzić łatwo, bo cięzko jest nam potem to docenić. :)