Podjąć wyzwanie

Podjąć wyzwanie

Każ­dy dzień zaczy­na się spo­koj­nie, by przy­brać na mocy w poło­wie i wyci­szać się powo­li pod koniec. Każ­dy dzień jest wyzwa­niem, dosłow­nie każ­dy, a naszym celem jest je pod­jąć i wygrać.

Zakła­dam, że jesteś inte­li­gent­ną oso­bą, któ­ra chce w życiu cze­goś wię­cej. Wyobraź sobie, że możesz wszyst­ko mieć, wszyst­ko jest w zasię­gu Two­jej ręki, a jedy­nym pro­ble­mem jest brak pro­ble­mu, by po to się­gnąć. Co może prze­szko­dzić, by wygrać to, co przed nami? Może lęk? Może nie­sprzy­ja­ją­ce warun­ki? Może inni ludzie? Każ­da z tych odpo­wie­dzi jest błęd­na.

Zaczynaj od nowa, czyli od siebie

W każ­dej pod­ję­tej decy­zji i w każ­dym obco­wa­niu z losem zaczy­na­łem od dupy stro­ny. Zasta­na­wia­łem się nad czyn­ni­ka­mi zewnętrz­ny­mi, nad tym, co może mi dać Wszech­świat i czy jestem w dobrym miej­scu, by się na coś pory­wać. I dosze­dłem do wnio­sku, że powin­no się zawsze zaczy­nać od sie­bie. Może to banał, ale nie da się nicze­mu nadać ryt­mu, jeśli sami sie­bie nie zryt­mi­zu­je­my. Nie da się zro­bić nicze­go, jeśli będzie­my krę­cić się w kół­ko, aby wyszło jak naj­le­piej. Wresz­cie nie da się też nie popeł­niać błę­dów, za któ­re bądź, co bądź, trze­ba zapła­cić. Taka dola, jeśli chce się kolek­cjo­no­wać doświad­cze­nia życio­we, a nie cze­kać aż same przyj­dą, bo nic nigdy, no pra­wie nigdy, nie przy­cho­dzi samo. Trze­ba na wszyst­ko zapra­co­wać wła­sną krwa­wi­cą i poświę­ce­niem. Nie­raz będzie boleć, ale jak wszyst­ko, co pięk­ne, rodzi się w nie­do­god­no­ści.

Jak ja nie lubię tego okre­śle­nia, że do prze­kra­cza­nia sie­bie trze­ba wyjść ze stre­fy kom­for­tu, bo sam nie wiem do koń­ca czym ta stre­fa jest. Nie­raz znaj­do­wa­łem się w dys­kom­for­to­wej sytu­acji i bra­ko­wa­ło mi jakie­goś opar­cia, fila­ru, na któ­rym mógł­bym się wes­przeć. Nie­ste­ty na dro­dze zmian nie da się mieć moc­nych fila­rów, jeśli nie zacznie się od sie­bie. W nas jest począ­tek i w nas jest jed­no­cze­śnie koniec zmar­twień i poczu­cia bez­sen­su. Jak z tym han­dlo­wać i wygrać?

Podejdźmy do życia projektowo

Każ­dy pro­jekt zaczy­na się od celu, ocze­ki­wa­nych efek­tów, wyce­ny środ­ków, któ­ry­mi osią­gnie­my to, co zało­żo­ne. Wycho­dzi więc na to, że pro­jek­to­wo moż­na podejść do każ­dej dzie­dzi­ny życia. Zaczy­nasz od ołów­ka i kart­ki papie­ru, prze­le­wasz swo­je myśli (i faj­nie jest je for­mu­ło­wać w mapy myśli), a póź­niej powo­li reali­zu­jesz. Nie od razu widać efek­ty, cza­sem napo­ty­kasz się na wyzwa­nia, czy­li pro­ble­my, na któ­re nie ma łatwych roz­wią­zań. I to jest ten moment prze­ła­ma­nia, gdy widzisz, ile masz już za sobą, ale przed Tobą jesz­cze wie­le prób. A jak są pró­by, to są i błę­dy, któ­re są naj­lep­szym źró­dłem doświad­czeń.

Są takie rodza­je błę­dów, któ­rych nie powin­no się popeł­niać. Ja mam takich kil­ka na kon­cie i chęt­nie cof­nął­bym czas. Jest cze­go żało­wać, a nie jestem typem czło­wie­ka, któ­ry nicze­go nie żału­je. Nie żało­wa­nie nicze­go jest pew­ne­go rodza­ju skró­tem myślo­wym, któ­rych pseu­do-coache uży­wa­ją, aby oszu­kać i zakli­nać rze­czy­wi­stość. Bo w rze­czy­wi­sto­ści popeł­nia­my błę­dy, z któ­rych nie chce­my się roz­li­czać, bo to za bar­dzo boli. Pro­jekt życie nie­sie ze sobą, oprócz rado­ści, tak­że płacz i zgrzy­ta­nie zębów. Chęt­nie poznał­bym czło­wie­ka, któ­ry nigdy nie zbo­czył z obra­ne­go celu i nie zda­rzy­ło mu się zbo­czyć z wła­ści­wej dro­gi. Waż­ne jed­nak, że wie­dział, kie­dy zawró­cić, popu­kać się w czo­ło i zro­zu­mieć, gdzie się jest, a gdzie się chcia­ło być i na ile chce­nie jest zgod­ne z rze­czy­wi­sto­ścią.

Do oceny najlepszy jest drugi człowiek

Nie wiem jak moż­na żyć w poje­dyn­kę. Gdzieś w mat­ni swo­ich myśli moż­na stra­cić zdro­wy roz­są­dek i nawet, jeśli wyzwa­nie wyda­je nam się jak buł­ka z masłem na samym począt­ku, wię­cej drzew poja­wi się, im pój­dzie­my dalej w las. Nie ma dobrej dro­gi, a przy­naj­mniej nie ma jedy­nej. Potrzeb­ny jest dru­gi czło­wiek, aby nie tyle pokie­ro­wać, co powie­dzieć jak coś tak napraw­dę wyglą­da na zewnątrz. Ktoś, kto sta­nie z boku i powie Ci - kawał dobrej robo­ty albo zga­ni za brak efek­tów. Spe­cjal­nie wyci­nam tych, któ­rzy są neu­tral­ni, bo oni nas nicze­go nie uczą, a i ze szcze­ro­ścią bywa­ją na bakier.

Pod­jąć wyzwa­nie - oto jest sztu­ka. Nawet jak boli, nawet jak nie sprzy­ja, nawet jak los się od nas odwró­cił. Wte­dy nasz świat nabie­ra innych barw, a każ­dy suk­ces wyda­je się zwy­cię­stwem, bo moż­na je doce­nić dopie­ro, gdy namę­czysz się, by osią­gnąć cel. Każ­dy, nawet mały.