Polska popkultura retro okiem trzydziestolatka

Polska popkultura retro okiem trzydziestolatka

Jestem dziec­kiem sta­nu wojen­ne­go, uro­dzi­łem się w '82 i choć gubię się w tym, czy jestem jakimś X, Y czy Z, to wiem, że za cza­sów moje­go dzie­ciń­stwa było wie­le faj­nych popkul­tu­ral­nych pro­gra­mów w TV, któ­re (nie­ste­ty) nie prze­trwa­ły do dziś. Zapnij pasy i prze­jedź­my się po prze­szło­ści.

Zawsze lubi­łem bawić się sło­wem, zwłasz­cza w pod­sta­wów­ce. Stwier­dzi­łem już jako dziec­ko, że mamy wspa­nia­ły i cie­ka­wy język. Gdy pisa­li­śmy kart­ków­ki dosze­dłem do takiej wpra­wy, że prze­sta­łem uży­wać brud­no­pi­sów i pisa­łem tak, jak ze mnie pły­nę­ło "na czy­sto". Jeśli moż­na było sobie utrud­nić pisa­nie, szu­ka­łem tych wła­śnie miejsc, bo już wte­dy mia­łem par­cie na roz­wój (sic!). Pamię­tam jak dziś, że na pol­skim było takie cie­ka­we zada­nie, w któ­rym z roz­sy­pan­ki słów mie­li­śmy skle­cić opo­wieść. Wszy­scy wzię­li zestaw słów tar­tacz­nych, a ja pomy­śla­łem, że pój­dę inną dro­gą i wzią­łem zestaw z wywia­da­mi, prze­py­ty­wa­niem ludzi i napi­sa­łem opo­wieść o ufo­lud­kach, któ­rzy przy­le­cie­li na zie­mię, aby poznać inną rasę. Wszy­scy w kla­sie się śmia­li do roz­pu­ku, nie z tego, że wzią­łem głu­pi temat, ale z całej histo­rii, bo wyszła cał­kiem humo­ry­stycz­na (widział ktoś z Was ufo­ka, któ­ry bie­ga z mikro­fo­nem i pyta jak to jest być Zie­mia­ni­nem? Ja nie w każ­dym razie :)).

Słów Cięcie Gięcie Szymona Majewskiego

I zawsze, gdy myślę o tym wspo­mnie­niu, moja pamięć przy­wo­łu­je też pro­gram "Słów Cię­cie Gię­cie" Szy­mo­na Majew­skie­go. O jakież wyda­wa­ło mi się to trud­ne, żeby z tych wizu­al­nych rebu­sów coś wycza­ić. Uwiel­bia­łem zagad­ki i inność tego pro­gra­mu i jakież było moje zdu­mie­nie, gdy ludzie odga­dy­wa­li, co poeta miał na myśli. To wca­le nie był łatwy pro­gram, ale jed­nak wno­sił coś w sza­re życie czło­wie­ka. W zesta­wie­niu z pomy­sło­wo­ścią Szy­mo­na (to były począt­ki jego karie­ry) i spe­cy­ficz­nym humo­rem, powstał napraw­dę cie­ka­wy pro­gram, za któ­rym oso­bi­ście tęsk­nię, bo jed­no­cze­śnie był to ukłon przed ela­stycz­no­ścią nasze­go języ­ka.

Teleturniej Piraci Rafała Rykowsiego

Kto nie grał w stat­ki w dzie­ciń­stwie, ręka do góry! Na dru­gim miej­scu był cym­ber­gaj, ale stat­ki wyma­ga­ły myśle­nia tak­tycz­ne­go, więc moż­na powie­dzieć, że gra­jąc w nie nie dość, że ćwi­czo­no w nas myśle­nie stra­te­gicz­ne, to jesz­cze mogli­śmy się poczuć kapi­ta­na­mi swo­jej jedy­nej i nie­po­wta­rzal­nej flo­ty. Kart­ka w krat­kę i kwa­dra­ty 10 x 10, a póź­niej już tyl­ko roz­miesz­cze­nie stat­ków na polu mino­wym. Ile ja się osie­dzia­łem w tych kwa­dra­tach w cza­sie wol­nym, gdy były ferie i nie było gdzie poje­chać na jakieś zimo­wi­sko. Pozo­sta­ło sie­dzieć w domu i posza­leć w stat­ki z bra­tem.
Pamię­tam tele­tur­niej "Pira­ci", któ­ry pro­wa­dził nie­za­stą­pio­ny Rafał Rykow­ski. Impre­za pole­ga­ła na tym, że ludzie dzwo­ni­li na ante­nę z róż­nych miejsc Pol­ski i świa­ta (pro­gram leciał też na TVP Polo­nii) i poda­wa­li swo­je typy, gdzie Rafał ukrył stat­ki do zestrze­le­nia. Nic by w tym wiel­kie­go nie było, gdy­by nie nowo­cze­sność i żywioł, z jakim pro­wa­dzą­cy zachę­cał do udzia­łu. To był według mnie wzór wszel­kich tele­tur­nie­jów inte­rak­tyw­nych, w któ­rych anga­żo­wa­no publicz­ność. Być może nagro­dy nie były jakieś wiel­kie, ale moż­na było dostać Rafan­dyn­kę, czy­li model żaglow­ca w butel­ce, nazwa­ny tak od imie­nia pro­wa­dzą­ce­go. Sępio­no też koszul­ki z napi­sem "Pira­ci", pozdra­wia­no na ante­nie, moż­na było też strze­lać do stat­ków wprost z listów tra­dy­cyj­nych, spo­śród któ­rych wygra­nych wybie­rał widz. Ogól­nie Rafał cho­dził po całym most­ku kapi­tań­skim i wyczy­niał cuda, sypał aneg­do­ta­mi, w któ­re wkrę­cał tele­wi­dzów, a jego nie­od­łącz­ny kom­pan za rucho­mą kame­rą - Irek, też był włą­cza­ny w nie­któ­re dzia­ła­nia (co rów­nież było nowo­ścią, że zwy­kły ope­ra­tor miał głos w pro­gra­mie na żywo). I do tego to cha­rak­te­ry­stycz­ne dla pro­wa­dzą­ce­go, gdy ktoś się dodzwo­nił "kogo witam, kogo gosz­czę". Bar­dzo bra­ku­je mi tego żywio­łu na mor­skich falach.

T-raperzy znad Wisły - moja miłość w rytmie rap

Rap w Pol­sce zaczął się od Kazi­ka, a jego idee spo­pu­la­ry­zo­wa­li Liroy czy Wzgó­rze Ya Pa 3. Sam nie prze­pa­da­łem za mówie­niem do bitu, do momen­tu, gdy nie poja­wi­ły się takie zja­wi­ska jak Fisz, Łona, OSTRWar­sza­fski Deszcz 3H czy skła­dan­ki DJ 600V. Nie prze­ma­wia­ło do mnie ulicz­ne pito­le­nie, jak to źle jest na świe­cie, nie­mniej zaczą­łem się inte­re­so­wać tą kul­tu­rą. Nie ina­czej było z T-Rape­ra­mi znad Wisły. Zaczę­li od śmiesz­ne­go przed­sta­wia­nia dzie­jów naszych pol­skich kró­lów w ryt­mie rap i zro­bi­li to dosko­na­le. Moż­na się było naresz­cie uczyć histo­rii gło­sem nowe­go poko­le­nia, a nie ze sta­rych zapy­zia­łych ksią­żek. Do tej pory pamię­tam "Miesz­ko, Miesz­ko, mój koleż­ko, dobra, dobra, dobra, dobra i poca­łuj w dupę bobra!". Mia­ło być i z humo­rem, i z pożyt­kiem. Póź­niej T-Rape­rzy roz­sze­rzy­li swo­je pole o inne sty­le (z płyt pamię­tam zwłasz­cza jed­ną - "DySzCz - Dys­ko­te­ka Sza­re­go Czło­wie­ka"). Powsta­ło tyle prze­śmiew­czych utwo­rów, że poku­szę się o stwier­dze­nie, że zala­tu­je z nich Kaba­re­tem Star­szych Panów w nowo­cze­snej jak na tam­te cza­sy for­mie. Było cie­ka­wie, było z humo­rem, było nawet z lek­ka komen­ta­rzo­wo dla naszej aktu­al­nej sytu­acji w Pol­sce (przy­po­mnę, że wszy­scy bali­śmy się wej­ścia do UE, a T-Rape­rzy już o tym śpie­wa­li, czy tam rapo­wa­li). Ogól­nie języ­ko­wo cud, miód, do tego stro­je i kiczo­wa­te tele­dy­ski były dosko­na­łą saty­rą na wszech­ogar­nia­ją­ce disco-polo. Nie tam żad­ni Bra­cia Figo-Fagot czy Sła­wo­mir. T-Rape­rzy prze­sko­czy­li swo­ją epo­kę i bar­dzo chciał­bym, żeby jesz­cze coś kie­dyś nagra­li. Na pew­no zapa­dło­by mi to w pamięć i nie było prze­bo­jem jed­ne­go sezo­nu. Bo two­rzyć się powin­no ponad­cza­so­wo i moim zda­niem T-Rape­rom się to uda­ło.

Rower Błażeja - coś dla młodzieży od młodzieży

Z pro­gra­mów dla dzie­ci pamię­tam tyl­ko Ziar­no Tele­ra­nek. Za to dla mło­dzie­ży pro­gra­mów było jak na lekar­stwo. Pamię­tam jedy­nie przez mgłę pro­gram Luz, na któ­ry byłem jesz­cze za mały, a Rower Bła­że­ja był jedy­nym takim pro­gra­mem, któ­ry pach­niał nowo­cze­sno­ścią i był robio­ny przez mło­dych dla mło­dych. To tam zoba­czy­łem, że w mediach moż­na zaist­nieć i zawsze mnie zasta­na­wia­ło jak ci mło­dzi ludzie dają radę w zde­rze­niu ze świa­tem mass mediów. Pro­gram prze­sad­nie nie uczył, ale na pew­no wycho­wy­wał, bo był przede wszyst­kim pro­gra­mem publi­cy­stycz­nym mło­dych, któ­rzy pró­bo­wa­li się odna­leźć w nowej rze­czy­wi­sto­ści wol­nej Pol­ski. For­mat stwo­rzo­ny w Pol­sce dla mło­dych Pola­ków, nie odbie­gał od swo­ich odpo­wied­ni­ków z zagra­ni­cy, był pro­wa­dzo­ny inte­rak­tyw­nie i nie­raz na żywo. Podej­mo­wał waż­ne dla mło­dzie­ży tema­ty jak choć­by seks, nar­ko­ty­ki czy wal­ka z prze­mo­cą. Moż­na było w nim wykrzy­czeć swo­je parę minut na ante­nie. Dodat­ko­wo wej­ścia na żywo do stu­dia. Po pro­stu jak na lata dzie­więć­dzie­sią­te to był cios!

Nostalgia i nowe spojrzenie na popkulturę

Tro­chę to wszyst­ko se ne vra­ti. Nie ma co pła­kać nad roz­la­nym mle­kiem. Czas trans­for­ma­cji ide­olo­gicz­nej i tech­no­lo­gicz­nej pożarł pro­gra­my, któ­re były coś war­te. Pew­nie zna­la­zło­by się jesz­cze wię­cej takich pere­łek (jak KOC - Komicz­ny Odci­nek Cyklicz­ny, czy Za chwi­lę dal­szy ciąg pro­gra­mu), jed­nak nie o to tutaj cho­dzi. Bra­ku­je mi popkul­tu­ry, któ­ra dawa­ła­by war­tość tak, jak tam­te pro­gra­my. Któ­ra była­by nie­co lep­szą pro­po­zy­cją, niż to, co dosta­je­my teraz w posta­ci dziw­nych show, któ­re są puste, bez wyra­zu i wier­nie kopiu­ją zachod­nią głu­po­tę (a może nawet Zachód już się wyco­fu­je z nie­któ­rych for­ma­tów, racz­ku­ją­cych u nas, zanim i Pola­cy doj­dą do tego, że są napraw­dę debil­ne). Ponad­cza­so­wość old­sku­lo­wych pro­gra­mów pole­ga przede wszyst­kim na tym, że zawar­ty był w nich pomysł, pol­ska myśl, coś, co nam bli­skie. Kto by pomy­ślał, że moż­na grę w stat­ki zro­bić w taki spo­sób, jak robił to Rykow­ski. Kto by pomy­ślał, że disco-polo może rze­czy­wi­ście być na pozio­mie, bez cham­stwa i pro­stac­kie­go humo­ru maj­tecz­ko­wo-kro­pecz­ko­we­go. Kto widział teraz jakie­kol­wiek pro­gra­my dla mło­dzie­ży, w któ­rych podej­mo­wa­no by róż­ne aspek­ty wie­ku cie­lę­ce­go.

Mamy inter­net i rolę tele­wi­zji prze­jął Youtu­be. Nie ma co iść w zapar­te. For­ma­ty autor­skie sie­dzą wła­śnie tam i (nie­ste­ty) są też róż­nej jako­ści, więc tra­fić na coś dobre­go i cyklicz­ne­go, co będzie mieć wymiar ponad­cza­so­wy, nadal jest bar­dzo trud­no. Na pal­cach obu rąk w masie setek mogę wymie­nić pro­gra­my, któ­re zosta­ją ze mną na dłu­żej. Dzię­ki temu, że kul­tu­ra spo­pu­la­ry­zo­wa­ła się jesz­cze bar­dziej, mamy dostęp do wszyst­kie­go. Dzię­ki inter­ne­to­wi, tra­ci­my mimo wszyst­ko czas na prze­bi­ja­nie się przez gąszcz absur­dów lub pol­skie kopie zagra­nicz­nych pomy­słów. Może jestem marzy­cie­lem, ale chciał­bym, żeby Pola­cy pró­bo­wa­li swo­ich pomy­słów i na nich budo­wa­li nie tyl­ko mar­kę, ale dawa­li świa­tu coś wię­cej - war­tość, któ­rej wyznacz­ni­kiem nie będą jedy­nie klik­nię­cia i wyświe­tle­nia. Bar­dzo tego potrze­bu­je­my, by z pro­stych rze­czy jak choć­by gra w stat­ki czy gry słow­ne, robić kul­tu­rę popu­lar­ną, któ­ra będzie jed­no­cze­śnie cze­goś uczyć. Mło­dzi ludzie rodzą się z inter­ne­tem i od twór­ców inter­ne­to­wych zale­ży, jaki będzie ten nowo­cze­sny świat, czy to kul­tu­ry, czy nauki, czy wszyst­kie­go razem wzię­te­go. Życzę nasze­mu inter­ne­to­wi jak naj­le­piej i doce­niam niszo­wych twór­ców, któ­rzy nie silą się na zdję­cia na ścian­ce, ale dają świa­tu coś lep­sze­go - praw­dzi­we­go sie­bie, bez korek­ty w Pho­to­sho­pie, bo zwy­kłe zna­czy pięk­ne, natu­ral­ne zna­czy praw­dzi­we, wyra­zi­ste zna­czy z oso­bo­wo­ścią.

Mam duże nadzie­je, a histo­ria zwe­ry­fi­ku­je za parę lat, czy dzi­siej­szy youtu­be­rzy stwo­rzy­li coś ponad­cza­so­we­go i zja­dli­we­go dłu­żej niż jeden sezon. Mam nadzie­ję, cią­gle.

PS
A Wy jakie pamię­ta­cie pro­gra­my z prze­szło­ści, któ­re chęt­nie zoba­czy­li­by­ście w nowo­cze­snym wyda­niu? Może macie pomy­sły na takie pro­gra­my, ale boicie się stwo­rzyć nowy for­mat, bo nie wia­do­mo, czy się przyj­mie (zosta­nie popu­lar­ny)? Pisz­cie, komen­tuj­cie, jestem bar­dzo cie­kaw Wasze­go zda­nia.