Prostactwo

Prostactwo

Jestem cza­sem pro­sta­kiem, ale takim kimś, co para się pro­sto­tą, jedy­nie myśli pro­sto­li­nij­nie. O dzi­wo, jestem z tego zado­wo­lo­ny. Dla­cze­go?

Burakiem trzeba umieć być

Bar­dzo łatwo moż­na dać się zaszu­flad­ko­wać, a jak pew­nie się domy­śla­cie, ja bura­kiem być nie lubię. Ale od cza­su do zejść na pro­sto­li­nij­ność, to i dla zdro­wia, i higie­ny psy­chicz­nej jedy­na dro­ga do pozna­nia sie­bie tak napraw­dę. Bo w każ­dym z nas jest dzie­ciak czy burak. W każ­dym z nas jest czło­wiek, któ­ry potu­pie do disco polo, zatań­czy rock'n'rolla, a na koń­cu posłu­cha jaz­zu i upoi nim swo­je ego. Trze­ba umieć być bura­kiem, pro­szę Fań­stwa, trze­ba umieć, jak pić też trze­ba umić (oglą­daj­cie pol­skie fil­my!) .

Nie ma jednej drogi

Dróg jest zawsze mnó­stwo, pro­sto­li­nij­ny czło­wiek wybie­ra tę naj­prost­szą, bo co ma sobie utrud­niać życie. Ja nie chcę uprasz­czać tam, gdzie wiem, że mogę zasza­leć. Roz­ma­wia­łem z kole­gą na fej­sie o feno­me­nie Sła­wo­mi­ra, któ­ry nijak nie pasu­je mi do Bra­ci Figo Fagot. Dziś na moim fan­pej­dżu Muzy­ka z Pol­ski pole­ci­łem bar­dzo pro­sty utwór, któ­ry mówi o naszym spo­łe­czeń­stwie (zwłasz­cza w refre­nie). Wszy­scy jeste­śmy dziś hip­ste­ra­mi, któ­rzy nie chcą biec za modą, choć mogą dzię­ki temu uzy­skać fejm. Nie pole­cam, chy­ba że jest to dobra moda. Dla­cze­go więc zde­cy­do­wa­łem się opu­bli­ko­wać taki mało ambit­ny utwór?

Bułkę przez bibułkę

Nie lubię żyć nie­zgod­nie z tym, co mi w duszy gra, a jak się oka­zu­je gra mi bar­dzo wie­le. W wie­ku cie­lę­cym szu­ka­łem swo­jej dro­gi do muzy­ki i wresz­cie zna­la­złem. Prze­sta­łem dzie­lić ją na gatun­ki i dla­te­go słu­cham każ­dej, nie każ­dej na co dzień. Mogę kar­mić moją ambi­cję wysu­bli­mo­wa­ny­mi dźwię­ka­mi (np. free jazz od Stań­ko), mogę rów­nież posłu­chać Lej Mi Pół, bo słu­cham, żeby sły­szeć i wstrzy­mu­ję się przed oce­na­mi, zanim nie poznam cało­ści mate­ria­łu (tak, słu­cham pły­ty od począt­ku do koń­ca, żeby ogar­nąć ją "z lotu pta­ka"). Wiem też, że mogę słu­chać i nie­ko­niecz­nie pójść na kon­cert danej gru­py, bo zwy­czaj­nie szko­da by mi było kasy na bilet. No chy­ba, że jestem wiel­kim fanem (np. zawsze byłem fanem Pier­si za Kuki­za, tych muzycz­nych :)). Jest tyle muzy­ki do odkry­cia.

Prosto z serca

Żyję tak, jak słu­cham muzy­ki. Całym ser­cem chcę wejść do świa­ta, któ­ry mnie zapra­sza. Spoj­rzeć na nie­go pro­sto­li­nij­nie, nawet po omac­ku szu­kać, bo szu­ka­nie to jed­no z moich ulu­bio­nych zajęć. Nie zaspo­ka­ja mnie zatem pro­stac­two, a jedy­ne, co mogę powie­dzieć na jego temat to to, że cza­sem bywam pro­sta­kiem. Inte­li­gent­ny czło­wiek może być cha­mem, ale z cha­ma nigdy nie wydo­bę­dzie się inte­li­gen­cji.

Kie­dyś nauczy­łem się słu­chać ser­cem, a nie rozu­mem, bo ono wła­śnie pozwa­la zro­zu­mieć sie­bie i wyci­szyć, gdy to potrzeb­ne. U mnie klu­czem do sie­bie jest muzy­ka, zwłasz­cza ta z Pol­ski. Marzę sobie o audy­cji, któ­ra będzie nosić taki tytuł. Bujam sobie z pomy­sła­mi w obło­kach, że zapro­szę gości do stu­dia, że poroz­ma­wia­my wprost o bolącz­kach i rado­ściach w bran­ży, że damy sobie tro­chę luzu, bez par­cia na gło­śnik (sko­ro w TV moż­na przeć na szkło, to w muzy­ce na gło­śnik, sic!). Zwy­czaj­nie. A że od cza­su do cza­su poja­wi się ktoś z pro­stac­ki­mi tek­sta­mi na trzy akor­dy i dar­cie mor­dy, nie szko­dzi. Trze­ba coś poznać, by móc wyro­bić sobie wła­sną opi­nię.

Jed­no wiem na pew­no. Nie kupię bile­tów na wyko­naw­ców, któ­rych tyl­ko lubię i od cza­su do cza­su dla higie­ny psy­chicz­nej pusz­czam sobie w słu­chaw­ki. Nie pój­dę na kon­cert Sła­wo­mi­ra, ani Bra­ci Figo Fagot, ale Zacier już tak, Lej Mi Pół - zasta­no­wił­bym się, ale The Bill - oczy­wi­ście!

Poin­tę mam taką, że wła­śnie o gustach się dys­ku­tu­je, prze­ciw­nie do powie­dze­nia, że się tego nie robi. Tyl­ko jeśli ktoś jest pro­sta­kiem, nie zro­zu­mie też, co zna­czy dys­ku­sja. Zwy­kła, pro­sto­li­nij­na, z sza­cun­kiem do roz­mów­cy. Życzę Wam, aby­ście zawsze tra­fia­li na doj­rza­łych roz­mów­ców. Mnie na razie się uda­je wyklu­czać trol­lów i oka­zu­je się, że gro­no moich zna­jo­mych i przy­ja­ciół naszpi­ko­wa­ne jest ludź­mi, któ­rzy nie są pro­sta­ka­mi, tyl­ko bywa­ją, jak ja. Cie­szę się z tego prze­okrut­nie, bo zwa­rio­wał­bym w tym świe­cie nie­ustan­ne­go prze­ro­stu for­my nad tre­ścią oraz cho­rych ambi­cji, któ­re zabi­ja­ją natu­ral­ność.

Na dziś to tyle. Idę posłu­chać pro­sto­li­nij­ne­go Coco Bon­go :)