Pan Wolf na miarę naszych czasów – serial Ray Donovan

Pan Wolf na miarę naszych czasów – serial Ray Donovan
Ocena4.5
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Sceptycznie podchodziłem do kolejnego serialu, którym potencjalnie mógłbym się zarazić. W jakimś sensie moja praca opiera się na rozwiązywaniu problemów, dlatego w Rayu Donovanie zatraciłem się niemal natychmiast.

Dzwoń po Pana Wolfa

Ray Donovan to ojciec dwójki dzieci, mąż swojej żony i wysoko postawiony nie-wiadomo-kto, choć każdy go zna i boi wymawiać jego imię nadaremno. Dlaczego? Otóż profesja, jaką się zajmuje jest dosyć niecodzienna – „sprząta brudy”, czyli rozwiązuje problemy bogatych i wpływowych ludzi, które mogłyby zagrozić ich karierom oraz majątkom. Dla Raya nie ma rzeczy niemożliwych, a z kłopotami radzi sobie w mig przy współpracy lojalnych przybocznych. Jest nowoczesną odmianą Pana Wolfa z Pulp Fiction. To jedna strona medalu.

Drugą stroną jest działanie na granicy prawa i moralności. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że człowiek zaangażowany zdolny jest do wielu poświęceń. Postać Raya szyta jest jako garnitur dla człowieka bezwzględnego, bez zasad, dla którego liczy się osiągnięcie celu za wszelką cenę. W zamian za grubą kasę oczywiście. Byłoby idealnie, gdyby główny bohater okazał się robotem, ale w gruncie rzeczy to niezwykle uczuciowy facet, skrzywdzony przez życie i historię swojej rodziny.

Co spowodowało, że Ray zajmuje się rozwiązywaniem problemów takiej rangi? Dlaczego widzi w tym misję, pomijając zarabianie ogromnej forsy i życie w luksusie? Jaki wpływ na jego psychikę miała przeszłość i trudna relacja z ojcem – Mick’iem? Czy potrafi być dobrym rodzicem dla dzieci i partnerem dla żony, która nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, czym zajmuje się jej mąż? Kolejne odcinki serialu, kawałek po kawałku, udzielają odpowiedzi na te pytania.

Mini-film

Raya Donovana ogląda się jak film, dlatego to taki dobry serial. Na początek zostajesz wrzucony do kociołka różnych wydarzeń, z których niewiele rozumiesz. Z każdym odcinkiem odsłaniane są nowe tajemnice dotyczące rodziny głównego bohatera, które ukształtowały jego charakter. Uwaga niezwykle sprawnie ogniskowana jest na różnych płaszczyznach: Ray i jego rodzina (żona i dzieci), Ray i jego bracia oraz ojciec Mick, Ray i jego współpracownicy, Ray i jego przeszłość. Mimo tego, że co rusz przeplatają się wzajemnie sobie przeszkadzając, to poziom skomplikowania jest do przyjęcia, nie nudzi i nie traktuje Cię jak frajera, który łyknie wszystko od początku do końca. Dzięki tak jasno prowadzonej narracji masz możliwość sam ocenić postawy i moralność postaci. Nie ma tu jednak mówienia wprost co jest złe, a co dobre i może to właśnie stanowi o sile tego serialu. Nie bez powodu skojarzył mi się z jednym z moich ulubionych tasiemców – Dexterem. Ray na szczęście (przynajmniej na razie, a obejrzałem większą część pierwszego sezonu) nie jest tak odrealniony, dlatego wydaje mi się lepszą pozycją.

Na osobne wyróżnienie zasługuje Jon Voight, odtwórca roli ojca – Mickey’a Donovana. Nadał tej postaci tak wielowymiarowy format wywołujący tyle sprzecznych ze sobą emocji, że gdybym osobiście mógł przyznawać nagrody za mistrzostwo świata, jedną z nich ofiarowałbym właśnie temu aktorowi. Pozostali dopasowani są równie dobrze, ale żaden z nich nie jest w stanie przebić gry Voight’a.

Mam nadzieję, że w drugim sezonie żaden potwór nie wyskoczy z szafy, bo zniszczyłby świetną pracą wykonaną przy realizacji pierwszego. Z czystym sumieniem polecam i ostrzegam – Ray uzależnia.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • BGN

    Ray uzależnia. Potwierdzone info.

    • Obejrzałem cały sezon. Jestem ciekaw jak poprowadzą drugi.