Polacy są chorzy na mamracjonizm

Polacy są chorzy na mamracjonizm

Gdy siedzisz w domu (wydawałoby się odcięty od rzeczywistości), możesz nabrać dystansu do świata i stać na się na chwilę obserwatorem. Przeglądam sieć i od razu stają mi przed oczami realne sytuacje. Mamracjonizmem śmierdzi w całym polskim Internecie.

Polaków nie bierze się na poważnie

Nasz naród ma syndrom bycia mniej ważnym, co objawia się ważniakowaniem na lewo i prawo. Nawet Papa Smerf złapałby się za głowę przy całej sympatii do mentorskiego tonu smerfa w okularach, gdy wszedłby między Polaków lub przynajmniej poserfował po polskim Internecie. W bajce Ważniaka nikt nie bierze do końca poważnie, więc tym głośniej prawi swoje morały i na tym polega tragizm jego postaci. Podobnie jest z Polakami. Siedzą na tych swoich fejsach albo blogach i ładują prawdą objawioną tępy naród. Uzmysławiają, wyjaśniają, objaśniają.

Bo chodzi o rację!

Racja zawsze jest po stronie tego, kto ją wyraża i nie ma innej opcji. Pisałem już kiedyś o wyrażaniu swojego zdania, mimo tego, że i tak racji się nie ma. Jest w Polaku jakaś potrzeba mówienia wszystkim, jaki to jest mądry, bo do tej pory nikt nie brał na serio jego wyczynów i doświadczeń. Gdy tylko pojawia się okazja, szuka jak Kaczyński zamachu w Smoleńsku i nie brak mu wątpliwości, że wszyscy inni się mylą. Tymczasem mało który wpada na pomysł, by porozmawiać na temat.

Kompromis? Nie. Komunikacja.

Wszyscy pragniemy w jakimś sensie normalności. Chcielibyśmy, aby świat nie był taki zły, aby ludzie się wzajemnie szanowali, byli dla siebie mili i nie ograniczali wolności bliźniego swego. Brzmi jak marzenie ściętej głowy, gdy spoglądam na otaczające realia, ale jak zwykle w szczegółach siła. Cały witz polega na tym, że nikt nie musi mieć racji i wszyscy mogą się ze sobą zgadzać, przy jednoczesnym zachowaniu swojego zdania na dany temat. Magia, powiedzą pragmatycy.

Zdarza mi się mentorzyć, nawet to lubię. Niektórzy w sposób naturalny traktują mnie jak mentora ze względu na mnogość doświadczeń życiowych i zawodowych. Pojawia się wtedy stwierdzenie Ty jesteś mądrym facetem, a ja wcale się tak nie czuję. Powiem więcej – wydaje mi się, że im częściej zadaję pytania, tym mniej uzyskuję odpowiedzi i chce mi się rozmawiać z coraz mniejszą liczbą osób. Odstawieni na boczny tor nie mogą mieć do mnie o to żalu. Wchodzę na wyższy poziom w dyskusji, ot co. Jestem lepszy? Skądże znowu! Mam większą samoświadomość i coraz zimniej spoglądam na gorące rozmowy o niczym, skupiające się na tym, kto ma rację lub lepiej zna techniki manipulacyjne. To nudne i w większych dawkach męczące.

Wyobrażam sobie, że gdyby ktoś zaczął moderować Internet i, jak to drzewiej bywało na forach, wywalał wątki nie wnoszące nic do tematu, a krzykaczom wyrywał języki za pomocą banów na całą sieć, byłoby więcej treści do czytania. Na ten moment deklasacja postępuje. Słowo elita znów zaczyna obrastać w siłę, a ja nie jestem przekonany, że to dobrze.

photo credit: Isengardt via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)