Podziękujmy artystom

W egzystencji przeciętnego Kowalskiego nie ma zbyt wiele artyzmu. Zajmuje się głównie życiem i jego prozą. Byłoby mu jeszcze smutniej, gdyby nie fakt, że na szczęście nadal rodzą się artyści.

Ideał i absolut

Całe życie poszukuję ideału, absolutu. Chciałbym go przed śmiercią dotknąć i nieważne, czy to będzie perfekcyjny sposób na wiązanie sznurówek czy umiejętność sztucznego wytwarzania naturalnego mleka bez udziału krowy. Jeśli spotykam w świecie coś wspaniałego, muszę przed tym uchylić czoła i uznać swoją niższość. Wbrew pozorom to pokłon pełny szacunku do wielkości zjawiska, z którym mam do czynienia, oraz do siebie, że zauważyłem, znalazłem, byłem na tyle wrażliwy, by nie przejść obojętnie. Co w takim razie jest dla mnie tym ideałem i absolutem? Artyzm, proszę Państwa, który (w moim przypadku) najczęściej przejawia się w muzyce.

Trudny czas

Jesienno-zimowy czas to dla mnie (pewnie nie tylko) zawsze trudny okres. Ciągle chce mi się spać, chodzę jak zombiak z kroplówką pełną kawy, podpiętą do żył i bywam przy tym nader nieznośny (ponoć się czepiam). W pracy spinam tak wiele spraw, że nieraz po całym dniu mam serdecznie dosyć ludzi i ich problemów. Tak, jestem takim Ray’em Donovanem (Pan Wolf na miarę naszych czasów – serial Ray Donovan), który znajduje rozwiązania (no może z tym wyjątkiem, że ja nie szantażuję ludzi). Nikt nie zwraca uwagi na to, że też jestem człowiekiem i mam określoną pojemność. Zbieram cały shit jak kubeł, sprzątam i szczotkuję wiele umysłowych kibli i ciągle ktoś przysyła kolejne zlecenia, pokrzykując w dodatku, że się guzdram. Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam – znacie ten cytat? Na pewno. Tak śpiewała Anna Maria Jopek.

Potrzeba artystów

Artyści tworzą to, co im w duszy gra. Przeciętnemu Kowalskiemu wydaje się, że to prosta sprawa i niejednokrotnie twierdzi, iż muzyka, słowa, obraz zawsze przychodzą ot tak. Hoc, hoc, hoc i są. Jakże się mylisz, Panie Kowalski! Większość ponadczasowych utworów rodziła się w bólu, ucisku, męczarni psychicznej, opartych na prawdzie i tej prozie życia, która mi tak mocno doskwiera. Pozory mylą, bo w pięknych barwach i dźwiękach ukryta jest głębia, która powstała wewnątrz, w zakamarkach duszy. Prawie nikt nie ma tam dostępu. Nikt, poza Tobą i mną, odbiorcami. Mówi się, że jakie dzieło, tacy konsumenci (dlatego tak wielu lubi disco-polo, mimo, że się do tego jawnie nie przyzna). Co w sytuacji, gdy twór jest wysokiej próby, a jego adoratorów niewielu? Zazwyczaj nie rozumieją i nie dochodzą do tego, co chciał im powiedzieć artysta.

Odbiorca i artysta w jednym grali teamie

Gdyby jednak tak połączyć tę moją jesienno-zimową chandro-depresję przeplataną zmęczeniem mózgu oraz potrzebę poszukiwań ideału i absolutu, to nagle okazuje się, że tylko artysta może być moim przyjacielem w tak trudnych chwilach. To on prowadzi mnie za rączkę pokazując inny świat. Nie lepszy, nie gorszy, inny od mojego. To on opowiada mi niestworzone historie, które otwierają moją zaczopowaną od nadmiaru shitu głowę i pokazują, że horyzont nadal można rozszerzać. To on dzieli się bogactwem swoich doświadczeń, wobec których nagle te moje przejściowe kłopoty stają się jak bzycząca mucha – wkurzające, ale do unicestwienia za pomocą kapcia.

Napisałem, że Dick4Dick i płyta 5 to muzyka grana na światowym poziomie. Otrzymałem komentarz, że nic w tym światowego nie czuć, a przecież ten krążek śmierdzi naszym światem bardziej niż shit w mojej czaszce.

Powiedziałem, że teledysk do utworu Infinity zespołu Łąki Łan jest obrazem również światowym, bo w niedościgniony sposób oddaje walkę dobra ze złem, która trwać będzie po samą wieczność. Doszło do mnie info zwrotne, że fajny teledysk, z fajnymi dupami (Fajnie się czyta, fajnie się słucha, fajnie się ogląda).

Usłyszałem nowy kawałek Krzyśka Zalewskiego, Jaśniej, w którym chłopaczyna wykrzykuje, że musimy się stać, nadejść, zajaśnieć dla po-nas-pokoleń. Mam wrażenie, że tylko ja (w moim otoczeniu) dopatrzyłem się bezsilności i słabości pojedynczego człowieka w walce o jutro dla większości. I też w chuj boję się przeciętności.

Dlatego tu jestem i piszę do Was, bo Ci artyści trzymają mnie przy życiu. Każą mojemu sercu pompować krew, póki jest bardziej czerwona niż czarna od ludzkiego shitu. Oni filtrują i oczyszczają moje myśli, wskazują kierunek, uspokajają. Podziękujmy im za obecność i rzucanie w nas cegłówkami artyzmu, wycelowanymi w przebudzenie i przypomnienie, co jest ważne w świecie. A ważne jest właśnie to, że zawsze są inne perspektywy, do których bramą są nierzadko tylko prawdziwi artyści.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest0

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Karolina Wójtowicz

    W każdej dziedzinie znajdziesz twórców, czy to muzyki, czy malarstwa czy gry aktorskiej, którzy są warci docenienia, warci nazwania ich wielkimi, którzy inspirują resztę do starania się w tym, co robią a nie podążaniu drogą na skróty. Disco polo, dwa kwadraty na szarym tle czy „M jak miłość” to droga na skróty i niestety coraz więcej tego bo i coraz więcej odbiorców tego pokroju. Nawet w moim światku architektonicznym widać to gołym okiem. Ilość zwycięża z jakością. Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy cenią sobie piękno… pod jakąkolwiek postacią.

    • Się musimy razem czymać (jak to mówią w Krakowie) :)

  • Oj tak, pełna zgoda po raz kolejny w ostatnim czasie. Rola artystów jest dzisiaj deprecjonowana. Najczęściej przez ludzi, którzy nie mają pojęcia o tym, co to znaczy ”tworzyć” i ”być twórcą”. I lubię, gdy artysta zapomina, że jest tylko ”ludziem”. Bo wtedy najczęściej wznosi się na wyżyny swoich umiejętności. A muzyka… muzyka towarzyszy mi codziennie. Kreuje mi świat. Z żadną inną dziedziną kultury nie czuję się tak związany jak z muzyką.

    • Podejrzanie zbyt często się ostatnio zgadzamy :P

  • W jak niewielkim gronie się znajdujesz że potrafisz to docenić. Jak bardzo szanuję Ciebie i chylę czoła, że masz w sobie wrażliwość, która umie i chce dostrzegać artyzm. Jak bardzo cenię sobie to, że istnieją na tym świecie ludzie którzy doceniają twróczość. Czytając takie słowa cieszę się, że pracuję na to by trafiać do takich ludzi jak Ty :)

    • Na szczęście grono rośnie, bo zwiększa się też świadomość co jest shitem, a co już nie :)

      • Podziwiam Cię za ten optymizm. Ja swój zgubiłam kilka miesięcy temu bezpowrotnie. Praktyka w artystycznej branży szybko zabija pozytywne myślenie na ten temat. Myślę, że grono odbiorców się nie powiększa. Po prostu jedni umierają a na ich miejsce rodzą się nowi. Jak widzę czym się ludzie jarają i co uważają za artyzm to mam ochotę skoczyć z mostu na beton.

        • Jesteś kolejną osobą, która widzi we mnie optymistę ;), a ja raczej jestem optymistą umiarkowanym. Piętnuję jak tylko się da miernotę, głupotę i zachwyty kiczem oraz ten wklejany na siłę na piedestał lajfstajl oparty na mainstreamie. Nazywam rzeczy po imieniu, ale nie jestem głuchy, ślepy i niewrażliwy na ilość dobrego wychodzącego z ręki artystów (i nieważne, czy to będzie dłuto rzeźbiarza, pędzel malarza, nuty muzyka czy słowa pisarza). Staram się tę świadomość budzić w ludziach, bo nieraz trafiam na kompletnych ignorantów, którzy niekoniecznie są jeżem nastawieni do chwytania, ale nie próbowali nigdy posłuchać/obejrzeć/przeczytać sercem. Nie dziwię się, że to trudne w naszym kraju, bo zawsze znajdzie się powód do narzekania (książka za długa, obraz za kolorowy, muzyka zbyt prosta, teksty infantylne), ale skupiając się na małych plamkach… nie dostrzeżemy blasku całości.

          • Wiesz co nie chodzi o to by przestać nieść kaganek oświaty czytania artyzmu i rozróżniania go od pomyj. Raczej o to, że wiele ludzi po prostu nie widzi różnicy. Serio. Nie to, że mi się tak wydaje. Po prostu skala tego zjawiska jest tak porażająca, że czasem aż zapiera mi dech. Dlatego tym bardziej jaram się ludźmi, którzy serio widzą. Wiedzą, że jakaś lampa jest ładna a jakaś jest tandetna. Kręcą ich ładne i inspirujące obrazki a nie mainstremowe truchło z gołym tyłkiem na pierwszym planie z wysypanym dookoła kolorowym konfetti. Nie jest to kwestia narzekania ale gorzkiej świadomości jak jest naprawdę. Ciebie kręci muzyka, mnie z uwagi na pracę obrazki (ruchome najczesciej) i jak widzę piękny, plastyczny, obłędnie opowiedziany kamerą i montażem teledysk w barwach obrazu Friedricha i na liczniku widzę 30 000 wyświetleń a potem patrzę na pitbulla który ma kilkadziesiąt milionów to ogrania mnie smutek i nostalgia…

  • Próba

  • Artyści są ok i im dziękuję, ale wkurza mnie jak zapominają, że są poniekąd tylko ludźmi.

    • Dlatego oni też potrzebują Kowalskich, żeby czasem ich na ziemię sprowadzili :)